Jak ten czas szybko leci. Niedawno wychodziłam z dzieckiem ze szpitala, taka mała kruszynka. A teraz trzeba się martwić jaką szkołę dla nich wybrać. Mieszkam w bloku na dużym osiedlu, na przeciwko mnie wiza wi mieszka młoda matka z mala córką Ania .Nie dawno mówiła mi ze w przedszkolu obok naszego bloku zostało otwarte nowo wybudowane przedszkole dla dzieci mieszkających na naszym osiedlu. Na początku kwietnia zorganizowali drzwi otwarte dla młodych rodziców, aby mogli przyjść ze swymi pociechami i obejrzeć jakie są warunki i czy rodzice będą zainteresowani, aby je tam zapisać.
Cały plan dnia z otwarciem przedszkola był idealnie zorganizowany. Zabawa rozpoczęła się o 10:30 rano. Wszystko było przystrojone w kolorowe balony, które zapraszały do zwiedzania.
Na samym początku panie opiekunki oprowadziły dzieci wraz z rodzicami po placu zabaw, który znajdował się z tyłu przedszkola. Cały plac był bardzo dobrze ogrodzony, co na pewno chroniło dzieci przed wypadkiem. Było dużo drabinek, zabawek, dwie piaskownice i mnóstwo drabinek.
Po zwiedzeniu placu zabaw wszyscy zostali zaproszeni do sali zbaw. Tam oczywiście wszystkim bardzo się podobało, ba na samym początku pani kierowniczka z opiekunką zaprosiły dzieci do zabawy i zorganizowały dla wszystkich wiele zabaw i gier towarzyskich. Wykorzystały akie gry jak Kalejdskop 50 gier, Wesoły dzień Zosi- puzzle, Barbie i jej super przyjaciele - Puzzle 4w1. Po tych atrakcjach dzieci, przyszłe przedszkolaki przeszły po reszcie łazienek i które również były bardzo ładnie urządzone. Pod oknami znajdowały się stoliki z krzesłami na których przedszkolaki siedziały i bawiły się różnymi zabawkami, na drugiej stronie sali znajdował się duży regał a na nim na dolnych półkach było wiele kolorowych zabawek. Na reszcie z półek znajdowało się wiele pudełek z wielką ilością puzzli i grach planszowych.
Ania była zachwycona grami, zabawkami i puzzlami.
Teraz to już na pewno każde z dzieci będzie miało miejsce, aby się bezpiecznie i z rówieśnikami bawić. A co ważne będą przebywać wśród swych rówieśników
środa, 30 listopada 2016
Nasza kochana babcia
Śmierć mojej babci był szokiem dla wszystkich w rodzinie. Zawsze czuła się dobrze. Nie dość, że teraz wszystko trzeba pozałatwiać to dowiedziałam się, że przepisała ma mnie swoje mieszkanie. A ile było z tym załatwieni to głowa mała.
Po śmierci mojej babci przypadło mi w spadku mieszkanie na osiedlu w centrum. Byliśmy przeszczęśliwi, że w końcu będziemy mieć swoje własne mieszkanie.
Jesteśmy dwa lata po ślubie i niestety nasza sytuacja nie pozwala nam jeszcze, aby iść na tzw. ''swoje''. Oboje pracujemy, ale niestety nie stać nas na swoje mieszkanie więc wiadomość jaką otrzymałam była dla nas istnym zbawieniem, bo mieszkanie z teściami nie należy do najłatwiejszych. Jeżeli ma się taką teściowa jak ja, która uważa, że musi mnie wszystkiego uczyć, bo czuje taka potrzebę. Na każdym krok człowiek jest sprawdzany i czuje ciągły oddech na ramieniu. Mój mąż tłumaczy mi, że nigdy nie miała córki więc chce to przeżyć chyba dzięki mnie. Ja to wszystko rozumiem, ale uczenie mnie najprostszych rzeczy typu mycie okien lub piecznie zwykłego ciasta biszkoptowego nie jest mi naprawdę potrzebne. No ale już wszystko na dobrej drodze do tego, aby mieszkać samemu i starać się o jakieś dziecko, gdyż nadarzają się już do tego odpowiednie warunki. Pod jednym dachem nie było by to możliwe, ponieważ zajmowaliśmy tylko jeden pokoj, gdzie kuchnia i łazienka była współna. Nie było warunków dla dziecka.
Mieszkanie było trochę zapuszczone, gdyż babcia mieszkała sama. Była bardzo zaradną osobą, umarła już z powodu chorób starczych, ale trzymała się do samego końca świetnie. Nie chciała żadnej pani do opieki lub pomocy ani pielęgniarki. Uważała, że jest na tyle sprawna i zaradna, że nie potrzebowała pani, która za nią umyła by okna lub obrała ziemniaki.
Abyśmy mogli się wprowadzić do nowego mieszkania musieliśmy zrobić w nim gruntowny remont. Na szczęście mieliśmy odłożone pieniążki na koncie jeszcze po weselu. Teraz tylko się brać do roboty. Cały remont trwał trochę ponad pół roku, sprawy spadkowe też pochłonęły trochę miesięcy.
Nareszcie nadszedł czas wprowadzenia do nowego mieszkania. Już od rana jeździliśmy z pudłami i całymi gratami. Kartonów było co nie miara. Przy rozpakowywaniu się znalazłam karton, który był podpisany ''rzeczy babci''. Znalazłam tam różne pamiątki po babci, zdjęcia, stare zabawki mojej mamy, jakieś gry planszowe 5 sekund junior i Dory’s lost memory i trochę rzeczy osobistych. Wszystkie te znaleziska zachowaliśmy, aby pamiętać dzięki komu mamy swój własny kąt.
Po śmierci mojej babci przypadło mi w spadku mieszkanie na osiedlu w centrum. Byliśmy przeszczęśliwi, że w końcu będziemy mieć swoje własne mieszkanie.
Jesteśmy dwa lata po ślubie i niestety nasza sytuacja nie pozwala nam jeszcze, aby iść na tzw. ''swoje''. Oboje pracujemy, ale niestety nie stać nas na swoje mieszkanie więc wiadomość jaką otrzymałam była dla nas istnym zbawieniem, bo mieszkanie z teściami nie należy do najłatwiejszych. Jeżeli ma się taką teściowa jak ja, która uważa, że musi mnie wszystkiego uczyć, bo czuje taka potrzebę. Na każdym krok człowiek jest sprawdzany i czuje ciągły oddech na ramieniu. Mój mąż tłumaczy mi, że nigdy nie miała córki więc chce to przeżyć chyba dzięki mnie. Ja to wszystko rozumiem, ale uczenie mnie najprostszych rzeczy typu mycie okien lub piecznie zwykłego ciasta biszkoptowego nie jest mi naprawdę potrzebne. No ale już wszystko na dobrej drodze do tego, aby mieszkać samemu i starać się o jakieś dziecko, gdyż nadarzają się już do tego odpowiednie warunki. Pod jednym dachem nie było by to możliwe, ponieważ zajmowaliśmy tylko jeden pokoj, gdzie kuchnia i łazienka była współna. Nie było warunków dla dziecka.
Mieszkanie było trochę zapuszczone, gdyż babcia mieszkała sama. Była bardzo zaradną osobą, umarła już z powodu chorób starczych, ale trzymała się do samego końca świetnie. Nie chciała żadnej pani do opieki lub pomocy ani pielęgniarki. Uważała, że jest na tyle sprawna i zaradna, że nie potrzebowała pani, która za nią umyła by okna lub obrała ziemniaki.
Abyśmy mogli się wprowadzić do nowego mieszkania musieliśmy zrobić w nim gruntowny remont. Na szczęście mieliśmy odłożone pieniążki na koncie jeszcze po weselu. Teraz tylko się brać do roboty. Cały remont trwał trochę ponad pół roku, sprawy spadkowe też pochłonęły trochę miesięcy.
Nareszcie nadszedł czas wprowadzenia do nowego mieszkania. Już od rana jeździliśmy z pudłami i całymi gratami. Kartonów było co nie miara. Przy rozpakowywaniu się znalazłam karton, który był podpisany ''rzeczy babci''. Znalazłam tam różne pamiątki po babci, zdjęcia, stare zabawki mojej mamy, jakieś gry planszowe 5 sekund junior i Dory’s lost memory i trochę rzeczy osobistych. Wszystkie te znaleziska zachowaliśmy, aby pamiętać dzięki komu mamy swój własny kąt.
Mega zaskoczenie
Niedziela jak to niedziela. Lubi być leniwa. I ta również taka była. Odpoczywając na kanapie usłyszałam jak ktoś puka do mych drzwi. Jakie było moje zdziwienie jak zobaczyłam swych rodziców. Wyjaśnili mi, że to są bilety z biura podróży na Wyspy Kanaryjskie. Mamy tam spędzić dwa tygodnie w jednym z luksusowych hoteli. Mój dwuletni braciszek, Oluś, zostanie pod opieką mojej babci.
Gdy się zbliżał dzień wyjazdu, w całym domu panował bałagan. Nikt nie mógł znaleźć swoich rzeczy. Pakowaliśmy tylko najpotrzebniejsze ubrania, ale moja mama nie mogła ich pomieścić w walizce. Jak zwykle miała ich za dużo.
Ja pakowałam się osobiście więc wzięłam potrzebne rzeczy, byłam bardzo zaskoczona, że znalazło się miejsce w mej walizce na rzeczy zbędne, ale umilające czas. Wzięłam puzzle i gry- 5 sekund junior Ananasowa twórczość i zjedz burgera. Wieczorem położyliśmy się wcześniej spać, aby z samego rana udać się na lotnisko.
Wypoczęci i pełni emocji weszliśmy na pokład samolotu. Lot przebiegł nam spokojnie.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Gdy rozejrzałam się wokół, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Krajobraz był piękny! Palmy, plaże, ocean. Wszystko
to pierwszy raz zobaczyłam na żywo. Rodzicom też się tu bardzo spodobało.
W hotelu mieliśmy zarezerwowane dwa pokoje. Po krótkim odpoczynku
i pierwszym posiłku, udaliśmy się na plażę. Było tam wielu ludzi, ale naszą uwagę przykuł tłum stojący przy wraku samolotu. Podeszliśmy bliżej. Niestety, nie rozumieliśmy o czym rozmawiają, ale na pewno było to coś bardzo interesującego. Po chwili usłyszeliśmy głos mówiący w języku polskim. Rozglądaliśmy się i zauważyliśmy młode małżeństwo. Mój tata zebrał się na odwagę i podszedł do nich. Zapytał , co się tu stało, że wszyscy ludzie są tacy zaszokowani. Kobieta wytłumaczyła, że cztery osoby stojące koło samolotu. Właśnie wróciły po trzech tygodniach pobytu na bezludnej wyspie. Znalazły się tam w wyniku katastrofy samolotu. Na szczęście wszyscy przeżyli. Dzięki sporym zapasom jedzenia
i umiejętności jego zdobycia nie wykończył ich głód. Znaleźli także źródło wody nadającej się do picia. Po dwutygodniowych poszukiwaniach odnalazła ich grupa ratowników. Była to głośna historia, opisana w wielu gazetach. Nie dawano tym osobom szans na przeżycie. Dlatego wszyscy
są tacy zdziwieni ich powrotem. Tata nam to opowiedział, ale nie mogłyśmy
w to z mamą uwierzyć. W końcu wróciliśmy do hotelu i położyliśmy się spać. Byliśmy bardzo zmęczeni.
Dwa tygodnie pobytu na wakacjach minęły szybko i były naprawdę udane. Miło je wspominam. Żal było odjeżdżać, ale tęskniłam za rodzinką. Jednak z tego wyjazdu najbardziej zapamiętałam historię o samolocie przekonała mnie ona, że cuda się jednak zdarzają.
Gdy się zbliżał dzień wyjazdu, w całym domu panował bałagan. Nikt nie mógł znaleźć swoich rzeczy. Pakowaliśmy tylko najpotrzebniejsze ubrania, ale moja mama nie mogła ich pomieścić w walizce. Jak zwykle miała ich za dużo.
Ja pakowałam się osobiście więc wzięłam potrzebne rzeczy, byłam bardzo zaskoczona, że znalazło się miejsce w mej walizce na rzeczy zbędne, ale umilające czas. Wzięłam puzzle i gry- 5 sekund junior Ananasowa twórczość i zjedz burgera. Wieczorem położyliśmy się wcześniej spać, aby z samego rana udać się na lotnisko.
Wypoczęci i pełni emocji weszliśmy na pokład samolotu. Lot przebiegł nam spokojnie.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Gdy rozejrzałam się wokół, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Krajobraz był piękny! Palmy, plaże, ocean. Wszystko
to pierwszy raz zobaczyłam na żywo. Rodzicom też się tu bardzo spodobało.
W hotelu mieliśmy zarezerwowane dwa pokoje. Po krótkim odpoczynku
i pierwszym posiłku, udaliśmy się na plażę. Było tam wielu ludzi, ale naszą uwagę przykuł tłum stojący przy wraku samolotu. Podeszliśmy bliżej. Niestety, nie rozumieliśmy o czym rozmawiają, ale na pewno było to coś bardzo interesującego. Po chwili usłyszeliśmy głos mówiący w języku polskim. Rozglądaliśmy się i zauważyliśmy młode małżeństwo. Mój tata zebrał się na odwagę i podszedł do nich. Zapytał , co się tu stało, że wszyscy ludzie są tacy zaszokowani. Kobieta wytłumaczyła, że cztery osoby stojące koło samolotu. Właśnie wróciły po trzech tygodniach pobytu na bezludnej wyspie. Znalazły się tam w wyniku katastrofy samolotu. Na szczęście wszyscy przeżyli. Dzięki sporym zapasom jedzenia
i umiejętności jego zdobycia nie wykończył ich głód. Znaleźli także źródło wody nadającej się do picia. Po dwutygodniowych poszukiwaniach odnalazła ich grupa ratowników. Była to głośna historia, opisana w wielu gazetach. Nie dawano tym osobom szans na przeżycie. Dlatego wszyscy
są tacy zdziwieni ich powrotem. Tata nam to opowiedział, ale nie mogłyśmy
w to z mamą uwierzyć. W końcu wróciliśmy do hotelu i położyliśmy się spać. Byliśmy bardzo zmęczeni.
Dwa tygodnie pobytu na wakacjach minęły szybko i były naprawdę udane. Miło je wspominam. Żal było odjeżdżać, ale tęskniłam za rodzinką. Jednak z tego wyjazdu najbardziej zapamiętałam historię o samolocie przekonała mnie ona, że cuda się jednak zdarzają.
Matka chrzestna
Przez te 9 miesięcy byłam przy mojej siostrze. Nie mieszkamy już razem, ale codziennie się widywałyby. Gdy dowiedziała się, co się urodzi, byłyśmy szczęśliwe, to chłopiec i będzie miał na imię Mateusz. Ja byłam już wcześniej uprzedzona o tym, że będę matką chrzestną. Miałam fakt parę miesięcy, aby przygotować się do tej roli, ale zakup odpowiedniego prezentu nie dawał mi spokoju. Co kupić, aby dziecko miało świetną pamiątkę. To częste pytanie, które zadają sobie sami rodzice. Przy wyborze prezentu w postaci zabawki dla rocznego dziecka muszę pamiętać, że powinna ona być przede wszystkim bezpieczna oraz nie powinna być zbyt wymagająca. Dobra zabawka to taka, która sprawia dziecku dużo radości oraz wzbudza jego zainteresowanie i ciekawość. Pomaga małemu podróżnikowi w poznawaniu świata, nauce nowych rzeczy, pokonywaniu przeszkód oraz rozwija jego zdolności. Muszę być świadoma, że małe dzieci lubią wkładać wszystko do buzi w tym także zabawki, ponieważ ich ciekawość jest tak duża, że chcą wszystkiego spróbować. Dlatego nie mam zamiaru kupować tych z małymi elementami, które są przeznaczone dla tych starszych. Wyobraźnia naszych dzieci nie zna granic, dlatego każda zabawka może stać się niebezpieczna dla naszej pociechy. Zabawki przeważnie posiadają informacje na opakowaniu np. grupę wiekową, instrukcję obsługi oraz wskazówki na temat bezpiecznego użytkowania także będziemy mieli pewność czy dana zabawka jest odpowiednia na prezent dla naszego dziecka. Mimo upływu czasu doskonałym a teraz wręcz kultowym pomysłem na prezent dla dziecka na roczek są zabawki drewniane, które są bezpieczniejsze niż te tradycyjne wykonane z plastiku. Zabawki ekologiczne zostały wykonane z naturalnego tworzywa jakim jest drewno oraz przy pełnym poszanowaniu środowiska naturalnego. Nie posiadają ostrych krawędzi oraz są bardzo trwałe i wytrzymałe na wszelkiego rodzaju uszkodzenia. Drewniane zabawki posiadają interesujące kształty, oryginalne kolory oraz są bardzo miłe w dotyku. Sprawiają że dziecko uczy się każdego dnia czegoś nowego. Pozwalają maluszkowi ćwiczyć koncentrację, wyobraźnie oraz paluszki. Wiele na ten temat poczytałam, wysłuchałam wele opoini i dozłam do wniosku, że najlepszym z prezentów bądą zabawki ponadczasowe, proste w obsłudze i zachęcające do zabawy. Z czasem Mateusz stawał sie coraz starszym chłopcem i mógł już sam składać zamównia u mnie na takie zabawki jak bardzo popularne gry planszowe- 5 sekund Junior, 4 pory roku- Fun for everyone. Teraz przynajmniej wiem comam kupować :)
Kłutnia zakochanych
Kocham swojego chłopaka nad życie. Spędziliśmy ze sobą już trochę czasu, więc postanowiłyśmy razem zamieszkać. Lecz i nas zdarzają się kłótnie. Bardzo mnie zdenerwował swoją grą. Nic tylko gry na komputerze non stop. Wracał z pracy i pierwsze co to włączyć laptopa i ładować nową grę. Już miałam tego dość! Żadne prośby, groźby nie pomogły. Musiałam wymyśleć podstępny plan, taki który odciągnął by go od komputera.
Postanowiłam zorganizować wakacyjny wyjazd. Uświadomiłam go, aby wziął wolne w pracy, bo wyjeżdżam do rodziców na tydzień i trzeba zająć się domem i naszym kotkiem, pod moją nieobecność. Na szczęście Mateusz połknął haczyk. Gdy przyniósł mi podpisaną swoja kartę urlopową mogłam zacząć działać. On oczywiście żył w błogiej nieświadomości, że cały tydzień spędzi sam w domu nigdzie nie wychodząc i nic nie robiąc. Mógł wtedy grać w swe ulubione gry bez narażenia się na moją złość.
Miałam dwa tygodnie na załatwienie wymarzonym wakacji we dwoje. Moi znajomi polecali mi wiele miejsc, przyznam, że wybór był ogromny. Zdecydowałam się na wyjazd na Mazury na łonie natury, tak przynajmniej reklamowało się ogłoszenie w katalogu z wycieczkami.
Dzień przed wyjazdem po kryjomu zaczęłam pakować walizkę Mateusza w wszystkie potrzebne rzeczy. Moja przyjaciółka doradziła mi, aby wziąć ze sobą nie tylko te potrzebne rzeczy, ale trochę rzeczy śmiesznych i do zabicia czasu. Postanowiłam zapakować karty do gry Trefl i puzzle A to było tak, Mistakos.
W dzień wyjazdu wstałam dużo wcześniej, aby zapakować wszystkie walizki do samochodu. Obudziłam Mateusza kazałam mu, aby odwiózł mnie do rodziców. Nie protestował, ponieważ nie wiedział, że nici z jego grania od rana do wieczora. Wsiedliśmy do samochodu pojechaliśmy, w połowie drogi, gdy już byliśmy daleko od domu opowiedziałam mu o swym planie. Oj był troszkę zły, ale z biegiem czasu naszej podróży chyba zaczął doceniać to co dla niego zrobiłam.
Gdy dojechaliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się piękny widok. Ogromne jeziorko, leżaki, grill, i małe drewniane chatki dla gości. Byliśmy zachwyceni, miałam nadzieję, że wszystko wypali. I tak się stało. Pogoda dopisywała prawie codziennie, mnóstwo atrakcji, zwiedzania, a wieczorami przy lampce wina spędzaliśmy razem czas podczas gier i puzzli jakich zabrałam ze sobą. Po powrocie do domu, ustaliliśmy grafik, który z całą pewności ograniczy czas spędzony przy grach komputerowych.
Postanowiłam zorganizować wakacyjny wyjazd. Uświadomiłam go, aby wziął wolne w pracy, bo wyjeżdżam do rodziców na tydzień i trzeba zająć się domem i naszym kotkiem, pod moją nieobecność. Na szczęście Mateusz połknął haczyk. Gdy przyniósł mi podpisaną swoja kartę urlopową mogłam zacząć działać. On oczywiście żył w błogiej nieświadomości, że cały tydzień spędzi sam w domu nigdzie nie wychodząc i nic nie robiąc. Mógł wtedy grać w swe ulubione gry bez narażenia się na moją złość.
Miałam dwa tygodnie na załatwienie wymarzonym wakacji we dwoje. Moi znajomi polecali mi wiele miejsc, przyznam, że wybór był ogromny. Zdecydowałam się na wyjazd na Mazury na łonie natury, tak przynajmniej reklamowało się ogłoszenie w katalogu z wycieczkami.
Dzień przed wyjazdem po kryjomu zaczęłam pakować walizkę Mateusza w wszystkie potrzebne rzeczy. Moja przyjaciółka doradziła mi, aby wziąć ze sobą nie tylko te potrzebne rzeczy, ale trochę rzeczy śmiesznych i do zabicia czasu. Postanowiłam zapakować karty do gry Trefl i puzzle A to było tak, Mistakos.
W dzień wyjazdu wstałam dużo wcześniej, aby zapakować wszystkie walizki do samochodu. Obudziłam Mateusza kazałam mu, aby odwiózł mnie do rodziców. Nie protestował, ponieważ nie wiedział, że nici z jego grania od rana do wieczora. Wsiedliśmy do samochodu pojechaliśmy, w połowie drogi, gdy już byliśmy daleko od domu opowiedziałam mu o swym planie. Oj był troszkę zły, ale z biegiem czasu naszej podróży chyba zaczął doceniać to co dla niego zrobiłam.
Gdy dojechaliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się piękny widok. Ogromne jeziorko, leżaki, grill, i małe drewniane chatki dla gości. Byliśmy zachwyceni, miałam nadzieję, że wszystko wypali. I tak się stało. Pogoda dopisywała prawie codziennie, mnóstwo atrakcji, zwiedzania, a wieczorami przy lampce wina spędzaliśmy razem czas podczas gier i puzzli jakich zabrałam ze sobą. Po powrocie do domu, ustaliliśmy grafik, który z całą pewności ograniczy czas spędzony przy grach komputerowych.
Bardzo dobra dziewczynka Anielka
Anielka można powiedzieć, że jest dziewczynką doskonała. Bardzo lubi pomagać wszystkim dookoła. Pomagała młodszym i starszym, chłopcom i dziewczynkom, a także zwierzętom i roślinkom. Pomagała często starszej pani, która mieszkała w malutkim domku niedaleko lasu. Pani mieszkała sama i nie była w stanie poradzić sobie z pracami domowymi. Dziewczynka pomagała jej sprzątać, robiła zakupy, zajmowała się ogródkiem, a także ulubionym psem właścicielki. Bardzo się starała, aby starszej pani było dobrze i nie czuła się samotnie. Anielka dla umilenia czasu śpiewała starszej pani przepiękne pieśni, starała się umilić czas także grami i puzzlami takim jak Mistakos, Ananasowa twórczość i zjedz burgera. Dziewczynka miała bardzo dobre serduszko. Starała się pomóc każdemu, kto potrzebował pomocy. Nie czuła trudów ani zmęczenia, bo po prostu bardzo lubiła pomagać. Sprawiało jej to prawdziwą radość i przyjemność. Starsza pani widziała często, jak Anielka w pośpiechu krząta się po domu, aby zdążyć z pomocą do innych. Wtedy właśnie starsza pani ofiarowała dziewczynce niezwykły dar. W nagrodę za jej ofiarną pomoc podarowała Anielce skrzydła. Nie były to byle jakie skrzydła, tylko niezwykłe - prawdziwie anielskie skrzydła.
- Dzięki nim będziesz mogła latać i natychmiast znajdziesz się przy kimś, kto będzie potrzebował twojej pomocy - powiedziała starsza pani.
Anielka była bardzo zaskoczona, ale też niezmiernie uradowana. Natychmiast wypróbowała prezent. Rzeczywiście, ze skrzydełkami mogła dużo szybciej dotrzeć do potrzebujących! Okazało się jednak, że ludzie potrzebowali jej pomocy zarówno w dzień, jak i w nocy. Z lataniem w nocy był jednak pewien kłopot, bo w ciemnościach nasz aniołek często zaczepiał się o gałęzie, dachy i słupy. Był więc ciągle posiniaczony i podrapany. Gdy starsza pani ujrzała dziewczynkę po takiej nocnej wyprawie, dała jej jeszcze jeden prezent.
- Wyglądasz raczej jak łobuziak, a nie jak aniołek. Wręczam ci więc aureolkę, która świecąc nad twoją głową będzie oświetlać ci drogę. Będziesz mogła pomagać innym zarówno w dzień jak i w nocy.
Anielka była teraz dobrze przygotowana, aby nieść pomoc innym, tak w dzień jak i w nocy.
Od tego czasu wszystkie aniołki mają skrzydełka i aureolki.
- Dzięki nim będziesz mogła latać i natychmiast znajdziesz się przy kimś, kto będzie potrzebował twojej pomocy - powiedziała starsza pani.
Anielka była bardzo zaskoczona, ale też niezmiernie uradowana. Natychmiast wypróbowała prezent. Rzeczywiście, ze skrzydełkami mogła dużo szybciej dotrzeć do potrzebujących! Okazało się jednak, że ludzie potrzebowali jej pomocy zarówno w dzień, jak i w nocy. Z lataniem w nocy był jednak pewien kłopot, bo w ciemnościach nasz aniołek często zaczepiał się o gałęzie, dachy i słupy. Był więc ciągle posiniaczony i podrapany. Gdy starsza pani ujrzała dziewczynkę po takiej nocnej wyprawie, dała jej jeszcze jeden prezent.
- Wyglądasz raczej jak łobuziak, a nie jak aniołek. Wręczam ci więc aureolkę, która świecąc nad twoją głową będzie oświetlać ci drogę. Będziesz mogła pomagać innym zarówno w dzień jak i w nocy.
Anielka była teraz dobrze przygotowana, aby nieść pomoc innym, tak w dzień jak i w nocy.
Od tego czasu wszystkie aniołki mają skrzydełka i aureolki.
Poznajemy świat
Nasza bohaterka ma na imię Sara. Była grzeczną dziewczynka, która była bardzo ciekawa świata. Dziewczynka Słuchała opowieści mamy, taty, dziadka, babci a nawet cioć i wujków, ale potem próbowała samodzielnie sprawdzić, czy mówili jej prawdę. Ostatnio mama opowiadała jej o cudownym lekarstwie na większość dolegliwości i chorób. Nie wiecie, co to może być? A może się domyślacie? Zdaniem mamy Sary był to uśmiech. Tak, tak, taki zwykły promienny uśmiech. Niby takie banalne a jednak. Kto by przypuszczał, sama zadawała sobie to pytanie. Sara nie chciała w to uwierzyć, więc od razu przystąpiła do sprawdzania tego w praktyce. Pobiegła do dziadka i pyta:
- Dziadziusiu, czy boli cię coś dzisiaj?
- Och tak, moje dziecko – mówi dziadek – boli mnie noga, a także plecy i trochę serce.
- To ja cię uzdrowię – odpowiedziała Sara – uśmiechnęła się najbardziej promiennie, jak tylko umiała. Dziadek popatrzył ze zdumieniem na swoją wnusię i uśmiechnął się również.
- Moja kochana, czuję, że boli mnie coraz mniej. Bardzo ci dziękuję za ten uzdrawiający uśmiech. Uradowana Sara pobiegła wypróbować swoją moc na babci. Babcia właśnie pracowała w ogródku. Jej również zadała to samo pytanie co dziadkowi i otrzymała podobną odpowiedź, na którą również postanowiła się uśmiechnąć bardzo szeroko.
Sara pobiegła do gabinetu taty, a babcia zastanawiała się nad zachowaniem wnusi. Biegnąc szybko, dziewczynka zaczepiła się i upadła. Otarła sobie kolano, więc się rozpłakała. Babcia szybko pobiegła do wnusi. Wzięła ją na ręce i zaniosła do domu. Opatrzyła ranę i starała się pocieszyć dziewczynkę, która głośno płakała. chciała odciągnąć jej uwagę od bólu więc starała się ja zagadać i zmienić temat więc zaczęła rozmawiać o puzzlach i grach takich jak 5 sekund junior lub 4 pory roku- Fun for everyone. Lecz nawet to nic nie dało. Przyszedł również dziadek, mama i tata. Niestety nikt nie mógł uspokoić dziewczynki. Wtedy dziadek wpadł na pomysł. Przyniósł lustro i kazał Sarze się w nim przejrzeć. Na początku dziewczynka nie chciała. W końcu nieśmiało zajrzała i ku wielkiemu zaskoczeniu zobaczyła w lustrze swoją uśmiechniętą twarz. Przypomniał sobie o cudownym lekarstwie i od razu poczuła się lepiej.
– Mamusiu, to prawda. Uśmiech jest najlepszym lekarstwem na smutki.
Babcia z dziadkiem dodali:- Twój uśmiech ma leczniczą moc. Sara uśmiechała się do siebie i do innych. Uwierzyła w leczniczą moc uśmiechu.
- Dziadziusiu, czy boli cię coś dzisiaj?
- Och tak, moje dziecko – mówi dziadek – boli mnie noga, a także plecy i trochę serce.
- To ja cię uzdrowię – odpowiedziała Sara – uśmiechnęła się najbardziej promiennie, jak tylko umiała. Dziadek popatrzył ze zdumieniem na swoją wnusię i uśmiechnął się również.
- Moja kochana, czuję, że boli mnie coraz mniej. Bardzo ci dziękuję za ten uzdrawiający uśmiech. Uradowana Sara pobiegła wypróbować swoją moc na babci. Babcia właśnie pracowała w ogródku. Jej również zadała to samo pytanie co dziadkowi i otrzymała podobną odpowiedź, na którą również postanowiła się uśmiechnąć bardzo szeroko.
Sara pobiegła do gabinetu taty, a babcia zastanawiała się nad zachowaniem wnusi. Biegnąc szybko, dziewczynka zaczepiła się i upadła. Otarła sobie kolano, więc się rozpłakała. Babcia szybko pobiegła do wnusi. Wzięła ją na ręce i zaniosła do domu. Opatrzyła ranę i starała się pocieszyć dziewczynkę, która głośno płakała. chciała odciągnąć jej uwagę od bólu więc starała się ja zagadać i zmienić temat więc zaczęła rozmawiać o puzzlach i grach takich jak 5 sekund junior lub 4 pory roku- Fun for everyone. Lecz nawet to nic nie dało. Przyszedł również dziadek, mama i tata. Niestety nikt nie mógł uspokoić dziewczynki. Wtedy dziadek wpadł na pomysł. Przyniósł lustro i kazał Sarze się w nim przejrzeć. Na początku dziewczynka nie chciała. W końcu nieśmiało zajrzała i ku wielkiemu zaskoczeniu zobaczyła w lustrze swoją uśmiechniętą twarz. Przypomniał sobie o cudownym lekarstwie i od razu poczuła się lepiej.
– Mamusiu, to prawda. Uśmiech jest najlepszym lekarstwem na smutki.
Babcia z dziadkiem dodali:- Twój uśmiech ma leczniczą moc. Sara uśmiechała się do siebie i do innych. Uwierzyła w leczniczą moc uśmiechu.
Samotny Marcin
saoNasz bohater o imieniu Marcin, bardzo nudził się w domu. Za oknem piękna pogoda, a na podwórku mnóstwo bawiących się dzieci. Pomyślał ileż to mogę siedzieć sam w domu i się nudzić, co prawda miał swego ulubionego przyjaciela, z którym często układał puzzle takie jak Farmer miki czy Droga mleczna. Więc postanowił wybrać się na dwór i pograć z innymi w piłkę. Gdy w końcu koledzy podali do niego piłkę, ucieszył się bardzo. Postanowił, że postara się ją podrzucić z całej małej siły, jaką posiadał. Ta mała siła nie była taka mała, zwłaszcza w momentach, kiedy Marcin bardzo się starał. Tak było właśnie tym razem. Marcin podrzucił tak wysoko piłkę, że nie było jej widać. Piłka była niebieska i po prostu nie było jej widać na tle równie niebieskiego nieba. Dzieci próbowały ją wypatrzeć, zadzierając głowy do góry, lecz po pewnym czasie zmęczone zaczęły jedynie wyczekiwać, aż spadnie z powrotem na ziemię. Jednak dzieci i tym się zmęczyły, ponieważ piłki ciągle nie było widać. Wszyscy zaczęli potrzeć z podziwem na Marcina. Tymczasem nadleciał ptaszek, który z niecierpliwością kręcił się nad głowami dzieci. Po chwali odfrunął w kierunku drzewa i wówczas dzieci zauważyły, że piłka jest na drzewie. Była wysoko między gałęziami. Żadne z dzieci nie mogło jej dosięgnąć. Tym bardziej nie mógł jej dosięgnąć mały Marcin. Dzieci próbowały wspinać się na drzewo, ale nikomu się to nie udawało. Ostatnia próba należała do Marcina. Mimo wysiłku nie był w stanie wspiąć się do piłki. Wówczas Marcin zaczął trząść drzewem. Trząsł mocno, mocno, z całej małej siły, jaką miał. Po pewnym czasie piłka spadła. Ale co to. Piłka była żółta. Czyżby zmieniła kolor? Nie, okazało się, że na drzewie była również piłka żółta. Marcin nie zważał na kolor, szybko chwycił piłkę, i tak jak poprzednio podrzucił ją z całej małej siły, jaką posiadał. Piłka poleciała do góry wysoko, wysoko. Tym razem nie zniknęła na tle nieba. Była przecież żółta. Widać ją było wyraźnie. Piłka znowu leciała w kierunku drzewa. Uderzyła w gałąź, na której leżała piłka niebieska i po chwili obie piłki spadły na ziemię. Dzieci się bardzo ucieszyły. Miały dwie piłki do zabawy. Bawiły się długo. Piłką bawił się również Marcin. Nie używał jednak już całej swojej małej siły. Okazało się bowiem, że mały Marcin miał już całkiem dużo, dużo siły.
Nie da sie wytrzymać
Gorąc, gorąc i jeszcze raz upał. Takie dni jak dziś są tragiczne, ponieważ mieszkamy w mieście i ciężko się tu gdzieś wyrwać. Po kolejnym takim dniu doszłam z mężem do wniosku, aby zorganizować wyjazd za miasto. I o dziwo się udało. Pierwsza atrakcją dla naszych niesfornych dzieciaków był kompleks basenów z ogromną zjeżdżalni, tam się wyszalały i wyzbyły zdecydowanie większą część codziennej dawki energii. Po basenie okazało się, że mam w domu dwa ogromne głodomory, Kasia i Jacek namówili mnie na niezdrowe jedzenie w jednym z najbardziej znanych fast food'ów. Nadal jestem pod wrażeniem ile są w stanie zjeść moje dzieci, choć mój mąż wcale nie jest gorszy od nich. Po ogromnym obiedzie wybraliśmy się na spokojniejszą rozrywkę, poszliśmy do kina. Dzieci wybrały film pod tytułem Avenges. Dzieciaki oglądały z zaciekawieniem bardzo przyjemny film a my z mężem mogliśmy trochę odetchnąć po pełnym wrażeń przedpołudniem. Film był pełen pięknych i magicznych postaci, bardzo polecam dla dzieci. Świetnie zrealizowany pod kątem dzieci właśnie, mnóstwo barwnych postaci, dialogi pomiędzy postaciami pouczające i przyjazny morał na zakończenie. nie chcę opowiadać historii ze wszystkimi szczegółami, bo warto by każdy sam obejrzał tą bajkę z dziećmi i mógł sam ją ocenić. Po wyjściu z kina prężnie podążyliśmy ku wyjściu, ale dzieciaki siłą zaciągnęły nas do sklepu z zabawkami. I wiedziałam, jak to się skończy Powodem była wystawa sklepowa, na której znajdowały się zabawki w tematyce filmowej.. Bardzo sprytne posunięcie właściciela sklepu. Dzieciaki zachwycone filmem nie mogły się oprzeć zabawkom. Kasia wybrała sobie puzzle "przyjaciele z Krainy Lodu" przedstawiające główną bohaterkę bajecznej krainy a Jacek gre planszową o tytułowej nazwie filmu tj.: Zootopia. Kupiliśmy z mężem gry dla dzieci,żeby miały pamiątkę z naszej wycieczki, poza tym to był świetny element przetargowy na kolejny dzień. Tego dnia było już za poźno by zagrać w gry dzieci, musiały być grzeczne by móc zacząć dzień nastepny od tej czynności. Już od samego rana słyszałam z mężem mamo kiedy zagramy, tato kiedy możemy zacząć.Dzieci były posłuszne, więc zgodnie z obietnica następnego dnia, zaraz po śniadaniu, zabrały się najpierw za układanie puzzli a potem za gre planszową. Cały dzień gralismy razem z dziećmi na stoliczku wystawionym przed domkiem, na swiezym powietrzu. Całą rodziną świetnie sie bawiliśmy dzięki temu,że znaliśmy film i mogliśmy dodatkowo dzielić się swoimi odczuciami do różnych postaci i sytuacji ukazanych na ekranie. To był naprawdę przemiły weekend, trafiony pomysł na film a także pomysł dzieci na zakup tych gier.
Wszystko sie kończy
To co dobre szybko się kończy. Dla moich dzieci będą to ostatnie wakacje, które rozpoczną ich edukacje. Szkoła do której wysłałam moje dziecko bardzo miło mnie zaskoczyła, ponieważ postanowiła zorganizować niecodzienne rozpoczecie nowego oku. Zorganizowali gry, zabawy i konkursy, aby dziec nie były tak bardzo wystraszone. Na uroczystości pojawiły się wszystkie klasy; pierwsze, drugie, trzecie, czwarte, piąte no i te najstarsze czyli szóste. Po oficjalnej przemowie Pani dyrektor poproszono uczniów o ustawienie się grupami, tj. klasami. W klasach pierwszych wychowawcy szybko zebrali uczniów wg. listy gdyż dzieci nie wiedziały jeszcze do ktorych klas należą. Po ustawieniu się uczniów w grupach rozpoczęła sie kilku etapowa rozgrywka. Pierwszy etap polegał na skakaniu na skakance, należało wykonać jak największą ilość skoków bez przerwy. Do tej rywalizacji poproszono po pięciu uczniów z kazdej klasy, a wynik uczniów z każdej klasy był sumowany. Druga dyscypliną był bieg po wyznaczonym torze z przeszkodami, liczył się najkrotszy czas. Wynik rowniez byl sumowany jak w poprzedniej dyscyplinie,więc wszyscy musieli się bardzo starać. Trzecim etapem było rozwiązywanie rebusów. Rozwiązanie każdego dawało pięć punktow a było ich pięć, dla każdego ucznia po jednym. Na koniec zawodów rywalizacje były podliczane i wyłoniono zwycięzców z każdego roku. Najbardziej zadowoleni byli pierwszoklasiści, którzy nie spodziewali się, że będą tak dobrze się bawić już pierwszego dnia szkoły. Wszyscy starli się aby dobrze zapamiętali ten dzień gdyż nie chcemy aby się już od pierwszego dnia zrazili do nauki, która czeka ich jeszcze przez pierwsze lata ich życia. Nagrodami w zabawie były gry planszowe, dla dziewczynek; puzzle "Barbie" oraz "Auta- talia tematyczna. Oczywiście, żeby nie było pokrzywdzonych i niezadowolonych dzieci nagrody były dla wszystkich. Po turnieju dzieci rozeszły się po klasach i tam wychowawca rozdał im nagrody. Emocji było tak wiele,że dzieci nie chciały słuchać pani gdy chciała omówić plan lekcji oraz regulamin klasy na przyszły rok.
poniedziałek, 31 października 2016
Nawał zabawek
Ogrom zabawek jaki narasta w naszym domu naprawdę poważny. Dwójka dzieci wiec każe śita, urodziny to tylko prezenty w formie zabawek, więc trzeba się ich choć trochę pozbyć. Mieszkamy na osiedlu domów jedno rodzinnych. Bardzo spokojna dzielnica miasta, niby miasto duże, bo Wrocław, ale cisza i spokój są nam nie odłączne. Mieszkam z mężem i dziećmi- Kasia i Piotrusiem. Mają już troszkę lat, więc doszłam do wniosku, że już czas posprzątać i uporządkować szafy i strych ze starymi zabawkami dzieci. Oj się tego nazbierało. Rodzinę mamy liczną, więc dzieciaki uzbierały ładna kolekcje zabawek od członków rodziny z okazji urodzin lub świąt, zawsze coś dostały. Zaczęłam od strychu, bo tam zbieraliśmy wszystkie nieużywane już zabawki. Sprzątanie samego stychu zajęło mi dwa dni, rupieci się nabierało co nie miara i zabawek niezła ilość. Teraz trzeba pomyśleć co z nimi zrobić.
Niedawno wprowadziła się jedna rodzina z małymi dziećmi, synkiem i córeczka. Postanowiłam ją przywitać wypiekami. Upiekłam domową szarlotkę z cynamonem, to chyba każdy lubi więc może i oni też. Zapukałam do ich drzwi, a oni byli mile zaskoczeni. Przywitali nas ciepło, nas, ponieważ poszłam na przywitanie z mym mężem. Zapoznanie się udało, bardzo mili ludzie. Młode małżeństwo z córeczką o imieniu Basia.
Odwiedzaliśmy się w wolnym czasie, mieliśmy bardzo dobry kontakt. Wpadł mi do głowy świetny pomysł, zabawki, które poznajdywałam, przekazać małej Basi. Troszkę głupio było mi pytać czy przyjmą, ale bardzo się ucieszyli i wzięli wszystkie.
Powiedziałam, że moje dzieci są już prawie dorosłe i nie bawią się już zabawkami czy grami planszowymi, jak i takimi rzeczami jak Mistakos lub Kapsle- hokej, a szkoda to wyrzucić jak może się jeszcze komuś przydać.
Moje dzieci nie miały nic przeciwko, aby przekazać swoje zabawki dla małej Basi. Ucieszyli się, że ktoś jeszcze może się nimi bawić i dbać o nie.
Umówiłam się z mama Basi, że przyjedzie samochodem do nas je odebrać. Nie dało się tego zabrać do jednej reklamówki, więc potrzebny był transport. Ale się zdziwiła, gdy zobaczyła jak dużo tego jest. Stwierdziła, że to zdecydowanie za dużo dla jednego dziecka i wpadłyśmy na pomysł, aby przekazać część tych zabawek do publicznego przedszkola, gdzie chodzi jej córka. Nie zwlekając długo podzieliśmy zabawki i pojechałyśmy do przedszkola i niespodzianką.
Panie nauczycielki, były w szoku, że są jeszcze takie osoby, które bezinteresownie potrafią dzielić się prezentami.
Odwiedzaliśmy się w wolnym czasie, mieliśmy bardzo dobry kontakt. Wpadł mi do głowy świetny pomysł, zabawki, które poznajdywałam, przekazać małej Basi. Troszkę głupio było mi pytać czy przyjmą, ale bardzo się ucieszyli i wzięli wszystkie.
Powiedziałam, że moje dzieci są już prawie dorosłe i nie bawią się już zabawkami czy grami planszowymi, jak i takimi rzeczami jak Mistakos lub Kapsle- hokej, a szkoda to wyrzucić jak może się jeszcze komuś przydać.
Moje dzieci nie miały nic przeciwko, aby przekazać swoje zabawki dla małej Basi. Ucieszyli się, że ktoś jeszcze może się nimi bawić i dbać o nie.
Umówiłam się z mama Basi, że przyjedzie samochodem do nas je odebrać. Nie dało się tego zabrać do jednej reklamówki, więc potrzebny był transport. Ale się zdziwiła, gdy zobaczyła jak dużo tego jest. Stwierdziła, że to zdecydowanie za dużo dla jednego dziecka i wpadłyśmy na pomysł, aby przekazać część tych zabawek do publicznego przedszkola, gdzie chodzi jej córka. Nie zwlekając długo podzieliśmy zabawki i pojechałyśmy do przedszkola i niespodzianką.
Panie nauczycielki, były w szoku, że są jeszcze takie osoby, które bezinteresownie potrafią dzielić się prezentami.
Wyczekiwane pierwsze słońce
Wreszcie, wreszcie nadeszła wiosna. Och ta zima ciągła się wiele miesięcy. Każdy z nas wyczekiwał tego, kiedy będzie można chodzić na spacery, organizować wycieczki. Teraz w kąt pójdą gdy planszowe, Gdzie jest Dory?- gra piotruś, Mistakos.
Wiosna szybko minęła, wakacje się zbliżały , a plony w ogródku już się pokazały.
Pewnego dnia mamusia powiedziała do Filipa: - Idź proszę, do ogrodu i przynieś mi trochę rozmarynu.
- Dobrze, mamusiu! - Filip zadowolony, że może przysłużyć się mamusi tak, jak uczyła tego nauczycielka, poszedł do ogrodu. Musicie wiedzieć, ze ogród graniczył z ogrodem jego przyjaciela Andrzeja, z którym spędza każde swoje wolne popołudnie na czytaniu książeczek, zabawach w gry planszowe i układaniu puzzli. Przypuszczając że spotka kolegę, Filip, zerwawszy rozmaryn, zbliżył się do drucianej siatki. Ale co usłyszał? Ktoś z tyłu coś szeptał. Kto to mógł być? Głosik z tyłu mówił: - Ja ciągle rosnę tutaj, krucha i zielona, ale Filip nie chcę mnie jeść. Mówi, że nie może na mnie patrzeć. Jestem taka smutna. To była sałata Filipa, która skarżyła się na niego. - Tymczasem Andrzej zjada mnie z przyjemnością. Czy zauważyłeś jego buzię, świeżą i różową? - O, tak! A buzia Filipa jest zawsze blada i zmęczona. Nie chce nigdy nic jeść poza mięsem, chlebem, kiełbaską i ciastkami. - Czy nie zauważyliście również, że Andrzej ma wspaniałe oczy? - dodały marchewki, które rosły obok sałaty. - Tak, to prawda - stwierdziła sałata. - Otóż jest tak dzięki nam. On chętnie nas zjada, a my sprawiamy, że jego oczy są zdrowe. Filip odszedł cicho i pobiegł do domu, by zobaczyć się w lustrze. Miał rzeczywiście bladą twarz, kilka krostek na nosie... a jeżeli rzeczywiście sałata i marchewki mają rację? Jego przyjaciel Andrzej miał zawsze różowe policzki. - Mamusiu, mamusiu, dzisiaj daj mi trochę sałaty i kawałek marchewki, dobrze? Mamusia nie chciała wierzyć własnym uszom. Zazwyczaj jej synek tak bardzo grymasił! Filip nie powiedział jej, że słyszał tę dziwną rozmowę w ogrodzie. Będzie to jego osobista tajemnica! Ale od tego dnia zaczęły mu smakować wszystkie jarzyny, jakie mamusia mu przygotowywała. Już więcej nie protestował.
Wiosna szybko minęła, wakacje się zbliżały , a plony w ogródku już się pokazały.
Pewnego dnia mamusia powiedziała do Filipa: - Idź proszę, do ogrodu i przynieś mi trochę rozmarynu.
- Dobrze, mamusiu! - Filip zadowolony, że może przysłużyć się mamusi tak, jak uczyła tego nauczycielka, poszedł do ogrodu. Musicie wiedzieć, ze ogród graniczył z ogrodem jego przyjaciela Andrzeja, z którym spędza każde swoje wolne popołudnie na czytaniu książeczek, zabawach w gry planszowe i układaniu puzzli. Przypuszczając że spotka kolegę, Filip, zerwawszy rozmaryn, zbliżył się do drucianej siatki. Ale co usłyszał? Ktoś z tyłu coś szeptał. Kto to mógł być? Głosik z tyłu mówił: - Ja ciągle rosnę tutaj, krucha i zielona, ale Filip nie chcę mnie jeść. Mówi, że nie może na mnie patrzeć. Jestem taka smutna. To była sałata Filipa, która skarżyła się na niego. - Tymczasem Andrzej zjada mnie z przyjemnością. Czy zauważyłeś jego buzię, świeżą i różową? - O, tak! A buzia Filipa jest zawsze blada i zmęczona. Nie chce nigdy nic jeść poza mięsem, chlebem, kiełbaską i ciastkami. - Czy nie zauważyliście również, że Andrzej ma wspaniałe oczy? - dodały marchewki, które rosły obok sałaty. - Tak, to prawda - stwierdziła sałata. - Otóż jest tak dzięki nam. On chętnie nas zjada, a my sprawiamy, że jego oczy są zdrowe. Filip odszedł cicho i pobiegł do domu, by zobaczyć się w lustrze. Miał rzeczywiście bladą twarz, kilka krostek na nosie... a jeżeli rzeczywiście sałata i marchewki mają rację? Jego przyjaciel Andrzej miał zawsze różowe policzki. - Mamusiu, mamusiu, dzisiaj daj mi trochę sałaty i kawałek marchewki, dobrze? Mamusia nie chciała wierzyć własnym uszom. Zazwyczaj jej synek tak bardzo grymasił! Filip nie powiedział jej, że słyszał tę dziwną rozmowę w ogrodzie. Będzie to jego osobista tajemnica! Ale od tego dnia zaczęły mu smakować wszystkie jarzyny, jakie mamusia mu przygotowywała. Już więcej nie protestował.
Ciasne ale z ukochaną mama
Iza mieszkała samotnie z mamą w małym domku. Żyły tak sobie w spokoju i nie za bogato. Mieszkały skromnie, ponieważ jej mama musiała utrzymać je sama. Dbała o nią i można przyznać, że troszkę rozpieszczała.. Żyła sobie też tam babcia, która pewnego dnia zaprosiła ich na piknik. Mama dziewczynki się zgodziła. Rozpoczęła przygotowania do piknikowej biesiady, pakowały naprawę dużo rzeczy, ponieważ oprócz nich miała tam być jeszcze ciocia Zosia z wujkiem Januszem i córką Kasią.
Dzień wcześniej przygotowały całe mnóstwo dobrego jedzenia, pyszne kanaki, kompot z truskawek, galaretkę z owocami i wiele innych. Do głównego zadania Izy należało zapakowanie odpowiednich gier i zabawek dla urozmaicenia wspólnie zaplanowanego czasu. Iza zapakowała piłkę plażową, paletki, Mistakos, Gdzie jest Dory?- gra piotruś. Wszystko było gotowe więc można było zacząć się pakować.
Troszkę się tego uzbierało, więc mama Izy musiała zapakować drugi kosz. Sięgała po koszyk i… spadła. Skręciła sobie nogę! Mama dziewczynki nie mogła pójść na piknik, ale córeczka mogła. Mama chciała ostrzec dziewczynkę, bo mogła się zgubić. Ale dziewczynka poszła bez powiedzenia o tym mamie.
Kiedy dziewczynka weszła do lasu zaczęła się bać. Bardzo chciała pójść na ten piknik, bo babci zrobiłoby się przykro. Poszła więc, a mama się zorientowała, że córeczka sama poszła do babci przez niebezpieczny las. Zadzwoniła do pana leśniczego. On szybko wyruszył szukać dziewczynki.
Idąc do babci dziewczynka zbierała orzechy, grzyby, jagody, truskawki i śliwki. Wiedziała którzy rzeczy są jadalne, a które trujące. Była głodna. Znalazła małą studzienkę, opłukała grzyby i zjadła ich trzy. Zasnęła.
Babcia w tym czasie wyszła naprzeciw mamie z wnuczką. Jednak zgubiła się w lesie. Leśniczy tropił ślady w lesie. Szukał, szukał. Miał ze sobą mapę i kompas. Znalazł obie zguby i zaprowadził je do domu. Mama była bardzo zła na swą córkę, że nie posłuchała jej prośby i sama wybrała się do lasu, gdzie mogło być dla niej bardzo niebezpiecznie. Iza przeprosiła mamę i obiecała, że więcej tak nie zrobi. Po czasie mama wyzdrowiała i spotkali się na pikniku z całą rodziną.
Dzień wcześniej przygotowały całe mnóstwo dobrego jedzenia, pyszne kanaki, kompot z truskawek, galaretkę z owocami i wiele innych. Do głównego zadania Izy należało zapakowanie odpowiednich gier i zabawek dla urozmaicenia wspólnie zaplanowanego czasu. Iza zapakowała piłkę plażową, paletki, Mistakos, Gdzie jest Dory?- gra piotruś. Wszystko było gotowe więc można było zacząć się pakować.
Troszkę się tego uzbierało, więc mama Izy musiała zapakować drugi kosz. Sięgała po koszyk i… spadła. Skręciła sobie nogę! Mama dziewczynki nie mogła pójść na piknik, ale córeczka mogła. Mama chciała ostrzec dziewczynkę, bo mogła się zgubić. Ale dziewczynka poszła bez powiedzenia o tym mamie.
Kiedy dziewczynka weszła do lasu zaczęła się bać. Bardzo chciała pójść na ten piknik, bo babci zrobiłoby się przykro. Poszła więc, a mama się zorientowała, że córeczka sama poszła do babci przez niebezpieczny las. Zadzwoniła do pana leśniczego. On szybko wyruszył szukać dziewczynki.
Idąc do babci dziewczynka zbierała orzechy, grzyby, jagody, truskawki i śliwki. Wiedziała którzy rzeczy są jadalne, a które trujące. Była głodna. Znalazła małą studzienkę, opłukała grzyby i zjadła ich trzy. Zasnęła.
Babcia w tym czasie wyszła naprzeciw mamie z wnuczką. Jednak zgubiła się w lesie. Leśniczy tropił ślady w lesie. Szukał, szukał. Miał ze sobą mapę i kompas. Znalazł obie zguby i zaprowadził je do domu. Mama była bardzo zła na swą córkę, że nie posłuchała jej prośby i sama wybrała się do lasu, gdzie mogło być dla niej bardzo niebezpiecznie. Iza przeprosiła mamę i obiecała, że więcej tak nie zrobi. Po czasie mama wyzdrowiała i spotkali się na pikniku z całą rodziną.
Wulkan energii
Mój synek, wulkan energii zgłosił się do zawodów szkolnych, których organizuje jego szkoła. Bardzo się cieszyłam z tego, ponieważ jest naprawdę żywym dzieckiem, który może dobrze spotęguje swoją energie. . Mają się tam odbyć zawody drużynowe, które mają na celu zapoznać się z nowymi kolegami i koleżankami. Bardzo się cieszył na te zawody i wszystkie wydarzenia z tym związane. 1 września jak zawsze odbyło się oficjalne rozpoczęcie roku, tak zwana inauguracja roku szkolnego. Na uroczystości pojawiły się wszystkie klasy; pierwsze, drugie, trzecie, czwarte, piąte no i te najstarsze czyli szóste. Po oficjalnej przemowie Pani dyrektor poproszono uczniów o ustawienie się grupami, tj. klasami. W klasach pierwszych wychowawcy szybko zebrali uczniów wg. listy gdyż dzieci nie wiedziały jeszcze do których klas należą. Po ustawieniu się uczniów w grupach rozpoczęła się kilku etapowa rozgrywka. Pierwszy etap polegał na skakaniu na skakance, należało wykonać jak największą ilość skoków bez przerwy. Do tej rywalizacji poproszono po pięciu uczniów z każdej klasy, a wynik uczniów z każdej klasy był sumowany. Druga dyscypliną był bieg po wyznaczonym torze z przeszkodami, liczył się najkrótszy czas. Wynik również był sumowany jak w poprzedniej dyscyplinie, więc wszyscy musieli się bardzo starać. Trzecim etapem było rozwiązywanie rebusów. Rozwiązanie każdego dawało pięć punktów a było ich pięć, dla każdego ucznia po jednym. Na koniec zawodów rywalizacje były podliczane i wyłoniono zwycięzców z każdego roku. Najbardziej zadowoleni byli pierwszoklasiści, którzy nie spodziewali się, że będą tak dobrze się bawić już pierwszego dnia szkoły. Nagrodami w zabawie były gry planszowe, Dino farm, Mistakos, Oczywiście, żeby nie było pokrzywdzonych i niezadowolonych dzieci nagrody były dla wszystkich. Po turnieju dzieci rozeszły się po klasach i tam wychowawca rozdał im nagrody. Emocji było tak wiele, że dzieci nie chciały słuchać pani gdy chciała omówić plan lekcji oraz regulamin klasy na przyszły rok.
Zmiana zdania
Zawsze byłam przekonana, że nie powinno przekupywać się dzieci. Ale życie już zweryfikowało to przemyślenie. Obiecałam mojemu synowi jakąś zabawkę za dobre oceny w szkole i powiem szczerze, że ostatnimi czasy miał ich dość dużo. Chciałabym podzielić się moim ostatnim odkryciem w sklepie z zabawkami. Otóż będąc w sklepie i wybierając prezent dla mojego syna poprosiłam o pomoc panią ekspedientkę. Bardzo dobrze znam mojego syna ale zawsze mam problem z doborem odpowiedniego prezentu dla niego. Trudno mi określić czym najbardziej lubią się bawić dzieci w wieku mojego syna. Mój Max ma 10 lat i ciagle mi powtarza,ze jest dużym chłopcem, ja natomiast wiem, że to jeszcze dziecko i jeszcze dużo czasu minie nim dorośnie. Pani w sklepie doradziła mi zatem abym kupiła Dino farm Gdzie jest Dory?- gra Piotruś albo zabawkę elektroniczną na wzór gadżetów dla dorosłych mężczyzn. Przyniosła mi nowoczesny zegarek dla dzieci. Na pierwszy rzut oka wydawał się być zwyczajny ale ku mojemu zdziwieniu miał mnóstwo ciekawych opcji. Zegarek VTech-Kidizoom Smart Watch ma przeróżne opcje wykorzystania. Główna funkcja zegarka to oczywiście zegarek, mozna sobie ustawić ulubioną tapetę wyświetlania i tarczę, datę a także stoper. Dzieci często bawią się w gry na czas, więc uważam, że jest to świetne rozwiązanie. co więcej zegarek ten posiada opcje robienia zdjęć i nagrywania. Nieoprawdopodobne! Zegarek wygląda bardzo zwyczajnie i prosto a można nim robić zdjęcia a nawet nagrywać krotkie filmy. Dzieciaki mogą uwiecznić wyjątkowe wydarzenia w szkole, po szkole czy na wycieczce. Nie trzeba im dawać drogich aparatów i obawiać sie, że się zniszczą lub zagubią. Zegarek ten posiada również dyktafon, mój Max bedzie mógł robić szybkie notatki.. to dla niego świetne rozwiązanie, zawsze zapomina przekazać mi co Pani mówiła w szkole by przekazać rodzicom, teraz będzie mógł sobie nagrać krótką notatkę głosową, którą później odtworzy w domu. Kupilam ten zegarek, Max był bardzo zadowolony z prezentu. Zegarek nosi codziennie do szkoły. Po powrocie codziennie przychodzi się pochwalić swoimi zdjęciami, co zrobił na plastyce cz też jak sie bawił z kolegami. Ja jestem bardzo zadowolona z zegarka VTech-Kidizom Smart Watch, ponieważ w końcu udało mi się kupić coś trafionego dla syna, z czego jest bardzo zadowolony a poza tym jego zegarek przydaje mi się czasem na zakupach ;)
Nieliczni ale z pasją
Nawet teraz można spotkać takich ludzi, którzy pasjonują się grami planszowymi lub puzzlami. Teraz to wszyscy tylko gry komputerowe i jak najmniejszy kontakt z rodzicami.. Układanie puzzli to świetna zabawa, która integruje rodzinę a dzieci bardzo rozwija. Mój Bartuś to prawdziwy chłopak, uwielbia rozrabiać, bawić się samochodami no i jak wszyscy chłopcy szaleje teraz na punkcie bajki Avengers. Wszystko w pokoju mojego syna musi się z tym wiążąc, czy plakaty na ścianach, pościel do spania, lampka na biurko czy nawet piżama do spania. Bartek ma już chyba wszystkie możliwe postacie z tej bajki. Wpadliśmy z mężem na pomysł aby połączyć jego zainteresowania i kupiliśmy mu puzzle "Avengers-magic decor". Puzzle przedstawiają ulubione postacie Bartka no i to puzzle, czyli ulubiona zabawa mojego kochanego dziecka. Kiedy rozpakował zakupy myślałam, że moje dziecko oszaleje ze szczęścia. Skakał i krzyczał wciąż:"Dino farm" ! Tak! Było już dosyć późno ale Bartek tak sie cieszył, że pozwoliłam mu ułożyć puzzle. Następnego dnia była sobota, więc nie musiał rano wstawać- mógł odespać. Bartuś ułożył puzzle jeszcze tego samego wieczora, a najzabawniejszy moment był wtedy gdy zgasiliśmy w pokoju światło. Po zgaszeniu światła okazało sie, że puzzle te świecą w ciemności. niesamowite wrażenie. Bartek był zachwycony, że ma swoje ulubione postacie na puzzlach i na dodatek świecą w ciemności jak prawdziwi bohaterowie z super mocą. Mój mąż obiecał synowi, że następnego dnia powiesi puzzle synkowi nad łóżkiem aby jego super bohaterowie nad nim czuwali w czasie snu. Tak też się stało, tata powiesił puzzle Avengers na ścianie a Bartuś zaprosił kolegów, żeby pochwalić się jakie nowe super puzzle udało mu się ułożyć. Dzieciaki były zachwycone układanka, bardzo żałowały, że nie mogły ułożyć jej z Bartkiem. Ale obiecałam im, że kupimy Bartkowi jeszcze jedne puzzle z tej serii i wtedy zaprosimy kolegów syna na wspólną zabawę.
Sisotra w ciąży
Nawet teraz mam przed oczami ta scenę kiedy moja siostra ogłosiła wszystkim, że jest w ciąży. To dopiero była nowina. 9 miesięcy strzelił raz dwa. Od początku wiedzieli kogo się spodziewać więc nie była to dla nich niespodzianka. Imię było już dawno wybrane- Mateusz, a i ja byłam już wcześniej uprzedzona o tym, że będę matką chrzestną. Miałam fakt parę miesięcy, aby przygotować się do tej roli, ale zakup odpowiedniego prezentu nie dawał mi spokoju. Co kupić, aby dziecko miało świetną pamiątkę. To częste pytanie, które zadają sobie sami rodzice. Przy wyborze prezentu w postaci zabawki dla rocznego dziecka muszę pamiętać, że powinna ona być przede wszystkim bezpieczna oraz nie powinna być zbyt wymagająca. Dobra zabawka to taka, która sprawia dziecku dużo radości oraz wzbudza jego zainteresowanie i ciekawość. Pomaga małemu podróżnikowi w poznawaniu świata, nauce nowych rzeczy, pokonywaniu przeszkód oraz rozwija jego zdolności. Muszę być świadoma, że małe dzieci lubią wkładać wszystko do buzi w tym także zabawki, ponieważ ich ciekawość jest tak duża, że chcą wszystkiego spróbować. Dlatego nie mam zamiaru kupować tych z małymi elementami, które są przeznaczone dla tych starszych. Wyobraźnia naszych dzieci nie zna granic, dlatego każda zabawka może stać się niebezpieczna dla naszej pociechy. Zabawki przeważnie posiadają informacje na opakowaniu np. grupę wiekową, instrukcję obsługi oraz wskazówki na temat bezpiecznego użytkowania także będziemy mieli pewność czy dana zabawka jest odpowiednia na prezent dla naszego dziecka. Mimo upływu czasu doskonałym a teraz wręcz kultowym pomysłem na prezent dla dziecka na roczek są zabawki drewniane, które są bezpieczniejsze niż te tradycyjne wykonane z plastiku. Zabawki ekologiczne zostały wykonane z naturalnego tworzywa jakim jest drewno oraz przy pełnym poszanowaniu środowiska naturalnego. Nie posiadają ostrych krawędzi oraz są bardzo trwałe i wytrzymałe na wszelkiego rodzaju uszkodzenia. Drewniane zabawki posiadają interesujące kształty, oryginalne kolory oraz są bardzo miłe w dotyku. Sprawiają że dziecko uczy się każdego dnia czegoś nowego. Pozwalają maluszkowi ćwiczyć koncentrację, wyobraźnie oraz paluszki. Wiele na ten temat poczytałam, wysłuchałam wele opoini i dozłam do wniosku, że najlepszym z prezentów bądą zabawki ponadczasowe, proste w obsłudze i zachęcające do zabawy. Z czasem Mateusz stawał sie coraz starszym chłopcem i mógł już sam składać zamównia u mnie na takie zabawki jak bardzo popularne Mały odkrywca idzie do szkoły- Ekologia i Mistakos . Teraz przynajmniej wiem co mam kupować :)
Oddany przyjaciel
Dobrze, że w tych czasach i w grupie moich rówieśników można mieć prawdziwego przyjaciel. Taką osobą jest dla mnie Mateusz. Osoba która znaczy dużo dla mnie. Mogę na niego liczyć. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, w szczególności łączyła nas piłka nożna. Dużo razem graliśmy, mimo że był lepszy ode mnie. Z nauką też mu lepiej szło. Moi rodzice bardzo go lubili, ponieważ był dobrym i uczynnym chłopcem. Mieli do niego zaufanie i dzięki temu pozwolili nam wybrać się samemu na wycieczkę, ale w miejsce im znane. Pozwolili, abyśmy wspólnie spędzili jeden tydzień wakacji u babci na wsi. Mieliśmy radości co niemiara. Kąpiel w pobliskiej rzece, przejażdżki rowerowe, pieczenie kiełbasek przy ognisku to tylko niektóre z naszych rozrywek. Wspólne granie w gry planszowe Batman v Superman czy układanie puzzli. Poznałem wtedy też nowych znajomych i nawet pewną dziewczynę, z którą zamierzam się dalej spotykać.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewien pochmurny dzień. Wtedy wybraliśmy się do lasu. Zebraliśmy już sporo grzybów, które później mieliśmy przekazać babci Mateusza, aby mogła skontrolować i ocenić, czy wszystkie są jadalne. Już mieliśmy wracać, gdy Mateusz chciał pokazać mi miejsce, gdzie w dzieciństwie bawił się w chowanego. Nagle coś zabłyszczało w oddali. Postanowiliśmy tam podejść. Był to jakiś dziwny przedmiot, który wystawał z ziemi. Powiedziałem, że może lepiej tego nie ruszać. Jednak Mateusz był ciekawy, schylił się i ostrożnie zaczął wyciągać z ziemi. Nagle jakiś blask mnie oślepił.... Pamiętam jeszcze huk...
Ocknąłem się dopiero w szpitalu. Dopiero później mi wyjaśniono, że to był wybuch. Ja stałem dalej, więc obrażenia nie były duże i po kilku dniach wyszedłem ze szpitala. Miałem tylko lekkie skaleczenia. Stan Mateusza być cięższy. Odłamki z niewypału skaleczyły mu twarz, a zwłaszcza oczy. Co gorsze stracił trzy palce u ręki. Okazało się też, że zaczął coraz gorzej widzieć i w końcu stracił wzrok. To był prawdziwa tragedia. Nie mogłem się z tym pogodzić. Byłem zły, że w porę go nie powstrzymałem. Było mi żal, gdy patrzyłem na niego. Jednak starałem się nie dać tego po sobie poznać i podtrzymywałem go na duchu. Liczyłem na to, że planowana operacja pomoże i Mateusz odzyska wzrok. Niemniej chciałem, aby cofnął się czas. Wtedy wiedziałbym, co zrobić, by zapobiec nieszczęściu. Teraz było już za późno.
Po całej tej tragedii nasze stosunki jeszcze bardziej się umocniły, na pewno wiedzieliśmy, że to co się stało było tragedią, ale wiedzieliśmy, że możemy zawsze na siebie liczyć.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewien pochmurny dzień. Wtedy wybraliśmy się do lasu. Zebraliśmy już sporo grzybów, które później mieliśmy przekazać babci Mateusza, aby mogła skontrolować i ocenić, czy wszystkie są jadalne. Już mieliśmy wracać, gdy Mateusz chciał pokazać mi miejsce, gdzie w dzieciństwie bawił się w chowanego. Nagle coś zabłyszczało w oddali. Postanowiliśmy tam podejść. Był to jakiś dziwny przedmiot, który wystawał z ziemi. Powiedziałem, że może lepiej tego nie ruszać. Jednak Mateusz był ciekawy, schylił się i ostrożnie zaczął wyciągać z ziemi. Nagle jakiś blask mnie oślepił.... Pamiętam jeszcze huk...
Ocknąłem się dopiero w szpitalu. Dopiero później mi wyjaśniono, że to był wybuch. Ja stałem dalej, więc obrażenia nie były duże i po kilku dniach wyszedłem ze szpitala. Miałem tylko lekkie skaleczenia. Stan Mateusza być cięższy. Odłamki z niewypału skaleczyły mu twarz, a zwłaszcza oczy. Co gorsze stracił trzy palce u ręki. Okazało się też, że zaczął coraz gorzej widzieć i w końcu stracił wzrok. To był prawdziwa tragedia. Nie mogłem się z tym pogodzić. Byłem zły, że w porę go nie powstrzymałem. Było mi żal, gdy patrzyłem na niego. Jednak starałem się nie dać tego po sobie poznać i podtrzymywałem go na duchu. Liczyłem na to, że planowana operacja pomoże i Mateusz odzyska wzrok. Niemniej chciałem, aby cofnął się czas. Wtedy wiedziałbym, co zrobić, by zapobiec nieszczęściu. Teraz było już za późno.
Po całej tej tragedii nasze stosunki jeszcze bardziej się umocniły, na pewno wiedzieliśmy, że to co się stało było tragedią, ale wiedzieliśmy, że możemy zawsze na siebie liczyć.
Odliczanie do urlopu
Odliczałam dni do mojego wymarzonego dnia. Nareszcie się to stało. Moja mama i tata w końcu zgrali sobie urlopy w pracy. To oznacza, że będziemy się świetnie bawić.
Nie narzekałam nawet na to, że musimy bardzo wcześnie wstać i się ogarniać. Fakt ledwo widzieliśmy z bratem na oczy, ale fakt, że spędzimy tyle czasu razem bardzo nas nakręcało. Wycieczkę czas zacząć. Wszystko po drodze było dla nas nowe i nie odkryte.
Zwiedzieliśmy pod drodze zamek wybudowany przez krzyżaków. Wygrałam nawet nagrodę!. Była nim moneta z tamtych wieków. Była bardzo ładna. Następnie zjedliśmy obiad w restauracji i dalej ruszyliśmy w podróż.
Około południa dojechaliśmy do celu. Słońce świeciło, jednak niekiedy można było zobaczyć wędrującą chmurkę na niebie. Jezioro nad które się wybraliśmy było ogromne. Rozłożyliśmy nasz sprzęt, każdy z nas wziął wędkę i po kolei zarzucaliśmy. Siedzieliśmy w ciszy, nie odzywając się do siebie żeby nie spłoszyć ryb. Uwielbiam takie chwile, można spokojnie posiedzieć i pomyśleć o życiu, przyszłości, o pięknie natury. W tem raptownie, coś mnie szarpnęło. Szybko zacząłem walczyć z rybą, zapewne ogromną po drugiej stronie wędki. Raptownie ponownie szarpnęła, tak że wpadłem do wody.
Brat i tata śmiali się ze mnie, jednak ja nie poddawałem się i stojąc po pas w wodzie szarpałam się z rybą- monstrum. Walczyłam długo, bo około pół godziny. Potem wyjąłem zdobycz i... nie mogłem uwierzyć! Była to gitara! Załamałem się, a moi towarzysze śmiali się do rozruchu. Kiedy słońce zachodziło... poszliśmy razem na kolacje. Frytki z sałatką z pomidorów (moje ulubione danie) poprawiło mi znacząco humor.
Postanowiliśmy spędzić dwa dni dłużej na rybach, mając nadzieję, że i mi uda się coś złowić. Następnego dnia niestety pogoda popsuła nam plany, zostaliśmy w domku, bo na zewnątrz szalała wichura i łowienie ryb było by niemożliwe. Nuda nas dopadła, leżeliśmy i szukaliśmy zajęcia. Tacie przypomniało się, że w bagażniku są gry, które zapakowała mu mama. Ja jako najmłodszy musiałem biec do bagażnik po gry, znalazłem Dino farm i Mistakos. Całe popołudnie spędziliśmy przy grach i był to bardzo dobrze wykorzystany czas.
Nadszedł czas wyjazdu i powrotu do domu. Wróciliśmy do domu. Kiedy mama dowiedziała się o zaistniałym incydencie nie mogła się przestać śmiać.. Teraz wchodząc do domu widzę na ścianie, wyłowioną przeze mnie gitarę. Od razu robi mi się ciepło na sercu i wracają miłe wspomnienia, z łowienia ryb i spędzonego czasu podczas rodzinnych gier planszowych.
Nie narzekałam nawet na to, że musimy bardzo wcześnie wstać i się ogarniać. Fakt ledwo widzieliśmy z bratem na oczy, ale fakt, że spędzimy tyle czasu razem bardzo nas nakręcało. Wycieczkę czas zacząć. Wszystko po drodze było dla nas nowe i nie odkryte.
Zwiedzieliśmy pod drodze zamek wybudowany przez krzyżaków. Wygrałam nawet nagrodę!. Była nim moneta z tamtych wieków. Była bardzo ładna. Następnie zjedliśmy obiad w restauracji i dalej ruszyliśmy w podróż.
Około południa dojechaliśmy do celu. Słońce świeciło, jednak niekiedy można było zobaczyć wędrującą chmurkę na niebie. Jezioro nad które się wybraliśmy było ogromne. Rozłożyliśmy nasz sprzęt, każdy z nas wziął wędkę i po kolei zarzucaliśmy. Siedzieliśmy w ciszy, nie odzywając się do siebie żeby nie spłoszyć ryb. Uwielbiam takie chwile, można spokojnie posiedzieć i pomyśleć o życiu, przyszłości, o pięknie natury. W tem raptownie, coś mnie szarpnęło. Szybko zacząłem walczyć z rybą, zapewne ogromną po drugiej stronie wędki. Raptownie ponownie szarpnęła, tak że wpadłem do wody.
Brat i tata śmiali się ze mnie, jednak ja nie poddawałem się i stojąc po pas w wodzie szarpałam się z rybą- monstrum. Walczyłam długo, bo około pół godziny. Potem wyjąłem zdobycz i... nie mogłem uwierzyć! Była to gitara! Załamałem się, a moi towarzysze śmiali się do rozruchu. Kiedy słońce zachodziło... poszliśmy razem na kolacje. Frytki z sałatką z pomidorów (moje ulubione danie) poprawiło mi znacząco humor.
Postanowiliśmy spędzić dwa dni dłużej na rybach, mając nadzieję, że i mi uda się coś złowić. Następnego dnia niestety pogoda popsuła nam plany, zostaliśmy w domku, bo na zewnątrz szalała wichura i łowienie ryb było by niemożliwe. Nuda nas dopadła, leżeliśmy i szukaliśmy zajęcia. Tacie przypomniało się, że w bagażniku są gry, które zapakowała mu mama. Ja jako najmłodszy musiałem biec do bagażnik po gry, znalazłem Dino farm i Mistakos. Całe popołudnie spędziliśmy przy grach i był to bardzo dobrze wykorzystany czas.
Nadszedł czas wyjazdu i powrotu do domu. Wróciliśmy do domu. Kiedy mama dowiedziała się o zaistniałym incydencie nie mogła się przestać śmiać.. Teraz wchodząc do domu widzę na ścianie, wyłowioną przeze mnie gitarę. Od razu robi mi się ciepło na sercu i wracają miłe wspomnienia, z łowienia ryb i spędzonego czasu podczas rodzinnych gier planszowych.
Każdy chce być szybko dosrosłym
Jak każdy w jej wieku chce być już dorosły. Chce mieć już osiemnaście lat. Nasza bohaterka jeszcze ma czas. Doczekała się w końcu swych dziesiątych urodzin. Teraz to czuje się już jak dorosła dziewczynka, która może zawojować świat. Rodzice z tak okrągłego święta wyprawili jej huczne urodziny.
Mama Zosi, Aleksandra zaczęła organizować wszystko już trzy miesiące przed datą jej urodzin. Najważniejsze i najtrudniejsze było wynajęcie odpowiedniej sali, która spełniała by wszystkie wymagania córki.
Zosia zapragnęła, aby sala była bardzo kolorowa, gdzie będzie można znaleźć kącik z małymi krzesełkami i stolikami dla jej gości, zjeżdżalnie, która kończyła by się w basenie z piłeczkami, kącik z grami planszowymi, puzzlami lub
No to mała Zosia nie jest już taka mała. Doczekała się w końcu swych dziesiątych urodzin. Teraz to czuje się już jak dorosła dziewczynka, która może zawojować świat. Rodzice z tak okrągłego święta wyprawili jej huczne urodziny.
Mama Zosi, Aleksandra zaczęła organizować wszystko już trzy miesiące przed datą jej urodzin. Najważniejsze i najtrudniejsze było wynajęcie odpowiedniej sali, która spełniała by wszystkie wymagania córki.
Zosia zapragnęła, aby sala była bardzo kolorowa, gdzie będzie można znaleźć kącik z małymi krzesełkami i stolikami dla jej gości, zjeżdżalnie, która kończyła by się w basenie z piłeczkami, kącik z grami planszowymi, puzzlami lub Zootopia gra Piotruś. Musi być pełno balonów pod sufitem i dwoma clownami, którzy będą towarzyszyć podczas zabawy dzieciom.
Długie poszukiwania w końcu przyniosły efekt, mama znalazła sale zabaw dla dzieci, gdzie można urządzać podobne imprezy.
Pani Aleksandra zaczęła zapraszać gości. Oj lista z dnia na dzień stawała się dłuższa i dłuższa. Zebrało się troszkę rodziny, znajomych i oczywiście kolegów i koleżanek solenizantki.
Do całego szczęścia zostało wymyślenie menu i najważniejsze prezentu od rodziców dla Zosi.
W dniu urodzin Zosia od rana już się szykowała, była bardzo podekscytowana. Wszystko musiało się udać, nic nie mogło nie pójść nie tak po jej myśli. Gdy godzina rozpoczęcia zbliżała się, rodzice wzięli solenizantkę i pojechali z nią na sale gdzie czekali na nią goście.
Zosia bawiła się wyśmienicie.
Powiedziała, że nigdy ni zapomni tego dnia i swój prezent jaki dostała od rodziców będzie szanować i o niego dbać.
. Musi być pełno balonów pod sufitem i dwoma clownami, którzy będą towarzyszyć podczas zabawy dzieciom.
Długie poszukiwania w końcu przyniosły efekt, mama znalazła sale zabaw dla dzieci, gdzie można urządzać podobne imprezy.
Pani Aleksandra zaczęła zapraszać gości. Oj lista z dnia na dzień stawała się dłuższa i dłuższa. Zebrało się troszkę rodziny, znajomych i oczywiście kolegów i koleżanek solenizantki.
Do całego szczęścia zostało wymyślenie menu i najważniejsze prezentu od rodziców dla Zosi.
W dniu urodzin Zosia od rana już się szykowała, była bardzo podekscytowana. Wszystko musiało się udać, nic nie mogło nie pójść nie tak po jej myśli. Gdy godzina rozpoczęcia zbliżała się, rodzice wzięli solenizantkę i pojechali z nią na sale gdzie czekali na nią goście.
Zosia bawiła się wyśmienicie.
Powiedziała, że nigdy ni zapomni tego dnia i swój prezent jaki dostała od rodziców będzie szanować i o niego dbać.
Mama Zosi, Aleksandra zaczęła organizować wszystko już trzy miesiące przed datą jej urodzin. Najważniejsze i najtrudniejsze było wynajęcie odpowiedniej sali, która spełniała by wszystkie wymagania córki.
Zosia zapragnęła, aby sala była bardzo kolorowa, gdzie będzie można znaleźć kącik z małymi krzesełkami i stolikami dla jej gości, zjeżdżalnie, która kończyła by się w basenie z piłeczkami, kącik z grami planszowymi, puzzlami lub
No to mała Zosia nie jest już taka mała. Doczekała się w końcu swych dziesiątych urodzin. Teraz to czuje się już jak dorosła dziewczynka, która może zawojować świat. Rodzice z tak okrągłego święta wyprawili jej huczne urodziny.
Mama Zosi, Aleksandra zaczęła organizować wszystko już trzy miesiące przed datą jej urodzin. Najważniejsze i najtrudniejsze było wynajęcie odpowiedniej sali, która spełniała by wszystkie wymagania córki.
Zosia zapragnęła, aby sala była bardzo kolorowa, gdzie będzie można znaleźć kącik z małymi krzesełkami i stolikami dla jej gości, zjeżdżalnie, która kończyła by się w basenie z piłeczkami, kącik z grami planszowymi, puzzlami lub Zootopia gra Piotruś. Musi być pełno balonów pod sufitem i dwoma clownami, którzy będą towarzyszyć podczas zabawy dzieciom.
Długie poszukiwania w końcu przyniosły efekt, mama znalazła sale zabaw dla dzieci, gdzie można urządzać podobne imprezy.
Pani Aleksandra zaczęła zapraszać gości. Oj lista z dnia na dzień stawała się dłuższa i dłuższa. Zebrało się troszkę rodziny, znajomych i oczywiście kolegów i koleżanek solenizantki.
Do całego szczęścia zostało wymyślenie menu i najważniejsze prezentu od rodziców dla Zosi.
W dniu urodzin Zosia od rana już się szykowała, była bardzo podekscytowana. Wszystko musiało się udać, nic nie mogło nie pójść nie tak po jej myśli. Gdy godzina rozpoczęcia zbliżała się, rodzice wzięli solenizantkę i pojechali z nią na sale gdzie czekali na nią goście.
Zosia bawiła się wyśmienicie.
Powiedziała, że nigdy ni zapomni tego dnia i swój prezent jaki dostała od rodziców będzie szanować i o niego dbać.
. Musi być pełno balonów pod sufitem i dwoma clownami, którzy będą towarzyszyć podczas zabawy dzieciom.
Długie poszukiwania w końcu przyniosły efekt, mama znalazła sale zabaw dla dzieci, gdzie można urządzać podobne imprezy.
Pani Aleksandra zaczęła zapraszać gości. Oj lista z dnia na dzień stawała się dłuższa i dłuższa. Zebrało się troszkę rodziny, znajomych i oczywiście kolegów i koleżanek solenizantki.
Do całego szczęścia zostało wymyślenie menu i najważniejsze prezentu od rodziców dla Zosi.
W dniu urodzin Zosia od rana już się szykowała, była bardzo podekscytowana. Wszystko musiało się udać, nic nie mogło nie pójść nie tak po jej myśli. Gdy godzina rozpoczęcia zbliżała się, rodzice wzięli solenizantkę i pojechali z nią na sale gdzie czekali na nią goście.
Zosia bawiła się wyśmienicie.
Powiedziała, że nigdy ni zapomni tego dnia i swój prezent jaki dostała od rodziców będzie szanować i o niego dbać.
piątek, 30 września 2016
Biwak
Mnóstwo przygotowań, planowania, pakowania i stało się. wspólny biwak naszej rodzinki. Pierwszy w życiu dlatego tak ekscytujący. Pierwsza atrakcją dla naszych niesfornych dzieciaków był kompleks basenów z ogromną zjeżdżalni, tam się wyszalały i wyzbyły zdecydowanie większą część codziennej dawki energii. Po basenie okazało się, że mam w domu dwa ogromne głodomory, Kasia i Jacek namówili mnie na niezdrowe jedzenie w jednym z najbardziej znanych fast food'ów. Nadal jestem pod wrażeniem ile są w stanie zjeść moje dzieci, choć mój mąż wcale nie jest gorszy od nich. Po ogromnym obiedzie wybraliśmy się na spokojniejszą rozrywkę, poszliśmy do kina. Dzieci wybrały Horoskop- talia tematyczna i Horoskop- talia tematyczna. Dzieciaki oglądały z zaciekawieniem bardzo przyjemny film a my z mężem mogliśmy trochę odetchnąć po pełnym wrażeń przedpołudniem. Film był pełen pięknych i magicznych postaci, bardzo polecam dla dzieci. Świetnie zrealizowany pod kątem dzieci właśnie, mnóstwo barwnych postaci, dialogi pomiędzy postaciami pouczające i przyjazny morał na zakończenie. nie chcę opowiadać historii ze wszystkimi szczegółami, bo warto by każdy sam obejrzał tą bajkę z dziećmi i mógł sam ją ocenić. Po wyjściu z kina prężnie podążyliśmy ku wyjściu, ale dzieciaki siłą zaciągnęły nas do sklepu z zabawkami. Powodem była wystawa sklepowa,na której znajdowały się zabawki w tematyce filmowej.. Bardzo sprytne posunięcie właściciela sklepu. Dzieciaki zachwycone filmem nie mogły się oprzeć zabawkom. Kasia wybrała sobie puzzle "przyjaciele z Krainy Lodu" przedstawiające główną bohaterkę bajecznej krainy a Jacek gre planszową o tytułowej nazwie filmu tj.: Memos -Kraina Lodu". Kupiliśmy z mężem gry dla dzieci,żeby miały pamiątkę z naszej wycieczki, poza tym to był świetny element przetargowy na kolejny dzień. Tego dnia było już za poźno by zagrać w gry dzieci, musiały być grzeczne by móc zacząć dzień nastepny od tej czynności. Dzieci były posłuszne, więc zgodnie z obietnica następnego dnia, zaraz po śniadaniu, zabrały się najpierw za układanie puzzli a potem za gre planszową. Cały dzień gralismy razem z dziećmi na stoliczku wystawionym przed domkiem, na swiezym powietrzu. Całą rodziną świetnie sie bawiliśmy dzięki temu,że znaliśmy film i mogliśmy dodatkowo dzielić się swoimi odczuciami do różnych postaci i sytuacji ukazanych na ekranie. To był naprawdę przemiły weekend, trafiony pomysł na film a także pomysł dzieci na zakup tych gier.
Gry planszowe dla dziadka
Nasz kochany dziadek mimo swojego wieku świetnie radzi sobie w życiu codziennym. Postanowił sam wybrać się do sanatorium, aby troszkę zregenerować siły. Wybierając termin nie spodziewał się, że powrót wypadnie w jego urodziny. Zorganizowaliśmy mu przyjęcie niespodziankę. W sanatorium przekazał nam nowinę, że wciągał się w nowe hobby jakim były gry planszowe. Bardzo mu pomagały.Nie jest już taki nerwowy, wycisza się, Poprzez gry poznał i odnowił swoje znajomości ze swymi znajomymi, maja idealną rzecz, która ich łączy. Ćwiczy są cierpliwość a jego znajomi chętnie przychodzą do dziadka i grają z nim w gry planszowe. Można powiedzieć, że stał się dusza towarzystwa. Poznał nowych znajomych, którzy tak jak on podzielali jego pasję do gier planszowych lub puzzli.
Na urodzinowa imprezę przyszło wiele znajomych między prezentami znalazł wiele przydatnych rzeczy jak i gry planszowe oraz puzzle z wieloma elementami.
Któregoś dnia zastaliśmy dziadka w pokoju gdzie wszędzie na meblach były rozłożone puzzle i gry planszowe a na podłodze wiele rozpoczętych obrazów, które układał z puzzli. Wszyscy byli zaskoczeni jak puzzle go wciągnęły. Miał swoje zajęcie, które pochłonęło go całkowicie. Oczywiście bardzo się z tego cieszyliśmy, że mógł oddać się takiemu zajęciu, które tak dobrze wpływało na jego zdrowie i samopoczucie.
Dziadek zmniejszył oglądanie telewizji, ponieważ często się denerwował, a przy grach planszowych i przy puzzlach potrafił się zrelaksować. Dzięki temu spędzał mile czas nie tylko sam czy z kolegami, ale wciągnął w to swego wnuka Mateusza, który ma 11 lat.
Wspólne spędzanie czasu z wnukiem, pozwoliło mu złapać dobry kontakt z młodymi ludźmi, a nasz syn złapał świetny kontakt z dziadkiem i również jego czas spędzony przy telewizorze i komputerze ograniczył się do minimum.
Po tych wszystkich układankach dziadek zebrał niemałą kolekcję obrazów, stworzonych z puzzli. Wiele z nich wsi u niego w pokoju, gdzie zawsze bardzo chętnie zaprasza swych znajomych i chwali się swymi osiągnięciami w tej dziedzinie.
Któregoś dnia zastaliśmy dziadka w pokoju gdzie wszędzie na meblach były rozłożone puzzle i gry planszowe a na podłodze wiele rozpoczętych obrazów, które układał z puzzli. Wszyscy byli zaskoczeni jak puzzle go wciągnęły. Miał swoje zajęcie, które pochłonęło go całkowicie. Oczywiście bardzo się z tego cieszyliśmy, że mógł oddać się takiemu zajęciu, które tak dobrze wpływało na jego zdrowie i samopoczucie.
Dziadek zmniejszył oglądanie telewizji, ponieważ często się denerwował, a przy grach planszowych i przy puzzlach potrafił się zrelaksować. Dzięki temu spędzał mile czas nie tylko sam czy z kolegami, ale wciągnął w to swego wnuka Mateusza, który ma 11 lat.
Wspólne spędzanie czasu z wnukiem, pozwoliło mu złapać dobry kontakt z młodymi ludźmi, a nasz syn złapał świetny kontakt z dziadkiem i również jego czas spędzony przy telewizorze i komputerze ograniczył się do minimum.
Po tych wszystkich układankach dziadek zebrał niemałą kolekcję obrazów, stworzonych z puzzli. Wiele z nich wsi u niego w pokoju, gdzie zawsze bardzo chętnie zaprasza swych znajomych i chwali się swymi osiągnięciami w tej dziedzinie.
Czas nie starcony
Aby nie zaniedbywać więzów rodzinnych spotykamy się w gronie rodzinnym staramy się zagospodarować czas w miarę konstruktywnie. Przed każdym spotkaniem ustalamy kto przynosi grę ze sobą oraz czy ma to być gra planszowa czy też puzzle lub klocki. Pamiętamy oczywiście o tym,że poziom trudności gry musi być dostosowany do wieku i umiejętności naszych dzieci. Chodzi o to by wszyscy brali czynny udział w zabawie i każdy mógł się dobrze bawić. Czasem dzielimy się na grupy tak by każde dziecko miało dorosłego w drużynie, wtedy gra jest jeszcze bardziej ciekawa. Choć zdarzało się też i tak, że to grupa dzieci przeciwko dorosłym wygrywała. Dzieci mają dużą wyobraźnię, spryt i bystrość umysłu. Niejeden dorosły mógłby się spalić ze wstydu przy pomysłach dzieci. Pewnej niedzieli, którą osobiście bardzo dobrze i mile zapamiętałam spotkaliśmy się z moimi rodzicami, zazwyczaj konserwatywni i mało aktywni we wszelako pojętych rozrywkach ludzie. Aby im ułatwić zadanie pozwoliłam im wybrać gre, z którą się u nas pojawią. Rodzice wybrali grę o nazwie: Piotruś. Dla nas było to bardzo fajne rozwiązanie gdyż dzieciaki miały już styczność z tą grą gdyż kilka dni wcześniej grały w grę i układał puzzle, w wersję gry przeznaczoną dla młodszych dzieci, ze względu na ich młodszych kolegów. Gra zakupiona przez rodziców okazała się więc świetnym trafem. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się takiegu przebiegu wydarzeń. Po przyjeździe rodzicow najpierw zjedliśmy razem obiad a następnie przy kawie i herbacie zabraliśmy sie za czytanie instrukcji gry i ustalanie szczegółowych zasad gry. Juz na tym etapie było dużo śmiechu i zabawy. Gdy już ustaliliśmy zasady gry i podział na drużyny zaczęliśmy grać. Kazda z drużyn miała czas, że była na prowadzeniu ale chwile potem już inna drużyna wychodziła na prowadzenie. Tym sposobem gra 5 sekund dała nam wiele emocji. Dzieci próbowały oszukiwać, żeby przechytrzyć rywali. Dorośli natomiast układali sobie różne cele strategiczne. Każdy na swój sposób próbował obrać drogę strategiczną do wygrania tej gry. Ostatecznie wygrał dziadek z wnuczkiem. Moim zdaniem jednak wszyscy byli wygrani, bo niedziela byla spedzona w cieplym gronie rodziny, mogliśmy się bardziej zintegrować i poświęcić sobie czas, którego tak mało jest w ciągu tygodnia. Dziadkowie już sie zapowiedzieli na kolejna niedziele, babcia powiedziała, że koniecznie musi sie odegrać i następnym razem wygra z dziadkiem. Jak się okazuje rodzice mają jeszcze wiele pozostałości z dzieciństwa, ktore warto pobudzić.
Nowoczesne zabaki
Jako przykładna matka postanowiłam wychowywać moje dziecko w wierze, że dziecko wynagrodzone dobrze i z głową będzie dobrze się rozwijać. Więc zaplanowałam kupić mu mały prezencik za dobre oceny. Bardzo dobrze znam mojego syna ale zawsze mam problem z doborem odpowiedniego prezentu dla niego. Trudno mi określić czym najbardziej lubią się bawić dzieci w wieku mojego syna. Mój Max ma 10 lat i ciągle mi powtarza, że jest dużym chłopcem, ja natomiast wiem, że to jeszcze dziecko i jeszcze dużo czasu minie nim dorośnie. Pani w sklepie doradziła mi zatem abym kupiła zabawkę elektroniczną na wzór gadżetów dla dorosłych mężczyzn. Zastanawiałam się nad Dory wśród meduz lub gra Piotruś. Pani jednak przyniosła mi nowoczesny zegarek dla dzieci. Na pierwszy rzut oka wydawał się być zwyczajny ale ku mojemu zdziwieniu miał mnóstwo ciekawych opcji. Zegarek VTech-Kidizoom Smart Watch ma przeróżne opcje wykorzystania. Główna funkcja zegarka to oczywiście zegarek, można sobie ustawić ulubioną tapetę wyświetlania i tarczę, datę a także stoper. Dzieci często bawią się w gry na czas, więc uważam, że jest to świetne rozwiązanie. co więcej zegarek ten posiada opcje robienia zdjęć i nagrywania. Nieprawdopodobne! Zegarek wygląda bardzo zwyczajnie i prosto a można nim robić zdjęcia a nawet nagrywać krótkie filmy. Dzieciaki mogą uwiecznić wyjątkowe wydarzenia w szkole, po szkole czy na wycieczce. Nie trzeba im dawać drogich aparatów i obawiać sie, że się zniszczą lub zagubią. Zegarek ten posiada również dyktafon, mój Max będzie mógł robić szybkie notatki.. to dla niego świetne rozwiązanie, zawsze zapomina przekazać mi co Pani mówiła w szkole by przekazać rodzicom, teraz będzie mógł sobie nagrać krótką notatkę głosową, którą później odtworzy w domu. Kupilam ten zegarek, Max był bardzo zadowolony z prezentu. Zegarek nosi codziennie do szkoły. Po powrocie codziennie przychodzi się pochwalić swoimi zdjęciami, co zrobił na plastyce cz też jak sie bawił z kolegami. Ja jestem bardzo zadowolona z zegarka VTech-Kidizom Smart Watch, ponieważ w końcu udało mi się kupić coś trafionego dla syna, z czego jest bardzo zadowolony a poza tym jego zegarek przydaje mi się czasem na zakupach ;)
Smutek i tęsknota
Czas spędzony za granicą bez rodziny i mi daję się we znaki. Czuje czasami pustkę i smutek. Dlatego od dłuższego czasu starałam się oszczędzać pieniążki, aby kupić sobie bilet, który w tym okresie nie jest tani. Gdy zaczyna się przedświąteczny okres, gdy wszystkie sklepy i witryny są przystrojone w choinki, bombki i mikołaje człowiek ''zatapia'' się w ich blasku. Tak działa magia świąt. Wszyscy stają się dla siebie życzliwsi, każdy z uśmiechem na twarzy podchodzi do drugiego człowieka. Choinka, światełka, przybrane witryny w sklepach tworzą magię świąt.
Przed wyjazdem a raczej wylotem trzeba wszystko jakoś upchać do jednej walizki, bo takie są niestety wymogi linii lotniczych. Och żeby to było takie proste. Ubrania plus prezenty dla 3 osób zajmują trochę miejsca i troszkę ważą. No ale jak tu nie kupować prezentów jak obdarowywanie jest takie przyjemne. Uśmiech na twarzy jest później bezcenny.
Wszystko przygotowane, bilety kupione, walizka spakowana (o dziwo wszystko się zmieściło). Jak to mówią komu w drogę temu czas.
Droga na lotnisko ciągła się niemiłosiernie. Korki, śnieg, samochodów od groma wszędzie. Dotarłam na lotnisko, szukam swego wejścia na odprawę. Myślę jeszcze tylko odprawa przed wlotem i już jedną nogą jestem w Polsce, u rodzinki. Jak to bywa w tym okresie ludzi oczywiście i na lotnisku pełno. Wszystko ciągło się jak '' flaki z olejem''. W końcu siedzę w samolocie, myślę kto to usiądzie koło mnie, w duszy mam nadzieję, aby to nie było małe dziecko, bo z nimi to różnie bywa, bo to jednak godzinny lot samolotem. Na szczęście usiadło starsze małżeństwo. Podczas lotu przeprowadziliśmy miłą rozmowę, trochę powiedzieli o sobie, że lecą do wnuczków na święta. Pierwsze odwiedziny w Polsce od wielu lat. Dla nich to dopiero było przeżycie.
Lot przebiegł bezproblemowo. Lądowanie, kontrola paszportowa i oczekiwanie na bagaż. Och, oby mój bagaż był cały i w nim cała zawartość. Nareszcie wszystko mam, teraz w drogę na przywitanie rodzinki. Przyjechali po mnie mama z tata, brat z synkiem. Urwis mały. Po wszystkich uściskach i całusach udaliśmy się do samochodu. Synek od brata nie mógł dłużej już wytrzymać i w końcu zapytał. Ciociu, ciociu co mi przywiozłaś? Jak to z takimi dziećmi bywa, mówię mu: '' Antoś mam dla ciebie paczuszkę od świętego Mikołaja, a w niej same zabawki i mnóstwo słodyczy. Rozpakowywanie prezentów zajęło im dosłownie chwilkę. Kupiłam na stronie internetowej znanej firmy gry i puzzle. Zdecydowałam się na Avengers - Puzzle Magic Decor, 5 sekund Junior-gra planszowa i 5 sekund-gra planszowa. Wydaję mi się, że są tam min. puzzle dla dzieci takich jak ty, słodkie czekolady i gry planszowe.'' Co to była za radość podczas rozpakowywania prezentów. Każdy na szczęście był zadowolony, a ja na długi czas nie zapomnę tych świąt spędzonych z rodzina. Na nic bym tego nie zamieniła.
Przed wyjazdem a raczej wylotem trzeba wszystko jakoś upchać do jednej walizki, bo takie są niestety wymogi linii lotniczych. Och żeby to było takie proste. Ubrania plus prezenty dla 3 osób zajmują trochę miejsca i troszkę ważą. No ale jak tu nie kupować prezentów jak obdarowywanie jest takie przyjemne. Uśmiech na twarzy jest później bezcenny.
Wszystko przygotowane, bilety kupione, walizka spakowana (o dziwo wszystko się zmieściło). Jak to mówią komu w drogę temu czas.
Droga na lotnisko ciągła się niemiłosiernie. Korki, śnieg, samochodów od groma wszędzie. Dotarłam na lotnisko, szukam swego wejścia na odprawę. Myślę jeszcze tylko odprawa przed wlotem i już jedną nogą jestem w Polsce, u rodzinki. Jak to bywa w tym okresie ludzi oczywiście i na lotnisku pełno. Wszystko ciągło się jak '' flaki z olejem''. W końcu siedzę w samolocie, myślę kto to usiądzie koło mnie, w duszy mam nadzieję, aby to nie było małe dziecko, bo z nimi to różnie bywa, bo to jednak godzinny lot samolotem. Na szczęście usiadło starsze małżeństwo. Podczas lotu przeprowadziliśmy miłą rozmowę, trochę powiedzieli o sobie, że lecą do wnuczków na święta. Pierwsze odwiedziny w Polsce od wielu lat. Dla nich to dopiero było przeżycie.
Lot przebiegł bezproblemowo. Lądowanie, kontrola paszportowa i oczekiwanie na bagaż. Och, oby mój bagaż był cały i w nim cała zawartość. Nareszcie wszystko mam, teraz w drogę na przywitanie rodzinki. Przyjechali po mnie mama z tata, brat z synkiem. Urwis mały. Po wszystkich uściskach i całusach udaliśmy się do samochodu. Synek od brata nie mógł dłużej już wytrzymać i w końcu zapytał. Ciociu, ciociu co mi przywiozłaś? Jak to z takimi dziećmi bywa, mówię mu: '' Antoś mam dla ciebie paczuszkę od świętego Mikołaja, a w niej same zabawki i mnóstwo słodyczy. Rozpakowywanie prezentów zajęło im dosłownie chwilkę. Kupiłam na stronie internetowej znanej firmy gry i puzzle. Zdecydowałam się na Avengers - Puzzle Magic Decor, 5 sekund Junior-gra planszowa i 5 sekund-gra planszowa. Wydaję mi się, że są tam min. puzzle dla dzieci takich jak ty, słodkie czekolady i gry planszowe.'' Co to była za radość podczas rozpakowywania prezentów. Każdy na szczęście był zadowolony, a ja na długi czas nie zapomnę tych świąt spędzonych z rodzina. Na nic bym tego nie zamieniła.
Przewrażliwiona mama
Zdaję sobie sprawę, że czeka to i moje dziecko, ale taka jest kolej rzeczy. Chodzi mi wszelakie egzaminy. Ja to już się martwię jak sobie poradzi, jak będzie się stresować bidulka moja. Matki to chyba zawsze są przewrażliwione. Podczas gdy egzaminy w szkole u Mai się zaczną ich parę dni w szkole będzie bardzo miło wyglądało.
Nie dawno w szkołach podstawowych odbyły się egzaminy końcowe klas 6. Jest to ich pierwszy egzamin w życiu, dzięki któremu dowiedzą się ile zdołali się nauczyć w ciągu tych 6 lat. Można stwierdzić, że to ich pierwszy egzamin w życiu, pierwsze takie przeżycie i doświadczenie. Dlatego też nauczyciele zorganizowali dzieciom klas od 1 do 3 zajęcia poza lekcyjne, aby szósto klasiści mieli ciszę i spokój podczas próbnych egzaminów i aby przyzwyczaili się do wszystkich warunków panujących podczas państwowych egzaminów. Panie nauczycielki zaprosiły dzieci na boisko szkolne gdzie zorganizowały im wiele gier towarzyskich. Dzieci wspaniałe się bawiły, pogoda akurat dopisała więc zabawy było co nie miara. Każda klasa miała swoją cześć plac, aby nikt się nie kłócić i sobie nie dokuczał. Po jakiejś pół godzinie pierwsze klasy przeszły świetlicę, reszta dzieci została jeszcze na placu zabaw. Starsze chętne dzieci, które zgłosiły się na ochotników, aby poukładać po przebytym egzaminie stoły i ławki z sali gimnastycznej, gdzie odbywał się próbny egzamin dla szóstoklasistów. Dzieci młodsze, przebywające na świetlicy rozkoszowały się zabawą z innymi dziećmi poprzez gry planszowe, całe mnóstwo zabawek i puzzli. Gdy młodszym klasistą zaczęło się już troszkę nudzić, panie postanowiły ustawić stoły na których znajdowały się puzzle takie jak Dory wśród meduz i karty Trefl. Zaproponowały, aby podzielić się na grupy i zorganizować teleturniej między klasami. Z każdej klasy wybrano kilka osób, które zasiadły przy stolikach. Mieli oni z zadanie na czas zbudować obraz z puzzli, które sobie wylosują. Klasa, która wygra otrzyma za nagrodę gry planszowe i wyjście do kina. Walka była zacięta i sprawiedliwa, dzieci, które wygrały otrzymały obiecaną nagrodę. Po powrocie do domu Maja doszła do wniosku, że takie zajęcia jak dziś mogły by się odbywać codziennie.
Nie dawno w szkołach podstawowych odbyły się egzaminy końcowe klas 6. Jest to ich pierwszy egzamin w życiu, dzięki któremu dowiedzą się ile zdołali się nauczyć w ciągu tych 6 lat. Można stwierdzić, że to ich pierwszy egzamin w życiu, pierwsze takie przeżycie i doświadczenie. Dlatego też nauczyciele zorganizowali dzieciom klas od 1 do 3 zajęcia poza lekcyjne, aby szósto klasiści mieli ciszę i spokój podczas próbnych egzaminów i aby przyzwyczaili się do wszystkich warunków panujących podczas państwowych egzaminów. Panie nauczycielki zaprosiły dzieci na boisko szkolne gdzie zorganizowały im wiele gier towarzyskich. Dzieci wspaniałe się bawiły, pogoda akurat dopisała więc zabawy było co nie miara. Każda klasa miała swoją cześć plac, aby nikt się nie kłócić i sobie nie dokuczał. Po jakiejś pół godzinie pierwsze klasy przeszły świetlicę, reszta dzieci została jeszcze na placu zabaw. Starsze chętne dzieci, które zgłosiły się na ochotników, aby poukładać po przebytym egzaminie stoły i ławki z sali gimnastycznej, gdzie odbywał się próbny egzamin dla szóstoklasistów. Dzieci młodsze, przebywające na świetlicy rozkoszowały się zabawą z innymi dziećmi poprzez gry planszowe, całe mnóstwo zabawek i puzzli. Gdy młodszym klasistą zaczęło się już troszkę nudzić, panie postanowiły ustawić stoły na których znajdowały się puzzle takie jak Dory wśród meduz i karty Trefl. Zaproponowały, aby podzielić się na grupy i zorganizować teleturniej między klasami. Z każdej klasy wybrano kilka osób, które zasiadły przy stolikach. Mieli oni z zadanie na czas zbudować obraz z puzzli, które sobie wylosują. Klasa, która wygra otrzyma za nagrodę gry planszowe i wyjście do kina. Walka była zacięta i sprawiedliwa, dzieci, które wygrały otrzymały obiecaną nagrodę. Po powrocie do domu Maja doszła do wniosku, że takie zajęcia jak dziś mogły by się odbywać codziennie.
Ogromne zaskoczenie
Człowiek mieszka w dużym mieście, często ludzie po prostu się
mijają. Nie zwracają uwagi na siebie. I jakie było moje
zaskoczenie, gdy wracając z zakupów spotkałam na swej drodze moją
koleżankę z dawnych, szkolnych lat Aleksandrę. Byłyśmy bardzo
zaskoczone tym spotkaniem. Ja przyznam się szczerze w pierwszej
chwili jej nie poznałam, lecz ona zauważyła mnie od razu. Nie
dość. Oj jak bardzo się ucieszyłam, gdy dowiedziałam się, że
będę mieć dobrą koleżankę tak blisko mojego mieszkania. Ona i
mąż mają bardzo dobrą prace i stać ich było na kupno domu.
Dobrze zarabiają i ich praca naprawdę jest warta tego czasu, który
niestety w nim spędzają, a jest to naprawdę duża ilość godzin
tygodniowo. Po całej przeprowadzce, która zajęła im naprawdę
dużo czasu i wysiłku, w końcu zostałam zaproszona wraz z moja
rodzina na tzw. parapetówkę. Cała impreza została zaplanowana na
najbliższy weekend majowy. Ola przedstawiła każdemu plan imprezy,
gdzie będzie zorganizowany grill. Gdy nadszedł dzień imprezy
wybraliśmy się z całą rodziną do nowych sąsiadów. Byliśmy
miło zaskoczeni ładnym domem i zadbanym trawnikiem, który w tak
krótkim czasie tak pięknie wyglądał jak i kwiatami wokół domu.
Mąż znajomej zaczyna rozpalać grilla a ja z sąsiadka
przygotowywałyśmy steki, szaszłyki, kiełbaski, sałatkę. W
miedzy czasie dzieci poszły do altanki gdzie zagrały sobie w grę
planszowy i puzzle, które wzięły ze sobą Barbie i jej super
przyjaciele - Puzzle 4w1, Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy
i – grę i Auta- color puzzle. Po jakimś czasie zostały zawołanie
do grilla i zaproponowali wszyscy, aby dzieci zaprosiły swych
tatusiów do zorganizowania wspólnych gier towarzyskich. I tak
zleciało oczekiwanie na przysmaki z grilla. Dzieci po chwilowym
szaleństwie wróciły do swoich zabaw a starsze dzieci do gier
planszowych a maluchy do puzzli dziecięcych. I tak spotykaliśmy sie
przynajmniej dwa razy w miesiącu, jak tylko pozwoliła nam na to
praca i ładna pogoda. Nasze dzieci bardzo sie polubiły, a my
mogłiśmy miło spędzić czas z dobrymi przyjaciółmi
Podwójne wydatki
Posiadanie
dwójki dzieci w obecnych czasach jest dość kosztowne, nie
wspominając, że dwója dzieci chodzi nadal do szkoły. I tak jak
przypuszczałam przyszedł czas na wycieczkę szkolną. Niby to
wyjazd jednodniowy, ale pieniążki nie małe. Dzieci oczywiście nie
mogą się doczekać i od razu atakują nas zgodami do podpisu na
wyjazd. Oczywiście najważniejszą rzeczą będzie również
opłacenie wyjazdu, a tu dwójka dzieci więc i koszt robi się
podwójny. Dzieci są w tej samej klasie, ponieważ są bliźnakami
więc, to nie będzie taka łatwa decyzja. Trzeba by było
zorganizować podwójne pieniążki. Wycieczka
zaplanowana jest na 3 dni więc trzeba coś zapakować, bo nic
wie wiadomo jaka to będzie pogoda, a tym bardziej, że jadą
do Zakopanego. Oprócz potrzebnych rzeczy typu
ubrania, kosmetyki dzieci biorą również trochę gier planszowych i
zabawek. Dzieci kazały sobie zapakować 5 sekund Junior - grę
planszową, Farma - Puzzle Ramkowe i Avengers - Puzzle Magic Decor. I
teraz jak zmieścić te wszystkie rzeczy do torby? Musiał pomóc
tata, trochę siły i sprytu i dzieciaki były zapakowane. Marlena
dołożyła jeszcze pudełko puzzli. Dzień wycieczki szybko nadszedł
więc oboje wzięliśmy sobie wolne w pracy i odprowadziliśmy dzieci
na zbiórkę. Wszystko odbyło się sprawnie i bez problemów.
Zbiórka odbyła się rano więc został nam z mężem jeszcze cały
dzień. Postawiliśmy, że może wybierzemy się do kina, bo nie
trzeba się spieszyć do domu, więc seans wieczorem był bardzo
dobrym pomysłem. W ciągu dnia poszliśmy na obiad, na który jak
zwykle nie było czasu w ciągu tygodnia, zawsze coś wypadało, jak
nie sprawy związane z dziećmi to praca. Wybraliśmy się na film z
serii horror. Seans zaczynał się o 17:00 więc ze wszystkimi
obowiązkami w domu uwinęliśmy się, aby zdążyć, ponieważ
tak długo zeszło nam czasu na obiedzie przy wspominaniu starych,
młodzieńczych lat. Film trwał dwie godziny, powiem szczerze, że
byłam przerażona nie na żarty. Jakieś biegające zombie i wirus,
który pochłonął cały świat, był naprawdę przerażający. Te
trzy dni spędzone tylko z mężem sprawiły, że naprawdę bardzo
odpoczęliśmy i zbliżyliśmy się do siebie. Trochę prywatności i
kolacje przy świecach działają bardzo relaksująco. Polecam
wysyłać dzieci na wycieczki :)
Zaskakujące rozpoczęcie roku
Wakacje już za nami, dzieci przyszykowane do pierwszego dnia
szkoły. Wyprawki zakupione, plecaki spakowane. Dla wielu z tych
uczniów dopiero rozpocznie się droga edukacji, która potrwa
jeszcze trochę ich życia. Szkoła do której wysłałam moje
dziecko bardzo miło mnie zaskoczyła, ponieważ postanowiła
zorganizować niecodzienne rozpoczecie nowego oku. Zorganizowali
gry, zabawy i konkursy, aby dziec nie były tak bardzo wystraszone.
Na
uroczystości pojawiły się wszystkie klasy; pierwsze, drugie,
trzecie, czwarte, piąte no i te najstarsze czyli szóste. Po
oficjalnej przemowie Pani dyrektor poproszono uczniów o ustawienie
się grupami, tj. klasami. W klasach pierwszych wychowawcy szybko
zebrali uczniów wg. listy gdyż dzieci nie wiedziały jeszcze do
ktorych klas należą. Po ustawieniu się uczniów w grupach
rozpoczęła sie kilku etapowa rozgrywka. Pierwszy etap polegał na
skakaniu na skakance, należało wykonać jak największą ilość
skoków bez przerwy. Do tej rywalizacji poproszono po pięciu
uczniów z kazdej klasy, a wynik uczniów z każdej klasy był
sumowany. Druga dyscypliną był bieg po wyznaczonym torze z
przeszkodami, liczył się najkrotszy czas. Wynik rowniez byl
sumowany jak w poprzedniej dyscyplinie,więc wszyscy musieli się
bardzo starać. Trzecim etapem było rozwiązywanie rebusów.
Rozwiązanie każdego dawało pięć punktow a było ich pięć, dla
każdego ucznia po jednym. Na koniec zawodów rywalizacje były
podliczane i wyłoniono zwycięzców z każdego roku. Najbardziej
zadowoleni byli pierwszoklasiści, którzy nie spodziewali się, że
będą tak dobrze się bawić już pierwszego dnia szkoły. Wszyscy
starli się aby dobrze zapamiętali ten dzień gdyż nie chcemy
aby się już od pierwszego dnia zrazili do nauki, która czeka ich
jeszcze przez pierwsze lata ich życia. Nagrodami w
zabawie były gry planszowe, dla dziewczynek; puzzle "Barbie"
oraz "Auta- talia tematyczna. Oczywiście, żeby nie było
pokrzywdzonych i niezadowolonych dzieci nagrody były dla
wszystkich. Po turnieju dzieci rozeszły się po klasach i tam
wychowawca rozdał im nagrody. Emocji było tak wiele,że dzieci nie
chciały słuchać pani gdy chciała omówić plan lekcji oraz
regulamin klasy na przyszły rok.
Kto inny jak nie mama
Mieszkam z mężem i
dziećmi za miastem. Przyznam szczerze, że wokół nas nie ma za
dużo innych domów więc moje dzieci nie maja za dużo znajomych w
swym wieku. Więc staramy się im ulepszyć im ten czas poprzez
jakieś gry, zabawy lub nowe zabawki. Trochę się tego nazbierało
więc muszę się oczywiście ja osobiście się za to zabrać no bo
kto inny jak nie mama.
Zaczęłam od strychu, bo tam
zbieraliśmy wszystkie nieużywane już zabawki. Sprzątanie samego
strychu zajęło mi dwa dni, rupieci się nabierało co nie miara i
zabawek niezła ilość. Teraz trzeba pomyśleć co z nimi zrobić. Niedawno wprowadziła się jedna rodzina z małymi dziećmi,
synkiem i córeczka. Postanowiłam ją przywitać wypiekami. Upiekłam
domową szarlotkę z cynamonem, to chyba każdy lubi więc może i
oni też. Zapukałam do ich drzwi, a oni byli mile zaskoczeni.
Przywitali nas ciepło, nas, ponieważ poszłam na przywitanie z mym
mężem. Zapoznanie się udało, bardzo mili ludzie. Młode
małżeństwo z córeczką o imieniu Basia. Odwiedzaliśmy
się w wolnym czasie, mieliśmy bardzo dobry kontakt. Wpadł mi do
głowy świetny pomysł, zabawki, które poznajdywałam, przekazać
małej Basi. Troszkę głupio było mi pytać czy przyjmą, ale
bardzo się ucieszyli i wzięli wszystkie. Do paczki włożyłam min.
karty, puzzle i Fisher price- gra Piotruś. Powiedziałam, że
moje dzieci są już prawie dorosłe i nie bawią się już zabawkami
czy grami planszowymi, a szkoda to wyrzucić jak może się jeszcze
komuś przydać. Moje dzieci nie miały nic przeciwko, aby przekazać
swoje zabawki dla małej Basi. Ucieszyli się, że ktoś jeszcze może
się nimi bawić i dbać o nie. Umówiłam się z mama Basi, że
przyjedzie samochodem do nas je odebrać. Nie dało się tego zabrać
do jednej reklamówki, więc potrzebny był transport. Ale się
zdziwiła, gdy zobaczyła jak dużo tego jest. Stwierdziła, że to
zdecydowanie za dużo dla jednego dziecka i wpadłyśmy na pomysł,
aby przekazać część tych zabawek do publicznego przedszkola,
gdzie chodzi jej córka. Nie zwlekając długo podzieliśmy zabawki i
pojechałyśmy do przedszkola i niespodzianką. Panie nauczycielki,
były w szoku, że są jeszcze takie osoby, które bezinteresownie
potrafią dzielić się prezentami. środa, 31 sierpnia 2016
Zbyt gorąco
Upał dawał się we znaki każdemu, człowiek ledwo mógł wysiedzieć w domu. Postanowiliśmy, że trzeba wyrwać się z domu i zrobić wypad na miasto. Nasza rodzina bardzo lubi aktywnie spędzać czas toteż postanowiliśmy wyjechać na biwak. Pierwsza atrakcją dla naszych niesfornych dzieciaków był kompleks basenów z ogromną zjeżdżalni, tam się wyszalały i wyzbyły zdecydowanie większą część codziennej dawki energii. Po basenie okazało się, że mam w domu dwa ogromne głodomory, Kasia i Jacek namówili mnie na niezdrowe jedzenie w jednym z najbardziej znanych fast food'ów. Nadal jestem pod wrażeniem ile są w stanie zjeść moje dzieci, choć mój mąż wcale nie jest gorszy od nich. Po ogromnym obiedzie wybraliśmy się na spokojniejszą rozrywkę, poszliśmy do kina. Dzieci wybrały film pod tytułem Avenges. Dzieciaki oglądały z zaciekawieniem bardzo przyjemny film a my z mężem mogliśmy trochę odetchnąć po pełnym wrażeń przedpołudniem. Film był pełen pięknych i magicznych postaci, bardzo polecam dla dzieci. Świetnie zrealizowany pod kątem dzieci właśnie, mnóstwo barwnych postaci, dialogi pomiędzy postaciami pouczające i przyjazny morał na zakończenie. nie chcę opowiadać historii ze wszystkimi szczegółami, bo warto by każdy sam obejrzał tą bajkę z dziećmi i mógł sam ją ocenić. Po wyjściu z kina prężnie podążyliśmy ku wyjściu, ale dzieciaki siłą zaciągnęły nas do sklepu z zabawkami. I wiedziałam, jak to się skończy Powodem była wystawa sklepowa, na której znajdowały się zabawki w tematyce filmowej.. Bardzo sprytne posunięcie właściciela sklepu. Dzieciaki zachwycone filmem nie mogły się oprzeć zabawkom. Kasia wybrała sobie puzzle "przyjaciele z Krainy Lodu" przedstawiające główną bohaterkę bajecznej krainy a Jacek gre planszową o tytułowej nazwie filmu tj.: Zootopia. Kupiliśmy z mężem gry dla dzieci,żeby miały pamiątkę z naszej wycieczki, poza tym to był świetny element przetargowy na kolejny dzień. Tego dnia było już za poźno by zagrać w gry dzieci, musiały być grzeczne by móc zacząć dzień nastepny od tej czynności. Już od samego rana słyszałam z mężem mamo kiedy zagramy, tato kiedy możemy zacząć.Dzieci były posłuszne, więc zgodnie z obietnica następnego dnia, zaraz po śniadaniu, zabrały się najpierw za układanie puzzli a potem za gre planszową. Cały dzień gralismy razem z dziećmi na stoliczku wystawionym przed domkiem, na swiezym powietrzu. Całą rodziną świetnie sie bawiliśmy dzięki temu,że znaliśmy film i mogliśmy dodatkowo dzielić się swoimi odczuciami do różnych postaci i sytuacji ukazanych na ekranie. To był naprawdę przemiły weekend, trafiony pomysł na film a także pomysł dzieci na zakup tych gier.
Czeamy na osiemnaście lat
Oj pamiętam gdy było się młodszym to chciało się być dorosłym. Człowiek nie mógł się doczekać gdy będzie już miał osiemnaście lat i odbierze swój dowód osobisty. Ja z moją koleżanka byłam dokładnie taka. Chodziłyśmy wprawdzie dopiero do gimnazjum, ale jakie był nasze oburzenie, że pani ze szkoły zadała nam tak dziecinne zadanie.
Alicja i jej najlepsza przyjaciółka Maja miały do wykonania projekt na historię. Polegał on na tym, żeby z kilku starych przedmiotów zrobić jeden nowy wynalazek XXI wieku. Na miejsce poszukiwań wybrały strych Alicji. Znalazły tam przeróżne stare obrazy, wykrzywiony widelec, jakieś klocki, gry planszowe Avenges i Zootopia po jej młodszym braciszku i pękniętą piłkę do grania w nogę. Wydawało się, że mogą z tego zrobić widelec obłożony klockami, który mógłby być rakietą kosmiczną, albo obraz z ramą z piłki jako małe kino domowe. Ale dziewczynkom te pomysły wydały się zbyt nudne, jak na 5 klasę. Wracały już do domu, gdy Maja zauważyła na schodku parę dziurawych czerwonych skarpetek w kolorowe ciapki i nagle ją olśniło:
- Możemy zrobić z tych skarpetek ciepłe ogrzewacze do rąk!
Od razu wzięły się do pracy. Alicja przyniosła nitki i drobną igiełkę, a Maja dzbanek gorącej wody i dziwną gumową poduszeczkę, taką jak ma pani pielęgniarka w szkole - tylko ona ma ją z lodem. Po skończonej pracy dziewczynki wraz z psem Alicji Galeryjką wyszły na długi jesienny spacer.
Następnego dnia przyniosły do szkoły ciepłe, zacerowane ładnie skarpetko-ogrzewacze. Oczywiście dostały obie 5 z dużymi plusami. Po powrocie do domu Alicja zobaczyła krzątającą się po korytarzu babcię Gosię.
- Babciu czy coś się stało?
- Nie, wszystko dobrze.
- Popatrz babciu, jaki wykonałyśmy z Mają projekt.
- Ojej, to moje skarpetki, wszędzie ich szukałam!
- O nie.
- Nie przejmuj się, o ale ładnie mi je zaszyłaś. Dziękuję.
Alicja miała wyzuty sumienia, że zabrały rzeczy babci bez jej wiedzy i zgody. Chciała jej to jakoś wynagrodzić i postanowiła, że ich praca szkolna, za którą otrzymały 5 przekaże swe babci, której na pewno taki prezent się przyda.
Doszyła do skarpet trzy kolorowe guziczki, które idealnie komponowały się z czerwienią skarpet.
Zapakowały je w ładny papier ozdobny i postanowiła wręczyć je babci na drugi dzień. Gdy wróciła ze szkoły pobiegła do swego pokoju, wyjęła z szafy małe zawiniątko i wręczyła je babci.
Babcia niczego nie świadoma bardzo podziękowała wnuczce i przyjęła prezent. Po rozpakowaniu była bardzo ucieszona, a zarazem wzruszona. Zima była za pasem więc wiedziała, że taki prezent na pewno się jej przyda.
Alicja i jej najlepsza przyjaciółka Maja miały do wykonania projekt na historię. Polegał on na tym, żeby z kilku starych przedmiotów zrobić jeden nowy wynalazek XXI wieku. Na miejsce poszukiwań wybrały strych Alicji. Znalazły tam przeróżne stare obrazy, wykrzywiony widelec, jakieś klocki, gry planszowe Avenges i Zootopia po jej młodszym braciszku i pękniętą piłkę do grania w nogę. Wydawało się, że mogą z tego zrobić widelec obłożony klockami, który mógłby być rakietą kosmiczną, albo obraz z ramą z piłki jako małe kino domowe. Ale dziewczynkom te pomysły wydały się zbyt nudne, jak na 5 klasę. Wracały już do domu, gdy Maja zauważyła na schodku parę dziurawych czerwonych skarpetek w kolorowe ciapki i nagle ją olśniło:
- Możemy zrobić z tych skarpetek ciepłe ogrzewacze do rąk!
Od razu wzięły się do pracy. Alicja przyniosła nitki i drobną igiełkę, a Maja dzbanek gorącej wody i dziwną gumową poduszeczkę, taką jak ma pani pielęgniarka w szkole - tylko ona ma ją z lodem. Po skończonej pracy dziewczynki wraz z psem Alicji Galeryjką wyszły na długi jesienny spacer.
Następnego dnia przyniosły do szkoły ciepłe, zacerowane ładnie skarpetko-ogrzewacze. Oczywiście dostały obie 5 z dużymi plusami. Po powrocie do domu Alicja zobaczyła krzątającą się po korytarzu babcię Gosię.
- Babciu czy coś się stało?
- Nie, wszystko dobrze.
- Popatrz babciu, jaki wykonałyśmy z Mają projekt.
- Ojej, to moje skarpetki, wszędzie ich szukałam!
- O nie.
- Nie przejmuj się, o ale ładnie mi je zaszyłaś. Dziękuję.
Alicja miała wyzuty sumienia, że zabrały rzeczy babci bez jej wiedzy i zgody. Chciała jej to jakoś wynagrodzić i postanowiła, że ich praca szkolna, za którą otrzymały 5 przekaże swe babci, której na pewno taki prezent się przyda.
Doszyła do skarpet trzy kolorowe guziczki, które idealnie komponowały się z czerwienią skarpet.
Zapakowały je w ładny papier ozdobny i postanowiła wręczyć je babci na drugi dzień. Gdy wróciła ze szkoły pobiegła do swego pokoju, wyjęła z szafy małe zawiniątko i wręczyła je babci.
Babcia niczego nie świadoma bardzo podziękowała wnuczce i przyjęła prezent. Po rozpakowaniu była bardzo ucieszona, a zarazem wzruszona. Zima była za pasem więc wiedziała, że taki prezent na pewno się jej przyda.
Nowa pasja
Zbliża się wrzesień a z nim urodziny mojego dziadka. Jak na razie dziadek jest w sanatorium i tam się kuruje. A my korzystając z jego nieobecności chcemy zorganizować mu przyjęcie urodzinowe niespodziankę. Z rozmów telefonicznych starałam się wyciągnąć od niego co go teraz interesuje i okazało się, że jego nową pasją sa gry planszowe. Dzięki takim grom planszowym zmienił się na lepsze, pozwoliły mu lepiej rozwijać swoja pamięć i bardziej się skupiać. Nie jest już taki nerwowy, wycisza się, Poprzez gry poznał i odnowił swoje znajomości ze swymi znajomymi, maja idealną rzecz, która ich łączy. Ćwiczy są cierpliwość a jego znajomi chętnie przychodzą do dziadka i grają z nim w gry planszowe. Można powiedzieć, że stał się dusza towarzystwa. Poznał nowych znajomych, którzy tak jak on podzielali jego pasję do gier planszowych lub puzzli.
Na urodzinowa imprezę przyszło wiele znajomych między prezentami znalazł wiele przydatnych rzeczy jak i gry planszowe oraz puzzle z wieloma elementami.
Któregoś dnia zastaliśmy dziadka w pokoju gdzie wszędzie na meblach były rozłożone puzzle i gry planszowe a na podłodze wiele rozpoczętych obrazów, które układał z puzzli. Wszyscy byli zaskoczeni jak puzzle go wciągnęły. Miał swoje zajęcie, które pochłonęło go całkowicie. Oczywiście bardzo się z tego cieszyliśmy, że mógł oddać się takiemu zajęciu, które tak dobrze wpływało na jego zdrowie i samopoczucie.
Dziadek zmniejszył oglądanie telewizji, ponieważ często się denerwował, a przy grach planszowych i przy puzzlach potrafił się zrelaksować. Dzięki temu spędzał mile czas nie tylko sam czy z kolegami, ale wciągnął w to swego wnuka Mateusza, który ma 11 lat.
Wspólne spędzanie czasu z wnukiem, pozwoliło mu złapać dobry kontakt z młodymi ludźmi, a nasz syn złapał świetny kontakt z dziadkiem i również jego czas spędzony przy telewizorze i komputerze ograniczył się do minimum.
Po tych wszystkich układankach dziadek zebrał niemałą kolekcję obrazów, stworzonych z puzzli. Wiele z nich wsi u niego w pokoju, gdzie zawsze bardzo chętnie zaprasza swych znajomych i chwali się swymi osiągnięciami w tej dziedzinie.
Któregoś dnia zastaliśmy dziadka w pokoju gdzie wszędzie na meblach były rozłożone puzzle i gry planszowe a na podłodze wiele rozpoczętych obrazów, które układał z puzzli. Wszyscy byli zaskoczeni jak puzzle go wciągnęły. Miał swoje zajęcie, które pochłonęło go całkowicie. Oczywiście bardzo się z tego cieszyliśmy, że mógł oddać się takiemu zajęciu, które tak dobrze wpływało na jego zdrowie i samopoczucie.
Dziadek zmniejszył oglądanie telewizji, ponieważ często się denerwował, a przy grach planszowych i przy puzzlach potrafił się zrelaksować. Dzięki temu spędzał mile czas nie tylko sam czy z kolegami, ale wciągnął w to swego wnuka Mateusza, który ma 11 lat.
Wspólne spędzanie czasu z wnukiem, pozwoliło mu złapać dobry kontakt z młodymi ludźmi, a nasz syn złapał świetny kontakt z dziadkiem i również jego czas spędzony przy telewizorze i komputerze ograniczył się do minimum.
Po tych wszystkich układankach dziadek zebrał niemałą kolekcję obrazów, stworzonych z puzzli. Wiele z nich wsi u niego w pokoju, gdzie zawsze bardzo chętnie zaprasza swych znajomych i chwali się swymi osiągnięciami w tej dziedzinie.
Czy ja sie tak starzeję
Czy ja się tak szybko starzeję czy ten czas tak szybko leci? Niedawno był święto Wszystkich świętych a już widać ozdoby choinkowe w sklepie. Boże jak ten czas szybko leci. Gwiazdka za pasem, w końcu dwaj bracia Antoś i Szymon się doczekali. Już nie mogą doczekać się gdy ich dom odwiedzi Święty Mikołaj. Już są w takim wieku, że wiedzą doskonale co i jak trzeba przygotować dla Mikołaja, aby odwiedzał ich co roku.
Każdy już czuje magie świąt, wszystko wokół piękne i błyszczące. Wystawy w sklepach kuszą prezentami i kolorami. I jak tu nie ulec pokusom.
W poniedziałek dwa dni przed wigilia, mama zaprosiła chłopców do pieczenia pierniczków. Och co to się działo, wszędzie mąka w kuchni. Gdy już wszystko zostało ogarnięte chłopcy włożyli ciasteczka do piekarnika i czekali, aż będą gotowe i będzie można je ozdobić. Czekali i czekali, a czas dla nich chyba stanął w miejscu, takie mieli wrażenie. Postanowili, że czas oczekiwania musza czymś zająć, a najlepsza rzeczą do przyspieszenia czasu jest zabawa. Pobrali ze swego pokoju do salonu troszkę gier planszowych takich jak np. Zootopia i Avenges, pudełko puzzli- Farma.
W oczekiwaniu na ciasteczka, bliźniaki zdążyły ułożyć puzzle i zagrać jedną kolejkę gry, gdy nagle usłyszeli dźwięk kuchenki, która dawała znać, że ciasteczką są już upieczone. Mama wyjęła z pieca gorącą tace, na której uśmiechały się różne figurki min. bałwanki, gwiazdki, choinki czy aniołki.
I znów kolejny czas oczekiwania, musimy poczekać, aż ostygną. Czas w oczekiwaniu zajęły chłopcom dalsze gry i puzzle. Po godzince chłopcy mogli zacząć ozdabiać świąteczne wypieki, gdzie czekali na to chyba z pół dnia. Mama zaopatrzyła Antosia i Szymona w przeróżne ozdoby, kolorowe posypki, brokaciki, kolorowe lukry i pisaki. Teraz to chyba nie odejdą od stołu szybko, więc mama pokazała i wyjaśniła wszystko swym synom i postanowiła posprzątać mieszkanie. Wiedziała, że to super opcja, ponieważ nikt by się jej nie kręcił pod nogami i mogła to szybko skończyć.
Po dekoracji ciasteczek, ubieraniu choinki, sprzątaniu i gotowaniu przyszedł czas na spędzanie świat w rodzinnej i ciepłej atmosferze, do której Święty Mikołaj był miłym dodatkiem :)
Każdy już czuje magie świąt, wszystko wokół piękne i błyszczące. Wystawy w sklepach kuszą prezentami i kolorami. I jak tu nie ulec pokusom.
W poniedziałek dwa dni przed wigilia, mama zaprosiła chłopców do pieczenia pierniczków. Och co to się działo, wszędzie mąka w kuchni. Gdy już wszystko zostało ogarnięte chłopcy włożyli ciasteczka do piekarnika i czekali, aż będą gotowe i będzie można je ozdobić. Czekali i czekali, a czas dla nich chyba stanął w miejscu, takie mieli wrażenie. Postanowili, że czas oczekiwania musza czymś zająć, a najlepsza rzeczą do przyspieszenia czasu jest zabawa. Pobrali ze swego pokoju do salonu troszkę gier planszowych takich jak np. Zootopia i Avenges, pudełko puzzli- Farma.
W oczekiwaniu na ciasteczka, bliźniaki zdążyły ułożyć puzzle i zagrać jedną kolejkę gry, gdy nagle usłyszeli dźwięk kuchenki, która dawała znać, że ciasteczką są już upieczone. Mama wyjęła z pieca gorącą tace, na której uśmiechały się różne figurki min. bałwanki, gwiazdki, choinki czy aniołki.
I znów kolejny czas oczekiwania, musimy poczekać, aż ostygną. Czas w oczekiwaniu zajęły chłopcom dalsze gry i puzzle. Po godzince chłopcy mogli zacząć ozdabiać świąteczne wypieki, gdzie czekali na to chyba z pół dnia. Mama zaopatrzyła Antosia i Szymona w przeróżne ozdoby, kolorowe posypki, brokaciki, kolorowe lukry i pisaki. Teraz to chyba nie odejdą od stołu szybko, więc mama pokazała i wyjaśniła wszystko swym synom i postanowiła posprzątać mieszkanie. Wiedziała, że to super opcja, ponieważ nikt by się jej nie kręcił pod nogami i mogła to szybko skończyć.
Po dekoracji ciasteczek, ubieraniu choinki, sprzątaniu i gotowaniu przyszedł czas na spędzanie świat w rodzinnej i ciepłej atmosferze, do której Święty Mikołaj był miłym dodatkiem :)
Nie każdy jest równy
W naszym kraju można powiedzieć, że nie zawsze można liczyć na sprawiedliwość. Mam na myśli akurat tutaj, że jeżeli są pieniążki to można wszystko, a gdy ich nie ma to człowiek jest zsyłany na drugi plan. Takim przykładem u mnie jest moje osiedle. Nie mieszka tu grupa ludzi, którzy są bardzo bogaci, są to normalni ludzie. Na mym osiedlu niestety nie ma drabinek, ślizgawki, piaskownicy, są tylko dwie ławki na krzyż, w których niestety jest wiele dziur i braków. Doszłam do wniosku, że trzeba coś z tym z zrobić. Nie dawno mówiła mi ze w przedszkolu obok naszego bloku zostało otwarte nowo wybudowane przedszkole dla dzieci mieszkających na naszym osiedlu. Na początku kwietnia zorganizowali drzwi otwarte dla młodych rodziców, aby mogli przyjść ze swymi pociechami i obejrzeć jakie są warunki i czy rodzice będą zainteresowani, aby je tam zapisać.
Cały plan dnia z otwarciem przedszkola był idealnie zorganizowany. Zabawa rozpoczęła się o 10:30 rano. Wszystko było przystrojone w kolorowe balony, które zapraszały do zwiedzania.
Na samym początku panie opiekunki oprowadziły dzieci wraz z rodzicami po placu zabaw, który znajdował się z tyłu przedszkola. Cały plac był bardzo dobrze ogrodzony, co na pewno chroniło dzieci przed wypadkiem. Było dużo drabinek, zabawek, dwie piaskownice i mnóstwo drabinek.
Po zwiedzeniu placu zabaw wszyscy zostali zaproszeni do sali zbaw. Tam oczywiście wszystkim bardzo się podobało, ba na samym początku pani kierowniczka z opiekunką zaprosiły dzieci do zabawy i zorganizowały dla wszystkich wiele zabaw i gier towarzyskich. Po tych atrakcjach dzieci, przyszłe przedszkolaki przeszły po reszcie łazienek i które również były bardzo ładnie urządzone. Pod oknami znajdowały się stoliki z krzesłami na których przedszkolaki siedziały i bawiły się różnymi zabawkami, na drugiej stronie sali znajdował się duży regał a na nim na dolnych półkach było wiele kolorowych zabawek. Na reszcie z półek znajdowało się wiele pudełek z wielką ilością puzzli i grach planszowych.
Ania była zachwycona grami, zabawkami i puzzlami.
Teraz to już na pewno każde z dzieci będzie miało miejsce, aby się bezpiecznie i z rówieśnikami bawić.
Cały plan dnia z otwarciem przedszkola był idealnie zorganizowany. Zabawa rozpoczęła się o 10:30 rano. Wszystko było przystrojone w kolorowe balony, które zapraszały do zwiedzania.
Na samym początku panie opiekunki oprowadziły dzieci wraz z rodzicami po placu zabaw, który znajdował się z tyłu przedszkola. Cały plac był bardzo dobrze ogrodzony, co na pewno chroniło dzieci przed wypadkiem. Było dużo drabinek, zabawek, dwie piaskownice i mnóstwo drabinek.
Po zwiedzeniu placu zabaw wszyscy zostali zaproszeni do sali zbaw. Tam oczywiście wszystkim bardzo się podobało, ba na samym początku pani kierowniczka z opiekunką zaprosiły dzieci do zabawy i zorganizowały dla wszystkich wiele zabaw i gier towarzyskich. Po tych atrakcjach dzieci, przyszłe przedszkolaki przeszły po reszcie łazienek i które również były bardzo ładnie urządzone. Pod oknami znajdowały się stoliki z krzesłami na których przedszkolaki siedziały i bawiły się różnymi zabawkami, na drugiej stronie sali znajdował się duży regał a na nim na dolnych półkach było wiele kolorowych zabawek. Na reszcie z półek znajdowało się wiele pudełek z wielką ilością puzzli i grach planszowych.
Ania była zachwycona grami, zabawkami i puzzlami.
Teraz to już na pewno każde z dzieci będzie miało miejsce, aby się bezpiecznie i z rówieśnikami bawić.
Szczęście dzięki przyjacielowi
Ja to mam chyba szczęście w życiu. Mam kochającą rodzinę, dobrze się uczę, mam wspaniały dom i rodziców. Do tego mogę doliczyć mego dozgonnego przyjaciela o imieniu Mateusz. Wiem, że zawsze można na nim polegać, pomógł mi wiele razy już. Moi rodzice bardzo go lubią, bo wiedzą, że jest dobrym człowiekiem.
