Piękny słoneczny dzień. Ja z moim tatą i bratem- Krzysiem wybraliśmy się nad jezioro. Droga była długa, ale świat za oknem samochodu wydawał się być piękny. Oj jak bardzo chciało się nam spać, tak wcześnie wstawać to zdecydowanie nie dla nas no, ale sama świadomość robienia czegoś poraz pierwszy i to z mym tatą była dla mnie czymś ekscytująca.
Zwiedzieliśmy pod drodze zamek wybudowany przez krzyżaków. Wygrałam nawet nagrodę!. Była nim moneta z tamtych wieków. Była bardzo ładna. Następnie zjedliśmy obiad w restauracji i dalej ruszyliśmy w podróż.
Około południa dojechaliśmy do celu. Słońce świeciło, jednak niekiedy można było zobaczyć wędrującą chmurkę na niebie. Jezioro nad które się wybraliśmy było ogromne. Rozłożyliśmy nasz sprzęt, każdy z nas wziął wędkę i po kolei zarzucaliśmy. Siedzieliśmy w ciszy, nie odzywając się do siebie żeby nie spłoszyć ryb. Uwielbiam takie chwile, można spokojnie posiedzieć i pomyśleć o życiu, przyszłości, o pięknie natury. W tem raptownie, coś mnie szarpnęło. Szybko zacząłem walczyć z rybą, zapewne ogromną po drugiej stronie wędki. Raptownie ponownie szarpnęła, tak że wpadłem do wody.
Brat i tata śmiali się ze mnie, jednak ja nie poddawałem się i stojąc po pas w wodzie szarpałam się z rybą- monstrum. Walczyłam długo, bo około pół godziny. Potem wyjąłem zdobycz i... nie mogłem uwierzyć! Była to gitara! Załamałem się, a moi towarzysze śmiali się do rozruchu. Kiedy słońce zachodziło... poszliśmy razem na kolacje. Frytki z sałatką z pomidorów (moje ulubione danie) poprawiło mi znacząco humor.
Postanowiliśmy spędzić dwa dni dłużej na rybach, mając nadzieję, że i mi uda się coś złowić. Następnego dnia niestety pogoda popsuła nam plany, zostaliśmy w domku, bo na zewnątrz szalała wichura i łowienie ryb było by niemożliwe. Nuda nas dopadła, leżeliśmy i szukaliśmy zajęcia. Tacie przypomniało się, że w bagażniku są gry, które zapakowała mu mama. Ja jako najmłodszy musiałem biec do bagażnik po gry, znalazłem tam Kalejdoskop 50 gier i 5 sekund Junior. Całe popołudnie spędziliśmy przy grach i był to bardzo dobrze wykorzystany czas.
Nadszedł czas wyjazdu i powrotu do domu. Wróciliśmy do domu. Kiedy mama dowiedziała się o zaistniałym incydencie nie mogła się przestać śmiać.. Teraz wchodząc do domu widzę na ścianie, wyłowioną przeze mnie gitarę. Od razu robi mi się ciepło na sercu i wracają miłe wspomnienia, z łowienia ryb i spędzonego czasu podczas rodzinnych gier planszowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz