piątek, 26 czerwca 2015

Zaczarowane puzzle

Pani Mirena była 55 letnią wdową. Uwielbiała układać puzzle. Była w tym
najlepsza. W jej szafach znajdowały się miliony układanek, które ułożyła...
Był to letni, piękny dzień. Pani Mirenka postanowiła wybrać  się na zakupy...
Nagle zauważyła jakiś nowy sklep. Od razu jej się spodobał. W środku były
różne zaczarowane rzeczy, których jeszcze nie widziała, ale największą jej
uwagę zwróciły zaczarowane puzzle. Od razu wiedziała, że musi je miec!
Kupiła je...
Wieczorem zabrała się do ich układania. Siedziała przy słabej lampce,
zacięcie układając małe puzzle. Nareszcie obrazek z puzzli zaczynał coś
przypominać. Kobieta znała skądś  pokój, który wychodził puzzlach. Jeszcze
bardziej zacięcie układała te puzzle. Nagle zauważyła, że ten pokój jest...
JEJ! Kobieta siedząca i układająca puzzle to ona! Bała się układać je dalej.
Ręce jej drżały. a serce podchodziło do gardła. Nagle poczuła jak po
plecach przechodzą jej ciarki...
Ułożyła już całe puzzle! na puzzlach przedstawiono w oknie jakąś postać.
Mirena chciała się odwrócić  by zobaczyć kto tam jest...W tym samym
momęcie zgasło światło. Mirena sięgnęła po latarkę, bała się ją zapalic,
ale zrobiła to, zapaliła ją...Owa postac stała przed nią.była ubrana na
czarno,na twarz miała dużą bliznę przechodzącą przez lewy policzek,a w
prawej ręce trzymał nóż. Zadał jej cios, prosto w serce. Kobieta osuneła
się po ścianie na podłogę,a puzzle zniknęły i dalej są sprzedawane w tym
sklepie...
 
 

Konstruktywne gry planszowe

Mądrze wybrane gry to doskonałe narzędzie rozwoju dziecka. Granie może mieć wpływ na rozwój wielu funkcji psychicznych i społecznych małego człowieka. Gry mogą rozwijać mowę, pozwalają zwiększyć koncentrację dziecka. Gry planszowe uczą przestrzegania reguł, liczenia, grupowania, rozpoznawania kształtów, cyfr i liter. Sprawdź, jakie jeszcze zalety dla rozwoju dzieci mają gry.
Czasami nie zdajemy sobie sprawy jak wiele obszarów dotyka temat gier w życiu człowieka. Granie ma wpływ na rozwój wielu funkcji psychicznych i społecznych człowieka. Może rozwijać mowę, pozwala zwiększyć koncentrację, pomaga wprowadzać różne pojęcia, może uczyć podstaw matematyki. Gdy mówimy o grach w kontekście rozwoju dziecka, dodajemy często przymiotnik „edukacyjne”, który ma podkreślić, że ta konkretnie gra jest stworzona z myślą o realizacji jakiegoś programu rozwojowego. Każda gra czegoś uczy i stosowanie tego przymiotnika jest tylko wytrychem dla sumienia rodziców, którzy dbają o świadomy dobór treści dla swoich pociech. Mało kto przecież testuje gry zanim przekaże je swojemu dziecku do zabawy. W dobie gier komputerowych, zakup kolejnej pozycji nie służy przecież wspólnej rozrywce, tylko zajęciu czymś młodego człowieka, by mieć trochę świętego spokoju i czasu dla siebie.

Julita i jej zguba

Nie tak dawno temu, w niewielkiej wsi położonej za Krakowem, żyła sobie dziewczynka o imieniu Julita. Miała mamę, tatę i psa o imieniu Roki. Miała siedem lat. Zawsze, gdy miała jakiś problem, tylko jeden członek jej rodziny umiał poprawić jej humor – to był Roki. Dotrzymywał jej towarzystwa, spędzał z nią dużo czasu, towarzyszył jej podczas zabawy zabawkami i graniem w gry.
Pewnego dnia, gdy poszła z nim na spacer, nagle - nie wiadomo dlaczego - urwał się jej ze smyczy i zaczął uciekać. Ona zaczęła go gonić i wołać: - Rokiiiiii! Nagle zniknął gdzieś za krzakami. Szukała go prawie dwie godziny, lecz go nie znalazła. Z płaczem wróciła do domu. Co się stało i gdzie jest Roki? – zapytał się tato.
- Roki mi uciekł.
- Chodź pójdziemy wydrukować ulotki z Rokim, a potem pójdziemy je roznieść i przy okazji go poszukamy.

Wydrukowali ulotki, poszli je roznieść, ale go nie znaleźli. Widzieli bardzo dużo podobnych psów, ale żaden z nich to nie był Roki. Gdy wrócili do domu późnym wieczorem, przy kolacji Julita była bardzo smutna, aż jej rodzicom żal było na nią patrzeć. Kładła się spać bardzo smutna i już nikt nie umiał jej poprawić humoru. Gdy wcześnie rano wstała, wyszła po cichu z domu i zaczęła go szukać po całej wsi. Szukała go wszędzie, jednak nadaremnie. Wyszła kawałek za wieś, weszła na górkę i zobaczyła czarodzieja.
- Powiedz mi proszę, gdzie jest Roki? – poprosiła.

Czarodziej wziął ją za rękę i zaprowadził do Rokiego. Poszli i zobaczyli za krzakami Rokiego z jakąś suczką i małymi szczeniakami. Julita zabrała całą gromadkę psiaków do domu. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a Roki już nigdy im nie uciekł.

Zapomnany samochodzik

 Dawno temu był sobie mały chłopiec o imieniu Staś. Na półce w jego pokoju stało niewiele zabawek, nie było tego dużo, ale można było znaleźć miedzy innymi parę gier planszowych, troszkę puzzli i. wśród nich stał mały, drewniany samochodzik. Była to najbardziej ulubiona zabawka chłopca. Dostał ją od swego dziadka, była już bardzo stara, ponieważ przechodziła ona z pokolenia na pokolenie, więc Staś bardzo starał się o nią dbać i szanować. Bawił się nią bardzo rzadko, ponieważ nie chciał nic w nim popsuć.
Pewnego dnia w czasie zabawy, mały samochodzik gdzieś zniknął. Staś szukał i szukał, ale nie mógł znaleźć swojej zabawki. Rodzice kupowali mu inne samochody, ale żaden nie był podobny do tego ulubionego. Mijały lata. Chłopiec rósł, ale i wtedy nie mógł zapomnieć o swoim małym drewnianym samochodziku, który dostał od swego dziadka. Bardzo go to męczyło, gdyż obiecał mu, że będzie się nim opiekował.  Pewnego dnia mama poprosiła dużego już Stasia, żeby pomógł jej w porządkach na strychu. Młodzieńca zainteresowała duża drewniana skrzynia. Otworzył ją i zobaczył wśród starych zabawek mały drewniany samochodzik.
Bardzo się ucieszył. Ukochana zabawka Stasia wróciła na półkę. Trochę zakurzona i zapomniana została odnowiona przez Stasia. Odmalował ja, podokręcał śrubki i  teraz jest ulubioną zabawką jego młodszego brata Karola.

Syrenka

Żyła sobie kiedyś w wielkim morzu syrenka Basia. Była zwykłą syrenką, ale miała piękny, złoty ogonek. Kiedy pływała, rozjaśniało się od niego całe morze i wszystkich napełniała radość.
Życie w morzu syrenki Basi było szczęśliwe, bo nikt nikomu nie robił krzywdy. Któregoś dnia jednak przypłynęła tam zła i żarłoczna ryba Lulu bo myślała, że złoty ogonek Basi da jej niezwykłą, nadrobią siłę.  Mała syrenka była czasami bardzo samotna, ponieważ w  morzu nie było tak dużo innych syrenek. Czasami zdarzało się jej podglądać inne, które bawiły się wesoło nad brzegiem morza w różne gry towarzyskie, lub  gdy słońce było bardzo gorące w gry planszowe lub zabawkami.
Gdy okropna Lula goniła Basię po całym morzu syrenka była coraz bardziej zmęczona, coraz słabsza, a ryba była coraz bliżej. Złoty ogonek błysnął pod wodą. Odbiło się od niego słoneczko i promyk sprowadził na pomoc białą mewę. Mewa wyciągnęła Basię z wody i zabrała ją na skałę pośrodku morza. Syrenka mogła teraz odpocząć i ogrzać się w słońcu. Była jednak daleko, daleko od domu. Zastanawiała się, jak wrócić, nie dając się złapać żarłocznej Lulu, która wciąż krążyła wokół skały.  
Basia siedziała na skałce, płakała i smutno trzepała złotym ogonkiem. Złoty blask z ogonka padł na białą pianę na falach wokół skałki. Wtedy z pianki wynurzyła się wróżka. Basia opowiedziała jej o swoim zmartwieniu. Wróżka wyjęła wtedy z ogonka Basi jedną złotą łuskę. Rzuciła nią w Lulu. Lulu zamieniła się w złotego konika morskiego. Syrenka podziękowała wróżce, otarła łzy i usiadła na koniku. Konik od razu pocwałował do jej pałacu. 
Kolacja już była gotowa i cała rodzina martwiła się o Basię. Bardzo się ucieszyli, kiedy wróciła. A Lulu bardzo się spodobało, że jest złotym konikiem i może skakać po podwodnych polankach i skubać morską trawkę. Dlatego nawet nie próbowała zamienić się z powrotem w żarłoczną rybę. Zaprzyjaźniła się też z Basią i obie żyły w morzu długo i szczęśliwie.

Metamorfoza

Z pośród różnorakich rozrywek i gier towarzyskich gry planszowe cieszą się nie słabnąca popularnością. Co prawda pojawiło się już mnóstwo odpowiedników komputerowych najpopularniejszych gier planszowych, jednakże siedzenie przed komputerem i on sam nie może zastąpić radości jaka płynie z obcowania z innymi graczami w tym samym pomieszczeniu i interakcji międzyludzkiej (nawet animacjami, efektami dźwiękowymi czy gra multiplayer).
Gry tradycyjne planszowe posiadają pola po których gracze przesuwają swoje pionki (żetony) według z góry określonych zasad, co ma na celu zazwyczaj pokonanie przeciwnika bądź wspólnie z nim wypełnienie zalecanej misji kończącej grę.
Obecnie gry planszowe przeszły już taką metamorfozę, że odchodzi się od standardowego dzielenia planszy na pola, bądź stosowania jednej wspólnej planszy dla wszystkich. Teraz można grać już w gry w których poza główna (najważniejsza) planszą są również dodatkowe plansze dla każdego z graczy, nie istnieją już na nich podziałki (na pola) a gracze swoje pionki rozmieszczają dowolnie lub według różnych zasad (np. przy zastosowaniu centymetra).
Coraz częściej rezygnuje się w grach planszowych z losowego elementu gry, jakim było korzystanie z kostki, teraz więcej zależy od posunięć i decyzji graczy, a mniej od przypadku.
Wszystkie te zmiany mają jedno na celu: uatrakcyjnienie gry i zrobienie z niej unikalnej i wciągającej rozgrywki dla każdego z grających

Sałata w ogródku

Pewnego dnia mamusia powiedziała do Filipa: - Idź proszę, do ogrodu i przynieś mi trochę rozmarynu.
     - Dobrze, mamusiu! - Filip zadowolony, że może przysłużyć się mamusi tak, jak uczyła tego nauczycielka, poszedł do ogrodu.     Musicie wiedzieć, ze ogród graniczył z ogrodem jego przyjaciela Andrzeja, z którym spędza każde swoje wolne popołudnie na czytaniu książeczek, zabawach w gry planszowe i układaniu puzzli. Przypuszczając że spotka kolegę, Filip, zerwawszy rozmaryn, zbliżył się do drucianej siatki. Ale co usłyszał? Ktoś z tyłu coś szeptał. Kto to mógł być?     Głosik z tyłu mówił: - Ja ciągle rosnę tutaj, krucha i zielona, ale Filip nie chcę mnie jeść. Mówi, że nie może na mnie patrzeć. Jestem taka smutna.     To była sałata Filipa, która skarżyła się na niego.     - Tymczasem Andrzej zjada mnie z przyjemnością. Czy zauważyłeś jego buzię, świeżą i różową?     - O, tak!     A buzia Filipa jest zawsze blada i zmęczona. Nie chce nigdy nic jeść poza mięsem, chlebem, kiełbaską i ciastkami.     - Czy nie zauważyliście również, że Andrzej ma wspaniałe oczy? - dodały marchewki, które rosły obok sałaty.     - Tak, to prawda - stwierdziła sałata.     - Otóż jest tak dzięki nam. On chętnie nas zjada, a my sprawiamy, że jego oczy są zdrowe.     Filip odszedł cicho i pobiegł do domu, by zobaczyć się w lustrze. Miał rzeczywiście bladą twarz, kilka krostek na nosie... a jeżeli rzeczywiście sałata i marchewki mają rację? Jego przyjaciel Andrzej miał zawsze różowe policzki.     - Mamusiu, mamusiu, dzisiaj daj mi trochę sałaty i kawałek marchewki, dobrze?     Mamusia nie chciała wierzyć własnym uszom. Zazwyczaj jej synek tak bardzo grymasił!     Filip nie powiedział jej, że słyszał tę dziwną rozmowę w ogrodzie. Będzie to jego osobista tajemnica!     Ale od tego dnia zaczęły mu smakować wszystkie jarzyny, jakie mamusia mu przygotowywała. Już więcej nie protestował.

Niebieski kamyczek

Karolcia to mała dziewczynka, która mieszka z mamą, tatą i ciotką. Pewnego dnia, podczas przeprowadzki do nowego mieszkania, znajduje w szparze podłogi niebieski koralik. Szybko okazuje się, że jest on magiczny i potrafi spełniać życzenia. Dzięki niemu Karolcia wraz ze swoim nowym kolegą, Piotrem, postanawiają spełnić parę swych życzeń. Na początek zapragnęli, aby wszystkie dzieci na świecie i te biedne i bogate dostały po zabawce o jakiej marzą. Ich życzenie się spełniło, lecz kamyczek zaczął blednąć, gdyż potrzebował dużo energii, aby spełnić to wymagające życzenie.
Po tym życzeniu, z kolejnymi na razie dali sobie spokój, ponieważ muszą  uważać, gdyż koralika szuka zła czarownica, Filomena, która chce go wykorzystać do swoich celów. Po jakimś czasie okazuje się też, że koralik nie ma nieograniczonej mocy - każde życzenie sprawia, że staje się coraz bledszy, aż w końcu kiedyś zniknie.
Pewnego dnia Karolcia i Piotr dowiadują się, że jedyny w okolicy park, do którego można wyjść na spacer, ma zostać zamknięty. Dzieci postanowiły przy pomocy koralika dostać się do ratusza do prezydenta miasta i poprosić go, by nie zamykał ogrodu. Pomagają im też dwa magiczne kamienne lwy, stojące przy ratuszu i znajome dzieci z przedszkola.
 Prezydent okazuje się bardzo sympatycznym człowiekiem, jedzie wraz z dziećmi do ogrodu i nakazuje, aby go nie zamykano. Lwy postanawiają pozostać w parku i id tej pory są drewniane.
Po tej przygodzie koralik robi się tak blady, że może spełnić już tylko jedno życzenie. Karolcia prosi więc, aby spełnił marzenia wszystkich ludzi. W jednej chwili tak się dzieje i wszyscy są bardzo szczęśliwi. Dzieci dostają nowe gry, puzzle i jeszcze raz po jednej zabawce, sąsiadka zdrowieje, sąsiad zostaje sławnym muzykiem, a mama Karolci wraca ze szpitala, wołając, że wszystkie dzieci pod jej opieką wyzdrowiały. Koralik znika, a Karolcia cieszy się, że właśnie takie życzenie wypowiedziała.