Dorastająca nastolatka w domu to nie łatwy orzech do zgryzienia. Są kłótnie, zgrzyty i trzaskanie drzwiami. Aby jakoś załągodzić sytuacje w domu zaprosiłam córkę na zakupy z myślą, że nasze stosunki się jakoś ocieplą. Pytając czy czegoś nie potrzebuje, ona rozwinęła długą listę życzeń z najważniejszymi potrzebami. Już wiedziałam, że to będzie dugi i męczący dzień. Moje jedyne ultimatum, było takie, aby zacząć zakupy od mojego sklepu. O dziwo się zgodziła.
Podczas zakupów spotkałam koleżankę Aleksandrę. Rozmawiałyśmy razem chyba z dobrą godzinkę i przechodząc od słowa do słowa umówiłyśmy się na wieczorne spotkanie w gronie rodzinnym.
Przypasował nam dzisiejszy dzień po godzinie 17:00.
W drodze powrotnej wstąpiłam do sklepu, bo przypomniałam sobie, że ciocia ma małą córeczkę wiec i jej trzeba sprawić jakąś niespodziankę.
Wstąpiłam do sklepu z zabawkami, a tam istne zatrzęsienie przeróżnymi zabawkami.
Od pluszowych misiów, puzzli do gier planszowych. Zdecydowałam się na puzzle dla dzieci. Składały się z małej ilości części więc na pewno nie będzie problemu z ułożeniem ich. Miały też odpowiednią wielkość co było też ułatwieniem. Wszystko było by fajne i proste, ale teraz jaki obrazek wybrać? Oczywiście ja już nie jestem na bieżąco z bajkami, ale pani ekspedientka była bardzo przydatna i powiedziała co jest najbardziej chodliwe.
Po zakupach pojechałam już do domu z nadzieją na to, że prezent się spodoba.
Jak zwykle prace domowe zajęły całe przedpołudnie, ani się nie spostrzegłam a już prawie 15.
Mąż wrócił z pracy, zjedliśmy obiad i już trzeba się było się szykować na odwiedziny u koleżanki Oli.
Wyruszyliśmy w drogę troszkę wcześniej, bo nie byłam pewna czy trafimy, bo już jakiś czas tam nie byliśmy. Droga nie okazała się tak zawiła jak przypuszczałam wiec trafiliśmy bez problemu.
Ola oczywiście ucieszona z naszej wizyty, że udało się nam znaleźć czas, aby wpaść w odwiedziny.
Ściągaliśmy buty gdy nagle z pokoju wyszła mała dziewczynka, ubrana w dziecięce getry we wzorki i piękną białą koszuleczkę. Była bardzo nieśmiała i chowała się z nogami swej mamy.
Ola nas przedstawiła, mimo że nie była nas pewna, wzięła nasz prezent dla niej.
Oczywiście ile to było radochy dla niej, jak i zresztą dla nas też. Po całych wybrykach z małą córeczką Oli- Anią usiedliśmy i wspominaliśmy czasy studiów. Życie było wówczas bardziej beztroskie niż teraz. Wspomnienia przy dobrym winku z taką ekipą było bardzo relaksujące.
Posiedzieliśmy tak z dobre trzy godzinki, no ale trzeba było się już zbierać
Czas był tak bardzo miło i pozytywnie spędzony, że umówiłyśmy się na kolejne spotkanie. Dla mnie będzie to oznaczać jedno, kolejną wizytę w sklepie z zabawkami dla małej Ani .
środa, 31 maja 2017
Nici z wycieczki
Nasze plany niestety się w tym roku nie spełnią. Miałyśmy jechać na ukochane Mazury, a tu klops ciocia wyjeżdża i nic z tego nie będzie. Pozostało nam zostać w domu, u siebie.
Z kolegami prawie codziennie jeździliśmy na wycieczki rowerowe nad wodę, graliśmy w piłkę siatkową, a także w nożną. Kiedy padał deszcz czas spędzałem przy komputerze lub ciekawymi grami ze znajomymi. Do gustu przypadło nam Grzybobranie w Zielonym Gaju oraz karty i puzzle.
Zdarzyło mi się pomagać także rodzicom, a szczególnie tacie w pracach fizycznych.
Wakacje minęły bardzo szybko. A w ostatnią niedzielę wakacji przydarzyła mi się śmieszna przygoda.
Z samego rana wybrałem się z tatą na grzyby. Dzień był słoneczny i ciepły. Przez ostatnie dwa dni padał deszcz więc spodziewaliśmy się obfitego wysypu grzybów. Gdy doszliśmy do lasu. Tata postanowił, że się rozdzielimy, ale tak żebyśmy byli w zasięgu wzroku. Na początku co raz zerkałem na tatę. Jednak po godzinie trafiłem na takie grzyby, że zapomniałem o wszystkim. Kiedy już miałem pełny kosz, zadowolony skierowałem się w kierunku gdzie był tata. Jednak go nie zobaczyłem .Zagwizdałem w charakterystyczny sposób, ale tata nie odpowiadał. Potem kilkakrotnie nawoływałem go, ale bez odpowiedzi. Kierowałem się cały czas w kierunku, który wydawał się właściwy. Wszedłem w końcu w takie gęstwiny, że trudno się było przez nie przedostać. Zmęczony usiadłem na jakimś pieńku, kosz postawiłem obok. Usłyszałem wtedy chrząkanie, które przypominało odgłos dzika, ale pomyślałem, że to tata robi mi głupi kawał. Więc powiedziałem zdenerwowany:
-Ale śmieszne!
Ale w odpowiedz nie usłyszałem nic oprócz chrząkania . Pomyślałem sobie, że dorośli też mają czasami głupie pomysły. W końcu krzyknąłem:
- Tato, bez wygłupów. Chodź już do domu, bo mam pełny kosz i bolą mnie nogi.
Ale nic, żadnej odpowiedzi, tylko cały czas chrząkanie. Więc przyklęknąłem i własnym oczom nie wierzyłem. Jakieś 25 metrów ode mnie ujrzałem gromadę dzików, a nie - tatę. Zerwałem się na równe nogi i jak najciszej oddaliłem się od tego miejsca. Szedłem w kierunku przeciwnym niż były dziki. Byłem pewien, że nie jest to kierunek do domu. Ale nie to było ważne. Ważne było aby dziki mnie nie usłyszały. Po jakiś 15 minutach, o dziwo natknąłem się na tatę, który w koszu miał zaledwie kilka grzybów. Opowiedziałem co mi się przytrafiło. A tata ze śmiechem zapytał:
-No, a gdzie masz te grzyby?
Dopiero wtedy zauważyłem, że nie mam kosza z grzybami. Wróciliśmy w to miejsce. Dzików nie było, ale i moich grzybów też nie było. Zostały tylko szczątki które zostawiły po uczcie dziki. Nie miałem ochoty na dalsze grzybobranie. Zmęczeni i rozbawieni wróciliśmy do domu.
Z kolegami prawie codziennie jeździliśmy na wycieczki rowerowe nad wodę, graliśmy w piłkę siatkową, a także w nożną. Kiedy padał deszcz czas spędzałem przy komputerze lub ciekawymi grami ze znajomymi. Do gustu przypadło nam Grzybobranie w Zielonym Gaju oraz karty i puzzle.
Zdarzyło mi się pomagać także rodzicom, a szczególnie tacie w pracach fizycznych.
Wakacje minęły bardzo szybko. A w ostatnią niedzielę wakacji przydarzyła mi się śmieszna przygoda.
Z samego rana wybrałem się z tatą na grzyby. Dzień był słoneczny i ciepły. Przez ostatnie dwa dni padał deszcz więc spodziewaliśmy się obfitego wysypu grzybów. Gdy doszliśmy do lasu. Tata postanowił, że się rozdzielimy, ale tak żebyśmy byli w zasięgu wzroku. Na początku co raz zerkałem na tatę. Jednak po godzinie trafiłem na takie grzyby, że zapomniałem o wszystkim. Kiedy już miałem pełny kosz, zadowolony skierowałem się w kierunku gdzie był tata. Jednak go nie zobaczyłem .Zagwizdałem w charakterystyczny sposób, ale tata nie odpowiadał. Potem kilkakrotnie nawoływałem go, ale bez odpowiedzi. Kierowałem się cały czas w kierunku, który wydawał się właściwy. Wszedłem w końcu w takie gęstwiny, że trudno się było przez nie przedostać. Zmęczony usiadłem na jakimś pieńku, kosz postawiłem obok. Usłyszałem wtedy chrząkanie, które przypominało odgłos dzika, ale pomyślałem, że to tata robi mi głupi kawał. Więc powiedziałem zdenerwowany:
-Ale śmieszne!
Ale w odpowiedz nie usłyszałem nic oprócz chrząkania . Pomyślałem sobie, że dorośli też mają czasami głupie pomysły. W końcu krzyknąłem:
- Tato, bez wygłupów. Chodź już do domu, bo mam pełny kosz i bolą mnie nogi.
Ale nic, żadnej odpowiedzi, tylko cały czas chrząkanie. Więc przyklęknąłem i własnym oczom nie wierzyłem. Jakieś 25 metrów ode mnie ujrzałem gromadę dzików, a nie - tatę. Zerwałem się na równe nogi i jak najciszej oddaliłem się od tego miejsca. Szedłem w kierunku przeciwnym niż były dziki. Byłem pewien, że nie jest to kierunek do domu. Ale nie to było ważne. Ważne było aby dziki mnie nie usłyszały. Po jakiś 15 minutach, o dziwo natknąłem się na tatę, który w koszu miał zaledwie kilka grzybów. Opowiedziałem co mi się przytrafiło. A tata ze śmiechem zapytał:
-No, a gdzie masz te grzyby?
Dopiero wtedy zauważyłem, że nie mam kosza z grzybami. Wróciliśmy w to miejsce. Dzików nie było, ale i moich grzybów też nie było. Zostały tylko szczątki które zostawiły po uczcie dziki. Nie miałem ochoty na dalsze grzybobranie. Zmęczeni i rozbawieni wróciliśmy do domu.
Biwak
Biwak to jest czego potrzebujemy teraz. Pogoda dopisuje już od dłuższego czasu wiec czemu nie. Dzieciaki skaczą pod sufit z ekscytacji. Ja z mężem też się cieszę bo dawno nie byliśmy nigdzie. Pierwsza atrakcją dla naszych niesfornych dzieciaków był kompleks basenów z ogromną zjeżdżalni, tam się wyszalały i wyzbyły zdecydowanie większą część codziennej dawki energii. Po basenie okazało się, że mam w domu dwa ogromne głodomory, Kasia i Jacek namówili mnie na niezdrowe jedzenie w jednym z najbardziej znanych fast food'ów. Nadal jestem pod wrażeniem ile są w stanie zjeść moje dzieci, choć mój mąż wcale nie jest gorszy od nich. Po ogromnym obiedzie wybraliśmy się na spokojniejszą rozrywkę, poszliśmy do kina. Dzieci wybrały film pod tytułem Memos-Kraina Lodu. Dzieciaki oglądały z zaciekawieniem bardzo przyjemny film a my z mężem mogliśmy trochę odetchnąć po pełnym wrażeń przedpołudniem. Film był pełen pięknych i magicznych postaci, bardzo polecam dla dzieci. Świetnie zrealizowany pod kątem dzieci właśnie, mnóstwo barwnych postaci, dialogi pomiędzy postaciami pouczające i przyjazny morał na zakończenie. nie chcę opowiadać historii ze wszystkimi szczegółami, bo warto by każdy sam obejrzał tą bajkę z dziećmi i mógł sam ją ocenić. Po wyjściu z kina prężnie podążyliśmy ku wyjściu, ale dzieciaki siłą zaciągnęły nas do sklepu z zabawkami. I wiedziałam, jak to się skończy Powodem była wystawa sklepowa,na której znajdowały się zabawki w tematyce filmowej.. Bardzo sprytne posunięcie właściciela sklepu. Dzieciaki zachwycone filmem nie mogły się oprzeć zabawkom. Kasia wybrała sobie puzzle "przyjaciele z Krainy Lodu" przedstawiające główną bohaterkę bajecznej krainy a Jacek gre planszową o tytułowej nazwie filmu tj.: Memos -Kraina Lodu". Kupiliśmy z mężem gry dla dzieci,żeby miały pamiątkę z naszej wycieczki, poza tym to był świetny element przetargowy na kolejny dzień. Tego dnia było już za poźno by zagrać w gry dzieci, musiały być grzeczne by móc zacząć dzień nastepny od tej czynności. Już od samego rana słyszałam z mężem mamo kiedy zagramy, tato kiedy możemy zacząć.Dzieci były posłuszne, więc zgodnie z obietnica następnego dnia, zaraz po śniadaniu, zabrały się najpierw za układanie puzzli a potem za gre planszową. Cały dzień gralismy razem z dziećmi na stoliczku wystawionym przed domkiem, na swiezym powietrzu. Całą rodziną świetnie sie bawiliśmy dzięki temu,że znaliśmy film i mogliśmy dodatkowo dzielić się swoimi odczuciami do różnych postaci i sytuacji ukazanych na ekranie. To był naprawdę przemiły weekend, trafiony pomysł na film a także pomysł dzieci na zakup tych gier.
Rezolutna pani
Nasza kochana pani wychowawczyni jak zwykle pełna energii zorganizowała wycieczkę dla naszych maluchów. Tym razem będzie to wycieczka do zoo, która będzie przyjemna i pouczająca. Wyjazd na wycieczkę był bardzo wcześnie rano, pobudka o 6:00 dla mojego dziecka jest niewykonalna wręcz ku mojemu zdumieniu mój Bartuś wstał bez żadnego problemu. Myślałam, że będzie się ociągał bo to dla niego bardzo wczesna pora. Od momentu przebudzenia nie było innego tematu niż wycieczka, na którą tak strasznie nie mógł się doczekać. Wciąż tylko zadawał pytania jakie zwierzęta będzie mógł zobaczyć, czy będzie mógł nakarmić jakieś zwierzęta, dotknąć je, pogłaskać. Jak nigdy bardzo szybko sie wyszykował i był gotowy do przedszkola. Wszyscy mali uczniowie czekali juz o 7 rano przed budynkiem przedszkola i byli gotowi wsiąść do autokaru. Dzieciaki się pozegnały i pojechały z opiekunami na ich wyczekaną wycieczkę. Bardzo się martwiłam o mojego Bartka, o to czy nic mu się nie stało, czy dobrze się bawi.. Niepotrzebnie! Wycieczka wróciła cała i zdrowa o około godziny 17. Mój Bartuś wyskoczył radośnie z autokaru wtulając się w moje ramiona. Natychmiast zaczął opowiadać co widział, gdzie był, co robił. Nie pozwolił nawet spokojnie pożegnać się z Paniami opiekunkami. Był tak zachwycony całą tą wycieczka, że pomyślałam, że muszę ta chwilę jakoś zapisać w jego pamięci. Wracając wpadłam na pomysł, że kupię mu jakąś grę, która będzie nawiązywała do tematyki wycieczki. Kupiliśmy grę pt Arka Noego i Mistakos. . Bartek mógł pobawić się jeszcze układając puzzle, na których był obrazek zwierząt, które spotkał w zoo. Układając wspominał jeszcze jak podobały mu się zwierzęta: konie, kozy,świnki,krowy, a nawet osły. Bardzo wiele zapamiętał o zwierzętach, które mógł dotknąć lub pogłaskać. To dowód na to, ze nauka dzieci powinna sie odbywać wykorzystując wszystkie bodźce, a w szczególności wzrok, dotyk i węch. Puzzle ułożył bardzo szybko, z niewielką moją pomocą. Ulożone obrazki nakleiliśmy na tekturkę i powiesiliśmy na ścianie. Teraz jak przychodzą do nas goście Bartek zaprasza gości pokazuje na puzzle i wspomina wycieczkę do zoo.
Zadanie dla każdego
Rada rodziców postanowiła zorganizować dla dzieci bal przebierańców. Mieliśmy dużo pomysłów lecz doszliśmy do porozumienia i wygrały czary i magia. Każdy z nas miał jakieś zadanie. Kolega Janusz był odpowiedzialny za organizację jedzenia i poczęstunku dla gości i uczestników naszej zabawy, Marysia miała za zadanie zorganizować gry i zabawy, które miały się odbywać w przerwach pomiędzy tańcami i zabawami. Przygotowała min. wiele gier i zabaw, w których można było wygrać ciekawe nagrody. Było tam np. gra planszowa Memos- Kraina lodu, gra planszowa 5 sekund czy seria puzzli- Jej wysokość Zosia, Grzybobranie w Zielonym Gaju.
Każdy sam wymyślał kostium. Ja przebrałam się za wesołą czarownicę. Wszyscy mieli kolorowe stroje. Bawiliśmy się wspaniale, nagle… zaczęło grzmieć, trzaskać piorunami. Po chwili znalazłam miotłę, tak jakby ktoś mi ją podrzucił. Usiadłam na niej i uniosłam się do góry. Zamknęłam oczy, a jak je otworzyłam wokoło był inny świat.
Wszyscy bawili się i tańczyli. Chciałam wrócić do domu. Spytałam się pewnej pani, gdzie jestem. Ona powiedziała, że w Zaczarowanym świecie, gdzie nikt się nie nudzi. Rozejrzałam się dookoła i powiedziałam: Ja chcę do domu! Wtedy pani wskazała na górę, gdzie stał różowy pałacyk, westchnęłam i znów powtórzyłam: Ja chcę do domu!!! A pani na to: To jest twój dom. Ta miotła, na której przyleciałaś do Zaczarowanego świata jest czarodziejska i wyczarowała go specjalnie dla ciebie. To znaczy, że już nigdy nie wrócę do mojego prawdziwego domu we Wrocławiu? I usłyszałam, że czarownica Iwona, jest chora, a Zaczarowany świat ma kłopoty.
Postanowiłam: POMOGĘ! Powiedziałam: Dobrze, co mam zrobić… Jak ci to wytłumaczyć? Chodź ze mną do pałacyku. Na drzwiach pisało: Rodzina Niebieskookich , było coś rozlane. Spytałam się Sary, bo tak nazywała się ta kobieta: Gdzie jest ta czarownica? Sara nie wiedziała, ale zapytała się służby pałacowej. Ona wskazała drzwi żółtego pokoju. Podeszłam do tej czarownicy. Okazało się, że to moja mama! Bardzo się ucieszyłam! Jednak nadal nie rozumiem, dlaczego czasami sny są rzeczywistością.
Każdy sam wymyślał kostium. Ja przebrałam się za wesołą czarownicę. Wszyscy mieli kolorowe stroje. Bawiliśmy się wspaniale, nagle… zaczęło grzmieć, trzaskać piorunami. Po chwili znalazłam miotłę, tak jakby ktoś mi ją podrzucił. Usiadłam na niej i uniosłam się do góry. Zamknęłam oczy, a jak je otworzyłam wokoło był inny świat.
Wszyscy bawili się i tańczyli. Chciałam wrócić do domu. Spytałam się pewnej pani, gdzie jestem. Ona powiedziała, że w Zaczarowanym świecie, gdzie nikt się nie nudzi. Rozejrzałam się dookoła i powiedziałam: Ja chcę do domu! Wtedy pani wskazała na górę, gdzie stał różowy pałacyk, westchnęłam i znów powtórzyłam: Ja chcę do domu!!! A pani na to: To jest twój dom. Ta miotła, na której przyleciałaś do Zaczarowanego świata jest czarodziejska i wyczarowała go specjalnie dla ciebie. To znaczy, że już nigdy nie wrócę do mojego prawdziwego domu we Wrocławiu? I usłyszałam, że czarownica Iwona, jest chora, a Zaczarowany świat ma kłopoty.
Postanowiłam: POMOGĘ! Powiedziałam: Dobrze, co mam zrobić… Jak ci to wytłumaczyć? Chodź ze mną do pałacyku. Na drzwiach pisało: Rodzina Niebieskookich , było coś rozlane. Spytałam się Sary, bo tak nazywała się ta kobieta: Gdzie jest ta czarownica? Sara nie wiedziała, ale zapytała się służby pałacowej. Ona wskazała drzwi żółtego pokoju. Podeszłam do tej czarownicy. Okazało się, że to moja mama! Bardzo się ucieszyłam! Jednak nadal nie rozumiem, dlaczego czasami sny są rzeczywistością.
Wolny czas z nauczycielem
Nadszedł ten czas, gdy starsi uczniowi wytężają swoje umysły i piszą swoje egzaminy dojrzałości. Na szczęście my jako rodzice mam jeszcze czas na nerwy, gdyż nasza Maja uczęszcza dopiero do piątek klasy. Na czas egzaminów maja zaplanowany czas ze swymi nauczycielami.
Nie dawno w szkołach podstawowych odbyły się egzaminy końcowe klas 6. Jest to ich pierwszy egzamin w życiu, dzięki któremu dowiedzą się ile zdołali się nauczyć w ciągu tych 6 lat. Można stwierdzić, że to ich pierwszy egzamin w życiu, pierwsze takie przeżycie i doświadczenie. Dlatego też nauczyciele zorganizowali dzieciom klas od 1 do 3 zajęcia poza lekcyjne, aby szósto klasiści mieli ciszę i spokój podczas próbnych egzaminów i aby przyzwyczaili się do wszystkich warunków panujących podczas państwowych egzaminów. Panie nauczycielki zaprosiły dzieci na boisko szkolne gdzie zorganizowały im wiele gier towarzyskich. Dzieci wspaniałe się bawiły, pogoda akurat dopisała więc zabawy było co nie miara. Każda klasa miała swoją cześć plac, aby nikt się nie kłócić i sobie nie dokuczał. Po jakiejś pół godzinie pierwsze klasy przeszły świetlicę, reszta dzieci została jeszcze na placu zabaw. Starsze chętne dzieci, które zgłosiły się na ochotników, aby poukładać po przebytym egzaminie stoły i ławki z sali gimnastycznej, gdzie odbywał się próbny egzamin dla szóstoklasistów. Dzieci młodsze, przebywające na świetlicy rozkoszowały się zabawą z innymi dziećmi poprzez gry planszowe, całe mnóstwo zabawek i puzzli. Gdy młodszym klasistą zaczęło się już troszkę nudzić, panie postanowiły ustawić stoły na których znajdowały się puzzle takie jak Batman v Supermen i karty Trefl. Zaproponowały, aby podzielić się na grupy i zorganizować teleturniej między klasami. Z każdej klasy wybrano kilka osób, które zasiadły przy stolikach. Mieli oni z zadanie na czas zbudować obraz z puzzli, które sobie wylosują. Klasa, która wygra otrzyma za nagrodę gry planszowe i wyjście do kina. Walka była zacięta i sprawiedliwa, dzieci, które wygrały otrzymały obiecaną nagrodę. Po powrocie do domu Maja doszła do wniosku, że takie zajęcia jak dziś mogły by się odbywać codziennie.
Nie dawno w szkołach podstawowych odbyły się egzaminy końcowe klas 6. Jest to ich pierwszy egzamin w życiu, dzięki któremu dowiedzą się ile zdołali się nauczyć w ciągu tych 6 lat. Można stwierdzić, że to ich pierwszy egzamin w życiu, pierwsze takie przeżycie i doświadczenie. Dlatego też nauczyciele zorganizowali dzieciom klas od 1 do 3 zajęcia poza lekcyjne, aby szósto klasiści mieli ciszę i spokój podczas próbnych egzaminów i aby przyzwyczaili się do wszystkich warunków panujących podczas państwowych egzaminów. Panie nauczycielki zaprosiły dzieci na boisko szkolne gdzie zorganizowały im wiele gier towarzyskich. Dzieci wspaniałe się bawiły, pogoda akurat dopisała więc zabawy było co nie miara. Każda klasa miała swoją cześć plac, aby nikt się nie kłócić i sobie nie dokuczał. Po jakiejś pół godzinie pierwsze klasy przeszły świetlicę, reszta dzieci została jeszcze na placu zabaw. Starsze chętne dzieci, które zgłosiły się na ochotników, aby poukładać po przebytym egzaminie stoły i ławki z sali gimnastycznej, gdzie odbywał się próbny egzamin dla szóstoklasistów. Dzieci młodsze, przebywające na świetlicy rozkoszowały się zabawą z innymi dziećmi poprzez gry planszowe, całe mnóstwo zabawek i puzzli. Gdy młodszym klasistą zaczęło się już troszkę nudzić, panie postanowiły ustawić stoły na których znajdowały się puzzle takie jak Batman v Supermen i karty Trefl. Zaproponowały, aby podzielić się na grupy i zorganizować teleturniej między klasami. Z każdej klasy wybrano kilka osób, które zasiadły przy stolikach. Mieli oni z zadanie na czas zbudować obraz z puzzli, które sobie wylosują. Klasa, która wygra otrzyma za nagrodę gry planszowe i wyjście do kina. Walka była zacięta i sprawiedliwa, dzieci, które wygrały otrzymały obiecaną nagrodę. Po powrocie do domu Maja doszła do wniosku, że takie zajęcia jak dziś mogły by się odbywać codziennie.
Ciepły spacerek
Wiosna, Wiosna ach to ty. Nareszcie robi się ciepło, można wyjść z domów na przyjemny spacerek.
Prace w ogródku ruszyły pełną parą. Skończył się czas długich wieczorów, bardzo krótkiego dnia. Teraz w kąt pójdą gdy planszowe 5 sekund Junior, Kalejdoskop 50 gier czy puzzle, Moje Pierwsze Rymowanki, Kąpiel Prosiaczka.
Wiosna szybko minęła, wakacje się zbliżały , a plony w ogródku już się pokazały.
Pewnego dnia mamusia powiedziała do Filipa: - Idź proszę, do ogrodu i przynieś mi trochę rozmarynu.
- Dobrze, mamusiu! - Filip zadowolony, że może przysłużyć się mamusi tak, jak uczyła tego nauczycielka, poszedł do ogrodu. Musicie wiedzieć, ze ogród graniczył z ogrodem jego przyjaciela Andrzeja, z którym spędza każde swoje wolne popołudnie na czytaniu książeczek, zabawach w gry planszowe i układaniu puzzli. Przypuszczając że spotka kolegę, Filip, zerwawszy rozmaryn, zbliżył się do drucianej siatki. Ale co usłyszał? Ktoś z tyłu coś szeptał. Kto to mógł być? Głosik z tyłu mówił: - Ja ciągle rosnę tutaj, krucha i zielona, ale Filip nie chcę mnie jeść. Mówi, że nie może na mnie patrzeć. Jestem taka smutna. To była sałata Filipa, która skarżyła się na niego. - Tymczasem Andrzej zjada mnie z przyjemnością. Czy zauważyłeś jego buzię, świeżą i różową? - O, tak! A buzia Filipa jest zawsze blada i zmęczona. Nie chce nigdy nic jeść poza mięsem, chlebem, kiełbaską i ciastkami. - Czy nie zauważyliście również, że Andrzej ma wspaniałe oczy? - dodały marchewki, które rosły obok sałaty. - Tak, to prawda - stwierdziła sałata. - Otóż jest tak dzięki nam. On chętnie nas zjada, a my sprawiamy, że jego oczy są zdrowe. Filip odszedł cicho i pobiegł do domu, by zobaczyć się w lustrze. Miał rzeczywiście bladą twarz, kilka krostek na nosie... a jeżeli rzeczywiście sałata i marchewki mają rację? Jego przyjaciel Andrzej miał zawsze różowe policzki. - Mamusiu, mamusiu, dzisiaj daj mi trochę sałaty i kawałek marchewki, dobrze? Mamusia nie chciała wierzyć własnym uszom. Zazwyczaj jej synek tak bardzo grymasił! Filip nie powiedział jej, że słyszał tę dziwną rozmowę w ogrodzie. Będzie to jego osobista tajemnica! Ale od tego dnia zaczęły mu smakować wszystkie jarzyny, jakie mamusia mu przygotowywała. Już więcej nie protestował.
Prace w ogródku ruszyły pełną parą. Skończył się czas długich wieczorów, bardzo krótkiego dnia. Teraz w kąt pójdą gdy planszowe 5 sekund Junior, Kalejdoskop 50 gier czy puzzle, Moje Pierwsze Rymowanki, Kąpiel Prosiaczka.
Wiosna szybko minęła, wakacje się zbliżały , a plony w ogródku już się pokazały.
Pewnego dnia mamusia powiedziała do Filipa: - Idź proszę, do ogrodu i przynieś mi trochę rozmarynu.
- Dobrze, mamusiu! - Filip zadowolony, że może przysłużyć się mamusi tak, jak uczyła tego nauczycielka, poszedł do ogrodu. Musicie wiedzieć, ze ogród graniczył z ogrodem jego przyjaciela Andrzeja, z którym spędza każde swoje wolne popołudnie na czytaniu książeczek, zabawach w gry planszowe i układaniu puzzli. Przypuszczając że spotka kolegę, Filip, zerwawszy rozmaryn, zbliżył się do drucianej siatki. Ale co usłyszał? Ktoś z tyłu coś szeptał. Kto to mógł być? Głosik z tyłu mówił: - Ja ciągle rosnę tutaj, krucha i zielona, ale Filip nie chcę mnie jeść. Mówi, że nie może na mnie patrzeć. Jestem taka smutna. To była sałata Filipa, która skarżyła się na niego. - Tymczasem Andrzej zjada mnie z przyjemnością. Czy zauważyłeś jego buzię, świeżą i różową? - O, tak! A buzia Filipa jest zawsze blada i zmęczona. Nie chce nigdy nic jeść poza mięsem, chlebem, kiełbaską i ciastkami. - Czy nie zauważyliście również, że Andrzej ma wspaniałe oczy? - dodały marchewki, które rosły obok sałaty. - Tak, to prawda - stwierdziła sałata. - Otóż jest tak dzięki nam. On chętnie nas zjada, a my sprawiamy, że jego oczy są zdrowe. Filip odszedł cicho i pobiegł do domu, by zobaczyć się w lustrze. Miał rzeczywiście bladą twarz, kilka krostek na nosie... a jeżeli rzeczywiście sałata i marchewki mają rację? Jego przyjaciel Andrzej miał zawsze różowe policzki. - Mamusiu, mamusiu, dzisiaj daj mi trochę sałaty i kawałek marchewki, dobrze? Mamusia nie chciała wierzyć własnym uszom. Zazwyczaj jej synek tak bardzo grymasił! Filip nie powiedział jej, że słyszał tę dziwną rozmowę w ogrodzie. Będzie to jego osobista tajemnica! Ale od tego dnia zaczęły mu smakować wszystkie jarzyny, jakie mamusia mu przygotowywała. Już więcej nie protestował.
Nieprzewidziane wydatki
Dzisiejsze czasy niestety nas rodziców nie rozpieszczają. Nie wspomnę jak ktoś ma dwoje lub troje dzieci i to jeszcze w wieku szkolnym. Nasze chłopaki są bliźniakami więc wydatki są podwójne i jeszcze wyjazd na wycieczkę ze szkoły. Niby to wyjazd jednodniowy, ale pieniążki nie małe. Dzieci oczywiście nie mogą się doczekać i od razu atakują nas zgodami do podpisu na wyjazd. Oczywiście najważniejszą rzeczą będzie również opłacenie wyjazdu, a tu dwójka dzieci więc i koszt robi się podwójny. Dzieci są w tej samej klasie, ponieważ są bliźnakami więc, to nie będzie taka łatwa decyzja. Trzeba by było zorganizować podwójne pieniążki. Wycieczka zaplanowana jest na 3 dni więc trzeba coś zapakować, bo nic wie wiadomo jaka to będzie pogoda, a tym bardziej, że jadą do Zakopanego. Oprócz potrzebnych rzeczy typu ubrania, kosmetyki dzieci biorą również trochę gier planszowych i zabawek. Dzieci kazały sobie zapakować 5 sekund Junior - grę planszową, Farma - Puzzle Ramkowe i Avengers - Puzzle Magic Decor. I teraz jak zmieścić te wszystkie rzeczy do torby? Musiał pomóc tata, trochę siły i sprytu i dzieciaki były zapakowane. Marlena dołożyła jeszcze pudełko puzzli. Dzień wycieczki szybko nadszedł więc oboje wzięliśmy sobie wolne w pracy i odprowadziliśmy dzieci na zbiórkę. Wszystko odbyło się sprawnie i bez problemów. Zbiórka odbyła się rano więc został nam z mężem jeszcze cały dzień. Postawiliśmy, że może wybierzemy się do kina, bo nie trzeba się spieszyć do domu, więc seans wieczorem był bardzo dobrym pomysłem. W ciągu dnia poszliśmy na obiad, na który jak zwykle nie było czasu w ciągu tygodnia, zawsze coś wypadało, jak nie sprawy związane z dziećmi to praca. Wybraliśmy się na film z serii horror. Seans zaczynał się o 17:00 więc ze wszystkimi obowiązkami w domu uwinęliśmy się, aby zdążyć, ponieważ tak długo zeszło nam czasu na obiedzie przy wspominaniu starych, młodzieńczych lat. Film trwał dwie godziny, powiem szczerze, że byłam przerażona nie na żarty. Jakieś biegające zombie i wirus, który pochłonął cały świat, był naprawdę przerażający. Te trzy dni spędzone tylko z mężem sprawiły, że naprawdę bardzo odpoczęliśmy i zbliżyliśmy się do siebie. Trochę prywatności i kolacje przy świecach działają bardzo relaksująco. Polecam wysyłać dzieci na wycieczki :)
Organizacja zajęć
Nowy rok szkolny, nowe wyzwanie dla nas rodziców i wielkie emocje dla dziecka.