Także bez wahania pozwolili, abyśmy wspólnie spędzili jeden tydzień wakacji u babci na wsi. Mieliśmy radości co niemiara. Kąpiel w pobliskiej rzece, przejażdżki rowerowe, pieczenie kiełbasek przy ognisku to tylko niektóre z naszych rozrywek. Wspólne granie w gry planszowe takie jak Kalejdoskop 50 gier czy 5 sekund. Poznałem wtedy też nowych znajomych i nawet pewną dziewczynę, z którą zamierzam się dalej spotykać.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewien pochmurny dzień. Wtedy wybraliśmy się do lasu. Zebraliśmy już sporo grzybów, które później mieliśmy przekazać babci Mateusza, aby mogła skontrolować i ocenić, czy wszystkie są jadalne. Już mieliśmy wracać, gdy Mateusz chciał pokazać mi miejsce, gdzie w dzieciństwie bawił się w chowanego. Nagle coś zabłyszczało w oddali. Postanowiliśmy tam podejść. Był to jakiś dziwny przedmiot, który wystawał z ziemi. Powiedziałem, że może lepiej tego nie ruszać. Jednak Mateusz był ciekawy, schylił się i ostrożnie zaczął wyciągać z ziemi. Nagle jakiś blask mnie oślepił.... Pamiętam jeszcze huk...
Ocknąłem się dopiero w szpitalu. Dopiero później mi wyjaśniono, że to był wybuch. Ja stałem dalej, więc obrażenia nie były duże i po kilku dniach wyszedłem ze szpitala. Miałem tylko lekkie skaleczenia. Stan Mateusza być cięższy. Odłamki z niewypału skaleczyły mu twarz, a zwłaszcza oczy. Co gorsze stracił trzy palce u ręki. Okazało się też, że zaczął coraz gorzej widzieć i w końcu stracił wzrok. To był prawdziwa tragedia. Nie mogłem się z tym pogodzić. Byłem zły, że w porę go nie powstrzymałem. Było mi żal, gdy patrzyłem na niego. Jednak starałem się nie dać tego po sobie poznać i podtrzymywałem go na duchu. Liczyłem na to, że planowana operacja pomoże i Mateusz odzyska wzrok. Niemniej chciałem, aby cofnął się czas. Wtedy wiedziałbym, co zrobić, by zapobiec nieszczęściu. Teraz było już za późno.
Po całej tej tragedii nasze stosunki jeszcze bardziej się umocniły, na pewno wiedzieliśmy, że to co się stało było tragedią, ale wiedzieliśmy, że możemy zawsze na siebie liczyć.
Także bez wahania pozwolili, abyśmy wspólnie spędzili jeden tydzień wakacji u babci na wsi. Mieliśmy radości co niemiara. Kąpiel w pobliskiej rzece, przejażdżki rowerowe, pieczenie kiełbasek przy ognisku to tylko niektóre z naszych rozrywek. Wspólne granie w gry planszowe takie jak Kalejdoskop 50 gier czy 5 sekund. Poznałem wtedy też nowych znajomych i nawet pewną dziewczynę, z którą zamierzam się dalej spotykać.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewien pochmurny dzień. Wtedy wybraliśmy się do lasu. Zebraliśmy już sporo grzybów, które później mieliśmy przekazać babci Mateusza, aby mogła skontrolować i ocenić, czy wszystkie są jadalne. Już mieliśmy wracać, gdy Mateusz chciał pokazać mi miejsce, gdzie w dzieciństwie bawił się w chowanego. Nagle coś zabłyszczało w oddali. Postanowiliśmy tam podejść. Był to jakiś dziwny przedmiot, który wystawał z ziemi. Powiedziałem, że może lepiej tego nie ruszać. Jednak Mateusz był ciekawy, schylił się i ostrożnie zaczął wyciągać z ziemi. Nagle jakiś blask mnie oślepił.... Pamiętam jeszcze huk...
Ocknąłem się dopiero w szpitalu. Dopiero później mi wyjaśniono, że to był wybuch. Ja stałem dalej, więc obrażenia nie były duże i po kilku dniach wyszedłem ze szpitala. Miałem tylko lekkie skaleczenia. Stan Mateusza być cięższy. Odłamki z niewypału skaleczyły mu twarz, a zwłaszcza oczy. Co gorsze stracił trzy palce u ręki. Okazało się też, że zaczął coraz gorzej widzieć i w końcu stracił wzrok. To był prawdziwa tragedia. Nie mogłem się z tym pogodzić. Byłem zły, że w porę go nie powstrzymałem. Było mi żal, gdy patrzyłem na niego. Jednak starałem się nie dać tego po sobie poznać i podtrzymywałem go na duchu. Liczyłem na to, że planowana operacja pomoże i Mateusz odzyska wzrok. Niemniej chciałem, aby cofnął się czas. Wtedy wiedziałbym, co zrobić, by zapobiec nieszczęściu. Teraz było już za późno.
Po całej tej tragedii nasze stosunki jeszcze bardziej się umocniły, na pewno wiedzieliśmy, że to co się stało było tragedią, ale wiedzieliśmy, że możemy zawsze na siebie liczyć.
Niegrzeczna dziewczynka
Nasza bohaterka ma na imię Ola, jest mała dziewczynką którą uważa się za najładniejszą, najpiękniejszą i najmądrzejszą. Nadszedł czas aby i ona spotkała się z nowymi dziećmi w przedszkolu. Bardzo się ucieszyła, że będzie mogła się wychwalać. Mama jej wytłumaczyła jak powinno się zachowywać. Można grać w różne gry planszowe np. Gdzie jest Dory?, układać puzzle . Do pierwszego dnia w przedszkolu Ola bardzo starannie się przygotowywała. Wystroiła się w najlepsze ubranie, uczesała ładnie włosy i uśmiechnięta poszła do przedszkola. Jednak pierwszy dzień Oli w przedszkolu nie należał do udanych. Mimo że w przedszkolu było dokładnie tak, jak opowiadał jej brat, było dużo zabawek i dużo dzieci, Oli czegoś brakowało. Była smutna i ciągle się dąsała. Panie w przedszkolu były bardzo miłe, próbowały pocieszać dziewczynkę, zagadywały rozmową, donosiły nowe zabawki, zapraszały do zabawy w grupie. Nic to jednak nie pomagało. Z przedszkola Ola wychodziła bardzo rozczarowana. Następnego dnia dziewczynka wstała wcześniej niż zwykle. Bardzo długo stroiła się przed wyjściem. Układała włosy, przebierała w strojach, zmieniała kokardki. Wystrojona razem z bratem poszła do przedszkola. Niestety, ten dzień w przedszkolu również nie należał do udanych. Ola i tym razem wracała z przedszkola ze smutną miną. Zaniepokoiło to mamę Oli. Zaczęła wypytywać dziewczynę o jej wrażenia z przedszkola. Ta chwile się zastanawiała i powiedziała mamie, że niektóre rzeczy się jej podobają, to że jest dużo zabawek
- Powiedz Olu, co w przedszkolu podoba ci się najbardziej?
Dziewczynka długo się zastanawiała, po namyśle odpowiedziała, że nikt nie chwali jej za jej urodę, za stroje, za piękne kokardy we włosach. Było jej przykro, ponieważ na co dzień wszyscy mówili jej, że jest bardzo ładna. Mama uśmiechnęła się pod nosem i wytłumaczyła Oli, że dzieci w jej wieku nie zwracają uwagi na takie rzeczy, ważne, aby była zawsze uśmiechniętą dziewczynką i serdeczną dla wszystkich. Teraz chyba rozumiem- powiedziała Ola. Od tej pory Ola chodziła do przedszkola z uśmiechem i z takim samym uśmiechem wracała. Nie stroiła się długo przed wyjściem, wiedział, że najwięcej urody, a także odwagi dodaje jej uśmiech. Wówczas wszystko przychodzi dużo łatwiej. Łatwiej poznać nowe literki, wierszyki i nowe koleżanki i nowych kolegów
- Powiedz Olu, co w przedszkolu podoba ci się najbardziej?
Dziewczynka długo się zastanawiała, po namyśle odpowiedziała, że nikt nie chwali jej za jej urodę, za stroje, za piękne kokardy we włosach. Było jej przykro, ponieważ na co dzień wszyscy mówili jej, że jest bardzo ładna. Mama uśmiechnęła się pod nosem i wytłumaczyła Oli, że dzieci w jej wieku nie zwracają uwagi na takie rzeczy, ważne, aby była zawsze uśmiechniętą dziewczynką i serdeczną dla wszystkich. Teraz chyba rozumiem- powiedziała Ola. Od tej pory Ola chodziła do przedszkola z uśmiechem i z takim samym uśmiechem wracała. Nie stroiła się długo przed wyjściem, wiedział, że najwięcej urody, a także odwagi dodaje jej uśmiech. Wówczas wszystko przychodzi dużo łatwiej. Łatwiej poznać nowe literki, wierszyki i nowe koleżanki i nowych kolegów
Półroczne zestawnie ocen
Jeszcze parę tygodni i będą w końcu ferie zimowe. No wiadomo jak to przed zakończeniem półrocza nauczyciele bardzo nas naciskają i chcą abyśmy złapali jak najwięcej ocen. I tak jest z nauczycielką języka polskiego, w środę mamy mieć kartkówkę z gramatyki. Korytarz jest pełen uczniów, którzy albo poświęcają się powtórką przed lekcjami albo wariują z innymi. Słychać muzykę puszczaną przez uczniów w szkolnym radiowęźle, ktoś w kącie przepisuje zadnie domowe. Za oknem jest słonecznie, aż żal tu siedzieć i tracić czas na jakieś głupie sprawdziany. Wolał bym iść z kolegami na basen, pograć w piłkę lub nawet pograć w gry planszowe czy poukładać puzzle. Jednymi z naszych ulubionych były Avenges – gra Piotruś, Domino – świnka Peppa.
Słońce oświetla ściany korytarza i wiszące na nich kolorowe gazetki. Na korytarzu gdzie niegdzie widać porzucony niedbale plecak lub papierek po śniadaniu.
Nagle słychać dzwonek. Kilku siedzących obok mnie kolegów z przerażeniem spogląda po sobie. Agnieszka, która właśnie wróciła ze stołówki spogląda na schody, na których ma za moment przechodzić nasz nauczyciel z polskiego i szepcze "Może go nie ma." Chłopcy uskarżają się, że nic nie umieją co najlepsze jest, że powtarza się ten sam tekst z każdym razem, gdy jest jakiś sprawdzian czy niezapowiedziana kartkówka. Tymczasem korytarz powoli pustoszeje. Całą swoją inteligencję skupiają tylko na tym, aby te 45 minut minęło jak najszybciej się da.
Nagle zjawia się także nauczyciel polskiego. Wszyscy wzdychają z rezygnacją albo próbują jakoś się uspokoić. Wchodzimy do klasy i rozpoczyna się zapowiedziany sprawdzian.
Korytarz jest pusty, wraz z dzwonkiem umilkła także muzyka, a słońce przysłoniły chmury. Pani nauczycielka zapowiedziała, aby każdy z nas wyciągał czystą kartkę, podpisała się na niej i zaczął notować pytania z egzaminu.
Każdy oczywiście zrobił duże oczy, no ale cóż jak trzeba to trzeba. Po przebytym czasie wszyscy wyszliśmy z klasy, wymieniliśmy się wrażeniami i poszliśmy na kolejny przedmiot.
Słońce oświetla ściany korytarza i wiszące na nich kolorowe gazetki. Na korytarzu gdzie niegdzie widać porzucony niedbale plecak lub papierek po śniadaniu.
Nagle słychać dzwonek. Kilku siedzących obok mnie kolegów z przerażeniem spogląda po sobie. Agnieszka, która właśnie wróciła ze stołówki spogląda na schody, na których ma za moment przechodzić nasz nauczyciel z polskiego i szepcze "Może go nie ma." Chłopcy uskarżają się, że nic nie umieją co najlepsze jest, że powtarza się ten sam tekst z każdym razem, gdy jest jakiś sprawdzian czy niezapowiedziana kartkówka. Tymczasem korytarz powoli pustoszeje. Całą swoją inteligencję skupiają tylko na tym, aby te 45 minut minęło jak najszybciej się da.
Nagle zjawia się także nauczyciel polskiego. Wszyscy wzdychają z rezygnacją albo próbują jakoś się uspokoić. Wchodzimy do klasy i rozpoczyna się zapowiedziany sprawdzian.
Korytarz jest pusty, wraz z dzwonkiem umilkła także muzyka, a słońce przysłoniły chmury. Pani nauczycielka zapowiedziała, aby każdy z nas wyciągał czystą kartkę, podpisała się na niej i zaczął notować pytania z egzaminu.
Każdy oczywiście zrobił duże oczy, no ale cóż jak trzeba to trzeba. Po przebytym czasie wszyscy wyszliśmy z klasy, wymieniliśmy się wrażeniami i poszliśmy na kolejny przedmiot.
Babcia nie do zdarcia
Za miastem, w odległym miasteczku, w małym, jednorodzinnym domku mieszkała samotna mama wraz z córką i swą mamą. Babcia mimo swego podeszłego wieku ciągle miała szalone pomysły. Postanowiła zabrać swą wnuczkę i zapracowaną córkę na piknik, gdzie wreszcie będą mogły znaleźć trochę wspólnego czasu. Rozpoczęła przygotowania do piknikowej biesiady, pakowały naprawę dużo rzeczy, ponieważ oprócz nich miała tam być jeszcze ciocia Zosia z wujkiem Januszem i córką Kasią.
Dzień wcześniej przygotowały całe mnóstwo dobrego jedzenia, pyszne kanaki, kompot z truskawek, galaretkę z owocami i wiele innych. Do głównego zadania Izy należało zapakowanie odpowiednich gier i zabawek dla urozmaicenia wspólnie zaplanowanego czasu. Iza zapakowała piłkę plażową, paletki, gry planszowe Gdzie jest Dory?, puzzle i karty do gry Trefl. Wszystko było gotowe więc można było zacząć się pakować.
Troszkę się tego uzbierało, więc mama Izy musiała zapakować drugi kosz. Sięgała po koszyk i… spadła. Skręciła sobie nogę! Mama dziewczynki nie mogła pójść na piknik, ale córeczka mogła. Mama chciała ostrzec dziewczynkę, bo mogła się zgubić. Ale dziewczynka poszła bez powiedzenia o tym mamie.
Kiedy dziewczynka weszła do lasu zaczęła się bać. Bardzo chciała pójść na ten piknik, bo babci zrobiłoby się przykro. Poszła więc, a mama się zorientowała, że córeczka sama poszła do babci przez niebezpieczny las. Zadzwoniła do pana leśniczego. On szybko wyruszył szukać dziewczynki.
Idąc do babci dziewczynka zbierała orzechy, grzyby, jagody, truskawki i śliwki. Wiedziała którzy rzeczy są jadalne, a które trujące. Była głodna. Znalazła małą studzienkę, opłukała grzyby i zjadła ich trzy. Zasnęła.
Babcia w tym czasie wyszła naprzeciw mamie z wnuczką. Jednak zgubiła się w lesie. Leśniczy tropił ślady w lesie. Szukał, szukał. Miał ze sobą mapę i kompas. Znalazł obie zguby i zaprowadził je do domu. Mama była bardzo zła na swą córkę, że nie posłuchała jej prośby i sama wybrała się do lasu, gdzie mogło być dla niej bardzo niebezpiecznie. Iza przeprosiła mamę i obiecała, że więcej tak nie zrobi. Po czasie mama wyzdrowiała i spotkali się na pikniku z całą rodziną.
Dzień wcześniej przygotowały całe mnóstwo dobrego jedzenia, pyszne kanaki, kompot z truskawek, galaretkę z owocami i wiele innych. Do głównego zadania Izy należało zapakowanie odpowiednich gier i zabawek dla urozmaicenia wspólnie zaplanowanego czasu. Iza zapakowała piłkę plażową, paletki, gry planszowe Gdzie jest Dory?, puzzle i karty do gry Trefl. Wszystko było gotowe więc można było zacząć się pakować.
Troszkę się tego uzbierało, więc mama Izy musiała zapakować drugi kosz. Sięgała po koszyk i… spadła. Skręciła sobie nogę! Mama dziewczynki nie mogła pójść na piknik, ale córeczka mogła. Mama chciała ostrzec dziewczynkę, bo mogła się zgubić. Ale dziewczynka poszła bez powiedzenia o tym mamie.
Kiedy dziewczynka weszła do lasu zaczęła się bać. Bardzo chciała pójść na ten piknik, bo babci zrobiłoby się przykro. Poszła więc, a mama się zorientowała, że córeczka sama poszła do babci przez niebezpieczny las. Zadzwoniła do pana leśniczego. On szybko wyruszył szukać dziewczynki.
Idąc do babci dziewczynka zbierała orzechy, grzyby, jagody, truskawki i śliwki. Wiedziała którzy rzeczy są jadalne, a które trujące. Była głodna. Znalazła małą studzienkę, opłukała grzyby i zjadła ich trzy. Zasnęła.
Babcia w tym czasie wyszła naprzeciw mamie z wnuczką. Jednak zgubiła się w lesie. Leśniczy tropił ślady w lesie. Szukał, szukał. Miał ze sobą mapę i kompas. Znalazł obie zguby i zaprowadził je do domu. Mama była bardzo zła na swą córkę, że nie posłuchała jej prośby i sama wybrała się do lasu, gdzie mogło być dla niej bardzo niebezpiecznie. Iza przeprosiła mamę i obiecała, że więcej tak nie zrobi. Po czasie mama wyzdrowiała i spotkali się na pikniku z całą rodziną.
Zabiegany świat
Nasza rodzinka, chociaż dość liczna, stara się znajdować czas na spędzanie wspólnych chwil. Wiadomo jak to w tych czasach bywa każdy jest zabiegany i ma swoje życie. Raz w miesiącu lub raz na dwa miesiące spotkamy się z biskimi i zasiadamy do stołu, czy to poopowiadać co się dzieje u każdego, co nowego. Wyciągamy gry planszowe takie jak np. Avenges, Zootopia. Chodzi o to by wszyscy brali czynny udział w zabawie i każdy mógł się dobrze bawić. Czasem dzielimy się na grupy tak by każde dziecko miało dorosłego w drużynie, wtedy gra jest jeszcze bardziej ciekawa. Choć zdarzało się też i tak, że to grupa dzieci przeciwko dorosłym wygrywała. Dzieci mają dużą wyobraźnię, spryt i bystrość umysłu. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy umysły naszych dzieci są tak mocno stymulowane różnego rodzaju gier komputerowych, laptopów czy innych tabletów. Niejeden dorosły mógłby się spalić ze wstydu przy pomysłach dzieci. Pewnej niedzieli, którą osobiście bardzo dobrze i mile zapamiętałam spotkaliśmy się z moimi rodzicami, zazwyczaj konserwatywni i mało aktywni we wszelako pojętych rozrywkach ludzie. Aby im ułatwić zadanie pozwoliłam im wybrać gre, z którą się u nas pojawią. Rodzice wybrali grę o nazwie: "5sekund". Dla nas było to bardzo fajne rozwiązanie gdyż dzieciaki miały już styczność z tą grą gdyż kilka dni wcześniej grały w grę pt.;"5sekund Junior", w wersję gry przeznaczoną dla młodszych dzieci, ze względu na ich młodszych kolegów. Gra zakupiona przez rodziców okazała się więc świetnym trafem. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się takiegu przebiegu wydarzeń. Po przyjeździe rodzicow najpierw zjedliśmy razem obiad a następnie przy kawie i herbacie zabraliśmy sie za czytanie instrukcji gry i ustalanie szczegółowych zasad gry. Juz na tym etapie było dużo śmiechu i zabawy. Gdy już ustaliliśmy zasady gry i podział na drużyny zaczęliśmy grać. Kazda z drużyn miała czas, że była na prowadzeniu ale chwile potem już inna drużyna wychodziła na prowadzenie. Tym sposobem gra 5 sekund dała nam wiele emocji. Dzieci próbowały oszukiwać, żeby przechytrzyć rywali. Dorośli natomiast układali sobie różne cele strategiczne. Każdy na swój sposób próbował obrać drogę strategiczną do wygrania tej gry. Ostatecznie wygrał dziadek z wnuczkiem. Moim zdaniem jednak wszyscy byli wygrani, bo niedziela byla spedzona w cieplym gronie rodziny, mogliśmy się bardziej zintegrować i poświęcić sobie czas, którego tak mało jest w ciągu tygodnia. Dziadkowie już sie zapowiedzieli na kolejna niedziele, babcia powiedziała, że koniecznie musi sie odegrać i następnym razem wygra z dziadkiem. Jak się okazuje rodzice mają jeszcze wiele pozostałości z dzieciństwa, ktore warto pobudzić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)