Mój synek Bartuś jest bardzo grzecznym chłopcem. Zaczął właśnie szkołę i najlepsze w tym jest to, że pani jest tak fajną osobą i zorganizowała im wycieczkę. Aby wszyscy się dobrze poznali wybrała wycieczkę do zoo.
Wszystko było zorganizowane na wczas rano. Myślałam, że będzie się ociągał bo to dla niego bardzo wczesna pora. Od momentu przebudzenia nie było innego tematu niż wycieczka, na którą tak strasznie nie mógł się doczekać. Wciąż tylko zadawał pytania jakie zwierzęta będzie mógł zobaczyć, czy będzie mógł nakarmić jakieś zwierzęta, dotknąć je, pogłaskać. Jak nigdy bardzo szybko sie wyszykował i był gotowy do przedszkola. Wszyscy mali uczniowie czekali juz o 7 rano przed budynkiem przedszkola i byli gotowi wsiąść do autokaru. Dzieciaki się pozegnały i pojechały z opiekunami na ich wyczekaną wycieczkę. Bardzo się martwiłam o mojego Bartka, o to czy nic mu się nie stało, czy dobrze się bawi.. Niepotrzebnie! Wycieczka wróciła cała i zdrowa o około godziny 17. Mój Bartuś wyskoczył radośnie z autokaru wtulając się w moje ramiona. Natychmiast zaczął opowiadać co widział, gdzie był, co robił. Nie pozwolił nawet spokojnie pożegnać się z Paniami opiekunkami. Był tak zachwycony całą tą wycieczka, że pomyślałam, że muszę ta chwilę jakoś zapisać w jego pamięci. Wracając wpadłam na pomysł, że kupię mu jakąś grę, która będzie nawiązywała do tematyki wycieczki. Kupiliśmy grę pt.: 5 sekund i puzzle . Bartek mógł pobawić się jeszcze układając puzzle, na których był obrazek zwierząt, które spotkał w zoo. Układając wspominał jeszcze jak podobały mu się zwierzęta: konie, kozy,świnki,krowy, a nawet osły. Bardzo wiele zapamiętał o zwierzętach, które mógł dotknąć lub pogłaskać. To dowód na to, ze nauka dzieci powinna sie odbywać wykorzystując wszystkie bodźce, a w szczególności wzrok, dotyk i węch. Puzzle ułożył bardzo szybko, z niewielką moją pomocą. Ulożone obrazki nakleiliśmy na tekturkę i powiesiliśmy na ścianie. Teraz jak przychodzą do nas goście Bartek zaprasza gości pokazuje na puzzle i wspomina wycieczkę do zoo.
czwartek, 30 listopada 2017
Mały człowiek wiele radości
Nasz kochany, wyczekiwany maluszek w końcu zawitał do naszej rodziny. Narodził się Mateusz. Syn mojej siostry. Malutki człowiek, a tyle radości. Już od początku wiedzieli, że to będzie chłopiec. Ja również byłam już wcześniej uprzedzona o tym, że będę matką chrzestną. Miałam fakt parę miesięcy, aby przygotować się do tej roli, ale zakup odpowiedniego prezentu nie dawał mi spokoju. Co kupić, aby dziecko miało świetną pamiątkę. To częste pytanie, które zadają sobie sami rodzice. Przy wyborze prezentu w postaci zabawki dla rocznego dziecka muszę pamiętać, że powinna ona być przede wszystkim bezpieczna oraz nie powinna być zbyt wymagająca. Dobra zabawka to taka, która sprawia dziecku dużo radości oraz wzbudza jego zainteresowanie i ciekawość. Pomaga małemu podróżnikowi w poznawaniu świata, nauce nowych rzeczy, pokonywaniu przeszkód oraz rozwija jego zdolności. Muszę być świadoma, że małe dzieci lubią wkładać wszystko do buzi w tym także zabawki, ponieważ ich ciekawość jest tak duża, że chcą wszystkiego spróbować. Dlatego nie mam zamiaru kupować tych z małymi elementami, które są przeznaczone dla tych starszych. Wyobraźnia naszych dzieci nie zna granic, dlatego każda zabawka może stać się niebezpieczna dla naszej pociechy. Zabawki przeważnie posiadają informacje na opakowaniu np. grupę wiekową, instrukcję obsługi oraz wskazówki na temat bezpiecznego użytkowania także będziemy mieli pewność czy dana zabawka jest odpowiednia na prezent dla naszego dziecka. Mimo upływu czasu doskonałym a teraz wręcz kultowym pomysłem na prezent dla dziecka na roczek są zabawki drewniane, które są bezpieczniejsze niż te tradycyjne wykonane z plastiku. Zabawki ekologiczne zostały wykonane z naturalnego tworzywa jakim jest drewno oraz przy pełnym poszanowaniu środowiska naturalnego. Nie posiadają ostrych krawędzi oraz są bardzo trwałe i wytrzymałe na wszelkiego rodzaju uszkodzenia. Drewniane zabawki posiadają interesujące kształty, oryginalne kolory oraz są bardzo miłe w dotyku. Sprawiają że dziecko uczy się każdego dnia czegoś nowego. Pozwalają maluszkowi ćwiczyć koncentrację, wyobraźnie oraz paluszki. Wiele na ten temat poczytałam, wysłuchałam wele opoini i dozłam do wniosku, że najlepszym z prezentów bądą zabawki ponadczasowe, proste w obsłudze i zachęcające do zabawy. Z czasem Mateusz stawał sie coraz starszym chłopcem i mógł już sam składać zamównia u mnie na takie zabawki jak bardzo popularne gry planszowe- 5 sekund Junior, Kalejdoskop 50 gier lub puzzle Kąpiel Prosiaczka . Teraz przynajmniej wiem comam kupować :)
środa, 29 listopada 2017
Prezent z zaskoczenia
Niedziela się kończy, zimno za oknem. Jak człowiek pomyśli, że jutro rano trzeba rano wstać i jechać do pracy, to aż człowiekowi smutno. Nagle słyszę dzwonek do drzwi, to moi rodzice. Wpadli na pomysł, aby wręczyć nam przyspieszony prezent z okazji rocznicy ślubu. Były to bilety na wycieczkę na Wyspy Kanaryjskie. Wszystko zostało zorganizowane. Mój dwuletni braciszek, Oluś, zostanie pod opieką mojej babci.
Gdy się zbliżał dzień wyjazdu, w całym domu panował bałagan. Nikt nie mógł znaleźć swoich rzeczy. Pakowaliśmy tylko najpotrzebniejsze ubrania, ale moja mama nie mogła ich pomieścić w walizce. Jak zwykle miała ich za dużo.
Ja pakowałam się osobiście więc wzięłam potrzebne rzeczy, byłam bardzo zaskoczona, że znalazło się miejsce w mej walizce na rzeczy zbędne, ale umilające czas. Wzięłam puzzle i gry- 5 sekund junior Ananasowa twórczość i zjedz burgera. Wieczorem położyliśmy się wcześniej spać, aby z samego rana udać się na lotnisko.
Wypoczęci i pełni emocji weszliśmy na pokład samolotu. Lot przebiegł nam spokojnie.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Gdy rozejrzałam się wokół, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Krajobraz był piękny! Palmy, plaże, ocean. Wszystko
to pierwszy raz zobaczyłam na żywo. Rodzicom też się tu bardzo spodobało.
W hotelu mieliśmy zarezerwowane dwa pokoje. Po krótkim odpoczynku
i pierwszym posiłku, udaliśmy się na plażę. Było tam wielu ludzi, ale naszą uwagę przykuł tłum stojący przy wraku samolotu. Podeszliśmy bliżej. Niestety, nie rozumieliśmy o czym rozmawiają, ale na pewno było to coś bardzo interesującego. Po chwili usłyszeliśmy głos mówiący w języku polskim. Rozglądaliśmy się i zauważyliśmy młode małżeństwo. Mój tata zebrał się na odwagę i podszedł do nich. Zapytał , co się tu stało, że wszyscy ludzie są tacy zaszokowani. Kobieta wytłumaczyła, że cztery osoby stojące koło samolotu. Właśnie wróciły po trzech tygodniach pobytu na bezludnej wyspie. Znalazły się tam w wyniku katastrofy samolotu. Na szczęście wszyscy przeżyli. Dzięki sporym zapasom jedzenia
i umiejętności jego zdobycia nie wykończył ich głód. Znaleźli także źródło wody nadającej się do picia. Po dwutygodniowych poszukiwaniach odnalazła ich grupa ratowników. Była to głośna historia, opisana w wielu gazetach. Nie dawano tym osobom szans na przeżycie. Dlatego wszyscy
są tacy zdziwieni ich powrotem. Tata nam to opowiedział, ale nie mogłyśmy
w to z mamą uwierzyć. W końcu wróciliśmy do hotelu i położyliśmy się spać. Byliśmy bardzo zmęczeni.
Dwa tygodnie pobytu na wakacjach minęły szybko i były naprawdę udane. Miło je wspominam. Żal było odjeżdżać, ale tęskniłam za rodzinką. Jednak z tego wyjazdu najbardziej zapamiętałam historię o samolocie przekonała mnie ona, że cuda się jednak zdarzają.
Gdy się zbliżał dzień wyjazdu, w całym domu panował bałagan. Nikt nie mógł znaleźć swoich rzeczy. Pakowaliśmy tylko najpotrzebniejsze ubrania, ale moja mama nie mogła ich pomieścić w walizce. Jak zwykle miała ich za dużo.
Ja pakowałam się osobiście więc wzięłam potrzebne rzeczy, byłam bardzo zaskoczona, że znalazło się miejsce w mej walizce na rzeczy zbędne, ale umilające czas. Wzięłam puzzle i gry- 5 sekund junior Ananasowa twórczość i zjedz burgera. Wieczorem położyliśmy się wcześniej spać, aby z samego rana udać się na lotnisko.
Wypoczęci i pełni emocji weszliśmy na pokład samolotu. Lot przebiegł nam spokojnie.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Gdy rozejrzałam się wokół, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Krajobraz był piękny! Palmy, plaże, ocean. Wszystko
to pierwszy raz zobaczyłam na żywo. Rodzicom też się tu bardzo spodobało.
W hotelu mieliśmy zarezerwowane dwa pokoje. Po krótkim odpoczynku
i pierwszym posiłku, udaliśmy się na plażę. Było tam wielu ludzi, ale naszą uwagę przykuł tłum stojący przy wraku samolotu. Podeszliśmy bliżej. Niestety, nie rozumieliśmy o czym rozmawiają, ale na pewno było to coś bardzo interesującego. Po chwili usłyszeliśmy głos mówiący w języku polskim. Rozglądaliśmy się i zauważyliśmy młode małżeństwo. Mój tata zebrał się na odwagę i podszedł do nich. Zapytał , co się tu stało, że wszyscy ludzie są tacy zaszokowani. Kobieta wytłumaczyła, że cztery osoby stojące koło samolotu. Właśnie wróciły po trzech tygodniach pobytu na bezludnej wyspie. Znalazły się tam w wyniku katastrofy samolotu. Na szczęście wszyscy przeżyli. Dzięki sporym zapasom jedzenia
i umiejętności jego zdobycia nie wykończył ich głód. Znaleźli także źródło wody nadającej się do picia. Po dwutygodniowych poszukiwaniach odnalazła ich grupa ratowników. Była to głośna historia, opisana w wielu gazetach. Nie dawano tym osobom szans na przeżycie. Dlatego wszyscy
są tacy zdziwieni ich powrotem. Tata nam to opowiedział, ale nie mogłyśmy
w to z mamą uwierzyć. W końcu wróciliśmy do hotelu i położyliśmy się spać. Byliśmy bardzo zmęczeni.
Dwa tygodnie pobytu na wakacjach minęły szybko i były naprawdę udane. Miło je wspominam. Żal było odjeżdżać, ale tęskniłam za rodzinką. Jednak z tego wyjazdu najbardziej zapamiętałam historię o samolocie przekonała mnie ona, że cuda się jednak zdarzają.
Trzeba żyć dalej
Nasza kochana babcia odeszła już jakiś czas temu. Staraliśmy sobie to poukładać i żyć dalej, ale niestety nasz dziadek został sam w domu i nie radzi sobie w codziennych obowiązkach.. Moi rodzice postanowili, że postarają się dla niego o pomoc domową. Na szczęście znalazł się jedna pani, bardzo sympatyczna i znająca się na wszystkim a co najważniejsze z dużym poczuciem humoru i doświadczeniem. Zawsze mogła pomóc dziadkowi lub nawet tylko dotrzymać mu towarzystwa. Niedługo zbliżają się urodziny mojego dziadka, przed urodzinami jakiś czas temu przebywał w sanatorium po zawale i tam poznał nowa pasję, w którą wciągnął domowników a mianowicie gry planszowe. Dzięki takim grom planszowym zmienił się na lepsze, pozwoliły mu lepiej rozwijać swoja pamięć i bardziej się skupiać. Nie jest już taki nerwowy, wycisza się, Poprzez gry poznał i odnowił swoje znajomości ze swymi znajomymi, maja idealną rzecz, która ich łączy. Ćwiczy są cierpliwość a jego znajomi chętnie przychodzą do dziadka i grają z nim w gry planszowe. Przynoszą takie 5 sekund edycja specjalna, puzzle czy karty Trefl.
Na urodzinowa imprezę przyszło wiele znajomych między prezentami znalazł wiele przydatnych rzeczy jak i gry planszowe oraz puzzle z wieloma elementami.
Któregoś dnia zastaliśmy dziadka w pokoju gdzie wszędzie na meblach były rozłożone puzzle i gry planszowe a na podłodze wiele rozpoczętych obrazów, które układał z puzzli. Wszyscy byli zaskoczeni jak puzzle go wciągnęły. Miał swoje zajęcie, które pochłonęło go całkowicie. Oczywiście bardzo się z tego cieszyliśmy, że mógł oddać się takiemu zajęciu, które tak dobrze wpływało na jego zdrowie i samopoczucie.
Dziadek zmniejszył oglądanie telewizji, ponieważ często się denerwował, a przy grach planszowych i przy puzzlach potrafił się zrelaksować. Dzięki temu spędzał mile czas nie tylko sam czy z kolegami, ale wciągnął w to swego wnuka Mateusza, który ma 11 lat.
Wspólne spędzanie czasu z wnukiem, pozwoliło mu złapać dobry kontakt z młodymi ludźmi, a nasz syn złapał świetny kontakt z dziadkiem i również jego czas spędzony przy telewizorze i komputerze ograniczył się do minimum.
Po tych wszystkich układankach dziadek zebrał niemałą kolekcję obrazów, stworzonych z puzzli. Wiele z nich wsi u niego w pokoju, gdzie zawsze bardzo chętnie zaprasza swych znajomych i chwali się swymi osiągnięciami w tej dziedzinie. A Pani, która była jego pomocą domową okazała się bardzo dobrą przyjaciółką dla mego dziadka.
Któregoś dnia zastaliśmy dziadka w pokoju gdzie wszędzie na meblach były rozłożone puzzle i gry planszowe a na podłodze wiele rozpoczętych obrazów, które układał z puzzli. Wszyscy byli zaskoczeni jak puzzle go wciągnęły. Miał swoje zajęcie, które pochłonęło go całkowicie. Oczywiście bardzo się z tego cieszyliśmy, że mógł oddać się takiemu zajęciu, które tak dobrze wpływało na jego zdrowie i samopoczucie.
Dziadek zmniejszył oglądanie telewizji, ponieważ często się denerwował, a przy grach planszowych i przy puzzlach potrafił się zrelaksować. Dzięki temu spędzał mile czas nie tylko sam czy z kolegami, ale wciągnął w to swego wnuka Mateusza, który ma 11 lat.
