Odliczałam dni do mojego wymarzonego dnia. Nareszcie się to stało. Moja mama i tata w końcu zgrali sobie urlopy w pracy. To oznacza, że będziemy się świetnie bawić.
Nie narzekałam nawet na to, że musimy bardzo wcześnie wstać i się ogarniać. Fakt ledwo widzieliśmy z bratem na oczy, ale fakt, że spędzimy tyle czasu razem bardzo nas nakręcało. Wycieczkę czas zacząć. Wszystko po drodze było dla nas nowe i nie odkryte.
Zwiedzieliśmy pod drodze zamek wybudowany przez krzyżaków. Wygrałam nawet nagrodę!. Była nim moneta z tamtych wieków. Była bardzo ładna. Następnie zjedliśmy obiad w restauracji i dalej ruszyliśmy w podróż.
Około południa dojechaliśmy do celu. Słońce świeciło, jednak niekiedy można było zobaczyć wędrującą chmurkę na niebie. Jezioro nad które się wybraliśmy było ogromne. Rozłożyliśmy nasz sprzęt, każdy z nas wziął wędkę i po kolei zarzucaliśmy. Siedzieliśmy w ciszy, nie odzywając się do siebie żeby nie spłoszyć ryb. Uwielbiam takie chwile, można spokojnie posiedzieć i pomyśleć o życiu, przyszłości, o pięknie natury. W tem raptownie, coś mnie szarpnęło. Szybko zacząłem walczyć z rybą, zapewne ogromną po drugiej stronie wędki. Raptownie ponownie szarpnęła, tak że wpadłem do wody.
Brat i tata śmiali się ze mnie, jednak ja nie poddawałem się i stojąc po pas w wodzie szarpałam się z rybą- monstrum. Walczyłam długo, bo około pół godziny. Potem wyjąłem zdobycz i... nie mogłem uwierzyć! Była to gitara! Załamałem się, a moi towarzysze śmiali się do rozruchu. Kiedy słońce zachodziło... poszliśmy razem na kolacje. Frytki z sałatką z pomidorów (moje ulubione danie) poprawiło mi znacząco humor.
Postanowiliśmy spędzić dwa dni dłużej na rybach, mając nadzieję, że i mi uda się coś złowić. Następnego dnia niestety pogoda popsuła nam plany, zostaliśmy w domku, bo na zewnątrz szalała wichura i łowienie ryb było by niemożliwe. Nuda nas dopadła, leżeliśmy i szukaliśmy zajęcia. Tacie przypomniało się, że w bagażniku są gry, które zapakowała mu mama. Ja jako najmłodszy musiałem biec do bagażnik po gry, znalazłem Dino farm i Mistakos. Całe popołudnie spędziliśmy przy grach i był to bardzo dobrze wykorzystany czas.
Nadszedł czas wyjazdu i powrotu do domu. Wróciliśmy do domu. Kiedy mama dowiedziała się o zaistniałym incydencie nie mogła się przestać śmiać.. Teraz wchodząc do domu widzę na ścianie, wyłowioną przeze mnie gitarę. Od razu robi mi się ciepło na sercu i wracają miłe wspomnienia, z łowienia ryb i spędzonego czasu podczas rodzinnych gier planszowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz