poniedziałek, 28 września 2015

Wspólne chwile z tatą

I niestety na naszą rodzinę przyszedł czas, czas bardzo smutny i przygnębiający. Mój tata stracił pracę z powodu redukcji etatów w jego firmie. Zajmował się produkcją grzejników do domów i zakładów. Pracował tam dość długo jak wiem z opowiadań rodziców to ładnych parę lat. Niestety niektóre miejsca pracy w tym zakładzie zostały albo usunięte, albo zastąpione zmechanizowanym robotem, który zrobi to sto razy szybciej i dokładnie, a co najważniejsze dla firmy dużo taniej.
Tatuś był bardzo smutny, chodził osowiały po domu, rzadko się uśmiechał, a ja nie wiedziałam jak mogę mu poprawić humor. Zapytałam mamy o podpowiedz jak można rozweselić tatę i poprawić mu nastrój. Powiedziała, abym wyciągnęła swoje ulubione gry planszowe i zabawki, aby wciągnąć go w zabawę. Pomyślałam świetny pomysł; pobiegłam do swego pokoju i zaczęłam szukać. W ręce wpadła mi gra planszowa- 5 sekund i puzzle- Jej wysokość Zosia. Te ostatnie kupił mi tatuś więc, może powrócą dobre wspomnienia.
Tata siedział w kuchni, zawołałam go, aby przyszedł do mnie do salonu. Ja już wszystko przygotowałam, gra była rozłożona, puzzle poodwracane, teraz tylko zacząć dobra zabawę. Mój tatuś jak zobaczył całe to przedstawienie uśmiechnął się. Oj to był dobry znak, tak pomyślałam. Zaprosiłam go do stołu, aby towarzyszył mi podczas gry. Zaczęliśmy grać i nagle mój tata zmienił się nie do poznania. Był szczęśliwy, zadowolony z czasu spędzonego ze mną, ponieważ gdy pracowało to bardzo rzadko go widywałam.  Mogliśmy nadrobić stracony czas i zająć się w końcu sobą i naszymi wspólnymi chwilami. Były one dla mnie bardzo cenne, bo wiedziałam, że pewnie za parę dni mój tatuś znów znajdzie pracę i nasze wspólne chwile troszkę się skrócą.
Graliśmy w gry, puzzle i spędzaliśmy miło czas. Tak zleciało nam całe popołudnie, wypełnione zabawą i dobrym humorem. Mama zawołała nas na obiad, przerwaliśmy grę i udaliśmy się do kuchni. Na stole czekał na nas przepyszny obiad. Mama się spisała powiedzieliśmy z tatą jednym głosem.
To była prawdziwa uczta, po obiedzie rodzice wypili kawę i zawołali mnie do salonu. Tam razem przedstawili mi nowy plan działania na przyszłość, która nie wyglądała tak strasznie  jak tata sobie wyobrażał. Moja mama wymyśliła niezły plan, który zaprocentował nową pracą dla taty. Zawsze wiedziałam, że gry i zabawy z rodzicami poprawią im nastrój i humor.
Tatuś znalazł pracę po trzech tygodniach, lecz pamiętał, aby poświęcać mi więcej czasu na wspólne chwile.

Grafik na gry komputerowe

Oj zaczęły się coraz częstsze kłótnie z moim chłopakiem. Ogólnie jesteśmy zgodną parą, ale od niedawna Mateusz zaopatrzył się w nową konsolę do gier. Już od początku wiedziałam, że będzie z tego wiele sporów.
Mateusz ostatnimi czasy bardzo działał mi na nerwy. Nic tylko gry na komputerze non stop. Wracał z pracy i pierwsze co to włączyć laptopa i ładować nową grę. Już miałam tego dość! Żadne prośby, groźby nie pomogły. Musiałam wymyśleć podstępny plan, taki który odciągnął by go od komputera.
Postanowiłam zorganizować wakacyjny wyjazd. Uświadomiłam go, aby wziął wolne w pracy, bo wyjeżdżam do rodziców na tydzień i trzeba zająć się domem i naszym kotkiem, pod moją nieobecność. Na szczęście Mateusz połknął haczyk. Gdy przyniósł mi podpisaną swoja kartę urlopową mogłam zacząć działać. On oczywiście żył w błogiej nieświadomości, że cały tydzień spędzi sam w domu nigdzie nie wychodząc i nic nie robiąc. Mógł wtedy grać w swe ulubione gry bez narażenia się na moją złość.
Miałam dwa tygodnie na załatwienie wymarzonym wakacji we dwoje. Moi znajomi polecali mi wiele miejsc, przyznam, że wybór był ogromny. Zdecydowałam się na wyjazd na Mazury na łonie natury, tak przynajmniej reklamowało się ogłoszenie w katalogu z wycieczkami.
Dzień przed wyjazdem po kryjomu zaczęłam pakować walizkę Mateusza w wszystkie potrzebne rzeczy. Moja przyjaciółka doradziła mi, aby wziąć ze sobą nie tylko te potrzebne rzeczy, ale trochę rzeczy śmiesznych i do zabicia czasu. Postanowiłam zapakować Avengers- Puzzle Magic Decor i jedną grę Kalejdoskop 50 gier.
W dzień wyjazdu wstałam dużo wcześniej, aby zapakować wszystkie walizki do samochodu. Obudziłam Mateusza kazałam mu, aby odwiózł mnie do rodziców. Nie protestował, ponieważ nie wiedział, że nici z jego grania od rana do wieczora. Wsiedliśmy do samochodu  pojechaliśmy, w połowie drogi, gdy już byliśmy daleko od domu opowiedziałam mu o swym planie. Oj był troszkę zły, ale z biegiem czasu naszej podróży chyba zaczął doceniać to co dla niego zrobiłam.
Gdy dojechaliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się piękny widok. Ogromne jeziorko, leżaki, grill, i małe drewniane chatki dla gości. Byliśmy zachwyceni, miałam nadzieję, że wszystko wypali.  I tak się stało. Pogoda dopisywała prawie codziennie, mnóstwo atrakcji, zwiedzania, a wieczorami przy lampce wina spędzaliśmy razem czas podczas gier i puzzli jakich zabrałam ze sobą.  Po powrocie do domu, ustaliliśmy grafik, który z całą pewności ograniczy czas spędzony przy grach komputerowych.  

Leniuchowanie czasami popłaca

Wakacje w pełni, a ja niestety nie mam na nie żadnych planów. Niestety mój fundusz jest tak ograniczony, że nie mogę pozwolić sobie na jakiś wyjazd. Siedząc w domu, usłyszałam dzwonek do drzwi. Leżałam jeszcze na łóżku i słuchałam muzyki, więc bardzo nie chciało mi się wstawać, bo i mnie dopadł ogromny leń. Dzwonek dzwonił bez przerwy, więc wstałam i otworzyłam drzwi. Byli to moi rodzice. Zaprowadzili mnie do salonu i pokazali trzy kolorowe kartki. Wyjaśnili  mi, że to są bilety z biura podróży na Wyspy Kanaryjskie. Mamy tam spędzić dwa tygodnie w jednym z luksusowych hoteli. Mój dwuletni braciszek, Oluś, zostanie pod opieką mojej babci.
Gdy się zbliżał dzień wyjazdu, w całym domu panował bałagan. Nikt nie mógł znaleźć swoich rzeczy. Pakowaliśmy tylko najpotrzebniejsze ubrania, ale moja mama nie mogła ich pomieścić w walizce. Jak zwykle miała ich za dużo.
Ja pakowałam się osobiście więc wzięłam potrzebne rzeczy, byłam bardzo zaskoczona, że znalazło się miejsce w mej walizce na rzeczy zbędne, ale umilające czas. Wzięłam puzzle- Przyjaciele z krainy lodu i grę planszową- 5 sekund junior. Wieczorem położyliśmy się wcześniej  spać, aby z samego rana udać się na lotnisko.
Wypoczęci i pełni emocji weszliśmy na pokład samolotu. Lot przebiegł nam spokojnie.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Gdy rozejrzałam się wokół, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Krajobraz był piękny! Palmy, plaże, ocean. Wszystko
to pierwszy raz zobaczyłam na żywo. Rodzicom też się tu bardzo spodobało.
W hotelu mieliśmy zarezerwowane dwa pokoje. Po krótkim odpoczynku
i pierwszym posiłku, udaliśmy się na plażę. Było tam wielu ludzi, ale naszą uwagę przykuł tłum stojący przy wraku samolotu. Podeszliśmy bliżej. Niestety, nie rozumieliśmy o czym rozmawiają, ale na pewno było to coś bardzo interesującego. Po chwili usłyszeliśmy głos mówiący w języku polskim. Rozglądaliśmy się i zauważyliśmy młode małżeństwo. Mój tata zebrał się na odwagę i podszedł do nich. Zapytał , co się tu stało, że wszyscy ludzie są tacy zaszokowani. Kobieta wytłumaczyła, że cztery osoby stojące koło samolotu. Właśnie wróciły po trzech tygodniach pobytu na bezludnej wyspie. Znalazły się tam w wyniku katastrofy samolotu. Na szczęście wszyscy przeżyli. Dzięki sporym zapasom jedzenia
i umiejętności jego zdobycia nie wykończył ich głód. Znaleźli także źródło wody nadającej się do picia. Po dwutygodniowych poszukiwaniach odnalazła ich grupa ratowników. Była to głośna historia, opisana w wielu gazetach. Nie dawano tym osobom szans na przeżycie. Dlatego wszyscy
są tacy zdziwieni ich powrotem. Tata nam to opowiedział, ale nie mogłyśmy
w to z mamą uwierzyć. W końcu wróciliśmy do hotelu i położyliśmy się spać. Byliśmy bardzo zmęczeni.
Dwa tygodnie pobytu na wakacjach minęły szybko i były naprawdę udane. Miło je wspominam. Żal było odjeżdżać, ale tęskniłam za rodzinką. Jednak z tego wyjazdu najbardziej zapamiętałam historię o samolocie przekonała  mnie ona, że cuda się jednak zdarzają. Teraz wiem, że leniuchowanie czasami przynosi dobre rzeczy, np. bilety na wakacje :)

Zdjęcie ze świętym miekołajem

Świąteczny nadszedł czas, zima w tym roku naprawdę bardzo mocna i śniegu napadało już dość sporo. W końcu dwaj bracia
Kamil i Kacper się doczekali. Już nie mogą doczekać się gdy ich dom odwiedzi Święty Mikołaj. Już są w takim wieku, że wiedzą doskonale co i jak trzeba przygotować dla Mikołaja, aby odwiedzał ich co roku.
Każdy już czuje magie świąt, wszystko wokół piękne i błyszczące. Wystawy w sklepach kuszą prezentami i kolorami. I jak tu nie ulec pokusom.  Jak zwykle nasz budżet domowy zostanie bardzo nadszarpnięty na wszystkie przygotowania, potrawy i prezenty.
W poniedziałek dwa dni przed wigilia, mama zaprosiła chłopców do pieczenia pierniczków. Och co to się działo, wszędzie mąka w kuchni. Gdy już wszystko zostało ogarnięte chłopcy włożyli ciasteczka do piekarnika i czekali, aż będą gotowe i będzie można je ozdobić. Czekali i czekali, a czas dla nich chyba stanął w miejscu, takie mieli wrażenie. Postanowili, że czas oczekiwania musza czymś zająć, a najlepsza rzeczą do przyspieszenia czasu jest zabawa. Pobrali ze swego pokoju do salonu troszkę gier planszowych takich jak np. 5 sekund Junior, Jej wysokość Zosia i pudełko puzzli- Farma.
W oczekiwaniu na ciasteczka, bliźniaki zdążyły ułożyć puzzle i zagrać jedną kolejkę gry, gdy nagle usłyszeli dźwięk kuchenki, która dawała znać, że ciasteczką są już upieczone. Mama wyjęła z pieca gorącą tace, na której uśmiechały się różne figurki min. bałwanki, gwiazdki, choinki czy aniołki.
I znów kolejny czas oczekiwania, musimy poczekać, aż ostygną. Czas w oczekiwaniu zajęły chłopcom dalsze gry i puzzle. Po godzince chłopcy mogli zacząć ozdabiać świąteczne wypieki, gdzie czekali na to chyba z pół dnia. Mama zaopatrzyła Antosia i Szymona w przeróżne ozdoby, kolorowe posypki, brokaciki, kolorowe lukry i pisaki. Teraz to chyba nie odejdą od stołu szybko, więc mama pokazała i wyjaśniła wszystko swym synom i postanowiła posprzątać mieszkanie. Wiedziała, że to super opcja, ponieważ nikt by się jej nie kręcił pod nogami i mogła to szybko skończyć.
Po dekoracji ciasteczek, ubieraniu choinki, sprzątaniu i gotowaniu przyszedł czas na spędzanie świat w rodzinnej i ciepłej atmosferze, do której Święty Mikołaj był miłym dodatkiem :)
Chłopcy dostali od Mikołaja wymarzone prezenty, a na sam koniec całe widowisko zostało uwiecznione na wspólnej fotografii.

Ciżeki wybór prezentu na urodziny

Wakacji nadszedł czas, dzieciaki mają mnóstwo czasu dla siebie i czas na robienie rzeczy, na które nie zawsze miały czas podczas roku szkolnego.
W połowie wakacji moja córka została zaproszona na urodziny swojej koleżanki z klasy Karoliny. Obie mają po osiem lat więc przyjęcie będzie na pewno pełne niespodzianek. Wszystko zostało zaplanowane na przyszły piątek na godzinę 16:00 więc mamy trochę czasu, aby kupić ładny prezent.
W poniedziałek jedziemy w odwiedziny do babci, bo ma imieniny więc i jej musimy sprawić jakiś podarunek. Wybrałyśmy się  wraz z moja Jolą do centrum handlowego z nadzieją na to, że wszystko znajdziemy w jednym miejscu. Niestety to wszystko okazało się nie takie proste, ponieważ nie przypuszczałam, że dziewczynki w wieku mojej córki są aż tak wybredne. Starałam się coś kupić według własnego gustu, ale Jola co chwile mnie upominała mówiąc, że taki rzeczy nie są już modne i dziewczynki się tym nie interesują. Chciałam kupić jakaś zabawkę lub grę planszową, tyle ich było w sklepie, na witrynach sklepowych dostrzegłam Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy, teraz bardzo popularne lub puzzle Barbie - super księżniczka, ale w ostateczności kupiłyśmy Karolinie  album z naklejkami jej ulubionego zespołu, który zresztą jak się dowiedziałam jest najlepszy na świecie.
Dla babci kupiłyśmy piękny kaszmirowy sweterek w jasnym, beżowym kolorze. W tym wypadku to ja mogłam podjąć decyzję.
U babci imieniny rozpoczęły się o 17:00 więc zdążyłyśmy ze wszystkim. Na szczęście mieszka w tym samym mieście co my więc nie było problemu z dojazdem. Razem z mężem i Jola wręczyliśmy babci prezent i bukiecik kwiatków od Joli. Bardzo się ucieszyła z naszego prezentu. Przyszła część naszej rodziny z czego babcia cieszyła się najbardziej.  Był tort i wiele łakoci jak to u babci.
Całe przyjęcie odbyło się w bardzo przyjemnej atmosferze. Każdy był zadowolony z tego, że babci był bardzo szczęśliwa.
Po powrocie do domu Jola poszła spać a ja musiałam zapakować jeszcze jej prezent dla koleżanki. Nadszedł piątek a moja córka już nie mogła się doczekać godziny 16:00. Gdy już się zebraliśmy ze wszystkim pojechaliśmy na urodziny koleżanki. Na miejscu było jeszcze pięć koleżanek. Mama Karoliny zapewniła mnie, że nie mam się o co martwić i zakończenie przyjęcia planowane jest na godzinę dziewiąta wieczorem. Gdy przyjęcie się zakończyło odebrałam Jole ledwo żywą. Była już tak zmęczona i pełna wrażeń, że zasnęła już w samochodzie. Na drugi dzień zapytałam ją jak się podobało, opowiedziała mi, że było super i, że jej prezent okazał się jednym z najlepszych. Z ciekawości zapytałam co jeszcze dostała od innych dziewczynek to wymieniła mi, że były min. gdy planszowe, puzzle i dużo słodyczy. Wszystko udało się perfekcyjnie.

Samodzielna babcia

 Koniec odliczania już  dni do przeprowadzki. Tyle przygotowań do tego wszystkiego, że już ledwo stoję na nogach. Czekaliśmy na to wszystko prawie rok. Tyle załatwiań, chodzenia, wypisywania dokumentów, że nikomu tego nie życzę.
Po śmierci mojej babci przypadło mi w spadku mieszkanie na osiedlu w centrum. Byliśmy przeszczęśliwi, że w końcu będziemy mieć swoje własne mieszkanie.
Jesteśmy dwa lata po ślubie i niestety nasza sytuacja nie pozwala nam jeszcze, aby iść na tzw. ''swoje''. Oboje pracujemy, ale niestety nie stać nas na swoje mieszkanie więc wiadomość jaką otrzymałam była  dla nas istnym zbawieniem, bo mieszkanie z teściami nie należy do najłatwiejszych. Jeżeli ma się taką teściowa jak ja, która uważa, że musi mnie wszystkiego uczyć, bo czuje taka potrzebę. Mój mąż tłumaczy mi, że nigdy nie miała córki więc chce to przeżyć chyba dzięki mnie. Ja to wszystko rozumiem, ale uczenie mnie najprostszych rzeczy typu mycie okien lub piecznie zwykłego ciasta biszkoptowego nie jest mi naprawdę potrzebne. No ale już wszystko na dobrej drodze do tego, aby mieszkać samemu i starać się o jakieś dziecko, gdyż nadarzają się już do tego odpowiednie warunki.
Mieszkanie było trochę zapuszczone, gdyż babcia mieszkała sama. Była bardzo zaradną osobą, umarła już z powodu chorób starczych, ale trzymała się do samego końca świetnie. Nie chciała żadnej pani do opieki lub pomocy ani pielęgniarki. Do samego chciała pozostać niezależna, więc wiadomo, że ktoś musiał mieć nadzór nad nią.
Abyśmy mogli się wprowadzić do nowego mieszkania musieliśmy zrobić w nim gruntowny remont. Na szczęście mieliśmy odłożone pieniążki na koncie jeszcze po weselu. Teraz tylko się brać do roboty. Cały remont trwał trochę ponad pół roku, sprawy spadkowe też pochłonęły trochę miesięcy.
Nareszcie nadszedł czas wprowadzenia do nowego mieszkania. Już od rana jeździliśmy z pudłami i całymi gratami. Kartonów było co nie miara. Przy rozpakowywaniu się znalazłam karton, który był podpisany ''rzeczy babci''. Znalazłam tam różne pamiątki po babci, zdjęcia, stare zabawki mojej mamy, jakieś gry planszowe 5 sekund Junior i Kalejdoskop 50 gier  i trochę rzeczy osobistych. Wszystkie te znaleziska zachowaliśmy, aby pamiętać dzięki komu mamy swój własny kąt.

Prezenty z internetu

Nareszcie koniec odliczania i skreślania dni na kalendarzu, doczekałam się, święta Bożego Narodzenia w Polsce.  Czekałam na to aż 3 lata. 3 lata bez świąt z rodziną mogą przygnębić nawet najbardziej twardego człowieka. Gdy zaczyna się przedświąteczny okres, gdy wszystkie sklepy i witryny są przystrojone w choinki, bombki i mikołaje człowiek ''zatapia'' się w ich blasku. Tak działa magia świąt. Wszyscy stają się dla siebie życzliwsi, każdy z uśmiechem na twarzy podchodzi do drugiego człowieka. Choinka, światełka, przybrane witryny w sklepach tworzą magię świąt.
Przed wyjazdem a raczej wylotem trzeba wszystko jakoś upchać do jednej walizki, bo takie są niestety wymogi linii lotniczych. Och żeby to było takie proste. Ubrania plus prezenty dla 3 osób zajmują trochę miejsca i troszkę ważą. No ale jak tu nie kupować prezentów jak obdarowywanie jest takie przyjemne. Uśmiech na twarzy jest później bezcenny.
Wszystko przygotowane, bilety kupione, walizka spakowana (o dziwo wszystko się zmieściło). Jak to mówią komu w drogę temu czas.
Droga na lotnisko ciągła się niemiłosiernie. Korki, śnieg, samochodów od groma wszędzie. Dotarłam na lotnisko, szukam swego wejścia na odprawę. Myślę jeszcze tylko odprawa przed wlotem i już jedną nogą jestem w Polsce, u rodzinki. Jak to bywa w  tym okresie ludzi oczywiście i na lotnisku pełno. Wszystko ciągło się jak '' flaki z olejem''. W końcu siedzę w samolocie, myślę kto to usiądzie koło mnie, w duszy mam nadzieję, aby to nie było małe dziecko, bo z nimi to różnie bywa, bo to jednak godzinny lot samolotem. Na szczęście usiadło starsze małżeństwo. Podczas lotu przeprowadziliśmy miłą rozmowę, trochę powiedzieli o sobie, że lecą do wnuczków na święta. Pierwsze odwiedziny w Polsce od wielu lat. Dla nich to dopiero było przeżycie.
Lot przebiegł  bezproblemowo. Lądowanie, kontrola paszportowa i oczekiwanie na bagaż. Och, oby mój bagaż był cały i w nim cała zawartość. Nareszcie wszystko mam, teraz w drogę na przywitanie rodzinki. Przyjechali po mnie mama z tata, brat z synkiem. Urwis mały. Po wszystkich uściskach i całusach udaliśmy się do samochodu. Synek od brata nie mógł dłużej już wytrzymać i  w końcu zapytał. Ciociu, ciociu co mi przywiozłaś? Jak to z takimi dziećmi bywa, mówię mu: '' Antoś mam dla ciebie paczuszkę od świętego Mikołaja, a w niej same zabawki i mnóstwo słodyczy. Rozpakowywanie prezentów zajęło im dosłownie chwilkę. Kupiłam na stronie internetowej znanej firmy gry i puzzle. Zdecydowałam się  na Avengers - Puzzle Magic Decor, 5 sekund Junior-gra planszowa i 5 sekund-gra planszowa. Wydaję mi się, że są tam min. puzzle dla dzieci takich jak ty, słodkie czekolady i gry planszowe.'' Co to była za radość podczas rozpakowywania prezentów. Każdy na szczęście był zadowolony, a ja na długi czas nie zapomnę tych świąt spędzonych z rodzina. Na nic bym tego nie zamieniła.

Zabawki dla małej sąsiadki

 Z całą rodzinką mieszkamy na osiedlu domków jedno rodzinnych. Bardzo spokojna dzielnica miasta, niby miasto duże, bo Kraków, ale cisza i spokój są nam nie odłączne. Mieszkam z mężem i dziećmi- Kasia i Piotrusiem. Mają już troszkę lat, więc doszłam do wniosku, że już czas posprzątać i uporządkować szafy i strych ze starymi zabawkami dzieci. Nawet nie miałam pojęcia, że nazbierało się tego tak dużo, mogła bym obdarować nimi nie jedną rodzinę. Rodzinę mamy liczną, więc dzieciaki uzbierały ładna kolekcje zabawek od członków rodziny z okazji urodzin lub świąt, zawsze coś dostały, było tak dużo, że wiele z nich wyglądały jak zupełnie nowe. Zaczęłam od strychu, bo tam zbieraliśmy wszystkie nieużywane już zabawki. Sprzątanie samego stychu zajęło mi dwa dni, rupieci się nabierało co nie miara i zabawek niezła ilość. Teraz trzeba pomyśleć co z nimi zrobić.
Niedawno wprowadziła się jedna rodzina z małymi dziećmi, synkiem i córeczka. Postanowiłam ją przywitać wypiekami. Upiekłam domową szarlotkę z cynamonem, to chyba każdy lubi więc może i oni też. Zapukałam do ich drzwi, a oni byli mile zaskoczeni. Przywitali nas ciepło, nas, ponieważ poszłam na przywitanie z mym mężem. Zapoznanie się udało, bardzo mili ludzie. Młode małżeństwo z córeczką o imieniu Basia.
Odwiedzaliśmy się w wolnym czasie, mieliśmy bardzo dobry kontakt. Wpadł mi do głowy świetny pomysł, zabawki, które poznajdywałam, przekazać małej Basi. Troszkę głupio było mi pytać czy przyjmą, ale bardzo się ucieszyli i wzięli wszystkie. Do paczki włożyłam min. Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy, Barbie - super księżniczka- puzzle lub Kalejdoskop 50 gier.
Powiedziałam, że  moje dzieci są już prawie dorosłe i nie bawią się już zabawkami czy grami planszowymi, a szkoda to wyrzucić jak może się jeszcze komuś przydać.
Moje dzieci nie miały nic przeciwko, aby przekazać swoje zabawki dla małej Basi. Ucieszyli się, że ktoś jeszcze może się nimi bawić i dbać o nie.
Umówiłam się z mama Basi, że przyjedzie samochodem do nas je odebrać. Nie dało się tego zabrać do jednej reklamówki, więc potrzebny był transport. Ale się zdziwiła, gdy zobaczyła jak dużo tego jest. Stwierdziła, że to zdecydowanie za dużo dla jednego dziecka i wpadłyśmy na pomysł, aby przekazać część tych zabawek do publicznego przedszkola, gdzie chodzi jej córka. Nie zwlekając długo podzieliśmy zabawki i pojechałyśmy do przedszkola i niespodzianką.
Panie nauczycielki, były w szoku, że są jeszcze takie osoby, które bezinteresownie potrafią dzielić się prezentami.  
 




Najlepsza koleżanka Hania

Była ciepła, leniwa niedziela. Trzy bliskie sobie przyjaciółki siedziały na ganku z domów z ich paczki. Jak zwykle gadały i śmiały się. Zaczęły temat o szkole i nagle Julii przypomniał się jej problem z pracą domową z matematyki. Dziewczyna postanowiła się zapytać koleżanek o pomoc.
- Ee...Basiu, Asiu...mam problem z zadaniem z matematyki. Mogłybyśmy pójść do mnie do domu i zrobić to razem.
- No wiesz ale my wolimy iść do kina a nie siedzieć nad matmą.
- Właśnie! Idziemy do kina. - dziewczynki odeszły od Julii, która bardzo zasmuciła się zachowaniem koleżanek. Za chwilę podeszła do niej Hania. Koleżanka z klasy, z którą Julia raczej nie utrzymywała częstego kontaktu.
- Wiesz ja umiem matematykę i mogę Ci pomóc jeżeli chcesz.
- Tak. Bardzo chętnie. Jesteś bardzo miła nie to co moje koleżanki które wolą iść do kina. - dziewczynka uśmiechnęła się życzliwie. - chodźmy do mojego domu.
Dziewczynki zrobiły prace domową a Julia zrozumiała temat matematyczny. Hania i Julia zaczęły od tego zdarzenia przyjaźnić się, spotykać ze sobą i pomagać sobie na wzajem.
W pochmurne dni, gdy za oknem pogoda była bardzo przygnębiająca, dziewczyny spotykały się u siebie w domu na zajem i grały w różne planszowe np. Kalejdoskop 50 gier, 5 sekund Junior , Memos - Kraina Lodu. Bardzo lubiły spędzać ze sobą czas i bardzo dobrze się dogadywały.
Morał tej bajki jest taki - ,,nie czyń innemu co tobie nie miłe,, - jestem pewna że ani Basi ani też Kasi nie było by miło gdyby Kasia odmówiła im pomocy żeby pójść do kina. Więc nie należy czynić czegoś co dla nas nie miłe drugiej osobie.
Bardzo się ciesz, że mam takie koleżanki, które potrafią mi pomóc nawet w takich błahych sytuacjach. Za niedługo mam urodziny wiec na pewno one zostaną zaproszone, a planuje wielkie przyjęcie, z ogromnym tortem, balonami, zabawami, grami planszowymi i wieloma atrakcjami.

Wakacje czas zacząć

Długo planowane wakacje spędziłem u mojej babci, na wsi. Od dłuższego czasu przygotowywałem się do tego wyjazdu, gdyż wiedziałem, że wreszcie odpocznę. Cisza, spokój to naprawdę dogodne warunki do wypoczynku. Na dodatek w roku szkolnym nie mam zbytnio czasu, aby ją odwiedzić, spędzić z nią dzień, mimo że nie mieszkamy tak bardzo daleko od siebie.
   Kiedy nadszedł czas wyjazdu wstałem wcześniej, aby dopakować parę rzeczy. Gdy już to zrobiłem, zszedłem na dół i wraz z rodziną wyruszyliśmy w drogę. Nie mogłem doczekać się, kiedy będę mógł wysiąść z auta i nareszcie poczuć upragnione wakacje.  Nie będę musiał wcześnie wstawać, cały dzień będę mógł się bawić na dworze, a w razie niepogody grać w moje ulubione gry planszowe lub normalne gry. Wziąłem ze sobą Kalejdoskop 50 gier, Memos - Kraina Lodu - gra planszowa lub puzzle Wesoły dzień Zosi. Na szczęście do mojej babci nie jest, aż tak daleko i po godzinie byliśmy na miejscu. Od razu skierowałem się w stronę babci, która już na nas wyczekiwała. Przywitałem się i pobiegłem do wujka, który mieszka obok, aby poinformować, że jestem. Wujek bardzo się ucieszył i doszedł do wniosku, że w te wakacje będzie miał pomocnika do pracy. Posiedziałem chwile u niego i wróciłem do babci, która siedziała wraz z moją siostrą i rodzicami.
   Następne dni były bardzo ciekawe. Chodziłem do lasu, pomagałem wujkowi i co najważniejsze odpoczywałem.
Gdy nie dopisywała nam pogoda babci poświęcała mi swój wolny czas. Bawiliśmy się w różne gry i zabawy, aby zająć sobie czas podczas deszczowych dni. Byłem na wszystko przygotowany, wziąłem ze sobą parę gier, puzzli min: 5 sekund Junior, Farma, Przyjaciele z Krainy Lodu. Na początku mieliśmy problemy, aby wszystko wyjaśnić babci, wszystkie reguły gier. Z wujkiem zorganizowaliśmy odpowiednie miejsce na wszystkie pudełka moich gier. Z czasem babcia stała się coraz lepsza niż my i z przymrużeniem oka nas ogrywała.
Podczas gdy pogoda była świetna babcia zabierała nas na spacery. W trakcie spacerów udało mi się zobaczyć lisa, łosia i sarny. W mieście nie ma takich zwierząt, więc dla mnie była to atrakcja. Popołudniami pracowałem z wujkiem. Nauczyłem się jeździć traktorem. O dziwo nawet mi to wychodziło. Moją ulubioną porą dnia, która najbardziej mi się podobała był wieczór. Wraz z rodzicami, siostrą i babcią siadaliśmy przy stole, grając w różnego rodzaju gry karciane i nie tylko. Uwielbiałem te posiedzenia, gdyż w domu, nie ma dużo czasu na takie przyjemności, ponieważ rodzice pracują a ja się uczę. Dużo też jeździłem rowerem i biegałem po dworze. Niestety nie obeszło się bez oglądania telewizji, a co najważniejsze nareszcie mogłem się wyspać. Tego mi brakowało.
    Ciężkim momentem było rozstanie. Czułem, że będzie mi tego brakowało. Na pożegnanie dostałem od babci parę smakołyków. Kiedy wsiedliśmy do auta babcia zaczęła nam machać a my jej. Podczas drogi zastanawiałem się nad tym wszystkim i doszedłem do wniosku, że były to takie wakacje, jakie lubię i jakich oczekiwałem.

Smutna Maja

W niedalekiej przeszłości, w niewielkiej wsi położonej za Wrocławiem, żyła sobie dziewczynka o imieniu Maja. Miała mamę, tatę i psa o imieniu Max. Miała siedem lat. Zawsze, gdy miała jakiś problem, tylko jeden członek jej rodziny umiał poprawić jej humor – to był Max. Dotrzymywał jej towarzystwa, spędzał z nią dużo czasu, towarzyszył jej podczas zabawy zabawkami i graniem w gry.
Pewnego dnia, gdy poszła z nim na spacer, nagle - nie wiadomo dlaczego - urwał się jej ze smyczy i zaczął uciekać. Ona zaczęła go gonić i wołać: - Maaax! Nagle zniknął gdzieś za krzakami. Szukała go prawie dwie godziny, lecz go nie znalazła. Z płaczem wróciła do domu. Co się stało i gdzie jest Max? – zapytał się tato.
- Max mi uciekł.
- Chodź pójdziemy wydrukować ulotki z Rokim, a potem pójdziemy je roznieść i przy okazji go poszukamy.

Wydrukowali ulotki, poszli je roznieść, ale go nie znaleźli. Widzieli bardzo dużo podobnych psów, ale żaden z nich to nie był Max. Gdy wrócili do domu późnym wieczorem, przy kolacji Maja była bardzo smutna, aż jej rodzicom żal było na nią patrzeć. Postanowili, że zajmą jej jakoś czas i zaproponowali gry planszowe i puzzle. Wyciągnęli z szafy Barbie i jej super przyjaciele - Puzzle 4w1, Farma - Puzzle Ramkowe i 5 sekund Junior-gra planszowa. Grai dość długo, więc po wszystkim od razu szykowała się do spania. Kładła się spać bardzo smutna i już nikt nie umiał jej poprawić humoru. Gdy wcześnie rano wstała, wyszła po cichu z domu i zaczęła go szukać po całej wsi. Szukała go wszędzie, jednak nadaremnie. Wyszła kawałek za wieś, weszła na górkę i zobaczyła czarodzieja.
- Powiedz mi proszę, gdzie jest Max? – poprosiła.

Czarodziej wziął ją za rękę i zaprowadził do Rokiego. Poszli i zobaczyli za krzakami Rokiego z jakąś suczką i małymi szczeniakami. Julita zabrała całą gromadkę psiaków do domu. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a Roki już nigdy im nie uciekł.

Konik morski Gutek

Dawno, Dawno temu żyła kiedyś w wielkim morzu syrenka Klaudia. Była zwykłą syrenką, ale miała piękny, złoty ogonek. Kiedy pływała, rozjaśniało się od niego całe morze i wybrzeża i wszystkich napełniała radość.
Życie w morzu syrenki Klaudii  było szczęśliwe, bo nikt nikomu nie robił krzywdy.
Nieraz oglądała dzieci bawiące się na plaży, które razem biegały, budowały zamki z piasku lub grały w gry towarzyskie takie jak Memos - Kraina Lodu, 5 sekund Junior lub 5 sekund. Któregoś dnia jednak przypłynęła tam zła i żarłoczna ryba Gutek bo myślała, że złoty ogonek Klaudii da jej niezwykłą, nadrobią siłę.  Mała syrenka była czasami bardzo samotna, ponieważ w  morzu nie było tak dużo innych syrenek i jej towarzystwo było bardzo ograniczone, jeżeli chodzi o znajomych. Czasami zdarzało się jej podglądać inne, które bawiły się wesoło nad brzegiem morza w różne gry towarzyskie, lub  gdy słońce było bardzo gorące w gry planszowe lub zabawkami.
Gdy okropna ryba Gutek goniła Klaudie  po całym morzu syrenka była coraz bardziej zmęczona, coraz słabsza, a ryba była coraz bliżej. Złoty ogonek błysnął pod wodą. Odbiło się od niego słoneczko i promyk sprowadził na pomoc białą mewę. Mewa wyciągnęła Klaudię z wody i zabrała ją na skałę pośrodku morza. Syrenka mogła teraz odpocząć i ogrzać się w słońcu. Była jednak daleko, daleko od domu, a zmrok zaczął powoli zachodzić. Zastanawiała się, jak wrócić, nie dając się złapać żarłocznemu Gutkowi, która wciąż krążył wokół skały.  
Klaudia siedziała na skałce, płakała i smutno trzepała złotym ogonkiem. Złoty blask z ogonka padł na białą pianę na falach wokół skałki. Wtedy z pianki wynurzyła się wróżka. Klaudia opowiedziała jej o swoim zmartwieniu. Wróżka wyjęła wtedy z ogonka Klaudii jedną złotą łuskę. Rzuciła nią w Gutka. Gutek zamienił się w złotego konika morskiego. Syrenka podziękowała wróżce, otarła łzy i usiadła na koniku. Konik od razu podrzucił do jej pałacu. 
Kolacja już była gotowa i cała rodzina martwiła się o Klaudię. Bardzo się ucieszyli, kiedy wróciła. A Gutkowi bardzo się spodobało, że jest złotym konikiem i może skakać po podwodnych polankach i skubać morską trawkę. Dlatego nawet nie próbowała zamienić się z powrotem w żarłoczną rybę. Zaprzyjaźniła się też z Klaudią i obie żyły w morzu długo i szczęśliwie.