Jedno z moich najpiękniejszych wspomnień dotyczy siódmych urodzin. Zwykle urodziny obchodzi się u mnie w rodzinie raczej kameralnie, ale tym razem przyjechała nawet rodzina z Poznania.
Najpierw był uroczysty obiad. Następnie mama wniosła pierwszą niespodziankę - tort. Nie był to taki zwyczajny tort. Był wielki i w kształcie zamku. Cały był obłożony kolorowymi cukierkami i orzeszkami, więc na jego widok dzieciaki wydały westchnienie zachwytu, a dorośli zamruczeli z aprobatą. W smaku również był znakomity - malinowo śmietanowy - moja mama jest prawdziwą mistrzynią, jeśli chodzi o wypieki. Na torcie stało siedem świeczek, które w połączeniu z tortem dawały niesamowity efekt.
Ktoś poradził mi, żebym przed ich zdmuchnięciem pomyślała życzenie. Moim życzeniem było, aby każde dziecko na świecie było tak szczęśliwe jak ja w tej chwili.
Potem nadeszła najmilsza dla mnie chwila, otwieranie prezentów. Wszystkie, a było ich w tym roku naprawdę dużo, zawinięte były w kolorowy, szeleszczący papier, a na dodatek przyozdobione lśniącymi wstążkami. Dostałam książki, drobiazgi do szkoły, ozdoby do włosów, wymarzona gra planszowa Memos - Kraina Lodu i puzzle Barbie - super księżniczka,
Najbardziej zaintrygowała mnie ogromna paczka w papierze w różyczki, dlatego właśnie ją zostawiłam sobie na koniec. Gdy wreszcie przyszła kolej na tę paczkę, aż zamarłam z zachwytu. W środku był brązowy, kudłaty, sympatyczny misio z zadartym noskiem. Całe siedem lat mojego życia marzyłam o takim niedźwiadku! Wiedziałam, że to prezent od rodziców, więc właśnie im rzuciłam się na szyję i ich wycałowałam.
Potem była muzyka, wspólne śpiewanie "Sto lat" i dużo dobrej zabawy aż do późnego wieczora. Byłam zadowolona i szczęśliwa, że moi rodzice przygotowali mi takie przyjęcie, które na pewno pozostanie w mej pamięci na bardzo długo czas, a w szczególności była wdzięczna za tak wspaniałe prezent, które postaram się szanować i zachować ze sobą jak najdłużej się tylko da.
czwartek, 27 sierpnia 2015
Tęsknota za latem
Deszcz zastukał do okien. Otworzyłam oczy i dostrzegłam leniwe słońce przebijające się przez chmury. Jesienna pogoda daje się we znaki każdemu, napawała mnie melancholią i ogromną nudą. Zatęskniłam za wiosennym ciepłem. Pomyślałam o zielonej łące i posmutniałam widząc zza szyby szare liście tańczące na chodnikach. Co tu robić jak nikomu nie chce się wychodzić, każdy z znajomych woli posiedzieć w ciepłym domku popijając gorącą herbatkę przy ciekawym filmie w telewizji. Poprosiłam mamę, czy może skusi się na zagranie ze mną w grę planszowa Kalejdoskop 0 gier lub ułoży puzzle- Wesoły dzień Zosi, lec niestety nie dała się namówić. Zrezygnowałam z dalszego namawiania i wróciłam do swego pokoju, aby dalej obserwować co dzieje się za oknem.
Mężczyzna zgarniał liście w jedno miejsce i teraz wyglądały jakby one także marzły od chłodnego wiatru. Postanowiłam, że zarzucę żółty szalik na szyję i wyjdę z domu.
Stanowił on kontrast z brązowymi liśćmi i pustymi gałęziami drzew. Pasował także do mojego ciemnozielonego swetra. Miałam na sobie barwy jesieni i tylko żółty szalik przypominał, że świat składa się z innych kolorów niż tylko odcieni szarości. W powietrzu czułam zapach wypalanej trawy. Zbliżała się zima można było to poznać po zwiniętych pąkach kwiatów, po grubszych kurtkach przechodniów i dzięki chłodnemu wiatru, który ocierał się o moje policzki. Wystawiłam twarz do słońca. Teraz było już bliżej nas. Przepędziło chmury deszczowe i ogrzewało nasze blade twarze. Spacerowałam po parku szukając wyjątkowych liści do zasuszenia. Postanowiłam schować cząstkę jesieni do książki. Zawsze gdy ja otworzę poczuję rześki jesienny poranek. Pod nogi zatulały się dwa dojrzałe kasztany. Pachniały świeżo rozłupaną łupinka. Odbijało się w nich słońce. Były gładkie i całe brązowe. Schowałam je w dłoni i poczułam ciepło bijące z serca kasztanów. To w nich żyła jesień. Jesień była także na liściach, które schowałam do książek. Widziałam ją także na niebie i wyczułam w powietrzu. Jesień przepełniła cały świat. Ludziom ocierała się o policzki, mężczyźnie zamiatającym liście tańczyła pomiędzy dłońmi. Lubiłam przyglądać się jesieni jak wypełnia świat. Przygotowuje do nadejścia zimy, przyzwyczaja do ciepłych swetrów i butów. Jesień odchodzi zawsze szybko, nie pyta czy powinna jeszcze zostać. Pozostawia po sobie ślady, których szukam tak jak dziś na wypadek gdybym tęskniła.
Mężczyzna zgarniał liście w jedno miejsce i teraz wyglądały jakby one także marzły od chłodnego wiatru. Postanowiłam, że zarzucę żółty szalik na szyję i wyjdę z domu.
Stanowił on kontrast z brązowymi liśćmi i pustymi gałęziami drzew. Pasował także do mojego ciemnozielonego swetra. Miałam na sobie barwy jesieni i tylko żółty szalik przypominał, że świat składa się z innych kolorów niż tylko odcieni szarości. W powietrzu czułam zapach wypalanej trawy. Zbliżała się zima można było to poznać po zwiniętych pąkach kwiatów, po grubszych kurtkach przechodniów i dzięki chłodnemu wiatru, który ocierał się o moje policzki. Wystawiłam twarz do słońca. Teraz było już bliżej nas. Przepędziło chmury deszczowe i ogrzewało nasze blade twarze. Spacerowałam po parku szukając wyjątkowych liści do zasuszenia. Postanowiłam schować cząstkę jesieni do książki. Zawsze gdy ja otworzę poczuję rześki jesienny poranek. Pod nogi zatulały się dwa dojrzałe kasztany. Pachniały świeżo rozłupaną łupinka. Odbijało się w nich słońce. Były gładkie i całe brązowe. Schowałam je w dłoni i poczułam ciepło bijące z serca kasztanów. To w nich żyła jesień. Jesień była także na liściach, które schowałam do książek. Widziałam ją także na niebie i wyczułam w powietrzu. Jesień przepełniła cały świat. Ludziom ocierała się o policzki, mężczyźnie zamiatającym liście tańczyła pomiędzy dłońmi. Lubiłam przyglądać się jesieni jak wypełnia świat. Przygotowuje do nadejścia zimy, przyzwyczaja do ciepłych swetrów i butów. Jesień odchodzi zawsze szybko, nie pyta czy powinna jeszcze zostać. Pozostawia po sobie ślady, których szukam tak jak dziś na wypadek gdybym tęskniła.
Sprawdzian z jęzka polskiego
Jest środa trwa jeszcze przerwa, ale już niedługo zadzwoni dzwonek. Siedzę przed klasą i gorączkowo powtarzam gramatykę. Kolejna lekcja to język polski, a na niej zapowiedziany przed tygodniem sprawdzian. Obok mnie siedzi kilku moich kolegów, też próbują jeszcze czegoś się na uczyć i wbić trochę zasad gramatyki do głowy. Korytarz jest pełen uczniów, którzy albo poświęcają się powtórką przed lekcjami albo wariują z innymi. Słychać muzykę puszczaną przez uczniów w szkolnym radiowęźle, ktoś w kącie przepisuje zadnie domowe. Za oknem jest słonecznie, aż żal tu siedzieć i tracić czas na jakieś głupie sprawdziany. Wolał bym iść z kolegami na basen, pograć w piłkę lub nawet pograć w gry planszowe czy poukładać puzzle. Jednymi z naszych ulubionych były Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy czy Kalejdoskop 50 gier.
Słońce oświetla ściany korytarza i wiszące na nich kolorowe gazetki. Na korytarzu gdzie niegdzie widać porzucony niedbale plecak lub papierek po śniadaniu.
Nagle słychać dzwonek. Kilku siedzących obok mnie kolegów z przerażeniem spogląda po sobie. Agnieszka, która właśnie wróciła ze stołówki spogląda na schody, na których ma za moment przechodzić nasz nauczyciel z polskiego i szepcze "Może go nie ma." Chłopcy uskarżają się, że nic nie umieją co najlepsze jest, że powtarza się ten sam tekst z każdym razem, gdy jest jakiś sprawdzian czy niezapowiedziana kartkówka. Tymczasem korytarz powoli pustoszeje. Całą swoją inteligencję skupiają tylko na tym, aby te 45 minut minęło jak najszybciej się da.
Nagle zjawia się także nauczyciel polskiego. Wszyscy wzdychają z rezygnacją albo próbują jakoś się uspokoić. Wchodzimy do klasy i rozpoczyna się zapowiedziany sprawdzian.
Korytarz jest pusty, wraz z dzwonkiem umilkła także muzyka, a słońce przysłoniły chmury. Pani nauczycielka zapowiedziała, aby każdy z nas wyciągał czystą kartkę, podpisała się na niej i zaczął notować pytania z egzaminu.
Każdy oczywiście zrobił duże oczy, no ale cóż jak trzeba to trzeba. Po przebytym czasie wszyscy wyszliśmy z klasy, wymieniliśmy się wrażeniami i poszliśmy na kolejny przedmiot.
Słońce oświetla ściany korytarza i wiszące na nich kolorowe gazetki. Na korytarzu gdzie niegdzie widać porzucony niedbale plecak lub papierek po śniadaniu.
Nagle słychać dzwonek. Kilku siedzących obok mnie kolegów z przerażeniem spogląda po sobie. Agnieszka, która właśnie wróciła ze stołówki spogląda na schody, na których ma za moment przechodzić nasz nauczyciel z polskiego i szepcze "Może go nie ma." Chłopcy uskarżają się, że nic nie umieją co najlepsze jest, że powtarza się ten sam tekst z każdym razem, gdy jest jakiś sprawdzian czy niezapowiedziana kartkówka. Tymczasem korytarz powoli pustoszeje. Całą swoją inteligencję skupiają tylko na tym, aby te 45 minut minęło jak najszybciej się da.
Nagle zjawia się także nauczyciel polskiego. Wszyscy wzdychają z rezygnacją albo próbują jakoś się uspokoić. Wchodzimy do klasy i rozpoczyna się zapowiedziany sprawdzian.
Korytarz jest pusty, wraz z dzwonkiem umilkła także muzyka, a słońce przysłoniły chmury. Pani nauczycielka zapowiedziała, aby każdy z nas wyciągał czystą kartkę, podpisała się na niej i zaczął notować pytania z egzaminu.
Każdy oczywiście zrobił duże oczy, no ale cóż jak trzeba to trzeba. Po przebytym czasie wszyscy wyszliśmy z klasy, wymieniliśmy się wrażeniami i poszliśmy na kolejny przedmiot.