Wspólne spędzanie czasu z wnukiem, pozwoliło mu złapać dobry kontakt z młodymi ludźmi, a nasz syn złapał świetny kontakt z dziadkiem i również jego czas spędzony przy telewizorze i komputerze ograniczył się do minimum.
Po tych wszystkich układankach dziadek zebrał niemałą kolekcję obrazów, stworzonych z puzzli. Wiele z nich wsi u niego w pokoju, gdzie zawsze bardzo chętnie zaprasza swych znajomych i chwali się swymi osiągnięciami w tej dziedzinie. A Pani, która była jego pomocą domową okazała się bardzo dobrą przyjaciółką dla mego dziadka.
Ciocia najlepsza na świecie
Po ciężkim dniu w pracy, postanowiłam, że muszę w końcu się rozerwać i wybrałam się na zakupy. To zawsze poprawia mi nastrój i humor. W drodze do galerii handlowej spotkałam moją koleżankę Aleksandrę. Obie byłyśmy zaskoczone.
Przypasował nam dzisiejszy dzień po godzinie 17:00.
W drodze powrotnej wstąpiłam do sklepu, bo przypomniałam sobie, że ciocia ma małą córeczkę wiec i jej trzeba sprawić jakąś niespodziankę.
Wstąpiłam do sklepu z zabawkami, a tam istne zatrzęsienie przeróżnymi zabawkami.
Od pluszowych misiów, puzzli do gier planszowych. Zdecydowałam się na puzzle dla dzieci. Składały się z małej ilości części więc na pewno nie będzie problemu z ułożeniem ich. Miały też odpowiednią wielkość co było też ułatwieniem. Wszystko było by fajne i proste, ale teraz jaki obrazek wybrać? Oczywiście ja już nie jestem na bieżąco z bajkami, ale pani ekspedientka była bardzo przydatna i powiedziała co jest najbardziej chodliwe.
Po zakupach pojechałam już do domu z nadzieją na to, że prezent się spodoba.
Jak zwykle prace domowe zajęły całe przedpołudnie, ani się nie spostrzegłam a już prawie 15.
Mąż wrócił z pracy, zjedliśmy obiad i już trzeba się było się szykować na odwiedziny u koleżanki Oli.
Wyruszyliśmy w drogę troszkę wcześniej, bo nie byłam pewna czy trafimy, bo już jakiś czas tam nie byliśmy. Droga nie okazała się tak zawiła jak przypuszczałam wiec trafiliśmy bez problemu.
Ola oczywiście ucieszona z naszej wizyty, że udało się nam znaleźć czas, aby wpaść w odwiedziny.
Ściągaliśmy buty gdy nagle z pokoju wyszła mała dziewczynka, ubrana w dziecięce getry we wzorki i piękną białą koszuleczkę. Była bardzo nieśmiała i chowała się z nogami swej mamy.
Ola nas przedstawiła, mimo że nie była nas pewna, wzięła nasz prezent dla niej.
Oczywiście ile to było radochy dla niej, jak i zresztą dla nas też. Po całych wybrykach z małą córeczką Oli- Anią usiedliśmy i wspominaliśmy czasy studiów. Życie było wówczas bardziej beztroskie niż teraz. Wspomnienia przy dobrym winku z taką ekipą było bardzo relaksujące.
Posiedzieliśmy tak z dobre trzy godzinki, no ale trzeba było się już zbierać
Czas był tak bardzo miło i pozytywnie spędzony, że umówiłyśmy się na kolejne spotkanie. Dla mnie będzie to oznaczać jedno, kolejną wizytę w sklepie z zabawkami dla małej Ani .
Przypasował nam dzisiejszy dzień po godzinie 17:00.
W drodze powrotnej wstąpiłam do sklepu, bo przypomniałam sobie, że ciocia ma małą córeczkę wiec i jej trzeba sprawić jakąś niespodziankę.
Wstąpiłam do sklepu z zabawkami, a tam istne zatrzęsienie przeróżnymi zabawkami.
Od pluszowych misiów, puzzli do gier planszowych. Zdecydowałam się na puzzle dla dzieci. Składały się z małej ilości części więc na pewno nie będzie problemu z ułożeniem ich. Miały też odpowiednią wielkość co było też ułatwieniem. Wszystko było by fajne i proste, ale teraz jaki obrazek wybrać? Oczywiście ja już nie jestem na bieżąco z bajkami, ale pani ekspedientka była bardzo przydatna i powiedziała co jest najbardziej chodliwe.
Po zakupach pojechałam już do domu z nadzieją na to, że prezent się spodoba.
Jak zwykle prace domowe zajęły całe przedpołudnie, ani się nie spostrzegłam a już prawie 15.
Mąż wrócił z pracy, zjedliśmy obiad i już trzeba się było się szykować na odwiedziny u koleżanki Oli.
Wyruszyliśmy w drogę troszkę wcześniej, bo nie byłam pewna czy trafimy, bo już jakiś czas tam nie byliśmy. Droga nie okazała się tak zawiła jak przypuszczałam wiec trafiliśmy bez problemu.
Ola oczywiście ucieszona z naszej wizyty, że udało się nam znaleźć czas, aby wpaść w odwiedziny.
Ściągaliśmy buty gdy nagle z pokoju wyszła mała dziewczynka, ubrana w dziecięce getry we wzorki i piękną białą koszuleczkę. Była bardzo nieśmiała i chowała się z nogami swej mamy.
Ola nas przedstawiła, mimo że nie była nas pewna, wzięła nasz prezent dla niej.
Oczywiście ile to było radochy dla niej, jak i zresztą dla nas też. Po całych wybrykach z małą córeczką Oli- Anią usiedliśmy i wspominaliśmy czasy studiów. Życie było wówczas bardziej beztroskie niż teraz. Wspomnienia przy dobrym winku z taką ekipą było bardzo relaksujące.
Posiedzieliśmy tak z dobre trzy godzinki, no ale trzeba było się już zbierać
Czas był tak bardzo miło i pozytywnie spędzony, że umówiłyśmy się na kolejne spotkanie. Dla mnie będzie to oznaczać jedno, kolejną wizytę w sklepie z zabawkami dla małej Ani .
Czary i magia
Temat przewodni tegorocznego balu to czary i magia. Każdy z dzieci miał jakieś zadanie do wykonania. My z mamą odpowiedzialni byliśmy za wystrój sali. Kolega Janusz był odpowiedzialny za organizację jedzenia i poczęstunku dla gości i uczestników naszej zabawy, Marysia miała za zadanie zorganizować gry i zabawy, które miały się odbywać w przerwach pomiędzy tańcami i zabawami. Przygotowała min. wiele gier i zabaw, w których można było wygrać ciekawe nagrody. Było tam np. gra planszowa 5 sekend, Zwierzaki- figuraki, karty i puzzle.
Każdy sam wymyślał kostium. Ja przebrałam się za wesołą czarownicę. Wszyscy mieli kolorowe stroje. Bawiliśmy się wspaniale, nagle… zaczęło grzmieć, trzaskać piorunami. Po chwili znalazłam miotłę, tak jakby ktoś mi ją podrzucił. Usiadłam na niej i uniosłam się do góry. Zamknęłam oczy, a jak je otworzyłam wokoło był inny świat.
Wszyscy bawili się i tańczyli. Chciałam wrócić do domu. Spytałam się pewnej pani, gdzie jestem. Ona powiedziała, że w Zaczarowanym świecie, gdzie nikt się nie nudzi. Rozejrzałam się dookoła i powiedziałam: Ja chcę do domu! Wtedy pani wskazała na górę, gdzie stał różowy pałacyk, westchnęłam i znów powtórzyłam: Ja chcę do domu!!! A pani na to: To jest twój dom. Ta miotła, na której przyleciałaś do Zaczarowanego świata jest czarodziejska i wyczarowała go specjalnie dla ciebie. To znaczy, że już nigdy nie wrócę do mojego prawdziwego domu we Wrocławiu? I usłyszałam, że czarownica Iwona, jest chora, a Zaczarowany świat ma kłopoty.
Postanowiłam: POMOGĘ! Powiedziałam: Dobrze, co mam zrobić… Jak ci to wytłumaczyć? Chodź ze mną do pałacyku. Na drzwiach pisało: Rodzina Niebieskookich , było coś rozlane. Spytałam się Sary, bo tak nazywała się ta kobieta: Gdzie jest ta czarownica? Sara nie wiedziała, ale zapytała się służby pałacowej. Ona wskazała drzwi żółtego pokoju. Podeszłam do tej czarownicy. Okazało się, że to moja mama! Bardzo się ucieszyłam! Jednak nadal nie rozumiem, dlaczego czasami sny są rzeczywistością.
Każdy sam wymyślał kostium. Ja przebrałam się za wesołą czarownicę. Wszyscy mieli kolorowe stroje. Bawiliśmy się wspaniale, nagle… zaczęło grzmieć, trzaskać piorunami. Po chwili znalazłam miotłę, tak jakby ktoś mi ją podrzucił. Usiadłam na niej i uniosłam się do góry. Zamknęłam oczy, a jak je otworzyłam wokoło był inny świat.
Wszyscy bawili się i tańczyli. Chciałam wrócić do domu. Spytałam się pewnej pani, gdzie jestem. Ona powiedziała, że w Zaczarowanym świecie, gdzie nikt się nie nudzi. Rozejrzałam się dookoła i powiedziałam: Ja chcę do domu! Wtedy pani wskazała na górę, gdzie stał różowy pałacyk, westchnęłam i znów powtórzyłam: Ja chcę do domu!!! A pani na to: To jest twój dom. Ta miotła, na której przyleciałaś do Zaczarowanego świata jest czarodziejska i wyczarowała go specjalnie dla ciebie. To znaczy, że już nigdy nie wrócę do mojego prawdziwego domu we Wrocławiu? I usłyszałam, że czarownica Iwona, jest chora, a Zaczarowany świat ma kłopoty.
Postanowiłam: POMOGĘ! Powiedziałam: Dobrze, co mam zrobić… Jak ci to wytłumaczyć? Chodź ze mną do pałacyku. Na drzwiach pisało: Rodzina Niebieskookich , było coś rozlane. Spytałam się Sary, bo tak nazywała się ta kobieta: Gdzie jest ta czarownica? Sara nie wiedziała, ale zapytała się służby pałacowej. Ona wskazała drzwi żółtego pokoju. Podeszłam do tej czarownicy. Okazało się, że to moja mama! Bardzo się ucieszyłam! Jednak nadal nie rozumiem, dlaczego czasami sny są rzeczywistością.
Niespotykana
Nigdy nie przypuszczałam, że istnieje jeszcze na świecie takie osoby jak pani Mirenka. Jest starsza panią, niestety już samotną, bo mąż już dawno odszedł. Została sama i chciała sobie jakoś ten czas zapełnić więc postanowiła, że będzie układać puzzle. Ma ich w domu całe mnóstwo, zaczynając od Przyjaciele z Krainy Lodu, Puzzle Bajkowe księżniczki czy też Wesoły dzień Zosi. Wszystkie można powiedzieć zna na pamięć i każdy obrazek ma skrupulatnie zapisanego w pamięci. Pani Mirena wdową. Można powiedzieć, że w układaniu puzzli nie miała sobie równych. Była w tym najlepsza. W jej szafach znajdowały się miliony układanek, które ułożyła... Był to letni, piękny dzień. Pani Mirenka postanowiła wybrać się na zakupy... Nagle zauważyła jakiś nowy sklep. Od razu jej się spodobał. W środku były różne zaczarowane rzeczy, których jeszcze nie widziała, ale największą jej
uwagę zwróciły zaczarowane puzzle. Od razu wiedziała, że musi je mieć! Kupiła je...
Wieczorem zabrała się do ich układania. Siedziała przy słabej lampce, zacięcie układając małe puzzle. Nareszcie obrazek z puzzli zaczynał coś przypominać. Kobieta znała skądś pokój, który wychodził puzzlach. Jeszcze bardziej zacięcie układała te puzzle. Nagle zauważyła, że ten pokój jest... JEJ! Kobieta siedząca i układająca puzzle to ona! Bała się układać je dalej.
Ręce jej drżały. a serce podchodziło do gardła. Nagle poczuła jak po plecach przechodzą jej ciarki...
Ułożyła już całe puzzle! na puzzlach przedstawiono w oknie jakąś postać Mirena chciała się odwrócić by zobaczyć kto tam jest...W tym samym momencie zgasło światło. Mirena sięgnęła po latarkę, bała się ją zapalić, ale zrobiła to, zapaliła ją...Owa postać stała przed nią. Była ubrana na
czarno, na twarz miała dużą bliznę przechodzącą przez lewy policzek, a w prawej ręce trzymał nóż. Zadał jej cios, prosto w serce. Kobieta osunęła się po ścianie na podłogę,a puzzle zniknęły i dalej są sprzedawane w tym sklepie.
uwagę zwróciły zaczarowane puzzle. Od razu wiedziała, że musi je mieć! Kupiła je...
Wieczorem zabrała się do ich układania. Siedziała przy słabej lampce, zacięcie układając małe puzzle. Nareszcie obrazek z puzzli zaczynał coś przypominać. Kobieta znała skądś pokój, który wychodził puzzlach. Jeszcze bardziej zacięcie układała te puzzle. Nagle zauważyła, że ten pokój jest... JEJ! Kobieta siedząca i układająca puzzle to ona! Bała się układać je dalej.
Ręce jej drżały. a serce podchodziło do gardła. Nagle poczuła jak po plecach przechodzą jej ciarki...
Ułożyła już całe puzzle! na puzzlach przedstawiono w oknie jakąś postać Mirena chciała się odwrócić by zobaczyć kto tam jest...W tym samym momencie zgasło światło. Mirena sięgnęła po latarkę, bała się ją zapalić, ale zrobiła to, zapaliła ją...Owa postać stała przed nią. Była ubrana na
czarno, na twarz miała dużą bliznę przechodzącą przez lewy policzek, a w prawej ręce trzymał nóż. Zadał jej cios, prosto w serce. Kobieta osunęła się po ścianie na podłogę,a puzzle zniknęły i dalej są sprzedawane w tym sklepie.
nadrabiamy zabawy
Dlaczego lato tak szybko się skończyło. Wakacje już dawno pożegnane. Całe dnie spędzone na zabawach na dworze skończone.Teraz to już jesień mamy, siedzimy w domu całe dnie i powoli zaczynamy nadrabiać zabawy domowe. Przyszedł mi do głowy świetny pomysł. Poprosiłam mamę, czy może skusi się na zagranie ze mną w grę planszowa 5 sekund, karty i puzzle. Lecz niestety nie dała się namówić. Zrezygnowałam z dalszego namawiania i wróciłam do swego pokoju, aby dalej obserwować co dzieje się za oknem.
Mężczyzna zgarniał liście w jedno miejsce i teraz wyglądały jakby one także marzły od chłodnego wiatru. Postanowiłam, że zarzucę żółty szalik na szyję i wyjdę z domu.
Stanowił on kontrast z brązowymi liśćmi i pustymi gałęziami drzew. Pasował także do mojego ciemnozielonego swetra. Miałam na sobie barwy jesieni i tylko żółty szalik przypominał, że świat składa się z innych kolorów niż tylko odcieni szarości. W powietrzu czułam zapach wypalanej trawy. Zbliżała się zima można było to poznać po zwiniętych pąkach kwiatów, po grubszych kurtkach przechodniów i dzięki chłodnemu wiatru, który ocierał się o moje policzki. Wystawiłam twarz do słońca. Teraz było już bliżej nas. Przepędziło chmury deszczowe i ogrzewało nasze blade twarze. Spacerowałam po parku szukając wyjątkowych liści do zasuszenia. Postanowiłam schować cząstkę jesieni do książki. Zawsze gdy ja otworzę poczuję rześki jesienny poranek. Pod nogi zatulały się dwa dojrzałe kasztany. Pachniały świeżo rozłupaną łupinka. Odbijało się w nich słońce. Były gładkie i całe brązowe. Schowałam je w dłoni i poczułam ciepło bijące z serca kasztanów. To w nich żyła jesień. Jesień była także na liściach, które schowałam do książek. Widziałam ją także na niebie i wyczułam w powietrzu. Jesień przepełniła cały świat. Ludziom ocierała się o policzki, mężczyźnie zamiatającym liście tańczyła pomiędzy dłońmi. Lubiłam przyglądać się jesieni jak wypełnia świat. Przygotowuje do nadejścia zimy, przyzwyczaja do ciepłych swetrów i butów. Jesień odchodzi zawsze szybko, nie pyta czy powinna jeszcze zostać. Pozostawia po sobie ślady, których szukam tak jak dziś na wypadek gdybym tęskniła.
Mężczyzna zgarniał liście w jedno miejsce i teraz wyglądały jakby one także marzły od chłodnego wiatru. Postanowiłam, że zarzucę żółty szalik na szyję i wyjdę z domu.
Stanowił on kontrast z brązowymi liśćmi i pustymi gałęziami drzew. Pasował także do mojego ciemnozielonego swetra. Miałam na sobie barwy jesieni i tylko żółty szalik przypominał, że świat składa się z innych kolorów niż tylko odcieni szarości. W powietrzu czułam zapach wypalanej trawy. Zbliżała się zima można było to poznać po zwiniętych pąkach kwiatów, po grubszych kurtkach przechodniów i dzięki chłodnemu wiatru, który ocierał się o moje policzki. Wystawiłam twarz do słońca. Teraz było już bliżej nas. Przepędziło chmury deszczowe i ogrzewało nasze blade twarze. Spacerowałam po parku szukając wyjątkowych liści do zasuszenia. Postanowiłam schować cząstkę jesieni do książki. Zawsze gdy ja otworzę poczuję rześki jesienny poranek. Pod nogi zatulały się dwa dojrzałe kasztany. Pachniały świeżo rozłupaną łupinka. Odbijało się w nich słońce. Były gładkie i całe brązowe. Schowałam je w dłoni i poczułam ciepło bijące z serca kasztanów. To w nich żyła jesień. Jesień była także na liściach, które schowałam do książek. Widziałam ją także na niebie i wyczułam w powietrzu. Jesień przepełniła cały świat. Ludziom ocierała się o policzki, mężczyźnie zamiatającym liście tańczyła pomiędzy dłońmi. Lubiłam przyglądać się jesieni jak wypełnia świat. Przygotowuje do nadejścia zimy, przyzwyczaja do ciepłych swetrów i butów. Jesień odchodzi zawsze szybko, nie pyta czy powinna jeszcze zostać. Pozostawia po sobie ślady, których szukam tak jak dziś na wypadek gdybym tęskniła.
Dwu liczbowe urodziny
Dziesiąte urodziny naszej solenizantki o imieniu Zosia w końcu się rozpoczynają. Czekała na nie od dawna, wiedziała, że jej wiek będzie już dwu cyfrowy więc będzie dorosła. Oczywiście rodzice stanęli na wysokości zadania.
Mama Zosi, Aleksandra zaczęła organizować wszystko już trzy miesiące przed datą jej urodzin. Najważniejsze i najtrudniejsze było wynajęcie odpowiedniej sali, która spełniała by wszystkie wymagania córki.
Zosia zapragnęła, aby sala była bardzo kolorowa, gdzie będzie można znaleźć kącik z małymi krzesełkami i stolikami dla jej gości, zjeżdżalnie, która kończyła by się w basenie z piłeczkami, kącik z grami planszowymi, puzzlami lub Mata do układania puzzli. Musi być pełno balonów pod sufitem i dwoma clownami, którzy będą towarzyszyć podczas zabawy dzieciom.
Długie poszukiwania w końcu przyniosły efekt, mama znalazła sale zabaw dla dzieci, gdzie można urządzać podobne imprezy.
Pani Aleksandra zaczęła zapraszać gości. Oj lista z dnia na dzień stawała się dłuższa i dłuższa. Zebrało się troszkę rodziny, znajomych i oczywiście kolegów i koleżanek solenizantki.
Do całego szczęścia zostało wymyślenie menu i najważniejsze prezentu od rodziców dla Zosi.
W dniu urodzin Zosia od rana już się szykowała, była bardzo podekscytowana. Wszystko musiało się udać, nic nie mogło nie pójść nie tak po jej myśli. Gdy godzina rozpoczęcia zbliżała się, rodzice wzięli solenizantkę i pojechali z nią na sale gdzie czekali na nią goście.
Zosia bawiła się wyśmienicie.
Powiedziała, że nigdy ni zapomni tego dnia i swój prezent jaki dostała od rodziców będzie szanować i o niego dbać.
Mama Zosi, Aleksandra zaczęła organizować wszystko już trzy miesiące przed datą jej urodzin. Najważniejsze i najtrudniejsze było wynajęcie odpowiedniej sali, która spełniała by wszystkie wymagania córki.
Zosia zapragnęła, aby sala była bardzo kolorowa, gdzie będzie można znaleźć kącik z małymi krzesełkami i stolikami dla jej gości, zjeżdżalnie, która kończyła by się w basenie z piłeczkami, kącik z grami planszowymi, puzzlami lub Mata do układania puzzli. Musi być pełno balonów pod sufitem i dwoma clownami, którzy będą towarzyszyć podczas zabawy dzieciom.