Mój syn będzie zaczynał nowy rok szkolny w nowej szkole , z nowymi dziećmi. Bardzo się stresował, ale gdy dowiedział się że nowa pani organizuje zawody sportowe dla dzieci, aby się poznały i dobrze bawiły. Bardzo się cieszył na te zawody i wszystkie wydarzenia z tym związane. 1 września jak zawsze odbyło się oficjalne rozpoczęcie roku, tak zwana inauguracja roku szkolnego. Na uroczystości pojawiły się wszystkie klasy; pierwsze, drugie, trzecie, czwarte, piąte no i te najstarsze czyli szóste. Po oficjalnej przemowie Pani dyrektor poproszono uczniów o ustawienie się grupami, tj. klasami. W klasach pierwszych wychowawcy szybko zebrali uczniów wg. listy gdyż dzieci nie wiedziały jeszcze do których klas należą. Po ustawieniu się uczniów w grupach rozpoczęła się kilku etapowa rozgrywka. Pierwszy etap polegał na skakaniu na skakance, należało wykonać jak największą ilość skoków bez przerwy. Do tej rywalizacji poproszono po pięciu uczniów z każdej klasy, a wynik uczniów z każdej klasy był sumowany. Druga dyscypliną był bieg po wyznaczonym torze z przeszkodami, liczył się najkrótszy czas. Wynik również był sumowany jak w poprzedniej dyscyplinie, więc wszyscy musieli się bardzo starać. Trzecim etapem było rozwiązywanie rebusów. Rozwiązanie każdego dawało pięć punktów a było ich pięć, dla każdego ucznia po jednym. Na koniec zawodów rywalizacje były podliczane i wyłoniono zwycięzców z każdego roku. Najbardziej zadowoleni byli pierwszoklasiści, którzy nie spodziewali się, że będą tak dobrze się bawić już pierwszego dnia szkoły. Nagrodami w zabawie były gry planszowe, Dino farm, Mistakos, Oczywiście, żeby nie było pokrzywdzonych i niezadowolonych dzieci nagrody były dla wszystkich. Po turnieju dzieci rozeszły się po klasach i tam wychowawca rozdał im nagrody. Emocji było tak wiele, że dzieci nie chciały słuchać pani gdy chciała omówić plan lekcji oraz regulamin klasy na przyszły rok.
Mój syn będzie zaczynał nowy rok szkolny w nowej szkole , z nowymi dziećmi. Bardzo się stresował, ale gdy dowiedział się że nowa pani organizuje zawody sportowe dla dzieci, aby się poznały i dobrze bawiły. Bardzo się cieszył na te zawody i wszystkie wydarzenia z tym związane. 1 września jak zawsze odbyło się oficjalne rozpoczęcie roku, tak zwana inauguracja roku szkolnego. Na uroczystości pojawiły się wszystkie klasy; pierwsze, drugie, trzecie, czwarte, piąte no i te najstarsze czyli szóste. Po oficjalnej przemowie Pani dyrektor poproszono uczniów o ustawienie się grupami, tj. klasami. W klasach pierwszych wychowawcy szybko zebrali uczniów wg. listy gdyż dzieci nie wiedziały jeszcze do których klas należą. Po ustawieniu się uczniów w grupach rozpoczęła się kilku etapowa rozgrywka. Pierwszy etap polegał na skakaniu na skakance, należało wykonać jak największą ilość skoków bez przerwy. Do tej rywalizacji poproszono po pięciu uczniów z każdej klasy, a wynik uczniów z każdej klasy był sumowany. Druga dyscypliną był bieg po wyznaczonym torze z przeszkodami, liczył się najkrótszy czas. Wynik również był sumowany jak w poprzedniej dyscyplinie, więc wszyscy musieli się bardzo starać. Trzecim etapem było rozwiązywanie rebusów. Rozwiązanie każdego dawało pięć punktów a było ich pięć, dla każdego ucznia po jednym. Na koniec zawodów rywalizacje były podliczane i wyłoniono zwycięzców z każdego roku. Najbardziej zadowoleni byli pierwszoklasiści, którzy nie spodziewali się, że będą tak dobrze się bawić już pierwszego dnia szkoły. Nagrodami w zabawie były gry planszowe, Dino farm, Mistakos, Oczywiście, żeby nie było pokrzywdzonych i niezadowolonych dzieci nagrody były dla wszystkich. Po turnieju dzieci rozeszły się po klasach i tam wychowawca rozdał im nagrody. Emocji było tak wiele, że dzieci nie chciały słuchać pani gdy chciała omówić plan lekcji oraz regulamin klasy na przyszły rok.
Subskrybuj:
Posty (Atom)