poniedziałek, 31 października 2016

Nawał zabawek

Ogrom zabawek jaki narasta w naszym domu naprawdę poważny. Dwójka dzieci wiec każe śita, urodziny to tylko prezenty w formie zabawek, więc trzeba się ich choć trochę pozbyć. Mieszkamy na osiedlu domów jedno rodzinnych. Bardzo spokojna dzielnica miasta, niby miasto duże, bo Wrocław, ale cisza i spokój są nam nie odłączne. Mieszkam z mężem i dziećmi- Kasia i Piotrusiem. Mają już troszkę lat, więc doszłam do wniosku, że już czas posprzątać i uporządkować szafy i strych ze starymi zabawkami dzieci. Oj się tego nazbierało. Rodzinę mamy liczną, więc dzieciaki uzbierały ładna kolekcje zabawek od członków rodziny z okazji urodzin lub świąt, zawsze coś dostały. Zaczęłam od strychu, bo tam zbieraliśmy wszystkie nieużywane już zabawki. Sprzątanie samego stychu zajęło mi dwa dni, rupieci się nabierało co nie miara i zabawek niezła ilość. Teraz trzeba pomyśleć co z nimi zrobić.
Niedawno wprowadziła się jedna rodzina z małymi dziećmi, synkiem i córeczka. Postanowiłam ją przywitać wypiekami. Upiekłam domową szarlotkę z cynamonem, to chyba każdy lubi więc może i oni też. Zapukałam do ich drzwi, a oni byli mile zaskoczeni. Przywitali nas ciepło, nas, ponieważ poszłam na przywitanie z mym mężem. Zapoznanie się udało, bardzo mili ludzie. Młode małżeństwo z córeczką o imieniu Basia.
Odwiedzaliśmy się w wolnym czasie, mieliśmy bardzo dobry kontakt. Wpadł mi do głowy świetny pomysł, zabawki, które poznajdywałam, przekazać małej Basi. Troszkę głupio było mi pytać czy przyjmą, ale bardzo się ucieszyli i wzięli wszystkie.
Powiedziałam, że  moje dzieci są już prawie dorosłe i nie bawią się już zabawkami czy grami planszowymi, jak i takimi rzeczami jak Mistakos lub Kapsle- hokej,  a szkoda to wyrzucić jak może się jeszcze komuś przydać.
Moje dzieci nie miały nic przeciwko, aby przekazać swoje zabawki dla małej Basi. Ucieszyli się, że ktoś jeszcze może się nimi bawić i dbać o nie.
Umówiłam się z mama Basi, że przyjedzie samochodem do nas je odebrać. Nie dało się tego zabrać do jednej reklamówki, więc potrzebny był transport. Ale się zdziwiła, gdy zobaczyła jak dużo tego jest. Stwierdziła, że to zdecydowanie za dużo dla jednego dziecka i wpadłyśmy na pomysł, aby przekazać część tych zabawek do publicznego przedszkola, gdzie chodzi jej córka. Nie zwlekając długo podzieliśmy zabawki i pojechałyśmy do przedszkola i niespodzianką.
Panie nauczycielki, były w szoku, że są jeszcze takie osoby, które bezinteresownie potrafią dzielić się prezentami.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz