środa, 30 listopada 2016

Wszystko za szybko

Jak ten czas szybko leci. Niedawno wychodziłam z dzieckiem ze szpitala, taka mała kruszynka. A teraz trzeba się martwić jaką szkołę dla nich wybrać. Mieszkam w bloku na dużym osiedlu, na przeciwko mnie wiza wi mieszka młoda matka z mala córką Ania .Nie dawno mówiła mi ze w przedszkolu obok naszego bloku zostało otwarte nowo wybudowane przedszkole dla dzieci mieszkających na naszym osiedlu. Na początku kwietnia zorganizowali drzwi otwarte dla młodych rodziców, aby mogli przyjść ze swymi pociechami i obejrzeć jakie są warunki i czy rodzice będą zainteresowani, aby je tam zapisać.
 Cały plan dnia z otwarciem przedszkola był idealnie zorganizowany. Zabawa rozpoczęła się o 10:30 rano. Wszystko było przystrojone w kolorowe balony, które zapraszały do zwiedzania.
Na samym początku panie opiekunki oprowadziły dzieci wraz z rodzicami po placu zabaw, który znajdował się z tyłu przedszkola. Cały plac był bardzo dobrze ogrodzony, co na pewno chroniło dzieci przed wypadkiem. Było dużo drabinek, zabawek, dwie piaskownice i mnóstwo drabinek.
Po zwiedzeniu placu zabaw wszyscy zostali zaproszeni do sali zbaw. Tam oczywiście wszystkim bardzo się podobało, ba na samym początku pani kierowniczka z opiekunką zaprosiły dzieci do zabawy i  zorganizowały dla wszystkich wiele zabaw i gier towarzyskich. Wykorzystały akie gry jak Kalejdskop 50 gier, Wesoły dzień Zosi- puzzle, Barbie i jej super przyjaciele - Puzzle 4w1. Po tych atrakcjach dzieci, przyszłe przedszkolaki przeszły  po reszcie  łazienek i  które również były bardzo ładnie urządzone. Pod oknami znajdowały się stoliki z krzesłami na których przedszkolaki  siedziały i bawiły się różnymi  zabawkami, na drugiej stronie sali znajdował się duży regał a na nim na dolnych półkach było wiele kolorowych  zabawek.  Na reszcie z  półek znajdowało się wiele pudełek  z wielką ilością puzzli i grach planszowych.
 Ania była zachwycona grami, zabawkami i puzzlami.
Teraz to już na pewno każde z dzieci będzie miało miejsce, aby się bezpiecznie i z rówieśnikami bawić. A co ważne będą przebywać wśród swych rówieśników

Nasza kochana babcia

Śmierć mojej babci był szokiem dla wszystkich w rodzinie. Zawsze czuła się dobrze. Nie dość, że teraz wszystko trzeba pozałatwiać to dowiedziałam się, że przepisała ma mnie swoje mieszkanie. A ile było z tym załatwieni to głowa mała.
Po śmierci mojej babci przypadło mi w spadku mieszkanie na osiedlu w centrum. Byliśmy przeszczęśliwi, że w końcu będziemy mieć swoje własne mieszkanie.
Jesteśmy dwa lata po ślubie i niestety nasza sytuacja nie pozwala nam jeszcze, aby iść na tzw. ''swoje''. Oboje pracujemy, ale niestety nie stać nas na swoje mieszkanie więc wiadomość jaką otrzymałam była  dla nas istnym zbawieniem, bo mieszkanie z teściami nie należy do najłatwiejszych. Jeżeli ma się taką teściowa jak ja, która uważa, że musi mnie wszystkiego uczyć, bo czuje taka potrzebę. Na każdym krok człowiek jest sprawdzany i czuje ciągły oddech na ramieniu. Mój mąż tłumaczy mi, że nigdy nie miała córki więc chce to przeżyć chyba dzięki mnie. Ja to wszystko rozumiem, ale uczenie mnie najprostszych rzeczy typu mycie okien lub piecznie zwykłego ciasta biszkoptowego nie jest mi naprawdę potrzebne. No ale już wszystko na dobrej drodze do tego, aby mieszkać samemu i starać się o jakieś dziecko, gdyż nadarzają się już do tego odpowiednie warunki. Pod jednym dachem nie było by to możliwe, ponieważ zajmowaliśmy tylko jeden pokoj, gdzie kuchnia i łazienka była współna. Nie było warunków dla dziecka.
Mieszkanie było trochę zapuszczone, gdyż babcia mieszkała sama. Była bardzo zaradną osobą, umarła już z powodu chorób starczych, ale trzymała się do samego końca świetnie. Nie chciała żadnej pani do opieki lub pomocy ani pielęgniarki. Uważała, że jest na tyle sprawna i zaradna, że nie potrzebowała pani, która za nią umyła by okna lub obrała ziemniaki.
Abyśmy mogli się wprowadzić do nowego mieszkania musieliśmy zrobić w nim gruntowny remont. Na szczęście mieliśmy odłożone pieniążki na koncie jeszcze po weselu. Teraz tylko się brać do roboty. Cały remont trwał trochę ponad pół roku, sprawy spadkowe też pochłonęły trochę miesięcy.
Nareszcie nadszedł czas wprowadzenia do nowego mieszkania. Już od rana jeździliśmy z pudłami i całymi gratami. Kartonów było co nie miara. Przy rozpakowywaniu się znalazłam karton, który był podpisany ''rzeczy babci''. Znalazłam tam różne pamiątki po babci, zdjęcia, stare zabawki mojej mamy, jakieś gry planszowe 5 sekund junior i Dory’s lost memory i trochę rzeczy osobistych. Wszystkie te znaleziska zachowaliśmy, aby pamiętać dzięki komu mamy swój własny kąt.

Mega zaskoczenie

Niedziela jak to niedziela. Lubi być leniwa. I ta również taka była. Odpoczywając na kanapie usłyszałam jak ktoś puka do mych drzwi. Jakie było moje zdziwienie jak zobaczyłam swych rodziców.  Wyjaśnili  mi, że to są bilety z biura podróży na Wyspy Kanaryjskie. Mamy tam spędzić dwa tygodnie w jednym z luksusowych hoteli. Mój dwuletni braciszek, Oluś, zostanie pod opieką mojej babci.
Gdy się zbliżał dzień wyjazdu, w całym domu panował bałagan. Nikt nie mógł znaleźć swoich rzeczy. Pakowaliśmy tylko najpotrzebniejsze ubrania, ale moja mama nie mogła ich pomieścić w walizce. Jak zwykle miała ich za dużo.
Ja pakowałam się osobiście więc wzięłam potrzebne rzeczy, byłam bardzo zaskoczona, że znalazło się miejsce w mej walizce na rzeczy zbędne, ale umilające czas. Wzięłam puzzle i gry- 5 sekund junior Ananasowa twórczość i zjedz burgera. Wieczorem położyliśmy się wcześniej  spać, aby z samego rana udać się na lotnisko.
Wypoczęci i pełni emocji weszliśmy na pokład samolotu. Lot przebiegł nam spokojnie.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Gdy rozejrzałam się wokół, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Krajobraz był piękny! Palmy, plaże, ocean. Wszystko
to pierwszy raz zobaczyłam na żywo. Rodzicom też się tu bardzo spodobało.
W hotelu mieliśmy zarezerwowane dwa pokoje. Po krótkim odpoczynku
i pierwszym posiłku, udaliśmy się na plażę. Było tam wielu ludzi, ale naszą uwagę przykuł tłum stojący przy wraku samolotu. Podeszliśmy bliżej. Niestety, nie rozumieliśmy o czym rozmawiają, ale na pewno było to coś bardzo interesującego. Po chwili usłyszeliśmy głos mówiący w języku polskim. Rozglądaliśmy się i zauważyliśmy młode małżeństwo. Mój tata zebrał się na odwagę i podszedł do nich. Zapytał , co się tu stało, że wszyscy ludzie są tacy zaszokowani. Kobieta wytłumaczyła, że cztery osoby stojące koło samolotu. Właśnie wróciły po trzech tygodniach pobytu na bezludnej wyspie. Znalazły się tam w wyniku katastrofy samolotu. Na szczęście wszyscy przeżyli. Dzięki sporym zapasom jedzenia
i umiejętności jego zdobycia nie wykończył ich głód. Znaleźli także źródło wody nadającej się do picia. Po dwutygodniowych poszukiwaniach odnalazła ich grupa ratowników. Była to głośna historia, opisana w wielu gazetach. Nie dawano tym osobom szans na przeżycie. Dlatego wszyscy
są tacy zdziwieni ich powrotem. Tata nam to opowiedział, ale nie mogłyśmy
w to z mamą uwierzyć. W końcu wróciliśmy do hotelu i położyliśmy się spać. Byliśmy bardzo zmęczeni.
Dwa tygodnie pobytu na wakacjach minęły szybko i były naprawdę udane. Miło je wspominam. Żal było odjeżdżać, ale tęskniłam za rodzinką. Jednak z tego wyjazdu najbardziej zapamiętałam historię o samolocie przekonała  mnie ona, że cuda się jednak zdarzają.

Matka chrzestna

Przez te 9 miesięcy byłam przy mojej siostrze. Nie mieszkamy już razem, ale codziennie się widywałyby. Gdy dowiedziała się, co się urodzi, byłyśmy szczęśliwe, to chłopiec i będzie miał na imię Mateusz. Ja byłam już wcześniej uprzedzona o tym, że będę matką chrzestną. Miałam fakt parę miesięcy, aby przygotować się do tej roli, ale zakup odpowiedniego prezentu nie dawał mi spokoju. Co kupić, aby dziecko miało świetną pamiątkę. To częste pytanie, które zadają sobie sami rodzice. Przy wyborze prezentu w postaci zabawki dla rocznego dziecka muszę pamiętać, że powinna ona być przede wszystkim bezpieczna oraz nie powinna być zbyt wymagająca. Dobra zabawka to taka, która sprawia dziecku dużo radości oraz wzbudza jego zainteresowanie i ciekawość. Pomaga małemu podróżnikowi w poznawaniu świata, nauce nowych rzeczy, pokonywaniu przeszkód oraz rozwija jego zdolności. Muszę być świadoma, że małe dzieci lubią wkładać wszystko do buzi w tym także zabawki, ponieważ ich ciekawość jest tak duża, że chcą wszystkiego spróbować. Dlatego nie mam zamiaru kupować tych z małymi elementami, które są przeznaczone dla tych starszych. Wyobraźnia naszych dzieci nie zna granic, dlatego każda zabawka może stać się niebezpieczna dla naszej pociechy. Zabawki przeważnie posiadają informacje na opakowaniu np. grupę wiekową, instrukcję obsługi oraz wskazówki na temat bezpiecznego użytkowania także będziemy mieli pewność czy dana zabawka jest odpowiednia na prezent dla naszego dziecka. Mimo upływu czasu doskonałym a teraz wręcz kultowym pomysłem na prezent dla dziecka na roczek są zabawki drewniane, które są bezpieczniejsze niż te tradycyjne wykonane z plastiku. Zabawki ekologiczne zostały wykonane z naturalnego tworzywa jakim jest drewno oraz przy pełnym poszanowaniu środowiska naturalnego. Nie posiadają ostrych krawędzi oraz są bardzo trwałe i wytrzymałe na wszelkiego rodzaju uszkodzenia. Drewniane zabawki posiadają interesujące kształty, oryginalne kolory oraz są bardzo miłe w dotyku. Sprawiają że dziecko uczy się każdego dnia czegoś nowego. Pozwalają maluszkowi ćwiczyć koncentrację, wyobraźnie oraz paluszki. Wiele na ten temat poczytałam, wysłuchałam wele opoini i dozłam do wniosku, że najlepszym z prezentów bądą zabawki ponadczasowe, proste w obsłudze i zachęcające do zabawy. Z czasem Mateusz stawał sie coraz starszym chłopcem i mógł już sam składać zamównia u mnie na takie zabawki jak bardzo popularne gry planszowe- 5 sekund Junior, 4 pory roku- Fun for everyone. Teraz przynajmniej wiem comam kupować :)

