czwartek, 30 lipca 2015

Gitara zamiast ryby

Piękny słoneczny dzień. Ja z moim tatą i bratem- Krzysiem wybraliśmy się nad jezioro. Droga była długa, ale świat za oknem samochodu wydawał się być piękny. Oj jak bardzo chciało się  nam spać, tak wcześnie wstawać to zdecydowanie nie dla nas no, ale sama świadomość robienia czegoś poraz pierwszy i to z mym tatą była dla mnie czymś ekscytująca.
 Zwiedzieliśmy pod drodze zamek wybudowany przez krzyżaków. Wygrałam nawet nagrodę!. Była nim moneta z tamtych wieków. Była bardzo ładna. Następnie zjedliśmy obiad w restauracji i dalej ruszyliśmy w podróż.
Około południa dojechaliśmy do celu. Słońce świeciło, jednak niekiedy można było zobaczyć wędrującą chmurkę na niebie. Jezioro nad które się wybraliśmy było ogromne. Rozłożyliśmy nasz sprzęt, każdy z nas wziął wędkę i po kolei zarzucaliśmy. Siedzieliśmy w ciszy, nie odzywając się do siebie żeby nie spłoszyć ryb. Uwielbiam takie chwile, można spokojnie posiedzieć i pomyśleć o życiu, przyszłości, o pięknie natury. W tem raptownie, coś mnie szarpnęło. Szybko zacząłem walczyć z rybą, zapewne ogromną po drugiej stronie wędki. Raptownie ponownie szarpnęła, tak że wpadłem do wody.
Brat i tata śmiali się ze mnie, jednak ja nie poddawałem się i stojąc  po pas  w  wodzie szarpałam się z rybą- monstrum. Walczyłam długo, bo około pół godziny. Potem wyjąłem zdobycz i... nie mogłem uwierzyć! Była to gitara! Załamałem się, a moi towarzysze śmiali się do rozruchu. Kiedy słońce zachodziło... poszliśmy razem na kolacje. Frytki z sałatką z pomidorów (moje ulubione danie) poprawiło mi znacząco humor.
Postanowiliśmy spędzić dwa dni dłużej na rybach, mając nadzieję, że i mi uda się coś złowić. Następnego dnia niestety pogoda popsuła nam plany, zostaliśmy w domku, bo na zewnątrz szalała wichura i łowienie ryb było by niemożliwe. Nuda nas dopadła, leżeliśmy i szukaliśmy zajęcia. Tacie przypomniało się, że w bagażniku są gry, które zapakowała mu mama. Ja jako najmłodszy musiałem biec do bagażnik po gry, znalazłem tam Kalejdoskop 50 gier i 5 sekund Junior. Całe popołudnie spędziliśmy przy grach i był to bardzo dobrze wykorzystany czas.
Nadszedł czas wyjazdu i powrotu do domu.  Wróciliśmy do domu. Kiedy mama dowiedziała się o zaistniałym incydencie nie mogła się przestać śmiać.. Teraz wchodząc do domu widzę na ścianie, wyłowioną przeze mnie gitarę. Od razu robi mi się ciepło na sercu i wracają miłe wspomnienia, z łowienia ryb i spędzonego czasu podczas rodzinnych gier planszowych.

Czas zacząć wakacje

Spadek po cioci

Nazywam się Paulina, mieszkam w Poznaniu i niedawno odziedziczyłam stary domek po zmarłej cioci. Szczerze mówiąc bardzo słabo ją znałam, możliwe, że widziałam ją parę razy na oczy.
Byłam w ciężkim szoku, gdy moja mama zadzwoniła do mnie i powiedziała mi, że ciocia Małgosia umarła i zostawiła mi dom. Na początku, nie mogłam w to uwierzyć, ja swój własny dom. Mój własny. Ile musiało trwać całe to załatwianie to sobie nawet nie wyobrażałam. Adwokaci, prawnicy i notariusze w ostatnim czasie byli najczęstszymi gośćmi w moim mieszkaniu. Cały ten spadek kosztował mnie i mych rodziców wiele oszczędności życiowych, ale nie chcieliśmy tego wszystkiego stracić na rzecz Państwa.  Każdy się dołożył i stało się. Mogę się wprowadzać. Och czemu wtedy byłam taka naiwna. Niestety cały dom należało odremontować, bo tam to już chyba wieki nie było nic robione. Ciotka była starszą kobieta, która mieszkała sama w tak dużym domu. Miała mała emeryturę więc dorabiała sobie poprzez pilnowanie dzieci sąsiadów. Miała z nimi świetny kontakt, dzieci do niej lgnęły, tak powiedziały mi sąsiadki, które były bardzo poruszone jej śmiercią.
Niestety, aby w miarę szybko wprowadzić się do nowego domu, musiałam poszukać dodatkowej pracy. Nie chciałam, aby było to daleko, bo każdy wolny czas chciałam przekazać na malowanie i odświeżanie domu. Siedząc w domu po cioci, myślałam, jak by tu można dorobić na miejscu. I nagle do głowy wpadł mi świetny pomysł, będę kontynuować pracę cioci i zajmę się dziećmi sąsiadów. To był świetny pomysł. Nie musiałam nigdzie dojeżdżać, praca była na miejscu, nie traciłam czasu na stanie w korku. Byłam szefem sama dla siebie.
Moja rodzinka była pod wrażeniem mego pomysłu, teraz tylko trzeba porozmawiać z rodzicami dzieci, którymi miałam się zająć. Mamy były zachwycone, ponieważ otoczenie dzieci nie zmienił by się i były by blisko domu. Wszystko było ustalone, teraz tylko musiałam zaopatrzyć się w nowe gry i zabawki dla dzieci. Poszłam z młodszą kuzynką do sklepu, ponieważ ja dawno straciłam orientację co jest teraz najpopularniejsze. Gdy weszłyśmy do sklepu Julia w ciągu dziesięciu minut zapełniła mój koszyk. Wybrała najlepsze i najpopularniejsze zabawki. Wybrała min. grę planszową- 5 sekund Junior, puzzle- wesoły dzień Zosi i grę Kalejdoskop 50 gier.
Byłam gotowa na przyjęcie nowych dzieci. W ciągu paru miesięcy remont dobiegł końca i wszystko było gotowe, lecz ja postanowiłam nie zostawiać dzieci i zajmować się nimi jak najdłużej.

Grafik na gry komputerowe

Oj zaczęły się coraz częstsze kłótnie z moim chłopakiem. Ogólnie jesteśmy zgodną parą, ale od niedawna Mateusz zaopatrzył się w nową konsolę do gier. Już od początku wiedziałam, że będzie z tego wiele sporów.
Mateusz ostatnimi czasy bardzo działał mi na nerwy. Nic tylko gry na komputerze non stop. Wracał z pracy i pierwsze co to włączyć laptopa i ładować nową grę. Już miałam tego dość! Żadne prośby, groźby nie pomogły. Musiałam wymyśleć podstępny plan, taki który odciągnął by go od komputera.
Postanowiłam zorganizować wakacyjny wyjazd. Uświadomiłam go, aby wziął wolne w pracy, bo wyjeżdżam do rodziców na tydzień i trzeba zająć się domem i naszym kotkiem, pod moją nieobecność. Na szczęście Mateusz połknął haczyk. Gdy przyniósł mi podpisaną swoja kartę urlopową mogłam zacząć działać. On oczywiście żył w błogiej nieświadomości, że cały tydzień spędzi sam w domu nigdzie nie wychodząc i nic nie robiąc. Mógł wtedy grać w swe ulubione gry bez narażenia się na moją złość.
Miałam dwa tygodnie na załatwienie wymarzonym wakacji we dwoje. Moi znajomi polecali mi wiele miejsc, przyznam, że wybór był ogromny. Zdecydowałam się na wyjazd na Mazury na łonie natury, tak przynajmniej reklamowało się ogłoszenie w katalogu z wycieczkami.
Dzień przed wyjazdem po kryjomu zaczęłam pakować walizkę Mateusza w wszystkie potrzebne rzeczy. Moja przyjaciółka doradziła mi, aby wziąć ze sobą nie tylko te potrzebne rzeczy, ale trochę rzeczy śmiesznych i do zabicia czasu. Postanowiłam zapakować Avengers- Puzzle Magic Decor i jedną grę Kalejdoskop 50 gier.
W dzień wyjazdu wstałam dużo wcześniej, aby zapakować wszystkie walizki do samochodu. Obudziłam Mateusza kazałam mu, aby odwiózł mnie do rodziców. Nie protestował, ponieważ nie wiedział, że nici z jego grania od rana do wieczora. Wsiedliśmy do samochodu  pojechaliśmy, w połowie drogi, gdy już byliśmy daleko od domu opowiedziałam mu o swym planie. Oj był troszkę zły, ale z biegiem czasu naszej podróży chyba zaczął doceniać to co dla niego zrobiłam.
Gdy dojechaliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się piękny widok. Ogromne jeziorko, leżaki, grill, i małe drewniane chatki dla gości. Byliśmy zachwyceni, miałam nadzieję, że wszystko wypali.  I tak się stało. Pogoda dopisywała prawie codziennie, mnóstwo atrakcji, zwiedzania, a wieczorami przy lampce wina spędzaliśmy razem czas podczas gier i puzzli jakich zabrałam ze sobą.  Po powrocie do domu, ustaliliśmy grafik, który z całą pewności ograniczy czas spędzony przy grach komputerowych.  

Gra na poprawe humoru

Ciężkie czasy nastały niestety dla naszej rodziny... Mój tata stracił pracę z powodu redukcji etatów w jego firmie. Zajmował się produkcją grzejników do domów i zakładów. Pracował tam dość długo jak wiem z opowiadań rodziców to ładnych parę lat. Niestety niektóre miejsca pracy w tym zakładzie zostały albo usunięte, albo zastąpione zmechanizowanym robotem, który zrobi to sto razy szybciej i dokładnie, a co najważniejsze dla firmy dużo taniej.
Tatuś był bardzo smutny, chodził osowiały po domu, rzadko się uśmiechał, a ja nie wiedziałam jak mogę mu poprawić humor. Zapytałam mamy o podpowiedz jak można rozweselić tatę i poprawić mu nastrój. Powiedziała, abym wyciągnęła swoje ulubione gry planszowe i zabawki, aby wciągnąć go w zabawę. Pomyślałam świetny pomysł; pobiegłam do swego pokoju i zaczęłam szukać. W ręce wpadła mi gra planszowa- 5 sekund i puzzle- Jej wysokość Zosia. Te ostatnie kupił mi tatuś więc, może powrócą dobre wspomnienia.
Tata siedział w kuchni, zawołałam go, aby przyszedł do mnie do salonu. Ja już wszystko przygotowałam, gra była rozłożona, puzzle poodwracane, teraz tylko zacząć dobra zabawę. Mój tatuś jak zobaczył całe to przedstawienie uśmiechnął się. Oj to był dobry znak, tak pomyślałam. Zaprosiłam go do stołu, aby towarzyszył mi podczas gry. Zaczęliśmy grać i nagle mój tata zmienił się nie do poznania. Był szczęśliwy, zadowolony z czasu spędzonego ze mną, ponieważ gdy pracowało to bardzo rzadko go widywałam.
Graliśmy w gry, puzzle i spędzaliśmy miło czas. Tak zleciało nam całe popołudnie, wypełnione zabawą i dobrym humorem. Mama zawołała nas na obiad, przerwaliśmy grę i udaliśmy się do kuchni. Na stole czekał na nas przepyszny obiad. Mama się spisała powiedzieliśmy z tatą jednym głosem.
To była prawdziwa uczta, po obiedzie rodzice wypili kawę i zawołali mnie do salonu. Tam razem przedstawili mi nowy plan działania na przyszłość, która nie wyglądała tak strasznie  jak tata sobie wyobrażał. Moja mama wymyśliła niezły plan, który zaprocentował nową pracą dla taty. Zawsze wiedziałam, że gry i zabawy z rodzicami poprawią im nastrój i humor.

wtorek, 28 lipca 2015

Wyprawa na grzyby

Jak co roku czekałem na wakacje z utęsknieniem. Kiedy wreszcie nadeszły okazało się, że w tym roku nie wyjeżdżamy z siostrą do cioci na Mazury. Ale nie zmartwiłem się tym bardzo , przecież wakacje można spędzić ciekawie także w swojej miejscowości.
Z kolegami prawie codziennie jeździliśmy na wycieczki rowerowe nad wodę, graliśmy w piłkę siatkową, a także w nożną. Kiedy padał deszcz czas spędzałem przy komputerze lub ciekawymi grami ze znajomymi. Do gustu przypadło nam Avengers- ciekawa puzzle magic decor lub Kalejdoskop 50 gier.
Zdarzyło mi się pomagać także rodzicom, a szczególnie tacie w pracach fizycznych.
Wakacje minęły bardzo szybko. A w ostatnią niedzielę wakacji przydarzyła mi się śmieszna przygoda.
Z samego rana wybrałem się z tatą na grzyby. Dzień był słoneczny i ciepły. Przez ostatnie dwa dni padał deszcz więc spodziewaliśmy się obfitego wysypu grzybów. Gdy doszliśmy do lasu. Tata postanowił, że się rozdzielimy, ale tak żebyśmy byli w zasięgu wzroku. Na początku co raz zerkałem na tatę. Jednak po godzinie trafiłem na takie grzyby, że zapomniałem o wszystkim. Kiedy już miałem pełny kosz, zadowolony skierowałem się w kierunku gdzie był tata. Jednak go nie zobaczyłem .Zagwizdałem w charakterystyczny sposób, ale tata nie odpowiadał. Potem kilkakrotnie nawoływałem go, ale bez odpowiedzi. Kierowałem się cały czas w kierunku,  który wydawał się właściwy. Wszedłem w końcu w takie gęstwiny, że trudno się było przez nie przedostać. Zmęczony usiadłem na jakimś pieńku, kosz postawiłem obok. Usłyszałem wtedy chrząkanie, które przypominało odgłos dzika, ale pomyślałem, że to tata robi mi głupi kawał. Więc powiedziałem zdenerwowany:
-Ale śmieszne!
Ale w odpowiedz nie usłyszałem nic oprócz chrząkania . Pomyślałem sobie, że dorośli też mają czasami głupie pomysły. W końcu krzyknąłem:
- Tato, bez wygłupów. Chodź już do domu, bo mam pełny kosz i bolą mnie nogi.
Ale nic, żadnej odpowiedzi, tylko cały czas chrząkanie. Więc przyklęknąłem i własnym oczom nie wierzyłem. Jakieś 25 metrów ode mnie ujrzałem gromadę dzików, a nie - tatę. Zerwałem się na równe nogi i jak najciszej oddaliłem się od tego miejsca. Szedłem w kierunku przeciwnym niż były dziki. Byłem pewien, że nie jest to kierunek do domu. Ale nie to było ważne. Ważne było aby dziki mnie nie usłyszały. Po jakiś 15 minutach, o dziwo natknąłem się na tatę, który w koszu miał zaledwie kilka grzybów. Opowiedziałem co mi się przytrafiło. A tata ze śmiechem zapytał:
-No, a gdzie masz te grzyby?
Dopiero wtedy zauważyłem, że nie mam kosza z grzybami. Wróciliśmy w to miejsce. Dzików nie było, ale i moich grzybów też nie było. Zostały tylko szczątki które zostawiły po uczcie dziki. Nie miałem ochoty na dalsze grzybobranie. Zmęczeni i rozbawieni wróciliśmy do domu.

Szczęśćie w nieszczęściu

Był piękny, wakacyjny ranek. Leżałam jeszcze na łóżku i słuchałam muzyki, kiedy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Byli to moi rodzice. Zaprowadzili mnie do salonu i pokazali trzy kolorowe kartki. Wyjaśnili  mi, że to są bilety z biura podróży na Wyspy Kanaryjskie. Mamy tam spędzić dwa tygodnie w jednym z luksusowych hoteli. Mój dwuletni braciszek, Oluś, zostanie pod opieką mojej babci.
Gdy się zbliżał dzień wyjazdu, w całym domu panował bałagan. Nikt nie mógł znaleźć swoich rzeczy. Pakowaliśmy tylko najpotrzebniejsze ubrania, ale moja mama nie mogła ich pomieścić w walizce. Jak zwykle miała ich za dużo.
Ja pakowałam się osobiście więc wzięłam potrzebne rzeczy, byłam bardzo zaskoczona, że znalazło się miejsce w mej walizce na rzeczy zbędne, ale umilające czas. Wzięłam puzzle- Przyjaciele z krainy lodu i grę planszową- 5 sekund junior.Wieczorem położyliśmy się wcześniej  spać, aby z samego rana udać się na lotnisko.
Wypoczęci i pełni emocji weszliśmy na pokład samolotu. Lot przebiegł nam spokojnie.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Gdy rozejrzałam się wokół, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Krajobraz był piękny! Palmy, plaże, ocean. Wszystko
to pierwszy raz zobaczyłam na żywo. Rodzicom też się tu bardzo spodobało.
W hotelu mieliśmy zarezerwowane dwa pokoje. Po krótkim odpoczynku
i pierwszym posiłku, udaliśmy się na plażę. Było tam wielu ludzi, ale naszą uwagę przykuł tłum stojący przy wraku samolotu. Podeszliśmy bliżej. Niestety, nie rozumieliśmy o czym rozmawiają, ale na pewno było to coś bardzo interesującego. Po chwili usłyszeliśmy głos mówiący w języku polskim. Rozglądaliśmy się i zauważyliśmy młode małżeństwo. Mój tata zebrał się na odwagę i podszedł do nich. Zapytał , co się tu stało, że wszyscy ludzie są tacy zaszokowani. Kobieta wytłumaczyła, że cztery osoby stojące koło samolotu. Właśnie wróciły po trzech tygodniach pobytu na bezludnej wyspie. Znalazły się tam w wyniku katastrofy samolotu. Na szczęście wszyscy przeżyli. Dzięki sporym zapasom jedzenia
i umiejętności jego zdobycia nie wykończył ich głód. Znaleźli także źródło wody nadającej się do picia. Po dwutygodniowych poszukiwaniach odnalazła ich grupa ratowników. Była to głośna historia, opisana w wielu gazetach. Nie dawano tym osobom szans na przeżycie. Dlatego wszyscy
są tacy zdziwieni ich powrotem. Tata nam to opowiedział, ale nie mogłyśmy
w to z mamą uwierzyć. W końcu wróciliśmy do hotelu i położyliśmy się spać. Byliśmy bardzo zmęczeni.
Dwa tygodnie pobytu na wakacjach minęły szybko i były naprawdę udane. Miło je wspominam. Żal było odjeżdżać, ale tęskniłam za rodzinką. Jednak z tego wyjazdu najbardziej zapamiętałam historię o samolocie przekonała  mnie ona, że cuda się jednak zdarzają.

Dekorowanie ciasteczek

Gwiazdka za pasem, w końcu dwaj bracia Antoś i Szymon się doczekali. Już nie mogą doczekać się gdy ich dom odwiedzi Święty Mikołaj. Już są w takim wieku, że wiedzą doskonale co i jak trzeba przygotować dla Mikołaja, aby odwiedzał ich co roku.
Każdy już czuje magie świąt, wszystko wokół piękne i błyszczące. Wystawy w sklepach kuszą prezentami i kolorami. I jak tu nie ulec pokusom.
W poniedziałek dwa dni przed wigilia, mama zaprosiła chłopców do pieczenia pierniczków. Och co to się działo, wszędzie mąka w kuchni. Gdy już wszystko zostało ogarnięte chłopcy włożyli ciasteczka do piekarnika i czekali, aż będą gotowe i będzie można je ozdobić. Czekali i czekali, a czas dla nich chyba stanął w miejscu, takie mieli wrażenie. Postanowili, że czas oczekiwania musza czymś zająć, a najlepsza rzeczą do przyspieszenia czasu jest zabawa. Pobrali ze swego pokoju do salonu troszkę gier planszowych takich jak np. 5 sekund Junior, Jej wysokość Zosia i pudełko puzzli- Farma.
W oczekiwaniu na ciasteczka, bliźniaki zdążyły ułożyć puzzle i zagrać jedną kolejkę gry, gdy nagle usłyszeli dźwięk kuchenki, która dawała znać, że ciasteczką są już upieczone. Mama wyjęła z pieca gorącą tace, na której uśmiechały się różne figurki min. bałwanki, gwiazdki, choinki czy aniołki.
I znów kolejny czas oczekiwania, musimy poczekać, aż ostygną. Czas w oczekiwaniu zajęły chłopcom dalsze gry i puzzle. Po godzince chłopcy mogli zacząć ozdabiać świąteczne wypieki, gdzie czekali na to chyba z pół dnia. Mama zaopatrzyła Antosia i Szymona w przeróżne ozdoby, kolorowe posypki, brokaciki, kolorowe lukry i pisaki. Teraz to chyba nie odejdą od stołu szybko, więc mama pokazała i wyjaśniła wszystko swym synom i postanowiła posprzątać mieszkanie. Wiedziała, że to super opcja, ponieważ nikt by się jej nie kręcił pod nogami i mogła to szybko skończyć.
Po dekoracji ciasteczek, ubieraniu choinki, sprzątaniu i gotowaniu przyszedł czas na spędzanie świat w rodzinnej i ciepłej atmosferze, do której Święty Mikołaj był miłym dodatkiem :)

Znajda

Był mroźna i śnieżna zima. Pewnego dnia idąc ze spaceru zauważyłam małego, szarego pieska.Był wystraszony i zziębnięty, wtulony między gałęzie jałowca. Podeszłam powoli ,tak by go nie wystraszyć, lecz on nie miał już nawet siły by uciekać, tylko przyglądał mi się swoimi wielkimi ze strachu oczami.
Wzięłam go na ręce, był lekki jak piórko, wyczuwałam każdą jego kość, taki był chudy.
Gdy przyniosłam go do domu, schował się pod szafkę z butami i długo nie chciał spod niej wyjść. Postanowiłam ,że dam mu trochę czasu na oswojenie się. Obok szafki postawiłam miskę z mlekiem i do drugiej jej przegródki wsypałam suchą karmę. Teraz pozostało mi tylko obserwować i czekać na to co zrobi malec.
Troszkę to trwało, a ja bardzo się niecierpliwiłem. Denerwowałem się czy psiak się do mnie przyzwyczai, czy będzie mu ze mną dobrze.
Postanowiłem czymś się zająć, więc wyjąłem grę planszowa- 5 sekund, bo miałem nadzieję, że czas szybko minie i piesek będzie już szczęśliwy ze mną, i puzzle- kąpiel prosiaczka, ponieważ wyobraziłem sobie, że my podczas wakacji razem kąpiemy się w jeziorku.
Przez cały dzień nic nie chciał jeść, ani pić, lecz wieczorem zauważyłam, że niepewnie podszedł do miski, wypił trochę mleka i zjadł parę ziarenek pokarmu.
Jakże się ucieszyłam, widząc go jak je. Przez kilka dni był jeszcze trochę nieufny, lecz oto pewnego dnia, gdy jadłam obiad ,on niespodziewanie skoczył do mnie na kolana i zaczął mnie lizać. Wtedy to też poraz pierwszy usłyszałam jego szczekanie, choć niepewne, to jednak szczekanie. Nagle zeskoczył z moich kolan, stanął koło drzwi i zaczął cicho skomleć. Wyszliśmy na dwór,gdzie bardzo szybko załatwił swoje potrzeby. Po powrocie ze spaceru wpadł do domu jak burza, zjadł wszystko co było w misce, ziewnął i szczęśliwy poszedł spać na swoje posłanie.
Teraz każdy dzień jest najwspanialszy, mam przyjaciela, a on ma dom.
Od tego dnia nasza przyjaźń była tylko coraz mocniejsza, tam gdzie byłam ja, tam też był i on.  Był jakby moim cieniem, nie odstępował mnie na krok.
I teraz po czasie myślę, że w gry jakie wtedy grałem miały jakiś pozytywny wpływ na mojego obecnego psiaka.

Urodziny Zosi

Mała Zosia w końcu doczekała się tego dnia, gdzie cała uwaga wszystkich gości będzie skupiona na niej i jej urodzinach. Zosia skończy dziesięć lat, więc rodzice z takiej okazji postanowili zrobić swej córce niezapomniane urodziny.
Mama Zosia, Aleksandra zaczęła organizować wszystko już trzy miesiące przed datą jej urodzin. Najważniejsze i najtrudniejsze było wynajęcie odpowiedniej sali, która spełniała by wszystkie wymagania córki.
Zosia zapragnęła, aby sala była bardzo kolorowa, gdzie będzie można znaleźć kącik z małymi krzesełkami i stolikami dla jej gości, zjeżdżalnie, która kończyła by się w basenie z piłeczkami, kącik z grami planszowymi np.. z Memos-  Kraina Lodu czy puzzle- kąpiel prosiaczka. Musi być pełno balonów pod sufitem i dwoma clownami, którzy będą towarzyszyć podczas zabawy dzieciom.
Długie poszukiwania w końcu przyniosły efekt, mama znalazła sale zabaw dla dzieci, gdzie można urządzać podobne imprezy.
Pani Aleksandra zaczęła zapraszać gości. Oj lista z dnia na dzień stawała się dłuższa i dłuższa. Zebrało się troszkę rodziny, znajomych i oczywiście kolegów i koleżanek solenizantki.
Do całego szczęścia zostało wymyślenie menu i najważniejsze prezentu od rodziców dla Zosi.
W dniu urodzin Zosia od rana już się szykowała, była bardzo podekscytowana. Wszystko musiało się udać, nic nie mogło nie pójść nie tak po jej myśli. Gdy godzina rozpoczęcia zbliżała się, rodzice wzięli solenizantkę i pojechali z nią na sale gdzie czekali na nią goście.
Zosia bawiła się wyśmienicie.
Powiedziała, że nigdy ni zapomni tego dnia i swój prezent jaki dostała od rodziców będzie szanować i o niego dbać, a była to gra-Kalejdoskop 50 gier.