niedziela, 31 stycznia 2016

Przypodobać się sąsiadom

Nie ma jak być nowym pośród ludzi, którzy znają sie od lat. Trzeba sie dobrze postarać, aby zrobić dobre wrażenie i aby każdy miało nas dobre zdanie. Wprowadziliśmy sie z mężem na nowe osiedle, gdzie mamy nadzieję zacząć nowy rozdział w życiu.
Wszytsko prawie gotowe, sąsiedzi zaproszeni, jeszce tylko zrobić małe zakupy i możemy zaczynać. Podczas takowych zakupów spotkałam koleżanke Ole. Rozmawiałyśmy razem chyba z dobrą godzinkę i przechodząc od słowa do słowa umówiłyśmy się na wieczorne spotkanie w gronie rodzinnym.
Przypasował nam dzisiejszy dzień po godzinie 17:00.
W drodze powrotnej wstąpiłam do sklepu, bo przypomniałam sobie, że ciocia ma małą córeczkę wiec i jej trzeba sprawić jakąś niespodziankę.
Wstąpiłam do sklepu z zabawkami, a tam istne zatrzęsienie przeróżnymi zabawkami.
Od pluszowych misiów, puzzli- Barbie - super księżniczka, Kąpiel Prosiaczka do gier planszowych- Kalejdoskop 50 gier. Zdecydowałam się na puzzle dla dzieci. Składały się z małej ilości części więc na pewno nie będzie problemu z ułożeniem ich. Miały też odpowiednią wielkość co było też ułatwieniem. Wszystko było by fajne i proste, ale teraz jaki obrazek wybrać? Oczywiście ja już nie jestem na bieżąco z bajkami, ale pani ekspedientka była bardzo przydatna i powiedziała co jest najbardziej chodliwe.
Po zakupach pojechałam już do domu z nadzieją na to, że prezent się spodoba.
Jak zwykle prace domowe zajęły całe przedpołudnie, ani się nie spostrzegłam a już prawie 15.
Mąż wrócił z pracy, zjedliśmy obiad i już trzeba się było się szykować na odwiedziny u koleżanki Oli.
Wyruszyliśmy w drogę troszkę wcześniej, bo nie byłam pewna czy trafimy, bo już jakiś czas tam nie byliśmy. Droga nie okazała się tak zawiła jak przypuszczałam wiec trafiliśmy bez problemu.
Ola oczywiście ucieszona z naszej wizyty, że udało się nam znaleźć czas, aby wpaść w odwiedziny.
Ściągaliśmy buty gdy nagle z pokoju wyszła mała dziewczynka, ubrana w dziecięce getry we wzorki i piękną białą koszuleczkę. Była bardzo nieśmiała i chowała się z nogami swej mamy.
Ola nas przedstawiła, mimo że nie była nas pewna, wzięła nasz prezent dla niej.
Oczywiście ile to było radochy dla niej, jak i zresztą dla nas też. Po całych wybrykach z małą córeczką Oli- Anią usiedliśmy i wspominaliśmy czasy studiów. Życie było wówczas bardziej beztroskie niż teraz. Wspomnienia przy dobrym winku z taką ekipą było bardzo relaksujące.
Posiedzieliśmy tak z dobre trzy godzinki, no ale trzeba było się już zbierać
Czas był tak bardzo miło i pozytywnie spędzony, że umówiłyśmy się na kolejne spotkanie. Dla mnie będzie to oznaczać jedno, kolejną wizytę  w sklepie z zabawkami dla małej Ani .

Nieprzychylne urzędy

Dokument goni dokument. Załatwiań nie ma końca, i tak cały rok. Och gdybym wiedziała, że wszytskie urzędy są takie niezyczliwe, nie wiem, czy bym nie zmieniła zdania i odpuściła sobie na starcie.
Po śmierci mojej babci przypadło mi w spadku mieszkanie na osiedlu w centrum. Byliśmy przeszczęśliwi, że w końcu będziemy mieć swoje własne mieszkanie.
Jesteśmy dwa lata po ślubie i niestety nasza sytuacja nie pozwala nam jeszcze, aby iść na tzw. ''swoje''. Oboje pracujemy, ale niestety nie stać nas na swoje mieszkanie więc wiadomość jaką otrzymałam była  dla nas istnym zbawieniem, bo mieszkanie z teściami nie należy do najłatwiejszych. Jeżeli ma się taką teściowa jak ja, która uważa, że musi mnie wszystkiego uczyć, bo czuje taka potrzebę. Na każdym krok człowiek jest sprawdzany i czuje ciągły oddech na ramieniu. Mój mąż tłumaczy mi, że nigdy nie miała córki więc chce to przeżyć chyba dzięki mnie. Ja to wszystko rozumiem, ale uczenie mnie najprostszych rzeczy typu mycie okien lub piecznie zwykłego ciasta biszkoptowego nie jest mi naprawdę potrzebne. No ale już wszystko na dobrej drodze do tego, aby mieszkać samemu i starać się o jakieś dziecko, gdyż nadarzają się już do tego odpowiednie warunki. Pod jednym dachem nie było by to możliwe, ponieważ zajmowaliśmy tylko jeden pokoj, gdzie kuchnia i łazienka była współna. Nie było warunków dla dziecka.
Mieszkanie było trochę zapuszczone, gdyż babcia mieszkała sama. Była bardzo zaradną osobą, umarła już z powodu chorób starczych, ale trzymała się do samego końca świetnie. Nie chciała żadnej pani do opieki lub pomocy ani pielęgniarki. Uważała, że jest na tyle sprawna i zaradna, że nie potrzebowała pani, która za nią umyła by okna lub obrała ziemniaki.
Abyśmy mogli się wprowadzić do nowego mieszkania musieliśmy zrobić w nim gruntowny remont. Na szczęście mieliśmy odłożone pieniążki na koncie jeszcze po weselu. Teraz tylko się brać do roboty. Cały remont trwał trochę ponad pół roku, sprawy spadkowe też pochłonęły trochę miesięcy.
Nareszcie nadszedł czas wprowadzenia do nowego mieszkania. Już od rana jeździliśmy z pudłami i całymi gratami. Kartonów było co nie miara. Przy rozpakowywaniu się znalazłam karton, który był podpisany ''rzeczy babci''. Znalazłam tam różne pamiątki po babci, zdjęcia, stare zabawki mojej mamy, jakieś gry planszowe i trochę rzeczy osobistych. Wszystkie te znaleziska zachowaliśmy, aby pamiętać dzięki komu mamy swój własny kąt.

Radocha dla dzieci

Wakacje, wakacje, słońce, plaża, dzieciaki zadowolone, że cały dzień będą mogły szaleć. Ale dla mnie to spory kłopot, bo przygotowania idą pełną parą. U nas oczywiście tez nie obyło się bez komplikacji i utrudnień. Wakacje nad morzem to ulubiony sposób spędzania urlopu przez większość rodzin. Morze Bałtyckie co prawda chłodne, ale za to polskie plaże należą do najpiękniejszych w Europie, wiec od początku wakacji nadmorskie miejscowości oblegane są przez rodziców z dziećmi. Dlatego przed takim wyjazdem i w szczególności z dziećmi dobrze się do niego przygotowałam. Zabrałam wszystkie ubrania dla całej rodziny, sprzęty, gry planszowe, puzzle i gry dla dzieci. Przed naszym wyjazdem zapoznałam się z wieloma ofertami i cennymi radami dotyczącymi takiego wyjazdu z dziećmi. Wyjazd na wakacje nad morze dobroczynnie wpływa na zdrowie i odporność co jest dla mnie bardzo ważne ze względu, że moja Kasia dużo choruje więc duża zawartość jodu w powietrzu idealnie poprawi jej stan zdrowia. Dlatego rodzicom takim jak ja dla alergików i często chorujących przedszkolaków zaleca się, by przynajmniej raz w roku wyjechali z dzieckiem na dwa-trzy tygodnie nad Bałtyk. Kąpiele morskie i słoneczne pomogą zahartować mojego Piotrusia i poprawią jego apetyt. Wakacje nad morzem to przede wszystkim wylegiwanie się na plaży, z czego najbardziej cieszą się ja z mężem. Podczas pobytu nad morzem nasze smyki mogą bezkarnie budować wielkie zamki, szukać muszelek i bursztynów na plaży, i pod czujnym okiem mego męża pluskać się w wodzie. Niestety, trzeba pamiętać o kapryśnej polskiej pogodzie. W naszej strefie klimatycznej nie ma gwarancji, że wybierając się na urlop nad morze, trafimy akurat na upały. Może się okazać, że będzie deszczowo przez całe dwa tygodnie. To często zniechęca przed wakacjami nad Bałtykiem, ale my jesteśmy tak pozytywnie nastawienie, że nic nas nie powstrzyma. By uniknąć rozczarowań i mimo wszystko skorzystać z pobytu nad morzem, warto abyśmy przygotowali plan awaryjny na wypadek brzydkiej pogody. Sprawdziłam wcześniej, gdzie można się wybrać na rowerowe czy piesze wycieczki – niektóre nadmorskie miejscowości są bardzo urokliwe i pełne ciekawych miejsc oraz zabytków, które warto zobaczyć. Oprócz tego dowiedziałam się , czy w wybranej miejscowości są miejsca specjalnie przeznaczone dla dzieci – bajlandie, parki rozrywki czy basen. Wzięłam też ze sobą ulubione zabawki i książeczki dla dzieci, a dla całej rodziny gry planszowe – wówczas nawet brzydka pogoda nad morzem nie zepsuje nam humoru.

Jak rozweselić tatę?

Oj widzę, że moja mamusia ostatnimi czasu chodzi smtna. Nic mi nie mówi, ale ja widzę, że coś jest nie tak. Zapytałam o co chodzi, więc mi wyjaśniła, że tatuś stracił pracę. To już wszystko jasne. Tata pracował w firmie gdzie produkowali grzejniki, lecz firma zaczęła podubadać i tak sie stało jak sie stało.. Pracował tam dość długo jak wiem z opowiadań rodziców to ładnych parę lat. Niestety niektóre miejsca pracy w tym zakładzie zostały albo usunięte, albo zastąpione zmechanizowanym robotem, który zrobi to sto razy szybciej i dokładnie, a co najważniejsze dla firmy dużo taniej.
Tatuś był bardzo smutny, chodził osowiały po domu, rzadko się uśmiechał, a ja nie wiedziałam jak mogę mu poprawić humor. Zapytałam mamy o podpowiedz jak można rozweselić tatę i poprawić mu nastrój. Powiedziała, abym wyciągnęła swoje ulubione gry planszowe i zabawki, aby wciągnąć go w zabawę. Pomyślałam świetny pomysł; pobiegłam do swego pokoju i zaczęłam szukać. W ręce wpadła mi gra planszowa- 5 sekund i puzzle- Jej wysokość Zosia. Te ostatnie kupił mi tatuś więc, może powrócą dobre wspomnienia.
Tata siedział w kuchni, zawołałam go, aby przyszedł do mnie do salonu. Ja już wszystko przygotowałam, gra była rozłożona, puzzle poodwracane, teraz tylko zacząć dobra zabawę. Mój tatuś jak zobaczył całe to przedstawienie uśmiechnął się. Oj to był dobry znak, tak pomyślałam. Zaprosiłam go do stołu, aby towarzyszył mi podczas gry. Zaczęliśmy grać i nagle mój tata zmienił się nie do poznania. Był szczęśliwy, zadowolony z czasu spędzonego ze mną, ponieważ gdy pracowało to bardzo rzadko go widywałam.
Graliśmy w gry, puzzle i spędzaliśmy miło czas. Tak zleciało nam całe popołudnie, wypełnione zabawą i dobrym humorem. Mama zawołała nas na obiad, przerwaliśmy grę i udaliśmy się do kuchni. Na stole czekał na nas przepyszny obiad. Mama się spisała powiedzieliśmy z tatą jednym głosem.
To była prawdziwa uczta, po obiedzie rodzice wypili kawę i zawołali mnie do salonu. Tam razem przedstawili mi nowy plan działania na przyszłość, która nie wyglądała tak strasznie  jak tata sobie wyobrażał. Moja mama wymyśliła niezły plan, który zaprocentował nową pracą dla taty. Zawsze wiedziałam, że gry i zabawy z rodzicami poprawią im nastrój i humor.

Postrach szkoły

Chyba w każdej szkole znajdzie sie taki gagatek, który lubi dokuczać każdemu. U nas taką osobą był Maciek. Ten kto sie krzywo popatrzył na niego, wiedział odrazu, że bedzie miał z nim do czynienia. I to nie w dobrym słowa tego znaczeniu.
     Pewnego  razu kiedy  wracał  ze szkoły  zobaczył  bardzo  fajną  grę  i  postanowił  sobie  kupić. Poszedł do sklepu i powiedział: poproszę te grę  .
-20 złotych _odparł sprzedawca
-Nie mam tyle .
-Więc cię na  nią nie  stać .
Maciek wyszedł  i  szybko pobiegł  do domu. Kiedy wbiegł  do kuchni krzyknął -Mamo kup mi  taką  grę  widziałem ją  dziś  w  sklepie kosztuje  20 złotych . - Mama odparła _za droga  synu.  .
Maciek  był przybity  sytuacją i postanowił  że  kiedy  mam wyjdzie wyjmie jej z portfela te pieniądze . Jak postanowił tak sie stało  kupi grę  i był  bardzo szczęśliwy .
   Jednak  jego  mam nie .  Kiedy zobaczyła  że  z jej  portfela  zniknęło  20  zł postanowiła  zgłosić kradzież na  policję I wtedy Macie namawiał  ją - Mamo  ale  przecież nie warto  to  tylko  20 złotych  proszę  cię nie  zgłaszaj tego  na  policje  ,  a mam na to  -  nie synu to  jednak sa pieniądze  trzeba  to  zgłosić .
Mama  zadzwoniła na  policje opowiedziała co  sie stało .  Szybko  przyjechało  dwóch policjantów  do  domu  aby  zbadać cała  sytuację  . Maciek  siedział  wystraszony  bo wiedział  że  w  końcu  sie wyda  że  to on . Grał  w  swoją  grę , kiedy podszedł policjant i powiedział -  Bardzo  fajna  gra  ! Pewnie  mam ci  ją kupiła !  -nie -  odparł ze  strachem . Mama  usłyszała to o  czym, rozmawiali z policjantem i szybko  wbiegła do pokoju    powiedziała  -  Maciek  skąd  miałem pieniądze  na  ta grę  ?! on odparł -  No  mamo ja cię  bardzo przepraszam na  prawdę  nie powonieniem wiem !  Kiecy wyszłaś   z kuchni  ja wziąłem  te  20  złotych  przepraszam !  i wybuchł płaczem .
  Wszystko  skończyło  sie dobrze Maciek  zrozumiał  swój błąd  oddał grę  i zwrócił  pieniądze mamie  , która  wybaczyła mu  kradzież  . Morał  z  tej bajki  taki  że '' kłamstwo ma krótkie nogi '' . Po całym zdarzeniu, gdy Maciek zrozumiał swój błąd i jego kara się zakończyła mama kupiła mu puzzle dla dzieci.

Dobrze że pomagasz

Jednak czasami zdaża sie taki przyjaciel jak mój Mateusz. Był moim przyjacielem odkąd pamietam. Znamy sie od najmniejszych lat. Dużo ze sobą przeszliśmu, zawsze mogłem na niego liczyć. Moi rodzice bardzo go lubia, ponieważ wiedzą że jest pożadnym chłopcem, ktory napwno nie ściagnie mnie na zła droge.
Także bez wahania pozwolili, abyśmy wspólnie spędzili jeden tydzień wakacji u babci na wsi. Mieliśmy radości co niemiara. Kąpiel w pobliskiej rzece, przejażdżki rowerowe, pieczenie kiełbasek przy ognisku to tylko niektóre z naszych rozrywek. Wspólne granie w gry planszowe takie jak Kalejdoskop 50 gier czy 5 sekund. Poznałem wtedy też nowych znajomych i nawet pewną dziewczynę, z którą zamierzam się dalej spotykać.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewien pochmurny dzień. Wtedy wybraliśmy się do lasu. Zebraliśmy już sporo grzybów, które później mieliśmy przekazać babci Mateusza, aby mogła skontrolować i ocenić, czy wszystkie są jadalne. Już mieliśmy wracać, gdy Mateusz chciał pokazać mi miejsce, gdzie w dzieciństwie bawił się w chowanego. Nagle coś zabłyszczało w oddali. Postanowiliśmy tam podejść. Był to jakiś dziwny przedmiot, który wystawał z ziemi. Powiedziałem, że może lepiej tego nie ruszać. Jednak Mateusz był ciekawy, schylił  się i ostrożnie zaczął wyciągać z ziemi. Nagle jakiś blask mnie oślepił.... Pamiętam jeszcze huk...
Ocknąłem się dopiero w szpitalu. Dopiero później mi wyjaśniono, że to był wybuch. Ja stałem dalej, więc obrażenia nie były duże i po kilku dniach wyszedłem ze szpitala. Miałem tylko lekkie skaleczenia. Stan Mateusza być cięższy. Odłamki z niewypału skaleczyły mu twarz, a zwłaszcza oczy. Co gorsze stracił trzy palce u ręki. Okazało się też, że zaczął coraz gorzej widzieć i w końcu stracił wzrok. To był prawdziwa tragedia. Nie mogłem się z tym pogodzić. Byłem zły, że w porę go nie powstrzymałem. Było mi żal, gdy patrzyłem na niego. Jednak starałem się nie dać tego po sobie poznać i podtrzymywałem go na duchu. Liczyłem na to, że planowana operacja pomoże i Mateusz odzyska wzrok. Niemniej chciałem, aby cofnął się czas. Wtedy wiedziałbym, co zrobić, by zapobiec nieszczęściu. Teraz było już za późno.
Po całej tej tragedii nasze stosunki jeszcze bardziej się umocniły, na pewno wiedzieliśmy, że to co się stało było tragedią, ale wiedzieliśmy, że możemy zawsze na siebie liczyć.

Szymon i Antoś czekaja na Mikołaja

Moje dzieciaki są najlepsze na śwecie. Antoś i Szymon to kochane urwisy. Już swój rozumek mają więc wiedzą kto przychodzi z preentami. Czekali na niego z utesknieniem. Już są w takim wieku, że wiedzą doskonale co i jak trzeba przygotować dla Mikołaja, aby odwiedzał ich co roku.
Każdy już czuje magie świąt, wszystko wokół piękne i błyszczące. Wystawy w sklepach kuszą prezentami i kolorami. I jak tu nie ulec pokusom.
W poniedziałek dwa dni przed wigilia, mama zaprosiła chłopców do pieczenia pierniczków. Och co to się działo, wszędzie mąka w kuchni. Gdy już wszystko zostało ogarnięte chłopcy włożyli ciasteczka do piekarnika i czekali, aż będą gotowe i będzie można je ozdobić. Czekali i czekali, a czas dla nich chyba stanął w miejscu, takie mieli wrażenie. Postanowili, że czas oczekiwania musza czymś zająć, a najlepsza rzeczą do przyspieszenia czasu jest zabawa. Pobrali ze swego pokoju do salonu troszkę gier planszowych takich jak np. 5 sekund Junior, Jej wysokość Zosia i pudełko puzzli- Farma.
W oczekiwaniu na ciasteczka, bliźniaki zdążyły ułożyć puzzle i zagrać jedną kolejkę gry, gdy nagle usłyszeli dźwięk kuchenki, która dawała znać, że ciasteczką są już upieczone. Mama wyjęła z pieca gorącą tace, na której uśmiechały się różne figurki min. bałwanki, gwiazdki, choinki czy aniołki.
I znów kolejny czas oczekiwania, musimy poczekać, aż ostygną. Czas w oczekiwaniu zajęły chłopcom dalsze gry i puzzle. Po godzince chłopcy mogli zacząć ozdabiać świąteczne wypieki, gdzie czekali na to chyba z pół dnia. Mama zaopatrzyła Antosia i Szymona w przeróżne ozdoby, kolorowe posypki, brokaciki, kolorowe lukry i pisaki. Teraz to chyba nie odejdą od stołu szybko, więc mama pokazała i wyjaśniła wszystko swym synom i postanowiła posprzątać mieszkanie. Wiedziała, że to super opcja, ponieważ nikt by się jej nie kręcił pod nogami i mogła to szybko skończyć.
Po dekoracji ciasteczek, ubieraniu choinki, sprzątaniu i gotowaniu przyszedł czas na spędzanie świat w rodzinnej i ciepłej atmosferze, do której Święty Mikołaj był miłym dodatkiem :)

Wszystko sama

Już myślałam, że sie nie doczekam tej chwili. Rok przygotowań, aby to wszytsko mogło ruszyć i jakoś dobrze fukncjonować Tyle załatwiań, chodzenia, wypisywania dokumentów, że nikomu tego nie życzę.
Po śmierci mojej babci przypadło mi w spadku mieszkanie na osiedlu w centrum. Byliśmy przeszczęśliwi, że w końcu będziemy mieć swoje własne mieszkanie.
Jesteśmy dwa lata po ślubie i niestety nasza sytuacja nie pozwala nam jeszcze, aby iść na tzw. ''swoje''. Oboje pracujemy, ale niestety nie stać nas na swoje mieszkanie więc wiadomość jaką otrzymałam była  dla nas istnym zbawieniem, bo mieszkanie z teściami nie należy do najłatwiejszych. Jeżeli ma się taką teściowa jak ja, która uważa, że musi mnie wszystkiego uczyć, bo czuje taka potrzebę. Mój mąż tłumaczy mi, że nigdy nie miała córki więc chce to przeżyć chyba dzięki mnie. Ja to wszystko rozumiem, ale uczenie mnie najprostszych rzeczy typu mycie okien lub piecznie zwykłego ciasta biszkoptowego nie jest mi naprawdę potrzebne. No ale już wszystko na dobrej drodze do tego, aby mieszkać samemu i starać się o jakieś dziecko, gdyż nadarzają się już do tego odpowiednie warunki.
Mieszkanie było trochę zapuszczone, gdyż babcia mieszkała sama. Była bardzo zaradną osobą, umarła już z powodu chorób starczych, ale trzymała się do samego końca świetnie. Nie chciała żadnej pani do opieki lub pomocy ani pielęgniarki. Do samego chciała pozostać niezależna, więc wiadomo, że ktoś musiał mieć nadzór nad nią.
Abyśmy mogli się wprowadzić do nowego mieszkania musieliśmy zrobić w nim gruntowny remont. Na szczęście mieliśmy odłożone pieniążki na koncie jeszcze po weselu. Teraz tylko się brać do roboty. Cały remont trwał trochę ponad pół roku, sprawy spadkowe też pochłonęły trochę miesięcy.
Nareszcie nadszedł czas wprowadzenia do nowego mieszkania. Już od rana jeździliśmy z pudłami i całymi gratami. Kartonów było co nie miara. Przy rozpakowywaniu się znalazłam karton, który był podpisany ''rzeczy babci''. Znalazłam tam różne pamiątki po babci, zdjęcia, stare zabawki mojej mamy, jakieś gry planszowe 5 sekund Junior i Kalejdoskop 50 gier  i trochę rzeczy osobistych. Wszystkie te znaleziska zachowaliśmy, aby pamiętać dzięki komu mamy swój własny kąt.

Kto pomoże?

Cała rodzinką znaleźliśmy sobie wymażony domek. na skrju miasta. Mieszkam z mężem i dziećmi- Kasia i Piotrusiem. Mają już troszkę lat, więc doszłam do wniosku, że już czas posprzątać i uporządkować szafy i strych ze starymi zabawkami dzieci. Nawet nie miałam pojęcia, że nazbierało się tego tak dużo, mogła bym obdarować nimi nie jedną rodzinę. Rodzinę mamy liczną, więc dzieciaki uzbierały ładna kolekcje zabawek od członków rodziny z okazji urodzin lub świąt, zawsze coś dostały, było tak dużo, że wiele z nich wyglądały jak zupełnie nowe. Zaczęłam od strychu, bo tam zbieraliśmy wszystkie nieużywane już zabawki. Sprzątanie samego stychu zajęło mi dwa dni, rupieci się nabierało co nie miara i zabawek niezła ilość. Teraz trzeba pomyśleć co z nimi zrobić.
Niedawno wprowadziła się jedna rodzina z małymi dziećmi, synkiem i córeczka. Postanowiłam ją przywitać wypiekami. Upiekłam domową szarlotkę z cynamonem, to chyba każdy lubi więc może i oni też. Zapukałam do ich drzwi, a oni byli mile zaskoczeni. Przywitali nas ciepło, nas, ponieważ poszłam na przywitanie z mym mężem. Zapoznanie się udało, bardzo mili ludzie. Młode małżeństwo z córeczką o imieniu Basia.
Odwiedzaliśmy się w wolnym czasie, mieliśmy bardzo dobry kontakt. Wpadł mi do głowy świetny pomysł, zabawki, które poznajdywałam, przekazać małej Basi. Troszkę głupio było mi pytać czy przyjmą, ale bardzo się ucieszyli i wzięli wszystkie. Do paczki włożyłam min. Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy, Barbie - super księżniczka- puzzle lub Kalejdoskop 50 gier.
Powiedziałam, że  moje dzieci są już prawie dorosłe i nie bawią się już zabawkami czy grami planszowymi, a szkoda to wyrzucić jak może się jeszcze komuś przydać.
Moje dzieci nie miały nic przeciwko, aby przekazać swoje zabawki dla małej Basi. Ucieszyli się, że ktoś jeszcze może się nimi bawić i dbać o nie.
Umówiłam się z mama Basi, że przyjedzie samochodem do nas je odebrać. Nie dało się tego zabrać do jednej reklamówki, więc potrzebny był transport. Ale się zdziwiła, gdy zobaczyła jak dużo tego jest. Stwierdziła, że to zdecydowanie za dużo dla jednego dziecka i wpadłyśmy na pomysł, aby przekazać część tych zabawek do publicznego przedszkola, gdzie chodzi jej córka. Nie zwlekając długo podzieliśmy zabawki i pojechałyśmy do przedszkola i niespodzianką.
Panie nauczycielki, były w szoku, że są jeszcze takie osoby, które bezinteresownie potrafią dzielić się prezentami.  
 





3 przyjaciółki

W tym opowiadaniu głóną rolę odgrywają trzy przyjaciółki, które znają sie jak łyse konie. Gdy znalazły wspólnie czas, lubiały spotkać sie wspólnie na tarasie u jednej z nich i miło porozmawiać na temat swego życia. Jak zwykle gadały i śmiały się. Zaczęły temat o szkole i nagle Julii przypomniał się jej problem z pracą domową z matematyki. Dziewczyna postanowiła się zapytać koleżanek o pomoc.
- Ee...Basiu, Asiu...mam problem z zadaniem z matematyki. Mogłybyśmy pójść do mnie do domu i zrobić to razem.
- No wiesz ale my wolimy iść do kina a nie siedzieć nad matmą.
- Właśnie! Idziemy do kina. - dziewczynki odeszły od Julii, która bardzo zasmuciła się zachowaniem koleżanek. Za chwilę podeszła do niej Hania. Koleżanka z klasy, z którą Julia raczej nie utrzymywała częstego kontaktu.
- Wiesz ja umiem matematykę i mogę Ci pomóc jeżeli chcesz.
- Tak. Bardzo chętnie. Jesteś bardzo miła nie to co moje koleżanki które wolą iść do kina. - dziewczynka uśmiechnęła się życzliwie. - chodźmy do mojego domu.
Dziewczynki zrobiły prace domową a Julia zrozumiała temat matematyczny. Hania i Julia zaczęły od tego zdarzenia przyjaźnić się, spotykać ze sobą i pomagać sobie na wzajem.
W pochmurne dni, gdy za oknem pogoda była bardzo przygnębiająca, dziewczyny spotykały się u siebie w domu na zajem i grały w różne planszowe np. Kalejdoskop 50 gier, 5 sekund Junior , Memos - Kraina Lodu. Bardzo lubiły spędzać ze sobą czas i bardzo dobrze się dogadywały.
Morał tej bajki jest taki - ,,nie czyń innemu co tobie nie miłe,, - jestem pewna że ani Basi ani też Kasi nie było by miło gdyby Kasia odmówiła im pomocy żeby pójść do kina. Więc nie należy czynić czegoś co dla nas nie miłe drugiej osobie.
Bardzo się ciesz, że mam takie koleżanki, które potrafią mi pomóc nawet w takich błahych sytuacjach. Za niedługo mam urodziny wiec na pewno one zostaną zaproszone, a planuje wielkie przyjęcie, z ogromnym tortem, balonami, zabawami, grami planszowymi i wieloma atrakcjami.

Strata przyjaciela

Główna bohaterka naszego opowiadania jest mała dziewczynka o imieniu Maja.  Miała mamę, tatę i psa o imieniu Max. Miała siedem lat. Zawsze, gdy miała jakiś problem, tylko jeden członek jej rodziny umiał poprawić jej humor – to był Max. Dotrzymywał jej towarzystwa, spędzał z nią dużo czasu, towarzyszył jej podczas zabawy zabawkami i graniem w gry.
Pewnego dnia, gdy poszła z nim na spacer, nagle - nie wiadomo dlaczego - urwał się jej ze smyczy i zaczął uciekać. Ona zaczęła go gonić i wołać: - Maaax! Nagle zniknął gdzieś za krzakami. Szukała go prawie dwie godziny, lecz go nie znalazła. Z płaczem wróciła do domu. Co się stało i gdzie jest Max? – zapytał się tato.
- Max mi uciekł.
- Chodź pójdziemy wydrukować ulotki z Rokim, a potem pójdziemy je roznieść i przy okazji go poszukamy.

Wydrukowali ulotki, poszli je roznieść, ale go nie znaleźli. Widzieli bardzo dużo podobnych psów, ale żaden z nich to nie był Max. Gdy wrócili do domu późnym wieczorem, przy kolacji Maja była bardzo smutna, aż jej rodzicom żal było na nią patrzeć. Postanowili, że zajmą jej jakoś czas i zaproponowali gry planszowe i puzzle. Wyciągnęli z szafy Barbie i jej super przyjaciele - Puzzle 4w1, Farma - Puzzle Ramkowe i 5 sekund Junior-gra planszowa. Grai dość długo, więc po wszystkim od razu szykowała się do spania. Kładła się spać bardzo smutna i już nikt nie umiał jej poprawić humoru. Gdy wcześnie rano wstała, wyszła po cichu z domu i zaczęła go szukać po całej wsi. Szukała go wszędzie, jednak nadaremnie. Wyszła kawałek za wieś, weszła na górkę i zobaczyła czarodzieja.
- Powiedz mi proszę, gdzie jest Max? – poprosiła.

Czarodziej wziął ją za rękę i zaprowadził do Rokiego. Poszli i zobaczyli za krzakami Rokiego z jakąś suczką i małymi szczeniakami. Julita zabrała całą gromadkę psiaków do domu. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a Roki już nigdy im nie uciekł.

Wszyscy sa blisko

W końcu, w końcu,   koniec odliczania i skreślania dni na kalendarzu, doczekałam się, święta Bożego Narodzenia w Polsce. Jedyny czas, który mogę spędzić z cała moja rodzina. Nie martwiąc się czy każdego odwiedzę, czy zdąże z każdym porozmawiać. A tak to każdy będzie blisko.  Czekałam na to aż 3 lata. 3 lata bez świąt z rodziną mogą przygnębić nawet najbardziej twardego człowieka. Gdy zaczyna się przedświąteczny okres, gdy wszystkie sklepy i witryny są przystrojone w choinki, bombki i mikołaje człowiek ''zatapia'' się w ich blasku. Tak działa magia świąt. Wszyscy stają się dla siebie życzliwsi, każdy z uśmiechem na twarzy podchodzi do drugiego człowieka. Choinka, światełka, przybrane witryny w sklepach tworzą magię świąt.
Przed wyjazdem a raczej wylotem trzeba wszystko jakoś upchać do jednej walizki, bo takie są niestety wymogi linii lotniczych. Och żeby to było takie proste. Ubrania plus prezenty dla 3 osób zajmują trochę miejsca i troszkę ważą. No ale jak tu nie kupować prezentów jak obdarowywanie jest takie przyjemne. Uśmiech na twarzy jest później bezcenny.
Wszystko przygotowane, bilety kupione, walizka spakowana (o dziwo wszystko się zmieściło). Jak to mówią komu w drogę temu czas.
Droga na lotnisko ciągła się niemiłosiernie. Korki, śnieg, samochodów od groma wszędzie. Dotarłam na lotnisko, szukam swego wejścia na odprawę. Myślę jeszcze tylko odprawa przed wlotem i już jedną nogą jestem w Polsce, u rodzinki. Jak to bywa w  tym okresie ludzi oczywiście i na lotnisku pełno. Wszystko ciągło się jak '' flaki z olejem''. W końcu siedzę w samolocie, myślę kto to usiądzie koło mnie, w duszy mam nadzieję, aby to nie było małe dziecko, bo z nimi to różnie bywa, bo to jednak godzinny lot samolotem. Na szczęście usiadło starsze małżeństwo. Podczas lotu przeprowadziliśmy miłą rozmowę, trochę powiedzieli o sobie, że lecą do wnuczków na święta. Pierwsze odwiedziny w Polsce od wielu lat. Dla nich to dopiero było przeżycie.
Lot przebiegł  bezproblemowo. Lądowanie, kontrola paszportowa i oczekiwanie na bagaż. Och, oby mój bagaż był cały i w nim cała zawartość. Nareszcie wszystko mam, teraz w drogę na przywitanie rodzinki. Przyjechali po mnie mama z tata, brat z synkiem. Urwis mały. Po wszystkich uściskach i całusach udaliśmy się do samochodu. Synek od brata nie mógł dłużej już wytrzymać i  w końcu zapytał. Ciociu, ciociu co mi przywiozłaś? Jak to z takimi dziećmi bywa, mówię mu: '' Antoś mam dla ciebie paczuszkę od świętego Mikołaja, a w niej same zabawki i mnóstwo słodyczy. Rozpakowywanie prezentów zajęło im dosłownie chwilkę. Kupiłam na stronie internetowej znanej firmy gry i puzzle. Zdecydowałam się  na Avengers - Puzzle Magic Decor, 5 sekund Junior-gra planszowa i 5 sekund-gra planszowa. Wydaję mi się, że są tam min. puzzle dla dzieci takich jak ty, słodkie czekolady i gry planszowe.'' Co to była za radość podczas rozpakowywania prezentów. Każdy na szczęście był zadowolony, a ja na długi czas nie zapomnę tych świąt spędzonych z rodzina. Na nic bym tego nie zamieniła.