środa, 31 stycznia 2018
Pani Asia wychowawczyni
Pani Asia, wychowawczyni naszych dzieci, jest przemiłą osobą. Bardzo rezolutna, zaradną i przebojową. Bardzo często organizowała naszym pociechą wyjazdy na wycieczki. Kolejnym zaplanowanym wyjazdem było zoo. Wyjazd na wycieczkę był bardzo wcześnie rano, pobudka o 6:00 dla mojego dziecka jest niewykonalna wręcz ku mojemu zdumieniu mój Bartuś wstał bez żadnego problemu. Myślałam, że będzie się ociągał bo to dla niego bardzo wczesna pora. Od momentu przebudzenia nie było innego tematu niż wycieczka, na którą tak strasznie nie mógł się doczekać. Wciąż tylko zadawał pytania jakie zwierzęta będzie mógł zobaczyć, czy będzie mógł nakarmić jakieś zwierzęta, dotknąć je, pogłaskać. Jak nigdy bardzo szybko sie wyszykował i był gotowy do przedszkola. Wszyscy mali uczniowie czekali juz o 7 rano przed budynkiem przedszkola i byli gotowi wsiąść do autokaru. Dzieciaki się pozegnały i pojechały z opiekunami na ich wyczekaną wycieczkę. Bardzo się martwiłam o mojego Bartka, o to czy nic mu się nie stało, czy dobrze się bawi.. Niepotrzebnie! Wycieczka wróciła cała i zdrowa o około godziny 17. Mój Bartuś wyskoczył radośnie z autokaru wtulając się w moje ramiona. Natychmiast zaczął opowiadać co widział, gdzie był, co robił. Nie pozwolił nawet spokojnie pożegnać się z Paniami opiekunkami. Był tak zachwycony całą tą wycieczka, że pomyślałam, że muszę ta chwilę jakoś zapisać w jego pamięci. Wracając wpadłam na pomysł, że kupię mu jakąś grę, która będzie nawiązywała do tematyki wycieczki. Kupiliśmy grę pt Arka Noego i Mistakos. . Bartek mógł pobawić się jeszcze układając puzzle, na których był obrazek zwierząt, które spotkał w zoo. Układając wspominał jeszcze jak podobały mu się zwierzęta: konie, kozy,świnki,krowy, a nawet osły. Bardzo wiele zapamiętał o zwierzętach, które mógł dotknąć lub pogłaskać. To dowód na to, ze nauka dzieci powinna sie odbywać wykorzystując wszystkie bodźce, a w szczególności wzrok, dotyk i węch. Puzzle ułożył bardzo szybko, z niewielką moją pomocą. Ulożone obrazki nakleiliśmy na tekturkę i powiesiliśmy na ścianie. Teraz jak przychodzą do nas goście Bartek zaprasza gości pokazuje na puzzle i wspomina wycieczkę do zoo.
Plan wojny domowej
Chyba nie ma nic gorszego jak rozwścieczona nastolatka w domu, która ma non stop jakieś fochy i wahania nastrojów. To istny plac wojenny. Aby załagodzić trochę sytuację zapytałam ją, czy wybierze się ze mną na zakupy. Pytając czy czegoś nie potrzebuje, ona rozwinęła długą listę życzeń z najważniejszymi potrzebami. Już wiedziałam, że to będzie dugi i męczący dzień. Moje jedyne ultimatum, było takie, aby zacząć zakupy od mojego sklepu. O dziwo się zgodziła.
Podczas zakupów spotkałam koleżankę Aleksandrę. Rozmawiałyśmy razem chyba z dobrą godzinkę i przechodząc od słowa do słowa umówiłyśmy się na wieczorne spotkanie w gronie rodzinnym.
Przypasował nam dzisiejszy dzień po godzinie 17:00.
W drodze powrotnej wstąpiłam do sklepu, bo przypomniałam sobie, że ciocia ma małą córeczkę wiec i jej trzeba sprawić jakąś niespodziankę.
Wstąpiłam do sklepu z zabawkami, a tam istne zatrzęsienie przeróżnymi zabawkami.
Od pluszowych misiów, puzzli do gier planszowych. Zdecydowałam się na puzzle dla dzieci. Składały się z małej ilości części więc na pewno nie będzie problemu z ułożeniem ich. Miały też odpowiednią wielkość co było też ułatwieniem. Wszystko było by fajne i proste, ale teraz jaki obrazek wybrać? Oczywiście ja już nie jestem na bieżąco z bajkami, ale pani ekspedientka była bardzo przydatna i powiedziała co jest najbardziej chodliwe.
Po zakupach pojechałam już do domu z nadzieją na to, że prezent się spodoba.
Jak zwykle prace domowe zajęły całe przedpołudnie, ani się nie spostrzegłam a już prawie 15.
Mąż wrócił z pracy, zjedliśmy obiad i już trzeba się było się szykować na odwiedziny u koleżanki Oli.
Wyruszyliśmy w drogę troszkę wcześniej, bo nie byłam pewna czy trafimy, bo już jakiś czas tam nie byliśmy. Droga nie okazała się tak zawiła jak przypuszczałam wiec trafiliśmy bez problemu.
Ola oczywiście ucieszona z naszej wizyty, że udało się nam znaleźć czas, aby wpaść w odwiedziny.
Ściągaliśmy buty gdy nagle z pokoju wyszła mała dziewczynka, ubrana w dziecięce getry we wzorki i piękną białą koszuleczkę. Była bardzo nieśmiała i chowała się z nogami swej mamy.
Ola nas przedstawiła, mimo że nie była nas pewna, wzięła nasz prezent dla niej.
Oczywiście ile to było radochy dla niej, jak i zresztą dla nas też. Po całych wybrykach z małą córeczką Oli- Anią usiedliśmy i wspominaliśmy czasy studiów. Życie było wówczas bardziej beztroskie niż teraz. Wspomnienia przy dobrym winku z taką ekipą było bardzo relaksujące.
Posiedzieliśmy tak z dobre trzy godzinki, no ale trzeba było się już zbierać
Czas był tak bardzo miło i pozytywnie spędzony, że umówiłyśmy się na kolejne spotkanie. Dla mnie będzie to oznaczać jedno, kolejną wizytę w sklepie z zabawkami dla małej Ani .
Podczas zakupów spotkałam koleżankę Aleksandrę. Rozmawiałyśmy razem chyba z dobrą godzinkę i przechodząc od słowa do słowa umówiłyśmy się na wieczorne spotkanie w gronie rodzinnym.
Przypasował nam dzisiejszy dzień po godzinie 17:00.
W drodze powrotnej wstąpiłam do sklepu, bo przypomniałam sobie, że ciocia ma małą córeczkę wiec i jej trzeba sprawić jakąś niespodziankę.
Wstąpiłam do sklepu z zabawkami, a tam istne zatrzęsienie przeróżnymi zabawkami.
Od pluszowych misiów, puzzli do gier planszowych. Zdecydowałam się na puzzle dla dzieci. Składały się z małej ilości części więc na pewno nie będzie problemu z ułożeniem ich. Miały też odpowiednią wielkość co było też ułatwieniem. Wszystko było by fajne i proste, ale teraz jaki obrazek wybrać? Oczywiście ja już nie jestem na bieżąco z bajkami, ale pani ekspedientka była bardzo przydatna i powiedziała co jest najbardziej chodliwe.
Po zakupach pojechałam już do domu z nadzieją na to, że prezent się spodoba.
Jak zwykle prace domowe zajęły całe przedpołudnie, ani się nie spostrzegłam a już prawie 15.
Mąż wrócił z pracy, zjedliśmy obiad i już trzeba się było się szykować na odwiedziny u koleżanki Oli.
Wyruszyliśmy w drogę troszkę wcześniej, bo nie byłam pewna czy trafimy, bo już jakiś czas tam nie byliśmy. Droga nie okazała się tak zawiła jak przypuszczałam wiec trafiliśmy bez problemu.
Ola oczywiście ucieszona z naszej wizyty, że udało się nam znaleźć czas, aby wpaść w odwiedziny.
Ściągaliśmy buty gdy nagle z pokoju wyszła mała dziewczynka, ubrana w dziecięce getry we wzorki i piękną białą koszuleczkę. Była bardzo nieśmiała i chowała się z nogami swej mamy.
Ola nas przedstawiła, mimo że nie była nas pewna, wzięła nasz prezent dla niej.
Oczywiście ile to było radochy dla niej, jak i zresztą dla nas też. Po całych wybrykach z małą córeczką Oli- Anią usiedliśmy i wspominaliśmy czasy studiów. Życie było wówczas bardziej beztroskie niż teraz. Wspomnienia przy dobrym winku z taką ekipą było bardzo relaksujące.
Posiedzieliśmy tak z dobre trzy godzinki, no ale trzeba było się już zbierać
Czas był tak bardzo miło i pozytywnie spędzony, że umówiłyśmy się na kolejne spotkanie. Dla mnie będzie to oznaczać jedno, kolejną wizytę w sklepie z zabawkami dla małej Ani .
Tajemnica rodziców
Dlaczego mój tata od paru dni jest smutny? Mama nic nie mówi, tata snuje się po domu. Nie wychodzi już do pracy, więc musi coś być a rzeczy. Porozmawiałam z mamą i wytłumaczyła mi, że tatuś stracił pracę, bo interesy nie szły. Tata pracował w firmie gdzie produkowali grzejniki, lecz firma zaczęła podubadać i tak sie stało jak sie stało.. Pracował tam dość długo jak wiem z opowiadań rodziców to ładnych parę lat. Niestety niektóre miejsca pracy w tym zakładzie zostały albo usunięte, albo zastąpione zmechanizowanym robotem, który zrobi to sto razy szybciej i dokładnie, a co najważniejsze dla firmy dużo taniej.
Tatuś był bardzo smutny, chodził osowiały po domu, rzadko się uśmiechał, a ja nie wiedziałam jak mogę mu poprawić humor. Zapytałam mamy o podpowiedz jak można rozweselić tatę i poprawić mu nastrój. Powiedziała, abym wyciągnęła swoje ulubione gry planszowe i zabawki, aby wciągnąć go w zabawę. Pomyślałam świetny pomysł; pobiegłam do swego pokoju i zaczęłam szukać. W ręce wpadła mi gra planszowa- 5 sekund i puzzle- Jej wysokość Zosia. Te ostatnie kupił mi tatuś więc, może powrócą dobre wspomnienia.
Tata siedział w kuchni, zawołałam go, aby przyszedł do mnie do salonu. Ja już wszystko przygotowałam, gra była rozłożona, puzzle poodwracane, teraz tylko zacząć dobra zabawę. Mój tatuś jak zobaczył całe to przedstawienie uśmiechnął się. Oj to był dobry znak, tak pomyślałam. Zaprosiłam go do stołu, aby towarzyszył mi podczas gry. Zaczęliśmy grać i nagle mój tata zmienił się nie do poznania. Był szczęśliwy, zadowolony z czasu spędzonego ze mną, ponieważ gdy pracowało to bardzo rzadko go widywałam.
Graliśmy w gry, puzzle i spędzaliśmy miło czas. Tak zleciało nam całe popołudnie, wypełnione zabawą i dobrym humorem. Mama zawołała nas na obiad, przerwaliśmy grę i udaliśmy się do kuchni. Na stole czekał na nas przepyszny obiad. Mama się spisała powiedzieliśmy z tatą jednym głosem.
To była prawdziwa uczta, po obiedzie rodzice wypili kawę i zawołali mnie do salonu. Tam razem przedstawili mi nowy plan działania na przyszłość, która nie wyglądała tak strasznie jak tata sobie wyobrażał. Moja mama wymyśliła niezły plan, który zaprocentował nową pracą dla taty. Zawsze wiedziałam, że gry i zabawy z rodzicami poprawią im nastrój i humor.
Tatuś był bardzo smutny, chodził osowiały po domu, rzadko się uśmiechał, a ja nie wiedziałam jak mogę mu poprawić humor. Zapytałam mamy o podpowiedz jak można rozweselić tatę i poprawić mu nastrój. Powiedziała, abym wyciągnęła swoje ulubione gry planszowe i zabawki, aby wciągnąć go w zabawę. Pomyślałam świetny pomysł; pobiegłam do swego pokoju i zaczęłam szukać. W ręce wpadła mi gra planszowa- 5 sekund i puzzle- Jej wysokość Zosia. Te ostatnie kupił mi tatuś więc, może powrócą dobre wspomnienia.
Tata siedział w kuchni, zawołałam go, aby przyszedł do mnie do salonu. Ja już wszystko przygotowałam, gra była rozłożona, puzzle poodwracane, teraz tylko zacząć dobra zabawę. Mój tatuś jak zobaczył całe to przedstawienie uśmiechnął się. Oj to był dobry znak, tak pomyślałam. Zaprosiłam go do stołu, aby towarzyszył mi podczas gry. Zaczęliśmy grać i nagle mój tata zmienił się nie do poznania. Był szczęśliwy, zadowolony z czasu spędzonego ze mną, ponieważ gdy pracowało to bardzo rzadko go widywałam.
Graliśmy w gry, puzzle i spędzaliśmy miło czas. Tak zleciało nam całe popołudnie, wypełnione zabawą i dobrym humorem. Mama zawołała nas na obiad, przerwaliśmy grę i udaliśmy się do kuchni. Na stole czekał na nas przepyszny obiad. Mama się spisała powiedzieliśmy z tatą jednym głosem.
To była prawdziwa uczta, po obiedzie rodzice wypili kawę i zawołali mnie do salonu. Tam razem przedstawili mi nowy plan działania na przyszłość, która nie wyglądała tak strasznie jak tata sobie wyobrażał. Moja mama wymyśliła niezły plan, który zaprocentował nową pracą dla taty. Zawsze wiedziałam, że gry i zabawy z rodzicami poprawią im nastrój i humor.
Zasady przdszkola
Każde przedszkole ma swoje zasady. Przedszkole do którego nasze dzieci chodzą, mają taki zwyczaj, że w każdy czwartek mogą przynieść z domu swoją ulubiona zabawkę. Wsrod dziewczynek ulubiona zabawką są oczywiście lalki Barbie. Nie znam dziewczynki, ktora by nie wiedziała jak wygląda lalka Barbie, każda chce ją mieć, ubierać ją, przebierać i bawić się nią np. w dom. Nie wspomnę już o dodatkach jakie można dla niej kupić, zaczynając od ubranek, mebelków, kosmetyków czy nawet samochodów. Nawet ja pamiętam ze swojego dzieciństwa, ze to były najbardziej pożądane lalki wśród dziewczynek. Ubranka robiło się wtedy ze starych skarpetek, koszulek czy innych ubrań, które nie nadawały się już dla mnie do chodzeni? Teraz to samo robi moja Amelka, jakbym widziała siebie z przed lat. Dlatego często dołączam sie do niej i razem bawimy sie np. w dom mody i projektujemy ubranka dla jej lalek Barbie. Razem z mamami w przedszkolu zrobiłyśmy zbiórkę i kupiliśmy grę dla dziewczynek tj. Puzzle "Barbie-super księżniczka" oraz "Barbie i jej super przyjaciele"a dla chłopców kilka samochodów z matą, na ktorej jest namalowany tor samochodowy. Dziciaki były zachwycone, dziewczynki chyba szczególnie. Ich ulubione lalki przeniosły sie na obraz puzzli. Cały dzień w przedszkolu zgodnie układały części układanki tak by powstał piękny i kolorowy obrazek z pudełka. Panie w przedszkolu miały obawy czy dziewczynki nie będą się kłócić przy jednej ukladance, w końcu ułożenie puzzli wymaga współpracy i koncentracji dzieci. Ku zadowoleniu i zdziwieniu opiekunek i nas mam, dziewczynki swietnie poradziły sobie z zadaniem i puzzle "Barbie-super księżniczka" były ułożone bez większego problemu. Wiecej pracy wymagało ułożenie drugiej układanki: "Barbie i jej super przyjaciele" ale przy pomocy chłopców i te puzzle udało sie ułożyć. Tak, chlopcy widząc pracę dziewczynek nad ułożeniem puzzli sami chcieli się dołączyć. W ten sposób prawie wszystkie dzieci z grupy Amelki w przedszkolu zaangażowały się w pracę zespołową. zadowolone dzieciaki wracając do domu przekrzykiwały się kto więcej części ułożył i kto miał lepsze pomysły. Myślę, że porrzeba organizować jeszcze więcej takich akcji w przedszkolu. Dzieci potrzebują nowych bodźców, a układanie puzzli to zabawa bardzo rozwijającą zdolności manualne, intelektualne oraz świetnie działają na wyobraźnię.
Pomysł taty
Mój mąż to ma pomysły. Nie wiem dlaczego nie skonsultował tego ze mną tego pomysłu. Wpadł na pomysł, aby razem z dziećmi wybrać się na biwak. Oczywiście dzieci są wniebowzięte. Wszystko zostało zorganizowane. Pierwsza atrakcją dla naszych niesfornych dzieciaków był kompleks basenów z ogromną zjeżdżalni, tam się wyszalały i wyzbyły zdecydowanie większą część codziennej dawki energii. Po basenie okazało się, że mam w domu dwa ogromne głodomory, Kasia i Jacek namówili mnie na niezdrowe jedzenie w jednym z najbardziej znanych fast food'ów. Nadal jestem pod wrażeniem ile są w stanie zjeść moje dzieci, choć mój mąż wcale nie jest gorszy od nich. Po ogromnym obiedzie wybraliśmy się na spokojniejszą rozrywkę, poszliśmy do kina. Dzieci wybrały film pod tytułem Memos-Kraina Lodu. Dzieciaki oglądały z zaciekawieniem bardzo przyjemny film a my z mężem mogliśmy trochę odetchnąć po pełnym wrażeń przedpołudniem. Film był pełen pięknych i magicznych postaci, bardzo polecam dla dzieci. Świetnie zrealizowany pod kątem dzieci właśnie, mnóstwo barwnych postaci, dialogi pomiędzy postaciami pouczające i przyjazny morał na zakończenie. nie chcę opowiadać historii ze wszystkimi szczegółami, bo warto by każdy sam obejrzał tą bajkę z dziećmi i mógł sam ją ocenić. Po wyjściu z kina prężnie podążyliśmy ku wyjściu, ale dzieciaki siłą zaciągnęły nas do sklepu z zabawkami. I wiedziałam, jak to się skończy Powodem była wystawa sklepowa,na której znajdowały się zabawki w tematyce filmowej.. Bardzo sprytne posunięcie właściciela sklepu. Dzieciaki zachwycone filmem nie mogły się oprzeć zabawkom. Kasia wybrała sobie puzzle "przyjaciele z Krainy Lodu" przedstawiające główną bohaterkę bajecznej krainy a Jacek gre planszową o tytułowej nazwie filmu tj.: Memos -Kraina Lodu". Kupiliśmy z mężem gry dla dzieci,żeby miały pamiątkę z naszej wycieczki, poza tym to był świetny element przetargowy na kolejny dzień. Tego dnia było już za poźno by zagrać w gry dzieci, musiały być grzeczne by móc zacząć dzień nastepny od tej czynności. Już od samego rana słyszałam z mężem mamo kiedy zagramy, tato kiedy możemy zacząć.Dzieci były posłuszne, więc zgodnie z obietnica następnego dnia, zaraz po śniadaniu, zabrały się najpierw za układanie puzzli a potem za gre planszową. Cały dzień gralismy razem z dziećmi na stoliczku wystawionym przed domkiem, na swiezym powietrzu. Całą rodziną świetnie sie bawiliśmy dzięki temu,że znaliśmy film i mogliśmy dodatkowo dzielić się swoimi odczuciami do różnych postaci i sytuacji ukazanych na ekranie. To był naprawdę przemiły weekend, trafiony pomysł na film a także pomysł dzieci na zakup tych gier.
Turniej gier
Pomiędzy świętami Bożego Narodzenia a sylwestrem wszyscy z naszej ekipy mieli wolne, więc aby zabić czas postanowiliśmy zorganizować turniej w gry planszowe, puzzle i gry karciane. Chodzi o to by wszyscy brali czynny udział w zabawie i każdy mógł się dobrze bawić. Czasem dzielimy się na grupy tak by każde dziecko miało dorosłego w drużynie, wtedy gra jest jeszcze bardziej ciekawa. Choć zdarzało się też i tak, że to grupa dzieci przeciwko dorosłym wygrywała. Dzieci mają dużą wyobraźnię, spryt i bystrość umysłu. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy umysły naszych dzieci są tak mocno stymulowane różnego rodzaju gier komputerowych, laptopów czy innych tabletów. Niejeden dorosły mógłby się spalić ze wstydu przy pomysłach dzieci. Pewnej niedzieli, którą osobiście bardzo dobrze i mile zapamiętałam spotkaliśmy się z moimi rodzicami, zazwyczaj konserwatywni i mało aktywni we wszelako pojętych rozrywkach ludzie. Aby im ułatwić zadanie pozwoliłam im wybrać gre, z którą się u nas pojawią. Rodzice wybrali grę o nazwie: "5sekund". Dla nas było to bardzo fajne rozwiązanie gdyż dzieciaki miały już styczność z tą grą gdyż kilka dni wcześniej grały w grę pt.;"5sekund Junior", w wersję gry przeznaczoną dla młodszych dzieci, ze względu na ich młodszych kolegów. Gra zakupiona przez rodziców okazała się więc świetnym trafem. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się takiegu przebiegu wydarzeń. Po przyjeździe rodzicow najpierw zjedliśmy razem obiad a następnie przy kawie i herbacie zabraliśmy sie za czytanie instrukcji gry i ustalanie szczegółowych zasad gry. Juz na tym etapie było dużo śmiechu i zabawy. Gdy już ustaliliśmy zasady gry i podział na drużyny zaczęliśmy grać. Kazda z drużyn miała czas, że była na prowadzeniu ale chwile potem już inna drużyna wychodziła na prowadzenie. Tym sposobem gra 5 sekund dała nam wiele emocji. Dzieci próbowały oszukiwać, żeby przechytrzyć rywali. Dorośli natomiast układali sobie różne cele strategiczne. Każdy na swój sposób próbował obrać drogę strategiczną do wygrania tej gry. Ostatecznie wygrał dziadek z wnuczkiem. Moim zdaniem jednak wszyscy byli wygrani, bo niedziela byla spedzona w cieplym gronie rodziny, mogliśmy się bardziej zintegrować i poświęcić sobie czas, którego tak mało jest w ciągu tygodnia. Dziadkowie już sie zapowiedzieli na kolejna niedziele, babcia powiedziała, że koniecznie musi sie odegrać i następnym razem wygra z dziadkiem. Jak się okazuje rodzice mają jeszcze wiele pozostałości z dzieciństwa, ktore warto pobudzić.
Zmiany polityczne
Polityka naszego kraju jest bardzo przewrotna, rzeczy oczywiste dla wszystkich zostają zmieniane. W tym przypadku było tak samo. Rezygnacja z gimnazjum. Mimo tych zmian, młodzież bo to już nie dzieci muszą mimo wszystko wykonywać swoje obowiązki w szkole.
Alicja i jej najlepsza przyjaciółka Maja miały do wykonania projekt na historię. Polegał on na tym, żeby z kilku starych przedmiotów zrobić jeden nowy wynalazek XXI wieku. Na miejsce poszukiwań wybrały strych Alicji. Znalazły tam przeróżne stare obrazy, wykrzywiony widelec, jakieś klocki, gry planszowe Warsztacik kryształków, puzzle i karty.po jej młodszym braciszku i pękniętą piłkę do grania w nogę. Wydawało się, że mogą z tego zrobić widelec obłożony klockami, który mógłby być rakietą kosmiczną, albo obraz z ramą z piłki jako małe kino domowe. Ale dziewczynkom te pomysły wydały się zbyt nudne, jak na 5 klasę. Wracały już do domu, gdy Maja zauważyła na schodku parę dziurawych czerwonych skarpetek w kolorowe ciapki i nagle ją olśniło:
- Możemy zrobić z tych skarpetek ciepłe ogrzewacze do rąk!
Przed zabraniem sie do pracy postanowiły się odprężyć, pograły w gre 5 sekund i najnowsze puzzle.Po tym wzięły się do pracy. Alicja przyniosła nitki i drobną igiełkę, a Maja dzbanek gorącej wody i dziwną gumową poduszeczkę, taką jak ma pani pielęgniarka w szkole - tylko ona ma ją z lodem. Po skończonej pracy dziewczynki wraz z psem Alicji Galeryjką wyszły na długi jesienny spacer.
Następnego dnia przyniosły do szkoły ciepłe, zacerowane ładnie skarpetko-ogrzewacze. Oczywiście dostały obie 5 z dużymi plusami. Po powrocie do domu Alicja zobaczyła krzątającą się po korytarzu babcię Gosię.
- Babciu czy coś się stało?
- Nie, wszystko dobrze.
- Popatrz babciu, jaki wykonałyśmy z Mają projekt.
- Ojej, to moje skarpetki, wszędzie ich szukałam!
- O nie.
- Nie przejmuj się, o ale ładnie mi je zaszyłaś. Dziękuję.
Alicja miała wyzuty sumienia, że zabrały rzeczy babci bez jej wiedzy i zgody. Chciała jej to jakoś wynagrodzić i postanowiła, że ich praca szkolna, za którą otrzymały 5 przekaże swe babci, której na pewno taki prezent się przyda.
Doszyła do skarpet trzy kolorowe guziczki, które idealnie komponowały się z czerwienią skarpet.
Zapakowały je w ładny papier ozdobny i postanowiła wręczyć je babci na drugi dzień. Gdy wróciła ze szkoły pobiegła do swego pokoju, wyjęła z szafy małe zawiniątko i wręczyła je babci.
Babcia niczego nie świadoma bardzo podziękowała wnuczce i przyjęła prezent. Po rozpakowaniu była bardzo ucieszona, a zarazem wzruszona. Zima była za pasem więc wiedziała, że taki prezent na pewno się jej przyda.
Alicja i jej najlepsza przyjaciółka Maja miały do wykonania projekt na historię. Polegał on na tym, żeby z kilku starych przedmiotów zrobić jeden nowy wynalazek XXI wieku. Na miejsce poszukiwań wybrały strych Alicji. Znalazły tam przeróżne stare obrazy, wykrzywiony widelec, jakieś klocki, gry planszowe Warsztacik kryształków, puzzle i karty.po jej młodszym braciszku i pękniętą piłkę do grania w nogę. Wydawało się, że mogą z tego zrobić widelec obłożony klockami, który mógłby być rakietą kosmiczną, albo obraz z ramą z piłki jako małe kino domowe. Ale dziewczynkom te pomysły wydały się zbyt nudne, jak na 5 klasę. Wracały już do domu, gdy Maja zauważyła na schodku parę dziurawych czerwonych skarpetek w kolorowe ciapki i nagle ją olśniło:
- Możemy zrobić z tych skarpetek ciepłe ogrzewacze do rąk!
Przed zabraniem sie do pracy postanowiły się odprężyć, pograły w gre 5 sekund i najnowsze puzzle.Po tym wzięły się do pracy. Alicja przyniosła nitki i drobną igiełkę, a Maja dzbanek gorącej wody i dziwną gumową poduszeczkę, taką jak ma pani pielęgniarka w szkole - tylko ona ma ją z lodem. Po skończonej pracy dziewczynki wraz z psem Alicji Galeryjką wyszły na długi jesienny spacer.
Następnego dnia przyniosły do szkoły ciepłe, zacerowane ładnie skarpetko-ogrzewacze. Oczywiście dostały obie 5 z dużymi plusami. Po powrocie do domu Alicja zobaczyła krzątającą się po korytarzu babcię Gosię.
- Babciu czy coś się stało?
- Nie, wszystko dobrze.
- Popatrz babciu, jaki wykonałyśmy z Mają projekt.
- Ojej, to moje skarpetki, wszędzie ich szukałam!
- O nie.
- Nie przejmuj się, o ale ładnie mi je zaszyłaś. Dziękuję.
Alicja miała wyzuty sumienia, że zabrały rzeczy babci bez jej wiedzy i zgody. Chciała jej to jakoś wynagrodzić i postanowiła, że ich praca szkolna, za którą otrzymały 5 przekaże swe babci, której na pewno taki prezent się przyda.
Doszyła do skarpet trzy kolorowe guziczki, które idealnie komponowały się z czerwienią skarpet.
Zapakowały je w ładny papier ozdobny i postanowiła wręczyć je babci na drugi dzień. Gdy wróciła ze szkoły pobiegła do swego pokoju, wyjęła z szafy małe zawiniątko i wręczyła je babci.
Babcia niczego nie świadoma bardzo podziękowała wnuczce i przyjęła prezent. Po rozpakowaniu była bardzo ucieszona, a zarazem wzruszona. Zima była za pasem więc wiedziała, że taki prezent na pewno się jej przyda.
Parę dni pakowania
Mówili nie będzie źle, wszystko dobrze przemyślisz, zaplanujesz to nie powinno być problemu. Z takim nastawieniem zaczęłam organizację naszych tegorocznych wakacji. Pakowanie miało zająć mi parę godzin, a niestety przeciągnęło się na parę dni. Wakacje nad morzem to ulubiony sposób spędzania urlopu przez większość rodzin. Morze Bałtyckie co prawda chłodne, ale za to polskie plaże należą do najpiękniejszych w Europie, wiec od początku wakacji nadmorskie miejscowości oblegane są przez rodziców z dziećmi. Dlatego przed takim wyjazdem i w szczególności z dziećmi dobrze się do niego przygotowałam. Zabrałam wszystkie ubrania dla całej rodziny, sprzęty, gry planszowej, 5 sekund, Gra na kółkach. Przed naszym wyjazdem zapoznałam się z wieloma ofertami i cennymi radami dotyczącymi takiego wyjazdu z dziećmi. Oczywiście większa część mej rodziny zaczęła mi doradzać, że tam najlepiej, tam najtaniej, tam najbliżej. Lecz ja postanowiłam podjąć tą decyzję sama z mężem. Wyjazd na wakacje nad morze dobroczynnie wpływa na zdrowie i odporność co jest dla mnie bardzo ważne ze względu, że moja Kasia dużo choruje więc duża zawartość jodu w powietrzu idealnie poprawi jej stan zdrowia. Dlatego rodzicom takim jak ja dla alergików i często chorujących przedszkolaków zaleca się, by przynajmniej raz w roku wyjechali z dzieckiem na dwa-trzy tygodnie nad Bałtyk. Kąpiele morskie i słoneczne pomogą zahartować mojego Piotrusia i poprawią jego apetyt. Wakacje nad morzem to przede wszystkim wylegiwanie się na plaży, z czego najbardziej cieszą się ja z mężem. Podczas pobytu nad morzem nasze smyki mogą bezkarnie budować wielkie zamki, szukać muszelek i bursztynów na plaży, i pod czujnym okiem mego męża pluskać się w wodzie. Niestety, trzeba pamiętać o kapryśnej polskiej pogodzie. W naszej strefie klimatycznej nie ma gwarancji, że wybierając się na urlop nad morze, trafimy akurat na upały. Może się okazać, że będzie deszczowo przez całe dwa tygodnie. To często zniechęca przed wakacjami nad Bałtykiem, ale my jesteśmy tak pozytywnie nastawienie, że nic nas nie powstrzyma. By uniknąć rozczarowań i mimo wszystko skorzystać z pobytu nad morzem, warto abyśmy przygotowali plan awaryjny na wypadek brzydkiej pogody, bo nie wyobrażam sobie, abym miała nudzić się z dziećmi w hotelu i słuchać ich narzekań. Sprawdziłam wcześniej, gdzie można się wybrać na rowerowe czy piesze wycieczki – niektóre nadmorskie miejscowości są bardzo urokliwe i pełne ciekawych miejsc oraz zabytków, które warto zobaczyć. Oprócz tego dowiedziałam się , czy w wybranej miejscowości są miejsca specjalnie przeznaczone dla dzieci – bajlandie, parki rozrywki czy basen. Wzięłam też ze sobą ulubione zabawki i książeczki dla dzieci, a dla całej rodziny gry planszowe – wówczas nawet brzydka pogoda nad morzem nie zepsuje nam humoru.
Słońce wychodzi rzadko
Kiedy te wakacje minęły, kiedy te słońce się schowało i wychodzi coraz rzadziej. Teraz, aby kogoś wyciągnąć z domu to graniczy z cudem, każdy z znajomych woli posiedzieć w ciepłym domku popijając gorącą herbatkę przy ciekawym filmie w telewizji. Poprosiłam mamę, czy może skusi się na zagranie ze mną w grę planszowa 5 sekund lub ułoży puzzle- Wesoły dzień Zosi, lec niestety nie dała się namówić. Zrezygnowałam z dalszego namawiania i wróciłam do swego pokoju, aby dalej obserwować co dzieje się za oknem.
Mężczyzna zgarniał liście w jedno miejsce i teraz wyglądały jakby one także marzły od chłodnego wiatru. Postanowiłam, że zarzucę żółty szalik na szyję i wyjdę z domu.
Stanowił on kontrast z brązowymi liśćmi i pustymi gałęziami drzew. Pasował także do mojego ciemnozielonego swetra. Miałam na sobie barwy jesieni i tylko żółty szalik przypominał, że świat składa się z innych kolorów niż tylko odcieni szarości. W powietrzu czułam zapach wypalanej trawy. Zbliżała się zima można było to poznać po zwiniętych pąkach kwiatów, po grubszych kurtkach przechodniów i dzięki chłodnemu wiatru, który ocierał się o moje policzki. Wystawiłam twarz do słońca. Teraz było już bliżej nas. Przepędziło chmury deszczowe i ogrzewało nasze blade twarze. Spacerowałam po parku szukając wyjątkowych liści do zasuszenia. Postanowiłam schować cząstkę jesieni do książki. Zawsze gdy ja otworzę poczuję rześki jesienny poranek. Pod nogi zatulały się dwa dojrzałe kasztany. Pachniały świeżo rozłupaną łupinka. Odbijało się w nich słońce. Były gładkie i całe brązowe. Schowałam je w dłoni i poczułam ciepło bijące z serca kasztanów. To w nich żyła jesień. Jesień była także na liściach, które schowałam do książek. Widziałam ją także na niebie i wyczułam w powietrzu. Jesień przepełniła cały świat. Ludziom ocierała się o policzki, mężczyźnie zamiatającym liście tańczyła pomiędzy dłońmi. Lubiłam przyglądać się jesieni jak wypełnia świat. Przygotowuje do nadejścia zimy, przyzwyczaja do ciepłych swetrów i butów. Jesień odchodzi zawsze szybko, nie pyta czy powinna jeszcze zostać. Pozostawia po sobie ślady, których szukam tak jak dziś na wypadek gdybym tęskniła.
Mężczyzna zgarniał liście w jedno miejsce i teraz wyglądały jakby one także marzły od chłodnego wiatru. Postanowiłam, że zarzucę żółty szalik na szyję i wyjdę z domu.
Stanowił on kontrast z brązowymi liśćmi i pustymi gałęziami drzew. Pasował także do mojego ciemnozielonego swetra. Miałam na sobie barwy jesieni i tylko żółty szalik przypominał, że świat składa się z innych kolorów niż tylko odcieni szarości. W powietrzu czułam zapach wypalanej trawy. Zbliżała się zima można było to poznać po zwiniętych pąkach kwiatów, po grubszych kurtkach przechodniów i dzięki chłodnemu wiatru, który ocierał się o moje policzki. Wystawiłam twarz do słońca. Teraz było już bliżej nas. Przepędziło chmury deszczowe i ogrzewało nasze blade twarze. Spacerowałam po parku szukając wyjątkowych liści do zasuszenia. Postanowiłam schować cząstkę jesieni do książki. Zawsze gdy ja otworzę poczuję rześki jesienny poranek. Pod nogi zatulały się dwa dojrzałe kasztany. Pachniały świeżo rozłupaną łupinka. Odbijało się w nich słońce. Były gładkie i całe brązowe. Schowałam je w dłoni i poczułam ciepło bijące z serca kasztanów. To w nich żyła jesień. Jesień była także na liściach, które schowałam do książek. Widziałam ją także na niebie i wyczułam w powietrzu. Jesień przepełniła cały świat. Ludziom ocierała się o policzki, mężczyźnie zamiatającym liście tańczyła pomiędzy dłońmi. Lubiłam przyglądać się jesieni jak wypełnia świat. Przygotowuje do nadejścia zimy, przyzwyczaja do ciepłych swetrów i butów. Jesień odchodzi zawsze szybko, nie pyta czy powinna jeszcze zostać. Pozostawia po sobie ślady, których szukam tak jak dziś na wypadek gdybym tęskniła.
Jak nie ja to kto
Aby nie zapomnieć o kontaktach rodzinnych postanowiłam zorganizować spotkania dla osób z najbliższego naszego otoczenia, aby spędzić czas trochę wspólnie. Razem pograć w różne gry, poukładać puzzle czy zwyczajnie pograć w gry planszowe. Pamiętamy oczywiście o tym, że poziom trudności gry musi być dostosowany do wieku i umiejętności naszych dzieci. Chodzi o to by wszyscy brali czynny udział w zabawie i każdy mógł się dobrze bawić. Czasem dzielimy się na grupy tak by każde dziecko miało dorosłego w drużynie, wtedy gra jest jeszcze bardziej ciekawa. Choć zdarzało się też i tak, że to grupa dzieci przeciwko dorosłym wygrywała. Dzieci mają dużą wyobraźnię, spryt i bystrość umysłu. Niejeden dorosły mógłby się spalić ze wstydu przy pomysłach dzieci. Pewnej niedzieli, którą osobiście bardzo dobrze i mile zapamiętałam spotkaliśmy się z moimi rodzicami, zazwyczaj konserwatywni i mało aktywni we wszelako pojętych rozrywkach ludzie. Aby im ułatwić zadanie pozwoliłam im wybrać gre, z którą się u nas pojawią. Rodzice wybrali grę o nazwie: Piotruś. Dla nas było to bardzo fajne rozwiązanie gdyż dzieciaki miały już styczność z tą grą gdyż kilka dni wcześniej grały w grę i układał puzzle, w wersję gry przeznaczoną dla młodszych dzieci, ze względu na ich młodszych kolegów. Gra zakupiona przez rodziców okazała się więc świetnym trafem. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się takiego przebiegu wydarzeń. Po przyjeździe rodziców najpierw zjedliśmy razem obiad a następnie przy kawie i herbacie zabraliśmy sie za czytanie instrukcji gry i ustalanie szczegółowych zasad gry. Juz na tym etapie było dużo śmiechu i zabawy. Gdy już ustaliliśmy zasady gry i podział na drużyny zaczęliśmy grać. Kazda z drużyn miała czas, że była na prowadzeniu ale chwile potem już inna drużyna wychodziła na prowadzenie. Tym sposobem gra Fabryka eksplozjidała nam wiele emocji. Dzieci próbowały oszukiwać, żeby przechytrzyć rywali. Dorośli natomiast układali sobie różne cele strategiczne. Każdy na swój sposób próbował obrać drogę strategiczną do wygrania tej gry. Ostatecznie wygrał dziadek z wnuczkiem. Moim zdaniem jednak wszyscy byli wygrani, bo niedziela byla spedzona w cieplym gronie rodziny, mogliśmy się bardziej zintegrować i poświęcić sobie czas, którego tak mało jest w ciągu tygodnia. Dziadkowie już sie zapowiedzieli na kolejna niedziele, babcia powiedziała, że koniecznie musi sie odegrać i następnym razem wygra z dziadkiem. Jak się okazuje rodzice mają jeszcze wiele pozostałości z dzieciństwa, ktore warto pobudzić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)