Nazywam się Paulina, mieszkam w Poznaniu i niedawno odziedziczyłam stary domek po zmarłej cioci. Szczerze mówiąc bardzo słabo ją znałam, możliwe, że widziałam ją parę razy na oczy.
Byłam w ciężkim szoku, gdy moja mama zadzwoniła do mnie i powiedziała mi, że ciocia Małgosia umarła i zostawiła mi dom. Na początku, nie mogłam w to uwierzyć, ja swój własny dom. Mój własny. Ile musiało trwać całe to załatwianie to sobie nawet nie wyobrażałam. Adwokaci, prawnicy i notariusze w ostatnim czasie byli najczęstszymi gośćmi w moim mieszkaniu. Cały ten spadek kosztował mnie i mych rodziców wiele oszczędności życiowych, ale nie chcieliśmy tego wszystkiego stracić na rzecz Państwa. Każdy się dołożył i stało się. Mogę się wprowadzać. Och czemu wtedy byłam taka naiwna. Niestety cały dom należało odremontować, bo tam to już chyba wieki nie było nic robione. Ciotka była starszą kobieta, która mieszkała sama w tak dużym domu. Miała mała emeryturę więc dorabiała sobie poprzez pilnowanie dzieci sąsiadów. Miała z nimi świetny kontakt, dzieci do niej lgnęły, tak powiedziały mi sąsiadki, które były bardzo poruszone jej śmiercią.
Niestety, aby w miarę szybko wprowadzić się do nowego domu, musiałam poszukać dodatkowej pracy. Nie chciałam, aby było to daleko, bo każdy wolny czas chciałam przekazać na malowanie i odświeżanie domu. Siedząc w domu po cioci, myślałam, jak by tu można dorobić na miejscu. I nagle do głowy wpadł mi świetny pomysł, będę kontynuować pracę cioci i zajmę się dziećmi sąsiadów. To był świetny pomysł. Nie musiałam nigdzie dojeżdżać, praca była na miejscu, nie traciłam czasu na stanie w korku. Byłam szefem sama dla siebie.
Moja rodzinka była pod wrażeniem mego pomysłu, teraz tylko trzeba porozmawiać z rodzicami dzieci, którymi miałam się zająć. Mamy były zachwycone, ponieważ otoczenie dzieci nie zmienił by się i były by blisko domu. Wszystko było ustalone, teraz tylko musiałam zaopatrzyć się w nowe gry i zabawki dla dzieci. Poszłam z młodszą kuzynką do sklepu, ponieważ ja dawno straciłam orientację co jest teraz najpopularniejsze. Gdy weszłyśmy do sklepu Julia w ciągu dziesięciu minut zapełniła mój koszyk. Wybrała najlepsze i najpopularniejsze zabawki. Wybrała min. grę planszową- 5 sekund Junior, puzzle- wesoły dzień Zosi i grę Kalejdoskop 50 gier.
Byłam gotowa na przyjęcie nowych dzieci. W ciągu paru miesięcy remont dobiegł końca i wszystko było gotowe, lecz ja postanowiłam nie zostawiać dzieci i zajmować się nimi jak najdłużej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz