poniedziałek, 30 marca 2015

Zanikające dzieciństwo

Zastanawiam się, dlaczego nasze dzieci nie doświadczą już takie dzieciństwa jakiego my mieliśmy. Gdy zacznę wspominać jak to było kiedyś, a jak jest teraz to naprawdę czasy zmieniły się nie do poznania.  Jak się było młodszym to każdą wolną chwilę spędzało się na dworze z dziećmi. Nie myślało się o tym, aby siedzieć w domu przed komputerami lub na intrenecie nie wspominając już o grach komputerowych. To jest według mnie jest jedna z najgorszych rzeczy, która mogli wymyśleć, aby ogłupić dzieci. Mam dwójkę dzieci, które są w wieku szkolnym, Mateusza i Wiktorię. Wiktoria jako dziewczynka nie ma takich zapałów do gier komputerowych jak jej brat. Ten to siedzi non stop przy komputerze. Trochę się tym zmartwiłam więc postanowiłam trochę poczytać o tym problemie i natknęłam się na taka wiadomość: ''Zjawisko gier komputerowych budzi obecnie niezwykle silne i bardzo spolaryzowane emocje, zarówno dzieci, młodzieży, jak i dorosłych. Z jednej strony gry komputerowe są odbierane jako nowoczesna i bardzo atrakcyjna zabawa, pozwalająca przeżyć wiele fascynujących przygód w wirtualnym świecie. Z drugiej strony ta ,, nowoczesna forma zabawy” często przeraża ogromnym ładunkiem przemocy i wyrafinowanego okrucieństwa, budząc uzasadniony niepokój wychowawców, psychologów i pedagogów co do negatywnego wpływu tych treści na rozwój dziecka. W poradniach psychologicznych coraz częściej pojawiają się zrozpaczeni rodzice dzieci uzależnionych od gier komputerowych. Uzależnienie to zaczyna się zazwyczaj bardzo niewinnie. Najpierw jest ciekawość i zafascynowanie, dziecko spędza wiele czasu przy grach komputerowych. Rodzice z dumą patrzą na swoje kilku- czy kilkunastoletnie dziecko, które sprawnie obsługuje komputer, uważając je za młodego geniusza. Rodzice przyzwalają na to, aby dziecko spędzało wiele godzin przed komputerem, gdyż są przekonani, że rozwija ono swoje zainteresowania, a równocześnie jest w domu pod czujnym okiem rodziców. Jednak z czasem syn lub córka zaczynają spędzać coraz więcej czasu przy grach komputerowych, przy próbie oderwania od komputera reagują wybuchami niekontrolowanej złości i agresji. Rodzice powoli tracą kontakt z dzieckiem, a ono samo zatraca kontakt z rzeczywistością, ponieważ najważniejsza staje się gra i czas spędzany w świecie wirtualnym. Zaniepokojeni rodzice szukają pomocy u psychologa, ale często dopiero wówczas, gdy dzieci są już silnie uzależnione od grania: gdy mają zaniki mięśni od siedzenia przy komputerze, gdy nie chodzą do szkoły, nie myją się i przez wiele dni nic nie jedzą. Gdy zostają odizolowane od komputera, pojawiają się u nich objawy abstynencyjne: agresja, rozdrażnienie, bezsenność, reakcje fizjologiczne, jak np. drżączka, depresja, a nawet próby samobójcze. Uzależnienie od gier komputerowych porównuje się do innych uzależnień ze względu na istnienie wielu podobieństw.'' To mnie zwaliło z nóg, byłam przerażona nie na żarty skutkami jakie niesie ze sobą długie siedzenie przy komputerze w tak młodym wieku. Postanowiliśmy z mężem, że wszystkie gry komputerowe zostaną zamienione na gry planszowe i szereg zabawek edukacyjnych.

Urodziny koleżanki

Nastał czas wakacji więc dzieciaki mają mnóstwo czasu na zajęcia, na które nie mieli czasu podczas roku szkolnego. Najważniejsze dla każdego dziecka jest to, aby pogoda dopisała i było bardzo cieplutko.
W połowie wakacji moja córka została zaproszona na urodziny swojej koleżanki z klasy Karoliny. Obie mają po osiem lat więc przyjęcie będzie na pewno pełne niespodzianek. Wszystko zostało zaplanowane na przyszły piątek na godzinę 16:00 więc mamy trochę czasu, aby kupić ładny prezent.
W poniedziałek jedziemy w odwiedziny do babci, bo ma imieniny więc i jej musimy sprawić jakiś podarunek. Wybrałyśmy się  wraz z moja Jolą do centrum handlowego z nadzieją na to, że wszystko znajdziemy w jednym miejscu. Niestety to wszystko okazało się nie takie proste, ponieważ nie przypuszczałam, że dziewczynki w wieku mojej córki są aż tak wybredne. Starałam się coś kupić według własnego gustu, ale Jola co chwile mnie upominała mówiąc, że taki rzeczy nie są już modne i dziewczynki się tym nie interesują. Chciałam kupić jakaś zabawkę lub grę planszową, ale w ostateczności kupiłyśmy Karolinie  album z naklejkami jej ulubionego zespołu, który zresztą jak się dowiedziałam jest najlepszy na świecie.
Dla babci kupiłyśmy piękny kaszmirowy sweterek w jasnym, beżowym kolorze. W tym wypadku to ja mogłam podjąć decyzję.
U babci imieniny rozpoczęły się o 17:00 więc zdążyłyśmy ze wszystkim. Na szczęście mieszka w tym samym mieście co my więc nie było problemu z dojazdem. Razem z mężem i Jola wręczyliśmy babci prezent i bukiecik kwiatków od Joli. Bardzo się ucieszyła z naszego prezentu. Przyszła część naszej rodziny z czego babcia cieszyła się najbardziej.  Był tort i wiele łakoci jak to u babci.
Całe przyjęcie odbyło się w bardzo przyjemnej atmosferze. Każdy był zadowolony z tego, że babci był bardzo szczęśliwa.
Po powrocie do domu Jola poszła spać a ja musiałam zapakować jeszcze jej prezent dla koleżanki. Nadszedł piątek a moja córka już nie mogła się doczekać godziny 16:00. Gdy już się zebraliśmy ze wszystkim pojechaliśmy na urodziny koleżanki. Na miejscu było jeszcze pięć koleżanek. Mama Karoliny zapewniła mnie, że nie mam się o co martwić i zakończenie przyjęcia planowane jest na godzinę dziewiąta wieczorem. Gdy przyjęcie się zakończyło odebrałam Jole ledwo żywą. Była już tak zmęczona i pełna wrażeń, że zasnęła już w samochodzie. Na drugi dzień zapytałam ją jak się podobało, opowiedziała mi, że było super i, że jej prezent okazał się jednym z najlepszych. Z ciekawości zapytałam co jeszcze dostała od innych dziewczynek to wymieniła mi, że były min. gdy planszowe, puzzle i dużo słodyczy. Wszystko udało się perfekcyjnie.

niedziela, 29 marca 2015

Kino

Trawa rok szkolny i Marlena z Piotrem chodzą do szkoły podstawowej. Pewnego ciepłego dnia dzieci wróciły  ze szkoły i poinformowały rodziców, że szkoła zorganizowała wyjazd na wycieczkę szkolną. Aby dzieciaki mogły jechać rodzice będą musieli podpisać zgodę i dostarczyć ją opiekunom wycieczki. Oczywiście najważniejszą rzeczą będzie również opłacenie wyjazdu, a tu dwójka dzieci więc i koszt robi się podwójny.
Wycieczka zaplanowana jest na 3 dni więc trzeba coś zapakować, bo nic wie wiadomo jaka to będzie pogoda, a tym bardziej, że jadą do Zakopanego. Oprócz   potrzebnych rzeczy typu ubrania, kosmetyki dzieci biorą również trochę gier planszowych i zabawek. O to poprosiła pani rodziców, aby zapakować dzieciom przynajmniej po jednej grze planszowej. I teraz jak zmieścić te wszystkie rzeczy do torby? Musiał pomóc tata, trochę siły i sprytu i dzieciaki były zapakowane. Marlena dołożyła jeszcze pudełko puzzli.
Dzień wycieczki szybko nadszedł więc oboje wzięliśmy sobie wolne w pracy i odprowadziliśmy dzieci na zbiórkę. Wszystko odbyło się sprawnie i bez problemów.
Zbiórka odbyła się rano więc został nam z mężem jeszcze cały dzień. Postawiliśmy, że może wybierzemy się do kina, bo nie trzeba się spieszyć do domu, więc seans wieczorem był bardzo dobrym pomysłem. W ciągu dnia poszliśmy na obiad, na który jak zwykle nie było czasu w ciągu tygodnia, zawsze coś wypadało, jak nie sprawy związane z dziećmi to praca.
Wybraliśmy się na film z serii horror. Seans zaczynał się o 19:00 więc ze wszystkimi obowiązkami w domu uwinęliśmy się, aby zdążyć, ponieważ tak długo zeszło nam czasu na obiedzie przy wspominaniu starych, młodzieńczych lat. Film trwał dwie godziny, powiem szczerze, że byłam przerażona nie na żarty. Jakieś biegające zombie i wirus, który pochłonął cały świat, był naprawdę przerażający.
Te trzy dni spędzone tylko z mężem sprawiły, że naprawdę bardzo odpoczęliśmy i zbliżyliśmy się do siebie. Trochę prywatności i kolacje przy świecach działają bardzo relaksująco. Polecam wysyłać dzieci na wycieczki :) 

Kiermasz

Już odliczamy dni do przeprowadzki. Tyle przygotowań do tego wszystkiego, że już ledwo stoję na nogach. Czekaliśmy na to wszystko prawie rok. Tyle załatwiań, chodzenia, wypisywania dokumentów, że nikomu tego nie życzę.
Po śmierci mojej babci przypadło mi w spadku mieszkanie na osiedlu w centrum. Byliśmy przeszczęśliwi, że w końcu będziemy mieć swoje własne mieszkanie.
Jesteśmy dwa lata po ślubie i niestety nasza sytuacja nie pozwala nam jeszcze, aby iść na tzw. ''swoje''. Oboje pracujemy, ale niestety nie stać nas na swoje mieszkanie więc wiadomość jaką otrzymałam była  dla nas istnym zbawieniem, bo mieszkanie z teściami nie należy do najłatwiejszych. Jeżeli ma się taką teściowa jak ja, która uważa, że musi mnie wszystkiego uczyć, bo czuje taka potrzebę. Mój mąż tłumaczy mi, że nigdy nie miała córki więc chce to przeżyć chyba dzięki mnie. Ja to wszystko rozumiem, ale uczenie mnie najprostszych rzeczy typu mycie okien lub piecznie zwykłego ciasta biszkoptowego nie jest mi naprawdę potrzebne. No ale już wszystko na dobrej drodze do tego, aby mieszkać samemu i starać się o jakieś dziecko, gdyż nadarzają się już do tego odpowiednie warunki.
Mieszkanie było trochę zapuszczone, gdyż babcia mieszkała sama. Była bardzo zaradną osobą, umarła już z powodu chorób starczych, ale trzymała się do samego końca świetnie. Nie chciała żadnej pani do opieki lub pomocy ani pielęgniarki.
Abyśmy mogli się wprowadzić do nowego mieszkania musieliśmy zrobić w nim gruntowny remont. Na szczęście mieliśmy odłożone pieniążki na koncie jeszcze po weselu. Teraz tylko się brać do roboty. Cały remont trwał trochę ponad pół roku, sprawy spadkowe też pochłonęły trochę miesięcy.
Nareszcie nadszedł czas wprowadzenia do nowego mieszkania. Już od rana jeździliśmy z pudłami i całymi gratami. Kartonów było co nie miara. Przy rozpakowywaniu się znalazłam karton, który był podpisany ''rzeczy babci''. Znalazłam tam różne pamiątki po babci, zdjęcia, stare zabawki mojej mamy, jakieś gry planszowe i trochę rzeczy osobistych. Wszystkie te znaleziska zachowaliśmy, aby pamiętać dzięki komu mamy swój własny kąt.

piątek, 27 marca 2015

Gry komputerowe

Mój syn uzależnił się od komputerowych gier. Nazywam się Aleksandra i doszłam z mężem do wniosku, że nasz syn Antoś spędza za dużo czasu przy grach komputerowych.
Niedawno to zauważyliśmy, że jego czas wolny spędzany jest przeważnie przy komputerze. Nie twierdze, że gra w gry nieodpowiednie do jego wieku, ale o czas spędzony na nich.
Gdy rozpoczęły się ferie zimowe to przeważnie wszystkie dzieciaki wychodzą na dwór i na sanki. Tak przynajmniej były kiedyś, teraz gdy pytam Antka co dziś będzie robił to odpowiada mi, że przychodzi do niego kolega pograć na komputerze. Zaczęło nas to martwić, bo już połowa ferii a Antek non stop w domu. Postanowiłam z nim porozmawiać i jakoś zaradzić temu problemowi. Przygotowaliśmy się do tej rozmowy z mężem, poprosiliśmy go, aby się oderwał od komputera i zszedł na dół na rozmowę rodzinną. Muszę powiedzieć, że Antek ma szesnaście lat, więc swój rozum już ma. Rozmowa była długa i żmudna. On przedstawiał swoje argumenty, a my swoje. Staraliśmy się mu przekazać, że dzieciństwo i lata małolata mu umykają, wszystkie wspaniałe chwile nie powrócą, bo on robi się  coraz starszy. Oczywiście na każdy nasz argument on przedstawiał dwa następne. Twierdził, że teraz młodzież dojrzewa szybciej i nie liczą się dla niej zabawy na podwórku pod trzepakiem, jak to było kiedyś. Teraz każdy ma swój telefon, swój internet i oczywiście facebooka. Zamiast spotykać się ze znajomymi, wolą to robić drogą elektroniczną. Nie ma już tych czasów kiedy dzieciaki biegały cały dzień po dworze, bawiły się w różne gry i zabawy, nie zważając na pogodę czy zmęczenie.
Jak przyszły wakacje to rano wychodziło się na dwór i wracało wieczorem. Szybko na obiad się wskoczyło i dalej na dwór. Starałam się mu to jakoś przedstawić i widział, że bardzo mi zależy na tym, aby trochę zaczął żyć innym życiem.
Widząc moje zaangażowanie chyba doszedł do wniosku, że mama ma jednak trochę racji w tym co mówi. Dał się przekonać o dziwo. Doszliśmy do porozumienia, że na początek ten czas zmniejszymy o prawie połowę.
Po miesiącu nasza umowa dalej się sprawdzała i co najlepsze zaczął poświęcać więcej czasu dla nas. Potrafiliśmy wieczorami usiąść i grać wspólnie w gry planszowe czy nawet układać puzzle.
Cieszę się, że dał się przekonać ten mój Antek.

Obóz w Kołobrzegu

Nareszcie nadszedł czas wakacji, dwa miesiące laby moich dzieci. Na szczęście są zaplanowane, więc nuda nie będzie nam grozić. Cześć spędzą na kolonii w Kołobrzegu a drugą cześć u babci na wsi.
Moje dzieciaki mają już po 15 lat więc nie są już małymi dziećmi. Nie mam obaw, aby je wysłać je samodzielnie na wakacje.
W końcu świadectwa rozdane, czas zacząć pakować walizki i w drogę. Pierwszy tydzień dzieciaki spędziły w domu. W kolejny poniedziałek miały już zbiórkę pod krytą pływalnia o godzinie 7:15 rano. Wszyscy wstali o wiele za wcześnie, każde z dzieci było tak podekscytowane wyjazdem na obóz, że spało w nocy  parę godzinek tylko. W miarę szybko się zebraliśmy i pojechaliśmy na zbiórkę. Na miejscu było już parę rodziców z dziećmi. Od razu było widać, że dzieciaki są w bajecznym nastroju, gorzej z rodzicami. Niektórzy wydali aż nadto opiekuńczy i swe pociechy przytulali do ostatniego czasu.
Z lekkim opóźnieniem autobus odjechał. Ja ze zdenerwowaniem oczekiwałam na wiadomość od pani wychowawczyni, że są już na miejscu cali i zdrowi. Planowany przyjazd dzieciaków na miejsce planowany był na godzinę 10. Telefon od pani wychowawczyni otrzymałam o 10:45 czyli z lekkim poślizgiem czasowym, który później się okazało, był spowodowany problemami z chorobą lokomocyjną dwójki dzieci.  Dotarli cało na miejsce, wszyscy zadowoleni i pełny nadziei na super zabawę. Już oczywiście po rozplanowaniu pokoi kto z kim śpi, rozpakowaniu walizek i zjedzeniu obiadu, wybrali się na wymarzone morze. Moje dzieciaki przeżywały to pierwszy raz, więc dla nich ten widok był czymś nowym. Na szczęście dopisywałam im pogoda przez cały pobyt tam. Dzwonili do mnie od czasu do czasu, opowiadając jak to pięknie jest nad morzem, jaka woda ciepła i słona co było dla nich czymś nowym, jaki piasek miękki, całkiem inny niż ten nad naszym jeziorkiem w naszym mieście. Tylko w jeden dzień mieli gorszą pogodę, ale i na to była przygotowana ich pani przywożąc ze sobą rozmaite gry planszowe, zabawki i puzzle. Na pewno się tam nie nudzili. Gdy nadszedł czas powrotu, nie przypuszczali, że to już, tak szybko.
Oczekiwałam ich również w tym samym miejscu co ostatnio. Mieli być o godzinie 17. Przybyli z małym opóźnieniem, ale wszyscy cali i zdrowi. Opaleni, zadowolenie i z ogromną chęcią na jeszcze jeden taki wyjazd. Oprócz wspomnień przywieźli mi oczywiście całe tony piasku w plecaku, wraz z ubraniami do prania. Za rok na pewno to powtórzymy, ale już cała rodzina.

wtorek, 24 marca 2015

Porządki

Mieszkamy z rodziną na osiedlu domków jedno rodzinnych. Bardzo spokojna dzielnica miasta, niby miasto duże, bo Wrocław, ale cisza i spokój są nam nie odłączne. Mieszkam z mężem i dziećmi- Kasia i Piotrusiem. Mają już troszkę lat, więc doszłam do wniosku, że już czas posprzątać i uporządkować szafy i strych ze starymi zabawkami dzieci. Oj się tego nazbierało. Rodzinę mamy liczną, więc dzieciaki uzbierały ładna kolekcje zabawek od członków rodziny z okazji urodzin lub świąt, zawsze coś dostały. Zaczęłam od strychu, bo tam zbieraliśmy wszystkie nieużywane już zabawki. Sprzątanie samego stychu zajęło mi dwa dni, rupieci się nabierało co nie miara i zabawek niezła ilość. Teraz trzeba pomyśleć co z nimi zrobić.
Niedawno wprowadziła się jedna rodzina z małymi dziećmi, synkiem i córeczka. Postanowiłam ją przywitać wypiekami. Upiekłam domową szarlotkę z cynamonem, to chyba każdy lubi więc może i oni też. Zapukałam do ich drzwi, a oni byli mile zaskoczeni. Przywitali nas ciepło, nas, ponieważ poszłam na przywitanie z mym mężem. Zapoznanie się udało, bardzo mili ludzie. Młode małżeństwo z córeczką o imieniu Basia.
Odwiedzaliśmy się w wolnym czasie, mieliśmy bardzo dobry kontakt. Wpadł mi do głowy świetny pomysł, zabawki, które poznajdywałam, przekazać małej Basi. Troszkę głupio było mi pytać czy przyjmą, ale bardzo się ucieszyli i wzięli wszystkie.
Powiedziałam, że  moje dzieci są już prawie dorosłe i nie bawią się już zabawkami czy grami planszowymi, a szkoda to wyrzucić jak może się jeszcze komuś przydać.
Moje dzieci nie miały nic przeciwko, aby przekazać swoje zabawki dla małej Basi. Ucieszyli się, że ktoś jeszcze może się nimi bawić i dbać o nie.
Umówiłam się z mama Basi, że przyjedzie samochodem do nas je odebrać. Nie dało się tego zabrać do jednej reklamówki, więc potrzebny był transport. Ale się zdziwiła, gdy zobaczyła jak dużo tego jest. Stwierdziła, że to zdecydowanie za dużo dla jednego dziecka i wpadłyśmy na pomysł, aby przekazać część tych zabawek do publicznego przedszkola, gdzie chodzi jej córka. Nie zwlekając długo podzieliśmy zabawki i pojechałyśmy do przedszkola i niespodzianką.
Panie nauczycielki, były w szoku, że są jeszcze takie osoby, które bezinteresownie potrafią dzielić się prezentami.  
 




czwartek, 19 marca 2015

Czas szybko leci, nie dawno były święta Bożego Narodzenia, a już nadchodzi wiosna i kolejne święta tym razem Wielkanocne. Bardzo je lubię, gdyż możemy spotkać się z cała rodziną w czasie kiedy świat budzi się do życia. Wszystko zaczyna rozkwitać, czuć w powietrzu wiosnę.
Oczywiście wiąże się z tym dużo przygotowań, sprzątania i oczywiście gotowanie. Nasza rodzinka jest dość liczna więc pracy jest co nie miara.
Staram się wszystko wcześniej zaplanować, ale znając moje szczęście i tak zostanę z czymś na sam koniec.
Zabrałam się do tak zwanych wiosennych porządków. Chętnych jak co roku nie było, więc poprosiłam córkę, aby przyjechała wcześniej i mi pomogła.
Oj jak się ucieszyłam, że udało się jej wpaść już dwa dni później. Wybrałyśmy się na zakupy następnego dnia rano. Chodziłyśmy chyba z 4 godziny, ale warto było, ponieważ kupiłyśmy wszystko co było na  potrzebne.
Troszkę odpoczynku i kolejny obowiązek upominał się o wykonanie. Mycie okien. Na szczęście moja córka to uwielbia, więc nie było z tym większego problemu. Po ogarnięciu wszystkich obowiązków przyszedł czas na zapakowanie prezentów dla najmłodszych. Kupiłyśmy parę zabawek typu gry planszowe, puzzle, klocki i troszkę słodyczy.
Nadszedł dzień Wielkanocy, cała rodzinka powoli zaczęła się gromadzić. Gdy wszyscy dotarli, udaliśmy się do kościoła wyświęcić koszyczek z jajeczkami.
Tyle przygotowań i w końcu wszyscy zasiedliśmy do Wielkanocnego Śniadania. odetchnęłam z ulgą, kiedy wszystkim smakowało. Jakiś podwieczorek z kawa i wyczekiwane prezenty dla dzieci.
Każde dostało swoją paczuszkę, która była dostarczona przez wielkanocnego królika.
Ileż to było radości i zabawy, gdy każdy zaczął odpakowywać swoje podarki.
Nie było dziecka u nas w domu, które nie było by zadowolone. Usiedliśmy całą rodzina przy stole i zaczęliśmy wszyscy wspólnie grać w grę planszowa. Siedzieliśmy tak z ładne dwie godziny, nawet się nie spostrzegliśmy jak czas ucieka.
Teraz już niestety zanika ten wspólny czas spędzony z bliskimi, a już w szczególności przy grach i zabawach, które nic nie mają wspólnego z komputerami i nowoczesną technologią.

środa, 18 marca 2015

wolontariat

Moja koleżanka Bogusia mieszka w pięknym, malowniczym zakątku kraju w górach. Ma swój dom, który położony jest na skraju lasku.
W centrum miasta, gdzie niestety można się tylko dostać samochodem mieści się szpital, w którym Bogusia ma zamiar pracować. Jest w trakcie studiów o kierunku pedagogika. Trzymam za nią kciuki aby się jej udało. Jest bardzo dobrą opiekunką do dzieci, bo zostawiałam jej nie raz swojego Szymona. Świetnie sobie z nim poradziła, więc postawiłam ją namówić niech spróbuje zorganizować sobie praktyki w szpitalu.
Po namowach i rozmowie postanowiła spróbować. Zorganizowała sobie wszystkie dokumenty, po czym udała się umówić na spotkanie.
Już na wstępie dostała niestety negatywną odpowiedz, sugerując, że niestety nie ma pieniędzy na płatne praktyki, ale zaproponowali jej wolontariat. Zgodziła się z myślą, że może w trakcie jej wolontariatu zaproponują jej pracę.
Na pierwsze spotkanie z nowymi pacjentami przygotowała sobie kilka swoich gier planszowych dla dzieci. Widać było, że sprawiało jej to wielką przyjemność.
W swej grupie podopiecznych miała pięcioro dzieci w wieku przedszkolnym, które niestety spędzają dużo czasu w szpitalach.
Złapała z nimi super kontakt. Aby zająć im czas zaaranżowała różne gry i zabawy. Wszystko to sprawiło, że  na twarzach tych dzieci pojawił się w końcu uśmiech mimo, że wszędzie choroba i ból. Mogły zapomnieć o chorobie, zmaganiach i walce z nią.
Mija już trzeci miesiąc jej wolontariatu, wszyscy byli bardzo zadowoleni, nawet parę jej koleżanek bardzo chciało jej pomóc i chodzić razem z nią.
Po ustaleniu wszystkich formalności znalazły się jeszcze trzy chętne dziewczyny.
Z jednej pani pedagog zrobiły się cztery, co bardzo ucieszyło dyrekcje szpitala.
Każda z koleżanek Bogusi dostała swoja grupę podopiecznych, w różnych przedziałach wiekowych.
Oprócz gier i zabawach dziewczyny urozmaicały swym pacjentom czas wykorzystując gry planszowe, puzzle i zabawki.
Po siedmiu miesiącach wolontariatu Bogusia została przyjęta do szpitala na cały etat.
Do dziś jest mi bardzo wdzięczna, że namówiłam ją na  to. spełniła swoje marzenie.

środa, 4 marca 2015

Prezenty pod choinką

Nareszcie się doczekałam, święta Bożego Narodzenia w Polsce.  Czekałam na to aż 3 lata. 3 lata bez świąt z rodziną mogą przygnębić nawet najbardziej twardego człowieka. Gdy zaczyna się przedświąteczny okres, gdy wszystkie sklepy i witryny są przystrojone w choinki, bombki i mikołaje człowiek ''zatapia'' się w ich blasku. Tak działa magia świąt. Wszyscy stają się dla siebie życzliwsi, każdy z uśmiechem na twarzy podchodzi do drugiego człowieka.
Przed wyjazdem a raczej wylotem trzeba wszystko jakoś upchać do jednej walizki, bo takie są niestety wymogi linii lotniczych. Och żeby to było takie proste. Ubrania plus prezenty dla 3 osób zajmują trochę miejsca i troszkę ważą. No ale jak tu nie kupować prezentów jak obdarowywanie jest takie przyjemne. Uśmiech na twarzy jest później bezcenny.
Wszystko przygotowane, bilety kupione, walizka spakowana (o dziwo wszystko się zmieściło). Jak to mówią komu w drogę temu czas.
Droga na lotnisko ciągła się niemiłosiernie. Korki, śnieg, samochodów od groma wszędzie. Dotarłam na lotnisko, szukam swego wejścia na odprawę. Myślę jeszcze tylko odprawa przed wlotem i już jedną nogą jestem w Polsce, u rodzinki. Jak to bywa w  tym okresie ludzi oczywiście i na lotnisku pełno. Wszystko ciągło się jak '' flaki z olejem''. W końcu siedzę w samolocie, myślę kto to usiądzie koło mnie, w duszy mam nadzieję, aby to nie było małe dziecko, bo z nimi to różnie bywa, bo to jednak godzinny lot samolotem. Na szczęście usiadło starsze małżeństwo. Podczas lotu przeprowadziliśmy miłą rozmowę, trochę powiedzieli o sobie, że lecą do wnuczków na święta. Pierwsze odwiedziny w Polsce od wielu lat. Dla nich to dopiero było przeżycie.
Lot przebiegł  bezproblemowo. Lądowanie, kontrola paszportowa i oczekiwanie na bagaż. Och, oby mój bagaż był cały i w nim cała zawartość. Nareszcie wszystko mam, teraz w drogę na przywitanie rodzinki. Przyjechali po mnie mama z tata, brat z synkiem. Urwis mały. Po wszystkich uściskach i całusach udaliśmy się do samochodu. Synek od brata nie mógł dłużej już wytrzymać i  w końcu zapytał. Ciociu, ciociu co mi przywiozłaś? Jak to z takimi dziećmi bywa, mówię mu: '' Antoś mam dla ciebie paczuszkę od świętego Mikołaja, a w niej same zabawki i mnóstwo słodyczy. Wydaję mi się, że są tam min. puzzle dla dzieci takich jak ty, słodkie czekolady i gry planszowe.'' Co to była za radość podczas rozpakowywania prezentów. Każdy na szczęście był zadowolony, a ja na długi czas nie zapomnę tych świąt spędzonych z rodzina. Na nic bym tego nie zamieniła.

Rodzinna wycieczka

W końcu się doczekaliśmy długo planowanej wycieczki rodzinnej. Planowaliśmy ją od dłuższego czasu, ale zawsze wyskakiwało coś co nam te plany psuło.
W dniu wycieczki wstaliśmy wszyscy wcześnie rano, aby wyjechać wcześnie i tym samym uniknąć korków. Dzień zapowiadał się bardzo ciepło i słonecznie. Szybkie śniadanko, toaleta i pakowanie walizek. Oczywiście znając moje córki to zaplanowana wycieczka na trzy dni skończy się dwoma wypchanymi aż po same brzegi walizkami. Rzecz jasna muszą być zabrane ubrania na każdą pogodę, ale nie aż w takich ilościach.
Jakoś upchaliśmy te wszystkie walizki do bagażnika i o dziwo nawet bagażnik się zamknął. Planowaliśmy wyjechać o 9 rano, ale to co się przeważnie planuje to nie wychodzi. I tak było w naszym przypadku również. Nasz wyjazd rozpoczął się o godzinie 10:15rano. Wszyscy pełni optymizmu wsiedliśmy do samochodu z nadzieją na błogi odpoczynek. Zaplanowaliśmy wyjazd do Krakowa. Jest tam dużo zabytków, które warto poznać i zwiedzić.
Podróż jak na razie szła gładko, korków na drogach o dziwo nie było, ruch nie był duży więc zajechaliśmy tam w dwie i pół godziny.
Na miejscu przywitał nas piękny widok z naszego hotelu. Teraz wiem dlaczego dużo ludzi kocha góry. Po szybkiej rejestracji i wypakowaniu wszystkich bagaży pojechaliśmy na miasto ciekawi nowych okolic. Pogoda była wymarzona. Słońce świeciło, nie było za gorąco, w sam raz. Na Krakowskim rynku oczywiście dużo się dzieje. Mimy, które były poubierane w piękne, średniowieczne stroje robiły wrażenie. Ja osobiście podziwiam te osoby, stoją prawie cały dzień na dworze i to jeszcze bez ruchu i zarabiają marne grosze z pieniędzy, które ktoś im wrzuci do kapelusza. Po zwiedzaniu udaliśmy się do hotelu na kolacje. Kuchnia od pani Basi- właścicielki była obłędna. Rano wszyscy wcześnie się zabraliśmy, aby pozwiedzać min. Sukiennice. Po dotarciu na miejsce oczywiście krótkie zakupy. Dla każdego cos się znalazło. Dla siebie kupiłam piękne czerwone korale, dla męża czapkę górala. Córki wybrały sobie parę zabawek min, puzzle i gry planszowe ze smokiem wawelskim.
Ani się nie obejrzeliśmy a już nadszedł czas powrotu. Z niechęcią ruszyliśmy w drogę i dotarliśmy do domu bez większych problemów. Na pewno wiem, że Kraków jeszcze nie raz nas ugości.
 

wtorek, 3 marca 2015

Spotkanie z rodzinką

Podczas zakupów spotkałam koleżankę Aleksandrę. Rozmawiałyśmy razem chyba z dobrą godzinkę i przechodząc od słowa do słowa umówiłyśmy się na wieczorne spotkanie w gronie rodzinnym.
Przypasował nam dzisiejszy dzień po godzinie 17:00.
W drodze powrotnej wstąpiłam do sklepu, bo przypomniałam sobie, że ciocia ma małą córeczkę wiec i jej trzeba sprawić jakąś niespodziankę.
Wstąpiłam do sklepu z zabawkami, a tam istne zatrzęsienie przeróżnymi zabawkami.
Od pluszowych misiów, puzzli do gier planszowych. Zdecydowałam się na puzzle dla dzieci. Składały się z małej ilości części więc na pewno nie będzie problemu z ułożeniem ich. Miały też odpowiednią wielkość co było też ułatwieniem. Wszystko było by fajne i proste, ale teraz jaki obrazek wybrać? Oczywiście ja już nie jestem na bieżąco z bajkami, ale pani ekspedientka była bardzo przydatna i powiedziała co jest najbardziej chodliwe.
Po zakupach pojechałam już do domu z nadzieją na to, że prezent się spodoba.
Jak zwykle prace domowe zajęły całe przedpołudnie, ani się nie spostrzegłam a już prawie 15.
Mąż wrócił z pracy, zjedliśmy obiad i już trzeba się było się szykować na odwiedziny u koleżanki Oli.
Wyruszyliśmy w drogę troszkę wcześniej, bo nie byłam pewna czy trafimy, bo już jakiś czas tam nie byliśmy. Droga nie okazała się tak zawiła jak przypuszczałam wiec trafiliśmy bez problemu.
Ola oczywiście ucieszona z naszej wizyty, że udało się nam znaleźć czas, aby wpaść w odwiedziny.
Ściągaliśmy buty gdy nagle z pokoju wyszła mała dziewczynka, ubrana w dziecięce getry we wzorki i piękną białą koszuleczkę. Była bardzo nieśmiała i chowała się z nogami swej mamy.
Ola nas przedstawiła, mimo że nie była nas pewna, wzięła nasz prezent dla niej.
Oczywiście ile to było radochy dla niej, jak i zresztą dla nas też. Po całych wybrykach z małą córeczką Oli- Anią usiedliśmy i wspominaliśmy czasy studiów. Życie było wówczas bardziej beztroskie niż teraz. Wspomnienia przy dobrym winku z taką ekipą było bardzo relaksujące.
Posiedzieliśmy tak z dobre trzy godzinki, no ale trzeba było się już zbierać
Czas był tak bardzo miło i pozytywnie spędzony, że umówiłyśmy się na kolejne spotkanie. Dla mnie będzie to oznaczać jedno, kolejną wizytę  w sklepie z zabawkami dla małej Ani .