Długie poszukiwania w końcu przyniosły efekt, mama znalazła sale zabaw dla dzieci, gdzie można urządzać podobne imprezy.
Pani Aleksandra zaczęła zapraszać gości. Oj lista z dnia na dzień stawała się dłuższa i dłuższa. Zebrało się troszkę rodziny, znajomych i oczywiście kolegów i koleżanek solenizantki.
Do całego szczęścia zostało wymyślenie menu i najważniejsze prezentu od rodziców dla Zosi.
W dniu urodzin Zosia od rana już się szykowała, była bardzo podekscytowana. Wszystko musiało się udać, nic nie mogło nie pójść nie tak po jej myśli. Gdy godzina rozpoczęcia zbliżała się, rodzice wzięli solenizantkę i pojechali z nią na sale gdzie czekali na nią goście.
Zosia bawiła się wyśmienicie.
Powiedziała, że nigdy ni zapomni tego dnia i swój prezent jaki dostała od rodziców będzie szanować i o niego dbać.
To ci zaskoczenie
Mam kochaną rodzinę. Najwspanialszą na świecie, mimo, że dostałam od nich niedawno tyle prezentów i miłości. Bo w końcu to nie są też tanie rzeczy. Mimo wszystko rodzice kupili mi kolejną świetną rzecz. Sprawiła mi nowe puzzle i gre 5 sekund. W taką pogodę nie da się zagrać w piłkę na boisku, ani pójść na spacer. Można pooglądać bajki, ale wszystkie, które mam w domu, znam już niemal na pamięć. Chciałem odwiedzić Maćka, ale przypomniało mi się, że pojechał do cioci. Później pomyślałem o Tomku, ale on mieszka zbyt daleko ode mnie i babcia nie pozwoliłaby mi wybrać się samemu w odwiedziny do niego. Gdy już obraziłem się na wszystko wokół siebie, na czele z pogodą, w drzwiach stanęła mama i oznajmiła, że ma zamiar przegonić moją deszczową nudę.
Kolorowe pudełko od razu zwróciło moją uwagę. Zawierało mnóstwo małych, tekturowych elementów o dziwnych kształtach. Ponadto na wieczku pudełka znajdował się kolorowy obrazek. Przedstawiał mojego ulubionego bajkowego bohatera - Pinokia - który z plecakiem i książkami maszeruje wesoło do szkoły. Natychmiast zabrałem się do pracy. Na dywanie rozsypałem puzzle, obok położyłem wzór obrazka, który miał powstać z układanki. Mama usiadła obok mnie i powiedziała, że z chęcią mi pomoże, bo te puzzle zawierają wiele elementów, a obrazek jest dosyć trudny. Pomyślałem, że to nieprawda, bo wydawało mi się, że szybko się uporam z tą zabawą. Okazało się jednak, że tym razem nie miałem racji. Zajęło mi to tyle czasu, że zastanawiałam się czy to warto tyle czasu temu poświęcać. Doszłam do wniosku, że dobrze jest sobie umilić czas również innymi grami planszowymi i grami towarzyskimi.
Mimo problemów postanowiłem, że następnego dnia znowu spróbuję ułożyć ten obrazek, tym razem już samodzielnie. Mama obiecała, że gdy już uda mi się tego dokonać, to kupi mi kolejne puzzle, żebym ćwiczył kojarzenie i spostrzegawczość. Ucieszyła mnie ta informacja, bo tego popołudnia przekonałem się, że taka układanka daje wiele frajdy. Zrobiliśmy sobie herbatę i zjedliśmy ciasteczka, bo łamigłówka nieźle nas wymęczyła. A o deszczu za oknem już zupełnie zapomniałem.
Kolorowe pudełko od razu zwróciło moją uwagę. Zawierało mnóstwo małych, tekturowych elementów o dziwnych kształtach. Ponadto na wieczku pudełka znajdował się kolorowy obrazek. Przedstawiał mojego ulubionego bajkowego bohatera - Pinokia - który z plecakiem i książkami maszeruje wesoło do szkoły. Natychmiast zabrałem się do pracy. Na dywanie rozsypałem puzzle, obok położyłem wzór obrazka, który miał powstać z układanki. Mama usiadła obok mnie i powiedziała, że z chęcią mi pomoże, bo te puzzle zawierają wiele elementów, a obrazek jest dosyć trudny. Pomyślałem, że to nieprawda, bo wydawało mi się, że szybko się uporam z tą zabawą. Okazało się jednak, że tym razem nie miałem racji. Zajęło mi to tyle czasu, że zastanawiałam się czy to warto tyle czasu temu poświęcać. Doszłam do wniosku, że dobrze jest sobie umilić czas również innymi grami planszowymi i grami towarzyskimi.
Mimo problemów postanowiłem, że następnego dnia znowu spróbuję ułożyć ten obrazek, tym razem już samodzielnie. Mama obiecała, że gdy już uda mi się tego dokonać, to kupi mi kolejne puzzle, żebym ćwiczył kojarzenie i spostrzegawczość. Ucieszyła mnie ta informacja, bo tego popołudnia przekonałem się, że taka układanka daje wiele frajdy. Zrobiliśmy sobie herbatę i zjedliśmy ciasteczka, bo łamigłówka nieźle nas wymęczyła. A o deszczu za oknem już zupełnie zapomniałem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)