piątek, 26 czerwca 2015

Julita i jej zguba

Nie tak dawno temu, w niewielkiej wsi położonej za Krakowem, żyła sobie dziewczynka o imieniu Julita. Miała mamę, tatę i psa o imieniu Roki. Miała siedem lat. Zawsze, gdy miała jakiś problem, tylko jeden członek jej rodziny umiał poprawić jej humor – to był Roki. Dotrzymywał jej towarzystwa, spędzał z nią dużo czasu, towarzyszył jej podczas zabawy zabawkami i graniem w gry.
Pewnego dnia, gdy poszła z nim na spacer, nagle - nie wiadomo dlaczego - urwał się jej ze smyczy i zaczął uciekać. Ona zaczęła go gonić i wołać: - Rokiiiiii! Nagle zniknął gdzieś za krzakami. Szukała go prawie dwie godziny, lecz go nie znalazła. Z płaczem wróciła do domu. Co się stało i gdzie jest Roki? – zapytał się tato.
- Roki mi uciekł.
- Chodź pójdziemy wydrukować ulotki z Rokim, a potem pójdziemy je roznieść i przy okazji go poszukamy.

Wydrukowali ulotki, poszli je roznieść, ale go nie znaleźli. Widzieli bardzo dużo podobnych psów, ale żaden z nich to nie był Roki. Gdy wrócili do domu późnym wieczorem, przy kolacji Julita była bardzo smutna, aż jej rodzicom żal było na nią patrzeć. Kładła się spać bardzo smutna i już nikt nie umiał jej poprawić humoru. Gdy wcześnie rano wstała, wyszła po cichu z domu i zaczęła go szukać po całej wsi. Szukała go wszędzie, jednak nadaremnie. Wyszła kawałek za wieś, weszła na górkę i zobaczyła czarodzieja.
- Powiedz mi proszę, gdzie jest Roki? – poprosiła.

Czarodziej wziął ją za rękę i zaprowadził do Rokiego. Poszli i zobaczyli za krzakami Rokiego z jakąś suczką i małymi szczeniakami. Julita zabrała całą gromadkę psiaków do domu. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a Roki już nigdy im nie uciekł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz