W małym domku za miastem mieszkała mama Iza, z córką i babcią. Nie była to dość bogata rodzina, ale wiodło im się nie najgorzej. Od czasu do czasu pozwalały sobie na jakąś wspólną przyjemność. Tym razem na pomysł wpadła babcia, która postanowiła zaprosić dziewczyny na piknik. Mama dziewczynki się zgodziła. Rozpoczęła przygotowania do piknikowej biesiady, pakowały naprawę dużo rzeczy, ponieważ oprócz nich miała tam być jeszcze ciocia Zosia z wujkiem Januszem i córką Kasią.
Dzień wcześniej przygotowały całe mnóstwo dobrego jedzenia, pyszne kanaki, kompot z truskawek, galaretkę z owocami i wiele innych. Do głównego zadania Izy należało zapakowanie odpowiednich gier i zabawek dla urozmaicenia wspólnie zaplanowanego czasu. Iza zapakowała piłkę plażową, paletki, gry planszowe, puzzle i karty do gry Trefl. Wszystko było gotowe więc można było zacząć się pakować.
Troszkę się tego uzbierało, więc mama Izy musiała zapakować drugi kosz. Sięgała po koszyk i… spadła. Skręciła sobie nogę! Mama dziewczynki nie mogła pójść na piknik, ale córeczka mogła. Mama chciała ostrzec dziewczynkę, bo mogła się zgubić. Ale dziewczynka poszła bez powiedzenia o tym mamie.
Kiedy dziewczynka weszła do lasu zaczęła się bać. Bardzo chciała pójść na ten piknik, bo babci zrobiłoby się przykro. Poszła więc, a mama się zorientowała, że córeczka sama poszła do babci przez niebezpieczny las. Zadzwoniła do pana leśniczego. On szybko wyruszył szukać dziewczynki.
Idąc do babci dziewczynka zbierała orzechy, grzyby, jagody, truskawki i śliwki. Wiedziała którzy rzeczy są jadalne, a które trujące. Była głodna. Znalazła małą studzienkę, opłukała grzyby i zjadła ich trzy. Zasnęła.
Babcia w tym czasie wyszła naprzeciw mamie z wnuczką. Jednak zgubiła się w lesie. Leśniczy tropił ślady w lesie. Szukał, szukał. Miał ze sobą mapę i kompas. Znalazł obie zguby i zaprowadził je do domu. Mama była bardzo zła na swą córkę, że nie posłuchała jej prośby i sama wybrała się do lasu, gdzie mogło być dla niej bardzo niebezpiecznie. Iza przeprosiła mamę i obiecała, że więcej tak nie zrobi. Po czasie mama wyzdrowiała i spotkali się na pikniku z całą rodziną.
czwartek, 30 czerwca 2016
Zaufanie rodziców
Każdy z nas ma w swym życiu taką osobę za którą w ogień by poszedł. Dla mnie taką osobą jest Mateusz, mój ulubiony kolega. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, w szczególności łączyła nas piłka nożna. Dużo razem graliśmy, mimo że był lepszy ode mnie. Z nauką też mu lepiej szło. Moi rodzice bardzo go lubili, ponieważ był dobrym i uczynnym chłopcem. Mieli do niego zaufanie i dzięki temu pozwolili nam wybrać się samemu na wycieczkę, ale w miejsce im znane. Pozwolili, abyśmy wspólnie spędzili jeden tydzień wakacji u babci na wsi. Mieliśmy radości co niemiara. Kąpiel w pobliskiej rzece, przejażdżki rowerowe, pieczenie kiełbasek przy ognisku to tylko niektóre z naszych rozrywek. Wspólne granie w gry planszowe Batman v Superman czy układanie puzzli. Poznałem wtedy też nowych znajomych i nawet pewną dziewczynę, z którą zamierzam się dalej spotykać.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewien pochmurny dzień. Wtedy wybraliśmy się do lasu. Zebraliśmy już sporo grzybów, które później mieliśmy przekazać babci Mateusza, aby mogła skontrolować i ocenić, czy wszystkie są jadalne. Już mieliśmy wracać, gdy Mateusz chciał pokazać mi miejsce, gdzie w dzieciństwie bawił się w chowanego. Nagle coś zabłyszczało w oddali. Postanowiliśmy tam podejść. Był to jakiś dziwny przedmiot, który wystawał z ziemi. Powiedziałem, że może lepiej tego nie ruszać. Jednak Mateusz był ciekawy, schylił się i ostrożnie zaczął wyciągać z ziemi. Nagle jakiś blask mnie oślepił.... Pamiętam jeszcze huk...
Ocknąłem się dopiero w szpitalu. Dopiero później mi wyjaśniono, że to był wybuch. Ja stałem dalej, więc obrażenia nie były duże i po kilku dniach wyszedłem ze szpitala. Miałem tylko lekkie skaleczenia. Stan Mateusza być cięższy. Odłamki z niewypału skaleczyły mu twarz, a zwłaszcza oczy. Co gorsze stracił trzy palce u ręki. Okazało się też, że zaczął coraz gorzej widzieć i w końcu stracił wzrok. To był prawdziwa tragedia. Nie mogłem się z tym pogodzić. Byłem zły, że w porę go nie powstrzymałem. Było mi żal, gdy patrzyłem na niego. Jednak starałem się nie dać tego po sobie poznać i podtrzymywałem go na duchu. Liczyłem na to, że planowana operacja pomoże i Mateusz odzyska wzrok. Niemniej chciałem, aby cofnął się czas. Wtedy wiedziałbym, co zrobić, by zapobiec nieszczęściu. Teraz było już za późno.
Po całej tej tragedii nasze stosunki jeszcze bardziej się umocniły, na pewno wiedzieliśmy, że to co się stało było tragedią, ale wiedzieliśmy, że możemy zawsze na siebie liczyć.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewien pochmurny dzień. Wtedy wybraliśmy się do lasu. Zebraliśmy już sporo grzybów, które później mieliśmy przekazać babci Mateusza, aby mogła skontrolować i ocenić, czy wszystkie są jadalne. Już mieliśmy wracać, gdy Mateusz chciał pokazać mi miejsce, gdzie w dzieciństwie bawił się w chowanego. Nagle coś zabłyszczało w oddali. Postanowiliśmy tam podejść. Był to jakiś dziwny przedmiot, który wystawał z ziemi. Powiedziałem, że może lepiej tego nie ruszać. Jednak Mateusz był ciekawy, schylił się i ostrożnie zaczął wyciągać z ziemi. Nagle jakiś blask mnie oślepił.... Pamiętam jeszcze huk...
Ocknąłem się dopiero w szpitalu. Dopiero później mi wyjaśniono, że to był wybuch. Ja stałem dalej, więc obrażenia nie były duże i po kilku dniach wyszedłem ze szpitala. Miałem tylko lekkie skaleczenia. Stan Mateusza być cięższy. Odłamki z niewypału skaleczyły mu twarz, a zwłaszcza oczy. Co gorsze stracił trzy palce u ręki. Okazało się też, że zaczął coraz gorzej widzieć i w końcu stracił wzrok. To był prawdziwa tragedia. Nie mogłem się z tym pogodzić. Byłem zły, że w porę go nie powstrzymałem. Było mi żal, gdy patrzyłem na niego. Jednak starałem się nie dać tego po sobie poznać i podtrzymywałem go na duchu. Liczyłem na to, że planowana operacja pomoże i Mateusz odzyska wzrok. Niemniej chciałem, aby cofnął się czas. Wtedy wiedziałbym, co zrobić, by zapobiec nieszczęściu. Teraz było już za późno.
Po całej tej tragedii nasze stosunki jeszcze bardziej się umocniły, na pewno wiedzieliśmy, że to co się stało było tragedią, ale wiedzieliśmy, że możemy zawsze na siebie liczyć.
Duża dziewczynka
No to mała Zosia nie jest już taka mała. Doczekała się w końcu swych dziesiątych urodzin. Teraz to czuje się już jak dorosła dziewczynka, która może zawojować świat. Rodzice z tak okrągłego święta wyprawili jej huczne urodziny.
Mama Zosi, Aleksandra zaczęła organizować wszystko już trzy miesiące przed datą jej urodzin. Najważniejsze i najtrudniejsze było wynajęcie odpowiedniej sali, która spełniała by wszystkie wymagania córki.
Zosia zapragnęła, aby sala była bardzo kolorowa, gdzie będzie można znaleźć kącik z małymi krzesełkami i stolikami dla jej gości, zjeżdżalnie, która kończyła by się w basenie z piłeczkami, kącik z grami planszowymi, puzzlami lub Zootopia gra Piotruś. Musi być pełno balonów pod sufitem i dwoma clownami, którzy będą towarzyszyć podczas zabawy dzieciom.
Długie poszukiwania w końcu przyniosły efekt, mama znalazła sale zabaw dla dzieci, gdzie można urządzać podobne imprezy.
Pani Aleksandra zaczęła zapraszać gości. Oj lista z dnia na dzień stawała się dłuższa i dłuższa. Zebrało się troszkę rodziny, znajomych i oczywiście kolegów i koleżanek solenizantki.
Do całego szczęścia zostało wymyślenie menu i najważniejsze prezentu od rodziców dla Zosi.
W dniu urodzin Zosia od rana już się szykowała, była bardzo podekscytowana. Wszystko musiało się udać, nic nie mogło nie pójść nie tak po jej myśli. Gdy godzina rozpoczęcia zbliżała się, rodzice wzięli solenizantkę i pojechali z nią na sale gdzie czekali na nią goście.
Zosia bawiła się wyśmienicie.
Powiedziała, że nigdy ni zapomni tego dnia i swój prezent jaki dostała od rodziców będzie szanować i o niego dbać.
Mama Zosi, Aleksandra zaczęła organizować wszystko już trzy miesiące przed datą jej urodzin. Najważniejsze i najtrudniejsze było wynajęcie odpowiedniej sali, która spełniała by wszystkie wymagania córki.
Zosia zapragnęła, aby sala była bardzo kolorowa, gdzie będzie można znaleźć kącik z małymi krzesełkami i stolikami dla jej gości, zjeżdżalnie, która kończyła by się w basenie z piłeczkami, kącik z grami planszowymi, puzzlami lub Zootopia gra Piotruś. Musi być pełno balonów pod sufitem i dwoma clownami, którzy będą towarzyszyć podczas zabawy dzieciom.
Długie poszukiwania w końcu przyniosły efekt, mama znalazła sale zabaw dla dzieci, gdzie można urządzać podobne imprezy.
Pani Aleksandra zaczęła zapraszać gości. Oj lista z dnia na dzień stawała się dłuższa i dłuższa. Zebrało się troszkę rodziny, znajomych i oczywiście kolegów i koleżanek solenizantki.
Do całego szczęścia zostało wymyślenie menu i najważniejsze prezentu od rodziców dla Zosi.
W dniu urodzin Zosia od rana już się szykowała, była bardzo podekscytowana. Wszystko musiało się udać, nic nie mogło nie pójść nie tak po jej myśli. Gdy godzina rozpoczęcia zbliżała się, rodzice wzięli solenizantkę i pojechali z nią na sale gdzie czekali na nią goście.
Zosia bawiła się wyśmienicie.
Powiedziała, że nigdy ni zapomni tego dnia i swój prezent jaki dostała od rodziców będzie szanować i o niego dbać.
Tyle załatwień
Aż ciężko uwierzyć w to co się stało. Dostałam telefon od mamy, w którym oznajmiła mi, że ciocia Małgosia zmarła i zapisała swój dom w spadku dla mnie. Jak dla mnie to było za dużo wiadomości na raz, śmierć cioci, spadek i ten dom na moja własność. Zaczęły się sprawy związane ze spadkiem. Ile musiało trwać całe to załatwianie to sobie nawet nie wyobrażałam. Adwokaci, prawnicy i notariusze w ostatnim czasie byli najczęstszymi gośćmi w moim mieszkaniu. Cały ten spadek kosztował mnie i mych rodziców wiele oszczędności życiowych, ale nie chcieliśmy tego wszystkiego stracić na rzecz Państwa. Każdy się dołożył i stało się. Mogę się wprowadzać. Och czemu wtedy byłam taka naiwna. Niestety cały dom należało odremontować, bo tam to już chyba wieki nie było nic robione. Ciotka była starszą kobieta, która mieszkała sama w tak dużym domu. Miała mała emeryturę więc dorabiała sobie poprzez pilnowanie dzieci sąsiadów. Miała z nimi świetny kontakt, dzieci do niej lgnęły, tak powiedziały mi sąsiadki, które były bardzo poruszone jej śmiercią.
Niestety, aby w miarę szybko wprowadzić się do nowego domu, musiałam poszukać dodatkowej pracy. Nie chciałam, aby było to daleko, bo każdy wolny czas chciałam przekazać na malowanie i odświeżanie domu. Siedząc w domu po cioci, myślałam, jak by tu można dorobić na miejscu. I nagle do głowy wpadł mi świetny pomysł, będę kontynuować pracę cioci i zajmę się dziećmi sąsiadów. To był świetny pomysł. Nie musiałam nigdzie dojeżdżać, praca była na miejscu, nie traciłam czasu na stanie w korku. Byłam szefem sama dla siebie.
Moja rodzinka była pod wrażeniem mego pomysłu, teraz tylko trzeba porozmawiać z rodzicami dzieci, którymi miałam się zająć. Mamy były zachwycone, ponieważ otoczenie dzieci nie zmienił by się i były by blisko domu. Wszystko było ustalone, teraz tylko musiałam zaopatrzyć się w nowe gry i zabawki dla dzieci. Poszłam z młodszą kuzynką do sklepu, ponieważ ja dawno straciłam orientację co jest teraz najpopularniejsze. Gdy weszłyśmy do sklepu Julia w ciągu dziesięciu minut zapełniła mój koszyk. Wybrała najlepsze i najpopularniejsze zabawki. Wybrała min. puzzle, karty Trefl i puzzle.
Byłam gotowa na przyjęcie nowych dzieci. W ciągu paru miesięcy remont dobiegł końca i wszystko było gotowe, lecz ja postanowiłam nie zostawiać dzieci i zajmować się nimi jak najdłużej.
Niestety, aby w miarę szybko wprowadzić się do nowego domu, musiałam poszukać dodatkowej pracy. Nie chciałam, aby było to daleko, bo każdy wolny czas chciałam przekazać na malowanie i odświeżanie domu. Siedząc w domu po cioci, myślałam, jak by tu można dorobić na miejscu. I nagle do głowy wpadł mi świetny pomysł, będę kontynuować pracę cioci i zajmę się dziećmi sąsiadów. To był świetny pomysł. Nie musiałam nigdzie dojeżdżać, praca była na miejscu, nie traciłam czasu na stanie w korku. Byłam szefem sama dla siebie.
Moja rodzinka była pod wrażeniem mego pomysłu, teraz tylko trzeba porozmawiać z rodzicami dzieci, którymi miałam się zająć. Mamy były zachwycone, ponieważ otoczenie dzieci nie zmienił by się i były by blisko domu. Wszystko było ustalone, teraz tylko musiałam zaopatrzyć się w nowe gry i zabawki dla dzieci. Poszłam z młodszą kuzynką do sklepu, ponieważ ja dawno straciłam orientację co jest teraz najpopularniejsze. Gdy weszłyśmy do sklepu Julia w ciągu dziesięciu minut zapełniła mój koszyk. Wybrała najlepsze i najpopularniejsze zabawki. Wybrała min. puzzle, karty Trefl i puzzle.
Byłam gotowa na przyjęcie nowych dzieci. W ciągu paru miesięcy remont dobiegł końca i wszystko było gotowe, lecz ja postanowiłam nie zostawiać dzieci i zajmować się nimi jak najdłużej.
Koleżanka od serca
Niestety nie wszyscy mają takie szczęście jak ja i mają zdrowe dzieci. Mam koleżankę Aleksandrę, która właśnie ma takie dziecko. Niestety urodziło się niepełnosprawne. Nazywa się Szymek i jest bardzo pogodnym dzieckiem. Zasięgnęłam rady mojego znajomego lekarza, który wypisał Aleksandrze skierowanie na obóz rehabilitacyjny, na którym może troszkę poprawić stan zdrowia swego dziecka. Bardzo się ucieszyła z takiej niespodzianki, a ja postanowiłam jej w tej wyprawie towarzyszyć.
Po zwiedzeniu wszyscy udali się na salę gdzie lekarz i rehabilitanci przedstawili im jakie zabiegi będą miały ich dzieci.
Gdy rodzice rozmawiali, opiekunowie w miedzy czasie zajmowali się ich dziećmi. Zapewniali im wiele gier towarzyskich, puzzli i kart do gry Trefl a dla dzieci, które nie mogły chodzić, biegać siedziały przy stolikach na których układały wieloelementowe puzzle. Gdy niektóre dzieci skończyły już grać i trochę się zmęczyły usiadły na materacach i odpoczywały.
Po pewnym czasie rodzice odebrali dzieci i opiekunowie pokazali im sale w której będą przebywały ich dzieci. W tych salach były dwa lóżka, małe szafki, szafa i mały regał na którym było wiele kolorowych gier planszowych, zabawek i puzzli, z których dzieci mogły korzystać między zabiegami i w wolnym czasie.
Opiekunka grupy mówiła ze w czasie pobytu rehabilitacyjnego będzie organizowana wycieczka dla dzieci do parku miniatur i oprócz zwiedzania będzie tam też plac zabaw na którym dzieci będą mogły bawić się, a opiekunowie zapewniają im wiele atrakcji, zabaw towarzyskich i gier. Dzieci na pewno będą zadowolone jeśli rodzice wyrażaj zgodę, aby ich dzieciaki pojechały na taka wycieczkę muszą wyrazić zgodę na piśmie.
Znajoma wyraziła zgodę pożegnała się z córką i zostawiła ja w pokoju gdzie już przebywały inne chore dzieci. Dziewczynka ułożyła sobie na swojej szafce zabawki puzzle i gry planszowe które zabrała z sobą z domu bo myślała ze nie będzie tyle zabawek w ośrodku.
Po zwiedzeniu wszyscy udali się na salę gdzie lekarz i rehabilitanci przedstawili im jakie zabiegi będą miały ich dzieci.
Gdy rodzice rozmawiali, opiekunowie w miedzy czasie zajmowali się ich dziećmi. Zapewniali im wiele gier towarzyskich, puzzli i kart do gry Trefl a dla dzieci, które nie mogły chodzić, biegać siedziały przy stolikach na których układały wieloelementowe puzzle. Gdy niektóre dzieci skończyły już grać i trochę się zmęczyły usiadły na materacach i odpoczywały.
Po pewnym czasie rodzice odebrali dzieci i opiekunowie pokazali im sale w której będą przebywały ich dzieci. W tych salach były dwa lóżka, małe szafki, szafa i mały regał na którym było wiele kolorowych gier planszowych, zabawek i puzzli, z których dzieci mogły korzystać między zabiegami i w wolnym czasie.
Opiekunka grupy mówiła ze w czasie pobytu rehabilitacyjnego będzie organizowana wycieczka dla dzieci do parku miniatur i oprócz zwiedzania będzie tam też plac zabaw na którym dzieci będą mogły bawić się, a opiekunowie zapewniają im wiele atrakcji, zabaw towarzyskich i gier. Dzieci na pewno będą zadowolone jeśli rodzice wyrażaj zgodę, aby ich dzieciaki pojechały na taka wycieczkę muszą wyrazić zgodę na piśmie.
Znajoma wyraziła zgodę pożegnała się z córką i zostawiła ja w pokoju gdzie już przebywały inne chore dzieci. Dziewczynka ułożyła sobie na swojej szafce zabawki puzzle i gry planszowe które zabrała z sobą z domu bo myślała ze nie będzie tyle zabawek w ośrodku.
Kochana mama
Tego to się nie spodziewałam. Dostać nowiutki prezent tak bez okazji i to już po świętach i mych urodzinach, które zresztą obchodziłam niedawno. No nie powiem byłam miło zaskoczona i bardzo podekscytowana. Moja mama się spisała, a widząc uśmiech na mej twarzy ona sama miała z tego radość. Sprawiła mi nowe puzzle i Zootopia gra Piotruś. W taką pogodę nie da się zagrać w piłkę na boisku, ani pójść na spacer. Można pooglądać bajki, ale wszystkie, które mam w domu, znam już niemal na pamięć. Chciałem odwiedzić Maćka, ale przypomniało mi się, że pojechał do cioci. Później pomyślałem o Tomku, ale on mieszka zbyt daleko ode mnie i babcia nie pozwoliłaby mi wybrać się samemu w odwiedziny do niego. Gdy już obraziłem się na wszystko wokół siebie, na czele z pogodą, w drzwiach stanęła mama i oznajmiła, że ma zamiar przegonić moją deszczową nudę.
Kolorowe pudełko od razu zwróciło moją uwagę. Zawierało mnóstwo małych, tekturowych elementów o dziwnych kształtach. Ponadto na wieczku pudełka znajdował się kolorowy obrazek. Przedstawiał mojego ulubionego bajkowego bohatera - Pinokia - który z plecakiem i książkami maszeruje wesoło do szkoły. Natychmiast zabrałem się do pracy. Na dywanie rozsypałem puzzle, obok położyłem wzór obrazka, który miał powstać z układanki. Mama usiadła obok mnie i powiedziała, że z chęcią mi pomoże, bo te puzzle zawierają wiele elementów, a obrazek jest dosyć trudny. Pomyślałem, że to nieprawda, bo wydawało mi się, że szybko się uporam z tą zabawą. Okazało się jednak, że tym razem nie miałem racji. Zajęło mi to tyle czasu, że zastanawiałam się czy to warto tyle czasu temu poświęcać. Doszłam do wniosku, że dobrze jest sobie umilić czas również innymi grami planszowymi i grami towarzyskimi.
Mimo problemów postanowiłem, że następnego dnia znowu spróbuję ułożyć ten obrazek, tym razem już samodzielnie. Mama obiecała, że gdy już uda mi się tego dokonać, to kupi mi kolejne puzzle, żebym ćwiczył kojarzenie i spostrzegawczość. Ucieszyła mnie ta informacja, bo tego popołudnia przekonałem się, że taka układanka daje wiele frajdy. Zrobiliśmy sobie herbatę i zjedliśmy ciasteczka, bo łamigłówka nieźle nas wymęczyła. A o deszczu za oknem już zupełnie zapomniałem.
Kolorowe pudełko od razu zwróciło moją uwagę. Zawierało mnóstwo małych, tekturowych elementów o dziwnych kształtach. Ponadto na wieczku pudełka znajdował się kolorowy obrazek. Przedstawiał mojego ulubionego bajkowego bohatera - Pinokia - który z plecakiem i książkami maszeruje wesoło do szkoły. Natychmiast zabrałem się do pracy. Na dywanie rozsypałem puzzle, obok położyłem wzór obrazka, który miał powstać z układanki. Mama usiadła obok mnie i powiedziała, że z chęcią mi pomoże, bo te puzzle zawierają wiele elementów, a obrazek jest dosyć trudny. Pomyślałem, że to nieprawda, bo wydawało mi się, że szybko się uporam z tą zabawą. Okazało się jednak, że tym razem nie miałem racji. Zajęło mi to tyle czasu, że zastanawiałam się czy to warto tyle czasu temu poświęcać. Doszłam do wniosku, że dobrze jest sobie umilić czas również innymi grami planszowymi i grami towarzyskimi.
Mimo problemów postanowiłem, że następnego dnia znowu spróbuję ułożyć ten obrazek, tym razem już samodzielnie. Mama obiecała, że gdy już uda mi się tego dokonać, to kupi mi kolejne puzzle, żebym ćwiczył kojarzenie i spostrzegawczość. Ucieszyła mnie ta informacja, bo tego popołudnia przekonałem się, że taka układanka daje wiele frajdy. Zrobiliśmy sobie herbatę i zjedliśmy ciasteczka, bo łamigłówka nieźle nas wymęczyła. A o deszczu za oknem już zupełnie zapomniałem.
Bardzo nerwowy czas
Ostatnimi czasy mój chłopak Mateusz zaczyna mi bardzo działać na nerwy. Ogólnie jesteśmy bardzo zgodni, nie kłócimy się o pierdoły, a na pewno nie o takie jakie występują coraz częściej. Główną przyczyną okazała się nowa konsola do gier jaką sobie sprawi Mateusz. Nic tylko gry na komputerze non stop. Wracał z pracy i pierwsze co to włączyć laptopa i ładować nową grę. Już miałam tego dość! Żadne prośby, groźby nie pomogły. Musiałam wymyśleć podstępny plan, taki który odciągnął by go od komputera.
Postanowiłam zorganizować wakacyjny wyjazd. Uświadomiłam go, aby wziął wolne w pracy, bo wyjeżdżam do rodziców na tydzień i trzeba zająć się domem i naszym kotkiem, pod moją nieobecność. Na szczęście Mateusz połknął haczyk. Gdy przyniósł mi podpisaną swoja kartę urlopową mogłam zacząć działać. On oczywiście żył w błogiej nieświadomości, że cały tydzień spędzi sam w domu nigdzie nie wychodząc i nic nie robiąc. Mógł wtedy grać w swe ulubione gry bez narażenia się na moją złość.
Miałam dwa tygodnie na załatwienie wymarzonym wakacji we dwoje. Moi znajomi polecali mi wiele miejsc, przyznam, że wybór był ogromny. Zdecydowałam się na wyjazd na Mazury na łonie natury, tak przynajmniej reklamowało się ogłoszenie w katalogu z wycieczkami.
Dzień przed wyjazdem po kryjomu zaczęłam pakować walizkę Mateusza w wszystkie potrzebne rzeczy. Moja przyjaciółka doradziła mi, aby wziąć ze sobą nie tylko te potrzebne rzeczy, ale trochę rzeczy śmiesznych i do zabicia czasu. Postanowiłam zapakować karty do gry Trefl i puzzle.
W dzień wyjazdu wstałam dużo wcześniej, aby zapakować wszystkie walizki do samochodu. Obudziłam Mateusza kazałam mu, aby odwiózł mnie do rodziców. Nie protestował, ponieważ nie wiedział, że nici z jego grania od rana do wieczora. Wsiedliśmy do samochodu pojechaliśmy, w połowie drogi, gdy już byliśmy daleko od domu opowiedziałam mu o swym planie. Oj był troszkę zły, ale z biegiem czasu naszej podróży chyba zaczął doceniać to co dla niego zrobiłam.
Gdy dojechaliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się piękny widok. Ogromne jeziorko, leżaki, grill, i małe drewniane chatki dla gości. Byliśmy zachwyceni, miałam nadzieję, że wszystko wypali. I tak się stało. Pogoda dopisywała prawie codziennie, mnóstwo atrakcji, zwiedzania, a wieczorami przy lampce wina spędzaliśmy razem czas podczas gier i puzzli jakich zabrałam ze sobą. Po powrocie do domu, ustaliliśmy grafik, który z całą pewności ograniczy czas spędzony przy grach komputerowych.
Postanowiłam zorganizować wakacyjny wyjazd. Uświadomiłam go, aby wziął wolne w pracy, bo wyjeżdżam do rodziców na tydzień i trzeba zająć się domem i naszym kotkiem, pod moją nieobecność. Na szczęście Mateusz połknął haczyk. Gdy przyniósł mi podpisaną swoja kartę urlopową mogłam zacząć działać. On oczywiście żył w błogiej nieświadomości, że cały tydzień spędzi sam w domu nigdzie nie wychodząc i nic nie robiąc. Mógł wtedy grać w swe ulubione gry bez narażenia się na moją złość.
Miałam dwa tygodnie na załatwienie wymarzonym wakacji we dwoje. Moi znajomi polecali mi wiele miejsc, przyznam, że wybór był ogromny. Zdecydowałam się na wyjazd na Mazury na łonie natury, tak przynajmniej reklamowało się ogłoszenie w katalogu z wycieczkami.
Dzień przed wyjazdem po kryjomu zaczęłam pakować walizkę Mateusza w wszystkie potrzebne rzeczy. Moja przyjaciółka doradziła mi, aby wziąć ze sobą nie tylko te potrzebne rzeczy, ale trochę rzeczy śmiesznych i do zabicia czasu. Postanowiłam zapakować karty do gry Trefl i puzzle.
W dzień wyjazdu wstałam dużo wcześniej, aby zapakować wszystkie walizki do samochodu. Obudziłam Mateusza kazałam mu, aby odwiózł mnie do rodziców. Nie protestował, ponieważ nie wiedział, że nici z jego grania od rana do wieczora. Wsiedliśmy do samochodu pojechaliśmy, w połowie drogi, gdy już byliśmy daleko od domu opowiedziałam mu o swym planie. Oj był troszkę zły, ale z biegiem czasu naszej podróży chyba zaczął doceniać to co dla niego zrobiłam.
Gdy dojechaliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się piękny widok. Ogromne jeziorko, leżaki, grill, i małe drewniane chatki dla gości. Byliśmy zachwyceni, miałam nadzieję, że wszystko wypali. I tak się stało. Pogoda dopisywała prawie codziennie, mnóstwo atrakcji, zwiedzania, a wieczorami przy lampce wina spędzaliśmy razem czas podczas gier i puzzli jakich zabrałam ze sobą. Po powrocie do domu, ustaliliśmy grafik, który z całą pewności ograniczy czas spędzony przy grach komputerowych.
Dopasowany urlop
Czekałam długo na ten dzień. Wycieczka całą rodzinką, całą to się rzadko zdarza, ponieważ mój tata zawsze miał problem z uzyskaniem urlopu a jak już to się stało to nie mogli się zgrać z urlopem mojej mamy. Nie narzekałam nawet na to, że musimy bardzo wcześnie wstać i się ogarniać. Fakt ledwo widzieliśmy z bratem na oczy, ale fakt, że spędzimy tyle czasu razem bardzo nas nakręcało. Wycieczkę czas zacząć. Wszystko po drodze było dla nas nowe i nie odkryte.
Zwiedzieliśmy pod drodze zamek wybudowany przez krzyżaków. Wygrałam nawet nagrodę!. Była nim moneta z tamtych wieków. Była bardzo ładna. Następnie zjedliśmy obiad w restauracji i dalej ruszyliśmy w podróż.
Około południa dojechaliśmy do celu. Słońce świeciło, jednak niekiedy można było zobaczyć wędrującą chmurkę na niebie. Jezioro nad które się wybraliśmy było ogromne. Rozłożyliśmy nasz sprzęt, każdy z nas wziął wędkę i po kolei zarzucaliśmy. Siedzieliśmy w ciszy, nie odzywając się do siebie żeby nie spłoszyć ryb. Uwielbiam takie chwile, można spokojnie posiedzieć i pomyśleć o życiu, przyszłości, o pięknie natury. W tem raptownie, coś mnie szarpnęło. Szybko zacząłem walczyć z rybą, zapewne ogromną po drugiej stronie wędki. Raptownie ponownie szarpnęła, tak że wpadłem do wody.
Brat i tata śmiali się ze mnie, jednak ja nie poddawałem się i stojąc po pas w wodzie szarpałam się z rybą- monstrum. Walczyłam długo, bo około pół godziny. Potem wyjąłem zdobycz i... nie mogłem uwierzyć! Była to gitara! Załamałem się, a moi towarzysze śmiali się do rozruchu. Kiedy słońce zachodziło... poszliśmy razem na kolacje. Frytki z sałatką z pomidorów (moje ulubione danie) poprawiło mi znacząco humor.
Postanowiliśmy spędzić dwa dni dłużej na rybach, mając nadzieję, że i mi uda się coś złowić. Następnego dnia niestety pogoda popsuła nam plany, zostaliśmy w domku, bo na zewnątrz szalała wichura i łowienie ryb było by niemożliwe. Nuda nas dopadła, leżeliśmy i szukaliśmy zajęcia. Tacie przypomniało się, że w bagażniku są gry, które zapakowała mu mama. Ja jako najmłodszy musiałem biec do bagażnik po gry, znalazłem Boom Boom gdzie jest Dory? i Zootopia gra Piotruś. Całe popołudnie spędziliśmy przy grach i był to bardzo dobrze wykorzystany czas.
Nadszedł czas wyjazdu i powrotu do domu. Wróciliśmy do domu. Kiedy mama dowiedziała się o zaistniałym incydencie nie mogła się przestać śmiać.. Teraz wchodząc do domu widzę na ścianie, wyłowioną przeze mnie gitarę. Od razu robi mi się ciepło na sercu i wracają miłe wspomnienia, z łowienia ryb i spędzonego czasu podczas rodzinnych gier planszowych.
Zwiedzieliśmy pod drodze zamek wybudowany przez krzyżaków. Wygrałam nawet nagrodę!. Była nim moneta z tamtych wieków. Była bardzo ładna. Następnie zjedliśmy obiad w restauracji i dalej ruszyliśmy w podróż.
Około południa dojechaliśmy do celu. Słońce świeciło, jednak niekiedy można było zobaczyć wędrującą chmurkę na niebie. Jezioro nad które się wybraliśmy było ogromne. Rozłożyliśmy nasz sprzęt, każdy z nas wziął wędkę i po kolei zarzucaliśmy. Siedzieliśmy w ciszy, nie odzywając się do siebie żeby nie spłoszyć ryb. Uwielbiam takie chwile, można spokojnie posiedzieć i pomyśleć o życiu, przyszłości, o pięknie natury. W tem raptownie, coś mnie szarpnęło. Szybko zacząłem walczyć z rybą, zapewne ogromną po drugiej stronie wędki. Raptownie ponownie szarpnęła, tak że wpadłem do wody.
Brat i tata śmiali się ze mnie, jednak ja nie poddawałem się i stojąc po pas w wodzie szarpałam się z rybą- monstrum. Walczyłam długo, bo około pół godziny. Potem wyjąłem zdobycz i... nie mogłem uwierzyć! Była to gitara! Załamałem się, a moi towarzysze śmiali się do rozruchu. Kiedy słońce zachodziło... poszliśmy razem na kolacje. Frytki z sałatką z pomidorów (moje ulubione danie) poprawiło mi znacząco humor.
Postanowiliśmy spędzić dwa dni dłużej na rybach, mając nadzieję, że i mi uda się coś złowić. Następnego dnia niestety pogoda popsuła nam plany, zostaliśmy w domku, bo na zewnątrz szalała wichura i łowienie ryb było by niemożliwe. Nuda nas dopadła, leżeliśmy i szukaliśmy zajęcia. Tacie przypomniało się, że w bagażniku są gry, które zapakowała mu mama. Ja jako najmłodszy musiałem biec do bagażnik po gry, znalazłem Boom Boom gdzie jest Dory? i Zootopia gra Piotruś. Całe popołudnie spędziliśmy przy grach i był to bardzo dobrze wykorzystany czas.
Nadszedł czas wyjazdu i powrotu do domu. Wróciliśmy do domu. Kiedy mama dowiedziała się o zaistniałym incydencie nie mogła się przestać śmiać.. Teraz wchodząc do domu widzę na ścianie, wyłowioną przeze mnie gitarę. Od razu robi mi się ciepło na sercu i wracają miłe wspomnienia, z łowienia ryb i spędzonego czasu podczas rodzinnych gier planszowych.
Ah te sprawdziany
Troszkę mam dziś stresujący dzień w szkole. W środę czyli dziś ma się odbyć zapowiedziany już wcześniej sprawdzian z gramatyki. Siedzimy wszyscy ściśnięci na korytarzu i staramy się powtórzyć jak najwięcej materiału, z nadzieją że coś jeszcze utkwi nam w głowie. Korytarz jest pełen uczniów, którzy albo poświęcają się powtórką przed lekcjami albo wariują z innymi. Słychać muzykę puszczaną przez uczniów w szkolnym radiowęźle, ktoś w kącie przepisuje zadnie domowe. Za oknem jest słonecznie, aż żal tu siedzieć i tracić czas na jakieś głupie sprawdziany. Wolał bym iść z kolegami na basen, pograć w piłkę lub nawet pograć w gry planszowe czy poukładać puzzle. Jednymi z naszych ulubionych były Batman v Superman lub Bański mydlane Messi FootBubbles.
Słońce oświetla ściany korytarza i wiszące na nich kolorowe gazetki. Na korytarzu gdzie niegdzie widać porzucony niedbale plecak lub papierek po śniadaniu.
Nagle słychać dzwonek. Kilku siedzących obok mnie kolegów z przerażeniem spogląda po sobie. Agnieszka, która właśnie wróciła ze stołówki spogląda na schody, na których ma za moment przechodzić nasz nauczyciel z polskiego i szepcze "Może go nie ma." Chłopcy uskarżają się, że nic nie umieją co najlepsze jest, że powtarza się ten sam tekst z każdym razem, gdy jest jakiś sprawdzian czy niezapowiedziana kartkówka. Tymczasem korytarz powoli pustoszeje. Całą swoją inteligencję skupiają tylko na tym, aby te 45 minut minęło jak najszybciej się da.
Nagle zjawia się także nauczyciel polskiego. Wszyscy wzdychają z rezygnacją albo próbują jakoś się uspokoić. Wchodzimy do klasy i rozpoczyna się zapowiedziany sprawdzian.
Korytarz jest pusty, wraz z dzwonkiem umilkła także muzyka, a słońce przysłoniły chmury. Pani nauczycielka zapowiedziała, aby każdy z nas wyciągał czystą kartkę, podpisała się na niej i zaczął notować pytania z egzaminu.
Każdy oczywiście zrobił duże oczy, no ale cóż jak trzeba to trzeba. Po przebytym czasie wszyscy wyszliśmy z klasy, wymieniliśmy się wrażeniami i poszliśmy na kolejny przedmiot.
Słońce oświetla ściany korytarza i wiszące na nich kolorowe gazetki. Na korytarzu gdzie niegdzie widać porzucony niedbale plecak lub papierek po śniadaniu.
Nagle słychać dzwonek. Kilku siedzących obok mnie kolegów z przerażeniem spogląda po sobie. Agnieszka, która właśnie wróciła ze stołówki spogląda na schody, na których ma za moment przechodzić nasz nauczyciel z polskiego i szepcze "Może go nie ma." Chłopcy uskarżają się, że nic nie umieją co najlepsze jest, że powtarza się ten sam tekst z każdym razem, gdy jest jakiś sprawdzian czy niezapowiedziana kartkówka. Tymczasem korytarz powoli pustoszeje. Całą swoją inteligencję skupiają tylko na tym, aby te 45 minut minęło jak najszybciej się da.
Nagle zjawia się także nauczyciel polskiego. Wszyscy wzdychają z rezygnacją albo próbują jakoś się uspokoić. Wchodzimy do klasy i rozpoczyna się zapowiedziany sprawdzian.
Korytarz jest pusty, wraz z dzwonkiem umilkła także muzyka, a słońce przysłoniły chmury. Pani nauczycielka zapowiedziała, aby każdy z nas wyciągał czystą kartkę, podpisała się na niej i zaczął notować pytania z egzaminu.
Każdy oczywiście zrobił duże oczy, no ale cóż jak trzeba to trzeba. Po przebytym czasie wszyscy wyszliśmy z klasy, wymieniliśmy się wrażeniami i poszliśmy na kolejny przedmiot.
Nieoczekiwana niespodzianka
No tak wakacje w pełni, a ja niestety jestem bez grosza. W tym roku wypadło mi dość sporo nieoczekiwanych wydatków, które bardzo popsuły mi wszelkie plany. Pozostało mi jedynie spędzić ten czas w domu. Leżałam tak sobie w swym mieszkaniu gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Dzwonek dzwonił bez przerwy, więc wstałam i otworzyłam drzwi. Byli to moi rodzice. Zaprowadzili mnie do salonu i pokazali trzy kolorowe kartki. Wyjaśnili mi, że to są bilety z biura podróży na Wyspy Kanaryjskie. Mamy tam spędzić dwa tygodnie w jednym z luksusowych hoteli. Mój dwuletni braciszek, Oluś, zostanie pod opieką mojej babci.
Gdy się zbliżał dzień wyjazdu, w całym domu panował bałagan. Nikt nie mógł znaleźć swoich rzeczy. Pakowaliśmy tylko najpotrzebniejsze ubrania, ale moja mama nie mogła ich pomieścić w walizce. Jak zwykle miała ich za dużo.
Ja pakowałam się osobiście więc wzięłam potrzebne rzeczy, byłam bardzo zaskoczona, że znalazło się miejsce w mej walizce na rzeczy zbędne, ale umilające czas. Wzięłam puzzle i karty do gry Trefl. Wieczorem położyliśmy się wcześniej spać, aby z samego rana udać się na lotnisko.
Wypoczęci i pełni emocji weszliśmy na pokład samolotu. Lot przebiegł nam spokojnie.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Gdy rozejrzałam się wokół, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Krajobraz był piękny! Palmy, plaże, ocean. Wszystko
to pierwszy raz zobaczyłam na żywo. Rodzicom też się tu bardzo spodobało.
W hotelu mieliśmy zarezerwowane dwa pokoje. Po krótkim odpoczynku
i pierwszym posiłku, udaliśmy się na plażę. Było tam wielu ludzi, ale naszą uwagę przykuł tłum stojący przy wraku samolotu. Podeszliśmy bliżej. Niestety, nie rozumieliśmy o czym rozmawiają, ale na pewno było to coś bardzo interesującego. Po chwili usłyszeliśmy głos mówiący w języku polskim. Rozglądaliśmy się i zauważyliśmy młode małżeństwo. Mój tata zebrał się na odwagę i podszedł do nich. Zapytał , co się tu stało, że wszyscy ludzie są tacy zaszokowani. Kobieta wytłumaczyła, że cztery osoby stojące koło samolotu. Właśnie wróciły po trzech tygodniach pobytu na bezludnej wyspie. Znalazły się tam w wyniku katastrofy samolotu. Na szczęście wszyscy przeżyli. Dzięki sporym zapasom jedzenia
i umiejętności jego zdobycia nie wykończył ich głód. Znaleźli także źródło wody nadającej się do picia. Po dwutygodniowych poszukiwaniach odnalazła ich grupa ratowników. Była to głośna historia, opisana w wielu gazetach. Nie dawano tym osobom szans na przeżycie. Dlatego wszyscy
są tacy zdziwieni ich powrotem. Tata nam to opowiedział, ale nie mogłyśmy
w to z mamą uwierzyć. W końcu wróciliśmy do hotelu i położyliśmy się spać. Byliśmy bardzo zmęczeni.
Dwa tygodnie pobytu na wakacjach minęły szybko i były naprawdę udane. Miło je wspominam. Żal było odjeżdżać, ale tęskniłam za rodzinką. Jednak z tego wyjazdu najbardziej zapamiętałam historię o samolocie przekonała mnie ona, że cuda się jednak zdarzają. Teraz wiem, że leniuchowanie czasami przynosi dobre rzeczy, np. bilety na wakacje :)
Gdy się zbliżał dzień wyjazdu, w całym domu panował bałagan. Nikt nie mógł znaleźć swoich rzeczy. Pakowaliśmy tylko najpotrzebniejsze ubrania, ale moja mama nie mogła ich pomieścić w walizce. Jak zwykle miała ich za dużo.
Ja pakowałam się osobiście więc wzięłam potrzebne rzeczy, byłam bardzo zaskoczona, że znalazło się miejsce w mej walizce na rzeczy zbędne, ale umilające czas. Wzięłam puzzle i karty do gry Trefl. Wieczorem położyliśmy się wcześniej spać, aby z samego rana udać się na lotnisko.
Wypoczęci i pełni emocji weszliśmy na pokład samolotu. Lot przebiegł nam spokojnie.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Gdy rozejrzałam się wokół, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Krajobraz był piękny! Palmy, plaże, ocean. Wszystko
to pierwszy raz zobaczyłam na żywo. Rodzicom też się tu bardzo spodobało.
W hotelu mieliśmy zarezerwowane dwa pokoje. Po krótkim odpoczynku
i pierwszym posiłku, udaliśmy się na plażę. Było tam wielu ludzi, ale naszą uwagę przykuł tłum stojący przy wraku samolotu. Podeszliśmy bliżej. Niestety, nie rozumieliśmy o czym rozmawiają, ale na pewno było to coś bardzo interesującego. Po chwili usłyszeliśmy głos mówiący w języku polskim. Rozglądaliśmy się i zauważyliśmy młode małżeństwo. Mój tata zebrał się na odwagę i podszedł do nich. Zapytał , co się tu stało, że wszyscy ludzie są tacy zaszokowani. Kobieta wytłumaczyła, że cztery osoby stojące koło samolotu. Właśnie wróciły po trzech tygodniach pobytu na bezludnej wyspie. Znalazły się tam w wyniku katastrofy samolotu. Na szczęście wszyscy przeżyli. Dzięki sporym zapasom jedzenia
i umiejętności jego zdobycia nie wykończył ich głód. Znaleźli także źródło wody nadającej się do picia. Po dwutygodniowych poszukiwaniach odnalazła ich grupa ratowników. Była to głośna historia, opisana w wielu gazetach. Nie dawano tym osobom szans na przeżycie. Dlatego wszyscy
są tacy zdziwieni ich powrotem. Tata nam to opowiedział, ale nie mogłyśmy
w to z mamą uwierzyć. W końcu wróciliśmy do hotelu i położyliśmy się spać. Byliśmy bardzo zmęczeni.
Dwa tygodnie pobytu na wakacjach minęły szybko i były naprawdę udane. Miło je wspominam. Żal było odjeżdżać, ale tęskniłam za rodzinką. Jednak z tego wyjazdu najbardziej zapamiętałam historię o samolocie przekonała mnie ona, że cuda się jednak zdarzają. Teraz wiem, że leniuchowanie czasami przynosi dobre rzeczy, np. bilety na wakacje :)
Pomoc domowa
Mój ukochany jedyny już dziadek niestety nie może mieszkać już sam. Nie radzi sobie z codziennym życiem. Moja babcia niestety odeszła już parę lat temu więc mój dziadek mieszkał sam. Moi rodzice postanowili, że postarają się dla niego o pomoc domową. Na szczęście znalazł się jedna pani, bardzo sympatyczna i znająca się na wszystkim a co najważniejsze z dużym poczuciem humoru i doświadczeniem. Zawsze mogła pomóc dziadkowi lub nawet tylko dotrzymać mu towarzystwa. Niedługo zbliżają się urodziny mojego dziadka, przed urodzinami jakiś czas temu przebywał w sanatorium po zawale i tam poznał nowa pasję, w którą wciągnął domowników a mianowicie gry planszowe. Dzięki takim grom planszowym zmienił się na lepsze, pozwoliły mu lepiej rozwijać swoja pamięć i bardziej się skupiać. Nie jest już taki nerwowy, wycisza się, Poprzez gry poznał i odnowił swoje znajomości ze swymi znajomymi, maja idealną rzecz, która ich łączy. Ćwiczy są cierpliwość a jego znajomi chętnie przychodzą do dziadka i grają z nim w gry planszowe. Przynoszą takie perełki jak Puzzle Batman v Superman, puzzle czy karty Trefl.
Na urodzinowa imprezę przyszło wiele znajomych między prezentami znalazł wiele przydatnych rzeczy jak i gry planszowe oraz puzzle z wieloma elementami.
Któregoś dnia zastaliśmy dziadka w pokoju gdzie wszędzie na meblach były rozłożone puzzle i gry planszowe a na podłodze wiele rozpoczętych obrazów, które układał z puzzli. Wszyscy byli zaskoczeni jak puzzle go wciągnęły. Miał swoje zajęcie, które pochłonęło go całkowicie. Oczywiście bardzo się z tego cieszyliśmy, że mógł oddać się takiemu zajęciu, które tak dobrze wpływało na jego zdrowie i samopoczucie.
Dziadek zmniejszył oglądanie telewizji, ponieważ często się denerwował, a przy grach planszowych i przy puzzlach potrafił się zrelaksować. Dzięki temu spędzał mile czas nie tylko sam czy z kolegami, ale wciągnął w to swego wnuka Mateusza, który ma 11 lat.
Wspólne spędzanie czasu z wnukiem, pozwoliło mu złapać dobry kontakt z młodymi ludźmi, a nasz syn złapał świetny kontakt z dziadkiem i również jego czas spędzony przy telewizorze i komputerze ograniczył się do minimum.
Po tych wszystkich układankach dziadek zebrał niemałą kolekcję obrazów, stworzonych z puzzli. Wiele z nich wsi u niego w pokoju, gdzie zawsze bardzo chętnie zaprasza swych znajomych i chwali się swymi osiągnięciami w tej dziedzinie. A Pani, która była jego pomocą domową okazała sie bardzo dobrą przyjaciółką dla mego dziadka.
Któregoś dnia zastaliśmy dziadka w pokoju gdzie wszędzie na meblach były rozłożone puzzle i gry planszowe a na podłodze wiele rozpoczętych obrazów, które układał z puzzli. Wszyscy byli zaskoczeni jak puzzle go wciągnęły. Miał swoje zajęcie, które pochłonęło go całkowicie. Oczywiście bardzo się z tego cieszyliśmy, że mógł oddać się takiemu zajęciu, które tak dobrze wpływało na jego zdrowie i samopoczucie.
Dziadek zmniejszył oglądanie telewizji, ponieważ często się denerwował, a przy grach planszowych i przy puzzlach potrafił się zrelaksować. Dzięki temu spędzał mile czas nie tylko sam czy z kolegami, ale wciągnął w to swego wnuka Mateusza, który ma 11 lat.
Wspólne spędzanie czasu z wnukiem, pozwoliło mu złapać dobry kontakt z młodymi ludźmi, a nasz syn złapał świetny kontakt z dziadkiem i również jego czas spędzony przy telewizorze i komputerze ograniczył się do minimum.
Po tych wszystkich układankach dziadek zebrał niemałą kolekcję obrazów, stworzonych z puzzli. Wiele z nich wsi u niego w pokoju, gdzie zawsze bardzo chętnie zaprasza swych znajomych i chwali się swymi osiągnięciami w tej dziedzinie. A Pani, która była jego pomocą domową okazała sie bardzo dobrą przyjaciółką dla mego dziadka.
Egzamin Dojrzałości
Wiosna to czas egzaminów dla tych młodszych i tych starszych. Dojrzalsi uczniowie piszą matury, gimnazjaliści swoje egzaminy i szkoła podstawowa też ma swoje egzaminy. Na szczęście moje dziecko chodzi jeszcze do 5 klasy więc to jeszcze wszystko przed nami . Podczas gdy egzaminy w szkole u Mai się zaczną ich parę dni w szkole będzie bardzo miło wyglądało.
Nie dawno w szkołach podstawowych odbyły się egzaminy końcowe klas 6. Jest to ich pierwszy egzamin w życiu, dzięki któremu dowiedzą się ile zdołali się nauczyć w ciągu tych 6 lat. Można stwierdzić, że to ich pierwszy egzamin w życiu, pierwsze takie przeżycie i doświadczenie. Dlatego też nauczyciele zorganizowali dzieciom klas od 1 do 3 zajęcia poza lekcyjne, aby szósto klasiści mieli ciszę i spokój podczas próbnych egzaminów i aby przyzwyczaili się do wszystkich warunków panujących podczas państwowych egzaminów. Panie nauczycielki zaprosiły dzieci na boisko szkolne gdzie zorganizowały im wiele gier towarzyskich. Dzieci wspaniałe się bawiły, pogoda akurat dopisała więc zabawy było co nie miara. Każda klasa miała swoją cześć plac, aby nikt się nie kłócić i sobie nie dokuczał. Po jakiejś pół godzinie pierwsze klasy przeszły świetlicę, reszta dzieci została jeszcze na placu zabaw. Starsze chętne dzieci, które zgłosiły się na ochotników, aby poukładać po przebytym egzaminie stoły i ławki z sali gimnastycznej, gdzie odbywał się próbny egzamin dla szóstoklasistów. Dzieci młodsze, przebywające na świetlicy rozkoszowały się zabawą z innymi dziećmi poprzez gry planszowe, całe mnóstwo zabawek i puzzli. Gdy młodszym klasistą zaczęło się już troszkę nudzić, panie postanowiły ustawić stoły na których znajdowały się puzzle takie jak Batman v Supermen i karty Trefl. Zaproponowały, aby podzielić się na grupy i zorganizować teleturniej między klasami. Z każdej klasy wybrano kilka osób, które zasiadły przy stolikach. Mieli oni z zadanie na czas zbudować obraz z puzzli, które sobie wylosują. Klasa, która wygra otrzyma za nagrodę gry planszowe i wyjście do kina. Walka była zacięta i sprawiedliwa, dzieci, które wygrały otrzymały obiecaną nagrodę. Po powrocie do domu Maja doszła do wniosku, że takie zajęcia jak dziś mogły by się odbywać codziennie.
Nie dawno w szkołach podstawowych odbyły się egzaminy końcowe klas 6. Jest to ich pierwszy egzamin w życiu, dzięki któremu dowiedzą się ile zdołali się nauczyć w ciągu tych 6 lat. Można stwierdzić, że to ich pierwszy egzamin w życiu, pierwsze takie przeżycie i doświadczenie. Dlatego też nauczyciele zorganizowali dzieciom klas od 1 do 3 zajęcia poza lekcyjne, aby szósto klasiści mieli ciszę i spokój podczas próbnych egzaminów i aby przyzwyczaili się do wszystkich warunków panujących podczas państwowych egzaminów. Panie nauczycielki zaprosiły dzieci na boisko szkolne gdzie zorganizowały im wiele gier towarzyskich. Dzieci wspaniałe się bawiły, pogoda akurat dopisała więc zabawy było co nie miara. Każda klasa miała swoją cześć plac, aby nikt się nie kłócić i sobie nie dokuczał. Po jakiejś pół godzinie pierwsze klasy przeszły świetlicę, reszta dzieci została jeszcze na placu zabaw. Starsze chętne dzieci, które zgłosiły się na ochotników, aby poukładać po przebytym egzaminie stoły i ławki z sali gimnastycznej, gdzie odbywał się próbny egzamin dla szóstoklasistów. Dzieci młodsze, przebywające na świetlicy rozkoszowały się zabawą z innymi dziećmi poprzez gry planszowe, całe mnóstwo zabawek i puzzli. Gdy młodszym klasistą zaczęło się już troszkę nudzić, panie postanowiły ustawić stoły na których znajdowały się puzzle takie jak Batman v Supermen i karty Trefl. Zaproponowały, aby podzielić się na grupy i zorganizować teleturniej między klasami. Z każdej klasy wybrano kilka osób, które zasiadły przy stolikach. Mieli oni z zadanie na czas zbudować obraz z puzzli, które sobie wylosują. Klasa, która wygra otrzyma za nagrodę gry planszowe i wyjście do kina. Walka była zacięta i sprawiedliwa, dzieci, które wygrały otrzymały obiecaną nagrodę. Po powrocie do domu Maja doszła do wniosku, że takie zajęcia jak dziś mogły by się odbywać codziennie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)