Kłutnia zakochanych

Kocham swojego chłopaka nad życie. Spędziliśmy ze sobą już trochę czasu, więc postanowiłyśmy razem zamieszkać. Lecz i  nas zdarzają się kłótnie. Bardzo mnie zdenerwował swoją grą. Nic tylko gry na komputerze non stop. Wracał z pracy i pierwsze co to włączyć laptopa i ładować nową grę. Już miałam tego dość! Żadne prośby, groźby nie pomogły. Musiałam wymyśleć podstępny plan, taki który odciągnął by go od komputera.
Postanowiłam zorganizować wakacyjny wyjazd. Uświadomiłam go, aby wziął wolne w pracy, bo wyjeżdżam do rodziców na tydzień i trzeba zająć się domem i naszym kotkiem, pod moją nieobecność. Na szczęście Mateusz połknął haczyk. Gdy przyniósł mi podpisaną swoja kartę urlopową mogłam zacząć działać. On oczywiście żył w błogiej nieświadomości, że cały tydzień spędzi sam w domu nigdzie nie wychodząc i nic nie robiąc. Mógł wtedy grać w swe ulubione gry bez narażenia się na moją złość.
Miałam dwa tygodnie na załatwienie wymarzonym wakacji we dwoje. Moi znajomi polecali mi wiele miejsc, przyznam, że wybór był ogromny. Zdecydowałam się na wyjazd na Mazury na łonie natury, tak przynajmniej reklamowało się ogłoszenie w katalogu z wycieczkami.
Dzień przed wyjazdem po kryjomu zaczęłam pakować walizkę Mateusza w wszystkie potrzebne rzeczy. Moja przyjaciółka doradziła mi, aby wziąć ze sobą nie tylko te potrzebne rzeczy, ale trochę rzeczy śmiesznych i do zabicia czasu. Postanowiłam zapakować karty do gry Trefl i puzzle A to było tak, Mistakos.
W dzień wyjazdu wstałam dużo wcześniej, aby zapakować wszystkie walizki do samochodu. Obudziłam Mateusza kazałam mu, aby odwiózł mnie do rodziców. Nie protestował, ponieważ nie wiedział, że nici z jego grania od rana do wieczora. Wsiedliśmy do samochodu  pojechaliśmy, w połowie drogi, gdy już byliśmy daleko od domu opowiedziałam mu o swym planie. Oj był troszkę zły, ale z biegiem czasu naszej podróży chyba zaczął doceniać to co dla niego zrobiłam.
Gdy dojechaliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się piękny widok. Ogromne jeziorko, leżaki, grill, i małe drewniane chatki dla gości. Byliśmy zachwyceni, miałam nadzieję, że wszystko wypali.  I tak się stało. Pogoda dopisywała prawie codziennie, mnóstwo atrakcji, zwiedzania, a wieczorami przy lampce wina spędzaliśmy razem czas podczas gier i puzzli jakich zabrałam ze sobą.  Po powrocie do domu, ustaliliśmy grafik, który z całą pewności ograniczy czas spędzony przy grach komputerowych.  

Bardzo dobra dziewczynka Anielka

Anielka można powiedzieć, że jest dziewczynką doskonała. Bardzo lubi pomagać wszystkim dookoła. Pomagała młodszym i starszym, chłopcom i dziewczynkom, a także zwierzętom i roślinkom. Pomagała często starszej pani, która mieszkała w malutkim domku niedaleko lasu. Pani mieszkała sama i nie była w stanie poradzić sobie z pracami domowymi. Dziewczynka pomagała jej sprzątać, robiła zakupy, zajmowała się ogródkiem, a także ulubionym psem właścicielki. Bardzo się starała, aby starszej pani było dobrze i nie czuła się samotnie.  Anielka dla umilenia czasu śpiewała starszej pani przepiękne pieśni, starała się umilić czas także grami i puzzlami takim jak Mistakos, Ananasowa twórczość i zjedz burgera. Dziewczynka miała bardzo dobre serduszko. Starała się pomóc każdemu, kto potrzebował pomocy. Nie czuła trudów ani zmęczenia, bo po prostu bardzo lubiła pomagać. Sprawiało jej to prawdziwą radość i przyjemność. Starsza pani widziała często, jak Anielka w pośpiechu krząta się po domu, aby zdążyć z pomocą do innych. Wtedy właśnie starsza pani ofiarowała dziewczynce niezwykły dar. W nagrodę za jej ofiarną pomoc podarowała Anielce skrzydła. Nie były to byle jakie skrzydła, tylko niezwykłe - prawdziwie anielskie skrzydła.
- Dzięki nim będziesz mogła latać i natychmiast znajdziesz się przy kimś, kto będzie potrzebował twojej pomocy - powiedziała starsza pani.
Anielka była bardzo zaskoczona, ale też niezmiernie uradowana. Natychmiast wypróbowała prezent. Rzeczywiście, ze skrzydełkami mogła dużo szybciej dotrzeć do potrzebujących! Okazało się jednak, że ludzie potrzebowali jej pomocy zarówno w dzień, jak i w nocy. Z lataniem w nocy był jednak pewien kłopot, bo w ciemnościach nasz aniołek często zaczepiał się o gałęzie, dachy i słupy. Był więc ciągle posiniaczony i podrapany. Gdy starsza pani ujrzała dziewczynkę po takiej nocnej wyprawie, dała jej jeszcze jeden prezent.
- Wyglądasz raczej jak łobuziak, a nie jak aniołek. Wręczam ci więc aureolkę, która świecąc nad twoją głową będzie oświetlać ci drogę. Będziesz mogła pomagać innym zarówno w dzień jak i w nocy.
Anielka była teraz dobrze przygotowana, aby nieść pomoc innym, tak w dzień jak i w nocy.
Od tego czasu wszystkie aniołki mają skrzydełka i aureolki.

Poznajemy świat

 Nasza bohaterka ma na imię Sara. Była grzeczną dziewczynka, która była bardzo ciekawa świata. Dziewczynka  Słuchała opowieści mamy, taty, dziadka, babci a nawet cioć i wujków, ale potem próbowała samodzielnie sprawdzić, czy mówili jej prawdę. Ostatnio mama opowiadała jej o cudownym lekarstwie na większość dolegliwości i chorób. Nie wiecie, co to może być? A może się domyślacie? Zdaniem mamy Sary był to uśmiech. Tak, tak, taki zwykły promienny uśmiech. Niby takie banalne a jednak. Kto by przypuszczał, sama zadawała sobie to pytanie.  Sara nie chciała w to uwierzyć, więc od razu przystąpiła do sprawdzania tego w praktyce. Pobiegła do dziadka i pyta:
- Dziadziusiu, czy boli cię coś dzisiaj?
- Och tak, moje dziecko – mówi dziadek – boli mnie noga, a także plecy i trochę serce. 
- To ja cię uzdrowię – odpowiedziała Sara – uśmiechnęła się najbardziej promiennie, jak tylko umiała. Dziadek popatrzył ze zdumieniem na swoją wnusię i uśmiechnął się również.
- Moja kochana, czuję, że boli mnie coraz mniej. Bardzo ci dziękuję za ten uzdrawiający uśmiech. Uradowana Sara pobiegła wypróbować swoją moc na babci. Babcia właśnie pracowała w ogródku. Jej również zadała to samo pytanie co dziadkowi i otrzymała podobną odpowiedź, na którą również postanowiła się uśmiechnąć bardzo szeroko.
Sara pobiegła do gabinetu taty, a babcia zastanawiała się nad zachowaniem wnusi. Biegnąc szybko, dziewczynka zaczepiła się i upadła. Otarła sobie kolano, więc się rozpłakała. Babcia szybko pobiegła do wnusi. Wzięła ją na ręce i zaniosła do domu. Opatrzyła ranę i starała się pocieszyć dziewczynkę, która głośno płakała. chciała odciągnąć jej uwagę od bólu więc starała się ja zagadać i zmienić temat więc zaczęła rozmawiać o puzzlach i grach takich jak 5 sekund junior lub 4 pory roku- Fun for everyone. Lecz nawet to nic nie dało.  Przyszedł również dziadek, mama i tata. Niestety nikt nie mógł uspokoić dziewczynki. Wtedy dziadek wpadł na pomysł. Przyniósł lustro i kazał Sarze się w nim przejrzeć. Na początku dziewczynka nie chciała. W końcu nieśmiało zajrzała i ku wielkiemu zaskoczeniu zobaczyła w lustrze swoją uśmiechniętą twarz. Przypomniał sobie o cudownym lekarstwie i od razu poczuła się lepiej.
– Mamusiu, to prawda. Uśmiech jest najlepszym lekarstwem na smutki. 
Babcia z dziadkiem dodali:- Twój uśmiech ma leczniczą moc. Sara uśmiechała się do siebie i do innych. Uwierzyła w leczniczą moc uśmiechu.

Samotny Marcin

saoNasz bohater o imieniu Marcin, bardzo nudził się w domu. Za oknem piękna pogoda, a na podwórku mnóstwo bawiących się dzieci. Pomyślał ileż to mogę siedzieć sam w domu i się nudzić, co prawda miał swego ulubionego przyjaciela, z którym często układał puzzle takie jak Farmer miki czy Droga mleczna. Więc postanowił wybrać się na dwór i pograć z innymi w piłkę.  Gdy w końcu koledzy podali do niego piłkę, ucieszył się bardzo. Postanowił, że postara się ją podrzucić z całej małej siły, jaką posiadał. Ta mała siła nie była taka mała, zwłaszcza w momentach, kiedy Marcin bardzo się starał. Tak było właśnie tym razem. Marcin podrzucił tak wysoko piłkę, że nie było jej widać. Piłka była niebieska i po prostu nie było jej widać na tle równie niebieskiego nieba. Dzieci próbowały ją wypatrzeć, zadzierając głowy do góry, lecz po pewnym czasie zmęczone zaczęły jedynie wyczekiwać, aż spadnie z powrotem na ziemię. Jednak dzieci i tym się zmęczyły, ponieważ piłki ciągle nie było widać. Wszyscy zaczęli potrzeć z podziwem na Marcina. Tymczasem nadleciał ptaszek, który z niecierpliwością kręcił się nad głowami dzieci. Po chwali odfrunął w kierunku drzewa i wówczas dzieci zauważyły, że piłka jest na drzewie. Była wysoko między gałęziami. Żadne z dzieci nie mogło jej dosięgnąć. Tym bardziej nie mógł jej dosięgnąć mały Marcin. Dzieci próbowały wspinać się na drzewo, ale nikomu się to nie udawało. Ostatnia próba należała do Marcina. Mimo wysiłku nie był w stanie wspiąć się do piłki. Wówczas Marcin zaczął trząść drzewem. Trząsł mocno, mocno, z całej małej siły, jaką miał. Po pewnym czasie piłka spadła. Ale co to. Piłka była żółta. Czyżby zmieniła kolor? Nie, okazało się, że na drzewie była również piłka żółta. Marcin nie zważał na kolor, szybko chwycił piłkę, i tak jak poprzednio podrzucił ją z całej małej siły, jaką posiadał. Piłka poleciała do góry wysoko, wysoko. Tym razem nie zniknęła na tle nieba. Była przecież żółta. Widać ją było wyraźnie. Piłka znowu leciała w kierunku drzewa. Uderzyła w gałąź, na której leżała piłka niebieska i po chwili obie piłki spadły na ziemię. Dzieci się bardzo ucieszyły. Miały dwie piłki do zabawy. Bawiły się długo. Piłką bawił się również Marcin. Nie używał jednak już całej swojej małej siły. Okazało się bowiem, że mały Marcin miał już całkiem dużo, dużo siły.

Nie da sie wytrzymać

Gorąc, gorąc i jeszcze raz upał. Takie dni jak dziś są tragiczne, ponieważ mieszkamy w mieście i ciężko się tu gdzieś wyrwać. Po kolejnym takim dniu doszłam z mężem do wniosku, aby zorganizować wyjazd za miasto. I o dziwo się udało.  Pierwsza atrakcją dla naszych niesfornych dzieciaków był kompleks basenów z ogromną zjeżdżalni, tam się wyszalały i wyzbyły zdecydowanie większą część codziennej dawki energii. Po basenie okazało się, że mam w domu dwa ogromne głodomory, Kasia i Jacek namówili mnie na niezdrowe jedzenie w jednym z najbardziej znanych fast food'ów. Nadal jestem pod wrażeniem ile są w stanie zjeść moje dzieci, choć mój mąż wcale nie jest gorszy od nich. Po ogromnym obiedzie wybraliśmy się na spokojniejszą rozrywkę, poszliśmy do kina. Dzieci wybrały film pod tytułem Avenges. Dzieciaki oglądały z zaciekawieniem bardzo przyjemny film a my z mężem mogliśmy trochę odetchnąć po pełnym wrażeń przedpołudniem. Film był pełen pięknych i magicznych postaci, bardzo polecam dla dzieci. Świetnie zrealizowany pod kątem dzieci właśnie, mnóstwo barwnych postaci, dialogi pomiędzy postaciami pouczające i przyjazny morał na zakończenie. nie chcę opowiadać historii ze wszystkimi szczegółami, bo warto by każdy sam obejrzał tą bajkę z dziećmi i mógł sam ją ocenić. Po wyjściu z kina prężnie podążyliśmy ku wyjściu, ale dzieciaki siłą zaciągnęły nas do sklepu z zabawkami. I wiedziałam, jak to się skończy Powodem była wystawa sklepowa, na której znajdowały się zabawki w tematyce filmowej.. Bardzo sprytne posunięcie właściciela sklepu. Dzieciaki zachwycone filmem nie mogły się oprzeć zabawkom. Kasia wybrała sobie puzzle "przyjaciele z Krainy Lodu" przedstawiające główną bohaterkę bajecznej krainy a Jacek gre planszową o tytułowej nazwie filmu tj.: Zootopia. Kupiliśmy z mężem gry dla dzieci,żeby miały pamiątkę z naszej wycieczki, poza tym to był świetny element przetargowy na kolejny dzień. Tego dnia było już za poźno by zagrać w gry dzieci, musiały być grzeczne by móc zacząć dzień nastepny od tej czynności. Już od samego rana słyszałam z mężem mamo kiedy zagramy, tato kiedy możemy zacząć.Dzieci były posłuszne, więc zgodnie z obietnica następnego dnia, zaraz po śniadaniu, zabrały się najpierw za układanie puzzli a potem za gre planszową. Cały dzień gralismy razem z dziećmi na stoliczku wystawionym przed domkiem, na swiezym powietrzu. Całą rodziną świetnie sie bawiliśmy dzięki temu,że znaliśmy film i mogliśmy dodatkowo dzielić się swoimi odczuciami do różnych postaci i sytuacji ukazanych na ekranie. To był naprawdę przemiły weekend, trafiony pomysł na film a także pomysł dzieci na zakup tych gier.

Wszystko sie kończy

To co dobre szybko się kończy. Dla moich dzieci będą to ostatnie wakacje, które rozpoczną ich edukacje. Szkoła do której wysłałam moje dziecko bardzo miło mnie zaskoczyła, ponieważ postanowiła zorganizować niecodzienne rozpoczecie nowego oku. Zorganizowali gry, zabawy i konkursy, aby dziec nie były tak bardzo wystraszone. Na uroczystości pojawiły się wszystkie klasy; pierwsze, drugie, trzecie, czwarte, piąte no i te najstarsze czyli szóste. Po oficjalnej przemowie Pani dyrektor poproszono uczniów o ustawienie się grupami, tj. klasami. W klasach pierwszych wychowawcy szybko zebrali uczniów wg. listy gdyż dzieci nie wiedziały jeszcze do ktorych klas należą. Po ustawieniu się uczniów w grupach rozpoczęła sie kilku etapowa rozgrywka. Pierwszy etap polegał na skakaniu na skakance, należało wykonać jak największą ilość skoków bez przerwy. Do tej rywalizacji poproszono po pięciu uczniów z kazdej klasy, a wynik uczniów z każdej klasy był sumowany. Druga dyscypliną był bieg po wyznaczonym torze z przeszkodami, liczył się najkrotszy czas. Wynik rowniez byl sumowany jak w poprzedniej dyscyplinie,więc wszyscy musieli się bardzo starać. Trzecim etapem było rozwiązywanie rebusów. Rozwiązanie każdego dawało pięć punktow a było ich pięć, dla każdego ucznia po jednym. Na koniec zawodów rywalizacje były podliczane i wyłoniono zwycięzców z każdego roku. Najbardziej zadowoleni byli pierwszoklasiści, którzy nie spodziewali się, że będą tak dobrze się bawić już pierwszego dnia szkoły. Wszyscy starli się aby dobrze zapamiętali ten dzień gdyż nie chcemy aby się już od pierwszego dnia zrazili do nauki, która czeka ich jeszcze przez pierwsze lata ich życia.  Nagrodami w zabawie były gry planszowe, dla dziewczynek; puzzle "Barbie" oraz "Auta- talia tematyczna. Oczywiście, żeby nie było pokrzywdzonych i niezadowolonych dzieci nagrody były dla wszystkich. Po turnieju dzieci rozeszły się po klasach i tam wychowawca rozdał im nagrody. Emocji było tak wiele,że dzieci nie chciały słuchać pani gdy chciała omówić plan lekcji oraz regulamin klasy na przyszły rok.