Niefortunny wypadek
Mateusz był moim najlepszym przyjacielem. Wiele chwile spędziliśmy razem. Wprost nie można zliczyć tych godzin poświęconych na grę w piłkę. Tych meczy było bardzo dużo, ale zawsze najlepiej grało mi się z Mateuszem. Wspólnie też jeździliśmy na rowerze po okolicy. Moi rodzice lubili Mateusza, bo był obowiązkowym uczniem i nawet miał lepsze oceny niż ja. Zgadzali się więc bez problemu na nasze wspólne wypady za miasto.
Także bez wahania pozwolili, abyśmy wspólnie spędzili jeden tydzień wakacji u babci na wsi. Mieliśmy radości co niemiara. Kąpiel w pobliskiej rzece, przejażdżki rowerowe, pieczenie kiełbasek przy ognisku to tylko niektóre z naszych rozrywek. Wspólne granie w gry planszowe takie jak Kalejdoskop 50 gier czy 5 sekund. Poznałem wtedy też nowych znajomych i nawet pewną dziewczynę, z którą zamierzam się dalej spotykać.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewien pochmurny dzień. Wtedy wybraliśmy się do lasu. Zebraliśmy już sporo grzybów, które później mieliśmy przekazać babci Mateusza, aby mogła skontrolować i ocenić, czy wszystkie są jadalne. Już mieliśmy wracać, gdy Mateusz chciał pokazać mi miejsce, gdzie w dzieciństwie bawił się w chowanego. Nagle coś zabłyszczało w oddali. Postanowiliśmy tam podejść. Był to jakiś dziwny przedmiot, który wystawał z ziemi. Powiedziałem, że może lepiej tego nie ruszać. Jednak Mateusz był ciekawy, schylił się i ostrożnie zaczął wyciągać z ziemi. Nagle jakiś blask mnie oślepił.... Pamiętam jeszcze huk...
Ocknąłem się dopiero w szpitalu. Dopiero później mi wyjaśniono, że to był wybuch. Ja stałem dalej, więc obrażenia nie były duże i po kilku dniach wyszedłem ze szpitala. Miałem tylko lekkie skaleczenia. Stan Mateusza być cięższy. Odłamki z niewypału skaleczyły mu twarz, a zwłaszcza oczy. Co gorsze stracił trzy palce u ręki. Okazało się też, że zaczął coraz gorzej widzieć i w końcu stracił wzrok. To był prawdziwa tragedia. Nie mogłem się z tym pogodzić. Byłem zły, że w porę go nie powstrzymałem. Było mi żal, gdy patrzyłem na niego. Jednak starałem się nie dać tego po sobie poznać i podtrzymywałem go na duchu. Liczyłem na to, że planowana operacja pomoże i Mateusz odzyska wzrok. Niemniej chciałem, aby cofnął się czas. Wtedy wiedziałbym, co zrobić, by zapobiec nieszczęściu. Teraz było już za późno.
Po całej tej tragedii nasze stosunki jeszcze bardziej się umocniły, na pewno wiedzieliśmy, że to co się stało było tragedią, ale wiedzieliśmy, że możemy zawsze na siebie liczyć.
Także bez wahania pozwolili, abyśmy wspólnie spędzili jeden tydzień wakacji u babci na wsi. Mieliśmy radości co niemiara. Kąpiel w pobliskiej rzece, przejażdżki rowerowe, pieczenie kiełbasek przy ognisku to tylko niektóre z naszych rozrywek. Wspólne granie w gry planszowe takie jak Kalejdoskop 50 gier czy 5 sekund. Poznałem wtedy też nowych znajomych i nawet pewną dziewczynę, z którą zamierzam się dalej spotykać.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewien pochmurny dzień. Wtedy wybraliśmy się do lasu. Zebraliśmy już sporo grzybów, które później mieliśmy przekazać babci Mateusza, aby mogła skontrolować i ocenić, czy wszystkie są jadalne. Już mieliśmy wracać, gdy Mateusz chciał pokazać mi miejsce, gdzie w dzieciństwie bawił się w chowanego. Nagle coś zabłyszczało w oddali. Postanowiliśmy tam podejść. Był to jakiś dziwny przedmiot, który wystawał z ziemi. Powiedziałem, że może lepiej tego nie ruszać. Jednak Mateusz był ciekawy, schylił się i ostrożnie zaczął wyciągać z ziemi. Nagle jakiś blask mnie oślepił.... Pamiętam jeszcze huk...
Ocknąłem się dopiero w szpitalu. Dopiero później mi wyjaśniono, że to był wybuch. Ja stałem dalej, więc obrażenia nie były duże i po kilku dniach wyszedłem ze szpitala. Miałem tylko lekkie skaleczenia. Stan Mateusza być cięższy. Odłamki z niewypału skaleczyły mu twarz, a zwłaszcza oczy. Co gorsze stracił trzy palce u ręki. Okazało się też, że zaczął coraz gorzej widzieć i w końcu stracił wzrok. To był prawdziwa tragedia. Nie mogłem się z tym pogodzić. Byłem zły, że w porę go nie powstrzymałem. Było mi żal, gdy patrzyłem na niego. Jednak starałem się nie dać tego po sobie poznać i podtrzymywałem go na duchu. Liczyłem na to, że planowana operacja pomoże i Mateusz odzyska wzrok. Niemniej chciałem, aby cofnął się czas. Wtedy wiedziałbym, co zrobić, by zapobiec nieszczęściu. Teraz było już za późno.
Po całej tej tragedii nasze stosunki jeszcze bardziej się umocniły, na pewno wiedzieliśmy, że to co się stało było tragedią, ale wiedzieliśmy, że możemy zawsze na siebie liczyć.
Podarunek dla babci
Alicja i jej najlepsza przyjaciółka Maja miały do wykonania projekt na historię. Polegał on na tym, żeby z kilku starych przedmiotów zrobić jeden nowy wynalazek XXI wieku. Na miejsce poszukiwań wybrały strych Alicji. Znalazły tam przeróżne stare obrazy, wykrzywiony widelec, jakieś klocki, gry planszowe 5 sekund junior i grę Kalejdoskop 50 gier po jej młodszym braciszku i pękniętą piłkę do grania w nogę. Wydawało się, że mogą z tego zrobić widelec obłożony klockami, który mógłby być rakietą kosmiczną, albo obraz z ramą z piłki jako małe kino domowe. Ale dziewczynkom te pomysły wydały się zbyt nudne, jak na 5 klasę. Wracały już do domu, gdy Maja zauważyła na schodku parę dziurawych czerwonych skarpetek w kolorowe ciapki i nagle ją olśniło:
- Możemy zrobić z tych skarpetek ciepłe ogrzewacze do rąk!
Od razu wzięły się do pracy. Alicja przyniosła nitki i drobną igiełkę, a Maja dzbanek gorącej wody i dziwną gumową poduszeczkę, taką jak ma pani pielęgniarka w szkole - tylko ona ma ją z lodem. Po skończonej pracy dziewczynki wraz z psem Alicji Galeryjką wyszły na długi jesienny spacer.
Następnego dnia przyniosły do szkoły ciepłe, zacerowane ładnie skarpetko-ogrzewacze. Oczywiście dostały obie 5 z dużymi plusami. Po powrocie do domu Alicja zobaczyła krzątającą się po korytarzu babcię Gosię.
- Babciu czy coś się stało?
- Nie, wszystko dobrze.
- Popatrz babciu, jaki wykonałyśmy z Mają projekt.
- Ojej, to moje skarpetki, wszędzie ich szukałam!
- O nie.
- Nie przejmuj się, o ale ładnie mi je zaszyłaś. Dziękuję.
Alicja miała wyzuty sumienia, że zabrały rzeczy babci bez jej wiedzy i zgody. Chciała jej to jakoś wynagrodzić i postanowiła, że ich praca szkolna, za którą otrzymały 5 przekaże swe babci, której na pewno taki prezent się przyda.
Doszyła do skarpet trzy kolorowe guziczki, które idealnie komponowały się z czerwienią skarpet.
Zapakowały je w ładny papier ozdobny i postanowiła wręczyć je babci na drugi dzień. Gdy wróciła ze szkoły pobiegła do swego pokoju, wyjęła z szafy małe zawiniątko i wręczyła je babci.
Babcia niczego nie świadoma bardzo podziękowała wnuczce i przyjęła prezent. Po rozpakowaniu była bardzo ucieszona, a zarazem wzruszona. Zima była za pasem więc wiedziała, że taki prezent na pewno się jej przyda.
- Możemy zrobić z tych skarpetek ciepłe ogrzewacze do rąk!
Od razu wzięły się do pracy. Alicja przyniosła nitki i drobną igiełkę, a Maja dzbanek gorącej wody i dziwną gumową poduszeczkę, taką jak ma pani pielęgniarka w szkole - tylko ona ma ją z lodem. Po skończonej pracy dziewczynki wraz z psem Alicji Galeryjką wyszły na długi jesienny spacer.
Następnego dnia przyniosły do szkoły ciepłe, zacerowane ładnie skarpetko-ogrzewacze. Oczywiście dostały obie 5 z dużymi plusami. Po powrocie do domu Alicja zobaczyła krzątającą się po korytarzu babcię Gosię.
- Babciu czy coś się stało?
- Nie, wszystko dobrze.
- Popatrz babciu, jaki wykonałyśmy z Mają projekt.
- Ojej, to moje skarpetki, wszędzie ich szukałam!
- O nie.
- Nie przejmuj się, o ale ładnie mi je zaszyłaś. Dziękuję.
Alicja miała wyzuty sumienia, że zabrały rzeczy babci bez jej wiedzy i zgody. Chciała jej to jakoś wynagrodzić i postanowiła, że ich praca szkolna, za którą otrzymały 5 przekaże swe babci, której na pewno taki prezent się przyda.
Doszyła do skarpet trzy kolorowe guziczki, które idealnie komponowały się z czerwienią skarpet.
Zapakowały je w ładny papier ozdobny i postanowiła wręczyć je babci na drugi dzień. Gdy wróciła ze szkoły pobiegła do swego pokoju, wyjęła z szafy małe zawiniątko i wręczyła je babci.
Babcia niczego nie świadoma bardzo podziękowała wnuczce i przyjęła prezent. Po rozpakowaniu była bardzo ucieszona, a zarazem wzruszona. Zima była za pasem więc wiedziała, że taki prezent na pewno się jej przyda.
Zaczarowany bal przbierańców
Zbliżał się długo wyczekiwany dzień przez nas wszystkich, bal przebierańców. Długo się do niego przygotowywaliśmy, każdy miał wyznaczone jakieś zadanie. Ja osobiście musiałam dopilnować, aby sala była przybrana i ustrojona według tematu przewodniego, którym była czary i magia. Kolega Janusz był odpowiedzialny za organizację jedzenia i poczęstunku dla gości i uczestników naszej zabawy, Marysia miała za zadanie zorganizować gry i zabawy, które miały się odbywać w przerwach pomiędzy tańcami i zabawami. Przygotowała min. wiele gier i zabaw, w których można było wygrać ciekawe nagrody. Było tam np. gra planszowa Memos- Kraina lodu, gra planszowa 5 sekund czy seria puzzli- Jej wysokość Zosia.
Każdy sam wymyślał kostium. Ja przebrałam się za wesołą czarownicę. Wszyscy mieli kolorowe stroje. Bawiliśmy się wspaniale, nagle… zaczęło grzmieć, trzaskać piorunami. Po chwili znalazłam miotłę, tak jakby ktoś mi ją podrzucił. Usiadłam na niej i uniosłam się do góry. Zamknęłam oczy, a jak je otworzyłam wokoło był inny świat.
Wszyscy bawili się i tańczyli. Chciałam wrócić do domu. Spytałam się pewnej pani, gdzie jestem. Ona powiedziała, że w Zaczarowanym świecie, gdzie nikt się nie nudzi. Rozejrzałam się dookoła i powiedziałam: Ja chcę do domu! Wtedy pani wskazała na górę, gdzie stał różowy pałacyk, westchnęłam i znów powtórzyłam: Ja chcę do domu!!! A pani na to: To jest twój dom. Ta miotła, na której przyleciałaś do Zaczarowanego świata jest czarodziejska i wyczarowała go specjalnie dla ciebie. To znaczy, że już nigdy nie wrócę do mojego prawdziwego domu we Wrocławiu? I usłyszałam, że czarownica Iwona, jest chora, a Zaczarowany świat ma kłopoty.
Postanowiłam: POMOGĘ! Powiedziałam: Dobrze, co mam zrobić… Jak ci to wytłumaczyć? Chodź ze mną do pałacyku. Na drzwiach pisało: Rodzina Niebieskookich , było coś rozlane. Spytałam się Sary, bo tak nazywała się ta kobieta: Gdzie jest ta czarownica? Sara nie wiedziała, ale zapytała się służby pałacowej. Ona wskazała drzwi żółtego pokoju. Podeszłam do tej czarownicy. Okazało się, że to moja mama! Bardzo się ucieszyłam! Jednak nadal nie rozumiem, dlaczego czasami sny są rzeczywistością.
Każdy sam wymyślał kostium. Ja przebrałam się za wesołą czarownicę. Wszyscy mieli kolorowe stroje. Bawiliśmy się wspaniale, nagle… zaczęło grzmieć, trzaskać piorunami. Po chwili znalazłam miotłę, tak jakby ktoś mi ją podrzucił. Usiadłam na niej i uniosłam się do góry. Zamknęłam oczy, a jak je otworzyłam wokoło był inny świat.
Wszyscy bawili się i tańczyli. Chciałam wrócić do domu. Spytałam się pewnej pani, gdzie jestem. Ona powiedziała, że w Zaczarowanym świecie, gdzie nikt się nie nudzi. Rozejrzałam się dookoła i powiedziałam: Ja chcę do domu! Wtedy pani wskazała na górę, gdzie stał różowy pałacyk, westchnęłam i znów powtórzyłam: Ja chcę do domu!!! A pani na to: To jest twój dom. Ta miotła, na której przyleciałaś do Zaczarowanego świata jest czarodziejska i wyczarowała go specjalnie dla ciebie. To znaczy, że już nigdy nie wrócę do mojego prawdziwego domu we Wrocławiu? I usłyszałam, że czarownica Iwona, jest chora, a Zaczarowany świat ma kłopoty.
Postanowiłam: POMOGĘ! Powiedziałam: Dobrze, co mam zrobić… Jak ci to wytłumaczyć? Chodź ze mną do pałacyku. Na drzwiach pisało: Rodzina Niebieskookich , było coś rozlane. Spytałam się Sary, bo tak nazywała się ta kobieta: Gdzie jest ta czarownica? Sara nie wiedziała, ale zapytała się służby pałacowej. Ona wskazała drzwi żółtego pokoju. Podeszłam do tej czarownicy. Okazało się, że to moja mama! Bardzo się ucieszyłam! Jednak nadal nie rozumiem, dlaczego czasami sny są rzeczywistością.
wtorek, 25 sierpnia 2015
Nieudany piknik
Dawno, dawno temu żyła sobie dziewczynka Iza z mamą. Żyli w małym domku, było im tam fajnie. Żyła sobie też tam babcia, która pewnego dnia zaprosiła ich na piknik. Mama dziewczynki się zgodziła. Rozpoczęła przygotowania do piknikowej biesiady, pakowały naprawę dużo rzeczy, ponieważ oprócz nich miała tam być jeszcze ciocia Zosia z wujkiem Januszem i córką Kasią.
Dzień wcześniej przygotowały całe mnóstwo dobrego jedzenia, pyszne kanaki, kompot z truskawek, galaretkę z owocami i wiele innych. Do głównego zadania Izy należało zapakowanie odpowiednich gier i zabawek dla urozmaicenia wspólnie zaplanowanego czasu. Iza zapakowała piłkę plażową, paletki, gry planszowe- Kalejdoskop 50 gier i 5 sekund. Wszystko było gotowe więc można było zacząć się pakować.
Troszkę się tego uzbierało, więc mama Izy musiała zapakować drugi kosz. Sięgała po koszyk i… spadła. Skręciła sobie nogę! Mama dziewczynki nie mogła pójść na piknik, ale córeczka mogła. Mama chciała ostrzec dziewczynkę, bo mogła się zgubić. Ale dziewczynka poszła bez powiedzenia o tym mamie.
Kiedy dziewczynka weszła do lasu zaczęła się bać. Bardzo chciała pójść na ten piknik, bo babci zrobiłoby się przykro. Poszła więc, a mama się zorientowała, że córeczka sama poszła do babci przez niebezpieczny las. Zadzwoniła do pana leśniczego. On szybko wyruszył szukać dziewczynki.
Idąc do babci dziewczynka zbierała orzechy, grzyby, jagody, truskawki i śliwki. Wiedziała którzy rzeczy są jadalne, a które trujące. Była głodna. Znalazła małą studzienkę, opłukała grzyby i zjadła ich trzy. Zasnęła.
Babcia w tym czasie wyszła naprzeciw mamie z wnuczką. Jednak zgubiła się w lesie. Leśniczy tropił ślady w lesie. Szukał, szukał. Miał ze sobą mapę i kompas. Znalazł obie zguby i zaprowadził je do domu. Mama była bardzo zła na swą córkę, że nie posłuchała jej prośby i sama wybrała się do lasu, gdzie mogło być dla niej bardzo niebezpiecznie. Iza przeprosiła mamę i obiecała, że więcej tak nie zrobi. Po czasie mama wyzdrowiała i spotkali się na pikniku z całą rodziną.
Dzień wcześniej przygotowały całe mnóstwo dobrego jedzenia, pyszne kanaki, kompot z truskawek, galaretkę z owocami i wiele innych. Do głównego zadania Izy należało zapakowanie odpowiednich gier i zabawek dla urozmaicenia wspólnie zaplanowanego czasu. Iza zapakowała piłkę plażową, paletki, gry planszowe- Kalejdoskop 50 gier i 5 sekund. Wszystko było gotowe więc można było zacząć się pakować.
Troszkę się tego uzbierało, więc mama Izy musiała zapakować drugi kosz. Sięgała po koszyk i… spadła. Skręciła sobie nogę! Mama dziewczynki nie mogła pójść na piknik, ale córeczka mogła. Mama chciała ostrzec dziewczynkę, bo mogła się zgubić. Ale dziewczynka poszła bez powiedzenia o tym mamie.
Kiedy dziewczynka weszła do lasu zaczęła się bać. Bardzo chciała pójść na ten piknik, bo babci zrobiłoby się przykro. Poszła więc, a mama się zorientowała, że córeczka sama poszła do babci przez niebezpieczny las. Zadzwoniła do pana leśniczego. On szybko wyruszył szukać dziewczynki.
Idąc do babci dziewczynka zbierała orzechy, grzyby, jagody, truskawki i śliwki. Wiedziała którzy rzeczy są jadalne, a które trujące. Była głodna. Znalazła małą studzienkę, opłukała grzyby i zjadła ich trzy. Zasnęła.
Babcia w tym czasie wyszła naprzeciw mamie z wnuczką. Jednak zgubiła się w lesie. Leśniczy tropił ślady w lesie. Szukał, szukał. Miał ze sobą mapę i kompas. Znalazł obie zguby i zaprowadził je do domu. Mama była bardzo zła na swą córkę, że nie posłuchała jej prośby i sama wybrała się do lasu, gdzie mogło być dla niej bardzo niebezpiecznie. Iza przeprosiła mamę i obiecała, że więcej tak nie zrobi. Po czasie mama wyzdrowiała i spotkali się na pikniku z całą rodziną.
Chora łapka futrzaka
Pewnego dnia miś i jego przyjaciel królik poszli na spacer. Gdy przemierzali zieloną dolinę królik powiedział:
- Chodźmy do domu, bo pada deszcz.
- Dobrze – odpowiedział miś.
Gdy byli już w domu, mieli napić się herbaty, ale królik był bardzo, ale to bardzo zmęczony.
- Misiu. Pójdę już do domu. – powiedział królik.
- Proszę, nie idź! – zatrzymywał go miś.
Ale królik nalegał. Miś postanowił jakoś go zatrzymać i czymś zainteresować. Wyciągnął ze swej szafy puzzle- Farma i grę planszową Memos- Kraina lodu. Oj to przekonało królika, aby zostać i zacząć zabawę z misiem. Rozegrali po jednej partyjce gry i ułożyli całe puzzle, troszkę czasu im to zajęło, wiec na koniec zabawy królik przeprosił misia i postanowił udać się do domu.
Gdy królik wyszedł, miś położył się spać. Kiedy tylko nastał poranek, miś pomaszerował do domku przyjaciela. Znajomy otworzył drzwi. Wyglądał na wypoczętego. Dlatego miś od razu zaproponował:
- Co powiesz na przechadzkę do krainy futrzaków?
- O tak, z miłą chęcią.
Gdy dotarli na miejsce zauważyli, że jeden z futrzaków ma chorą łapkę. Chcieli mu pomóc, ale nie umieli. I wtedy miś wpadł na genialny pomysł.
- Pójdziemy do pani wiewiórki, ona wie co zrobić.
- Masz rację misiu. Pani doktor Wiewiórka jest właściwą osobą, do której powinniśmy się zwrócić o pomoc.
Kiedy pani doktor była już na miejscu, opatrzyła ranę futrzaka.
- Pacjent szybko wyzdrowieje, jak będzie leżał w łóżeczku przez cały tydzień. Łapka musi odpocząć – wytłumaczyła przyjaciołom pani Wiewiórka.
Przez te wszystkie dni królik i miś odwiedzali chorego przyjaciela, gdzie razem spędzali czas na grach i zabawach z przyjacielem, a kiedy wyzdrowiał, codziennie bawili się razem na polanie. To była wspaniała przygoda dla przyjaciół. Nigdy jej nie zapomną.
- Chodźmy do domu, bo pada deszcz.
- Dobrze – odpowiedział miś.
Gdy byli już w domu, mieli napić się herbaty, ale królik był bardzo, ale to bardzo zmęczony.
- Misiu. Pójdę już do domu. – powiedział królik.
- Proszę, nie idź! – zatrzymywał go miś.
Ale królik nalegał. Miś postanowił jakoś go zatrzymać i czymś zainteresować. Wyciągnął ze swej szafy puzzle- Farma i grę planszową Memos- Kraina lodu. Oj to przekonało królika, aby zostać i zacząć zabawę z misiem. Rozegrali po jednej partyjce gry i ułożyli całe puzzle, troszkę czasu im to zajęło, wiec na koniec zabawy królik przeprosił misia i postanowił udać się do domu.
Gdy królik wyszedł, miś położył się spać. Kiedy tylko nastał poranek, miś pomaszerował do domku przyjaciela. Znajomy otworzył drzwi. Wyglądał na wypoczętego. Dlatego miś od razu zaproponował:
- Co powiesz na przechadzkę do krainy futrzaków?
- O tak, z miłą chęcią.
Gdy dotarli na miejsce zauważyli, że jeden z futrzaków ma chorą łapkę. Chcieli mu pomóc, ale nie umieli. I wtedy miś wpadł na genialny pomysł.
- Pójdziemy do pani wiewiórki, ona wie co zrobić.
- Masz rację misiu. Pani doktor Wiewiórka jest właściwą osobą, do której powinniśmy się zwrócić o pomoc.
Kiedy pani doktor była już na miejscu, opatrzyła ranę futrzaka.
- Pacjent szybko wyzdrowieje, jak będzie leżał w łóżeczku przez cały tydzień. Łapka musi odpocząć – wytłumaczyła przyjaciołom pani Wiewiórka.
Przez te wszystkie dni królik i miś odwiedzali chorego przyjaciela, gdzie razem spędzali czas na grach i zabawach z przyjacielem, a kiedy wyzdrowiał, codziennie bawili się razem na polanie. To była wspaniała przygoda dla przyjaciół. Nigdy jej nie zapomną.
Poszukiwanie pieska
Nie tak dawno temu, w niewielkiej wsi położonej za Krakowem, żyła sobie dziewczynka o imieniu Karolina. Miała mamę, tatę i psa o imieniu Max. Miała siedem lat. Zawsze, gdy miała jakiś problem, tylko jeden członek jej rodziny umiał poprawić jej humor – to był Max.
Pewnego dnia, gdy poszła z nim na spacer, nagle - nie wiadomo dlaczego - urwał się jej ze smyczy i zaczął uciekać. Ona zaczęła go gonić i wołać: - Maaaax! Nagle zniknął gdzieś za krzakami. Szukała go prawie dwie godziny, przeszukała najbliższe kryjówki, zajrzała do starej stodoły, nie było go tam, przeszukała pobliski las lecz tam też go nie znalazła., obeszła większość sąsiadów lecz nikt nie widział Maxa. Z płaczem wróciła do domu martwiąc się, aby jej najbliższemu przyjacielowi nic się nie stało. Po powrocie do domu, w progu przywitał ją tata i zapytał:
- Co się stało i gdzie jest Max? – zapytał się tato.
- Max mi uciekł.
- Chodź pójdziemy wydrukować ulotki ze zdjęciem Maxa, a potem pójdziemy je roznieść i przy okazji go poszukamy. Na pewno się znajdzie i wróci sam do domu, ponieważ jesteś je najlepszą przyjaciółka, pocieszał mnie tata.
Wydrukowali ulotki, poszli je roznieść, ale go nie znaleźli. Widzieli bardzo dużo podobnych psów, ale żaden z nich to nie był Max. Gdy wrócili do domu późnym wieczorem, przy kolacji Julita była bardzo smutna, aż jej rodzicom żal było na nią patrzeć. Kładła się spać bardzo smutna i już nikt nie umiał jej poprawić humoru. Rodzice Karoliny postanowili poprawić jej jakoś humor, więc poprosili o pomoc babcie, aby ta została w domu z Karoliną, a oni wybiorą się do sklepu i kupią jej coś na poprawę humoru.
Babcia się zgodziła, a rodzice pospiesznie pojechali do sklepu i znaleźli na półce puzzle ramkowe- Farma i grę o tytule Kalejdoskop 50 gier. Gdy wcześnie rano wstała, na jej biurku znalazła dwie nowe zabawki, lecz te nie poprawiły jej humoru na tyle, aby zapomnieć o swym piesku.Wyszła po cichu z domu i zaczęła go szukać po całej wsi. Szukała go wszędzie, jednak nadaremnie. Wyszła kawałek za wieś, weszła na górkę i zobaczyła czarodzieja.
- Powiedz mi proszę, gdzie jest Max? – poprosiła.
Czarodziej wziął ją za rękę i zaprowadził do Maxa. Poszli i zobaczyli za krzakami Maxa z jakąś suczką i małymi szczeniakami. Julita zabrała całą gromadkę psiaków do domu. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a Max stał się tatusiem już nigdy im nie uciekł.
Pewnego dnia, gdy poszła z nim na spacer, nagle - nie wiadomo dlaczego - urwał się jej ze smyczy i zaczął uciekać. Ona zaczęła go gonić i wołać: - Maaaax! Nagle zniknął gdzieś za krzakami. Szukała go prawie dwie godziny, przeszukała najbliższe kryjówki, zajrzała do starej stodoły, nie było go tam, przeszukała pobliski las lecz tam też go nie znalazła., obeszła większość sąsiadów lecz nikt nie widział Maxa. Z płaczem wróciła do domu martwiąc się, aby jej najbliższemu przyjacielowi nic się nie stało. Po powrocie do domu, w progu przywitał ją tata i zapytał:
- Co się stało i gdzie jest Max? – zapytał się tato.
- Max mi uciekł.
- Chodź pójdziemy wydrukować ulotki ze zdjęciem Maxa, a potem pójdziemy je roznieść i przy okazji go poszukamy. Na pewno się znajdzie i wróci sam do domu, ponieważ jesteś je najlepszą przyjaciółka, pocieszał mnie tata.
Wydrukowali ulotki, poszli je roznieść, ale go nie znaleźli. Widzieli bardzo dużo podobnych psów, ale żaden z nich to nie był Max. Gdy wrócili do domu późnym wieczorem, przy kolacji Julita była bardzo smutna, aż jej rodzicom żal było na nią patrzeć. Kładła się spać bardzo smutna i już nikt nie umiał jej poprawić humoru. Rodzice Karoliny postanowili poprawić jej jakoś humor, więc poprosili o pomoc babcie, aby ta została w domu z Karoliną, a oni wybiorą się do sklepu i kupią jej coś na poprawę humoru.
Babcia się zgodziła, a rodzice pospiesznie pojechali do sklepu i znaleźli na półce puzzle ramkowe- Farma i grę o tytule Kalejdoskop 50 gier. Gdy wcześnie rano wstała, na jej biurku znalazła dwie nowe zabawki, lecz te nie poprawiły jej humoru na tyle, aby zapomnieć o swym piesku.Wyszła po cichu z domu i zaczęła go szukać po całej wsi. Szukała go wszędzie, jednak nadaremnie. Wyszła kawałek za wieś, weszła na górkę i zobaczyła czarodzieja.
- Powiedz mi proszę, gdzie jest Max? – poprosiła.
Czarodziej wziął ją za rękę i zaprowadził do Maxa. Poszli i zobaczyli za krzakami Maxa z jakąś suczką i małymi szczeniakami. Julita zabrała całą gromadkę psiaków do domu. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a Max stał się tatusiem już nigdy im nie uciekł.
Wizyta u dentysty
Kto z nas lubi myć zęby? Hm… Nie ja! Mycie zębów jest nudne i nieciekawe. To strata czasu, choć mama mówi zupełnie co innego. Zawsze mamy z tego powodu jakieś sprzeczki. Mama mówi jedno, a ja robię swoje. I tak to jest, gdy się nie słucha rodziców, trzeba ponosić tego konsekwencje. Idę do dentysty.
Nic strasznego... tak myślę... pojadę, posiedzę, troszkę się zestresuję, a na koniec pewnie będę się z tego śmiać, że to nie było warte tego wszystkiego.
Usiadłam w wygodnym fotelu, a wszystkie światła były skierowane na mnie. Czułam się jak gwiazda… dopóki się nie uśmiechnęłam szeroko i nie pokazałam brudnych zębów. Pani dentystka osłupiała i zamarła jednocześnie. Odjęło jej mowę zupełnie. Na początku pani dentystka wytłumaczyła mi wszystko, na czym będzie polegać cały zabieg, co będzie mi robić i czy będzie bolało. Przyznam, że słysząc to wszystko zrobiłam ogromne, przerażone oczy, no ale cóż jak mus to mus. Z tego wszystkiego poczułam tylko lekkie ukłucie, a potem zasnęłam. I to teraz ja osłupiałam
Moje zęby spakowały walizki i zaczęły się wyprowadzać. Z mojej buzi wyprowadzać!!! "Zaraz Dokąd to? Wracać mi tu natychmiast! Ot dzieciństwa karmiłam was cukierkami i czekoladkami, a wy odchodzicie? Za co? Dlaczego?" – krzyczałam w myślach lekko sepleniąc. Wszystkie jak na komendę odrzekły: "Phiii!" i pokazały języki. "Nie chcemy być brudne i zaniedbane!". Czułam, że biegnę za nimi, ale były już za daleko.
I obudziłam się. Nade mną stała uśmiechnięta mama i pani doktor wyraźnie zadowolona. "Już po wszystkim" – powiedziała i pokazała mi wyrwany ząb.
Czyli jednak miałam rację, nie było najgorzej, no ale o jeden ząb mniej niestety. Po wszystkim mama zaproponowała mi, że wybierzemy się do sklepu i będę mogła wybrać sobie dwie zabawki- jedną za odwagę, a rugą za straconego zęba.
Weszłyśmy do sklepu i od razu udałyśmy się na dział z zabawkami. Wybrałam grę planszowa- 5 sekund i puzzle Barbie super księżniczka.
W domu już po wszystkim obiecałam, że będę dbała o pozostałe zęby, które znów zobaczyłam na swoich miejscach, spoglądając w lusterko. Białe i zdrowe wydały mi się dużo ładniejsze i bardziej odpowiednie dla...gwiazdy...
Nic strasznego... tak myślę... pojadę, posiedzę, troszkę się zestresuję, a na koniec pewnie będę się z tego śmiać, że to nie było warte tego wszystkiego.
Usiadłam w wygodnym fotelu, a wszystkie światła były skierowane na mnie. Czułam się jak gwiazda… dopóki się nie uśmiechnęłam szeroko i nie pokazałam brudnych zębów. Pani dentystka osłupiała i zamarła jednocześnie. Odjęło jej mowę zupełnie. Na początku pani dentystka wytłumaczyła mi wszystko, na czym będzie polegać cały zabieg, co będzie mi robić i czy będzie bolało. Przyznam, że słysząc to wszystko zrobiłam ogromne, przerażone oczy, no ale cóż jak mus to mus. Z tego wszystkiego poczułam tylko lekkie ukłucie, a potem zasnęłam. I to teraz ja osłupiałam
Moje zęby spakowały walizki i zaczęły się wyprowadzać. Z mojej buzi wyprowadzać!!! "Zaraz Dokąd to? Wracać mi tu natychmiast! Ot dzieciństwa karmiłam was cukierkami i czekoladkami, a wy odchodzicie? Za co? Dlaczego?" – krzyczałam w myślach lekko sepleniąc. Wszystkie jak na komendę odrzekły: "Phiii!" i pokazały języki. "Nie chcemy być brudne i zaniedbane!". Czułam, że biegnę za nimi, ale były już za daleko.
I obudziłam się. Nade mną stała uśmiechnięta mama i pani doktor wyraźnie zadowolona. "Już po wszystkim" – powiedziała i pokazała mi wyrwany ząb.
Czyli jednak miałam rację, nie było najgorzej, no ale o jeden ząb mniej niestety. Po wszystkim mama zaproponowała mi, że wybierzemy się do sklepu i będę mogła wybrać sobie dwie zabawki- jedną za odwagę, a rugą za straconego zęba.
Weszłyśmy do sklepu i od razu udałyśmy się na dział z zabawkami. Wybrałam grę planszowa- 5 sekund i puzzle Barbie super księżniczka.
W domu już po wszystkim obiecałam, że będę dbała o pozostałe zęby, które znów zobaczyłam na swoich miejscach, spoglądając w lusterko. Białe i zdrowe wydały mi się dużo ładniejsze i bardziej odpowiednie dla...gwiazdy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)