Dobrze, że w tych czasach i w grupie moich rówieśników można mieć prawdziwego przyjaciel. Taką osobą jest dla mnie Mateusz. Osoba która znaczy dużo dla mnie. Mogę na niego liczyć. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, w szczególności łączyła nas piłka nożna. Dużo razem graliśmy, mimo że był lepszy ode mnie. Z nauką też mu lepiej szło. Moi rodzice bardzo go lubili, ponieważ był dobrym i uczynnym chłopcem. Mieli do niego zaufanie i dzięki temu pozwolili nam wybrać się samemu na wycieczkę, ale w miejsce im znane. Pozwolili, abyśmy wspólnie spędzili jeden tydzień wakacji u babci na wsi. Mieliśmy radości co niemiara. Kąpiel w pobliskiej rzece, przejażdżki rowerowe, pieczenie kiełbasek przy ognisku to tylko niektóre z naszych rozrywek. Wspólne granie w gry planszowe Batman v Superman czy układanie puzzli. Poznałem wtedy też nowych znajomych i nawet pewną dziewczynę, z którą zamierzam się dalej spotykać.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewien pochmurny dzień. Wtedy wybraliśmy się do lasu. Zebraliśmy już sporo grzybów, które później mieliśmy przekazać babci Mateusza, aby mogła skontrolować i ocenić, czy wszystkie są jadalne. Już mieliśmy wracać, gdy Mateusz chciał pokazać mi miejsce, gdzie w dzieciństwie bawił się w chowanego. Nagle coś zabłyszczało w oddali. Postanowiliśmy tam podejść. Był to jakiś dziwny przedmiot, który wystawał z ziemi. Powiedziałem, że może lepiej tego nie ruszać. Jednak Mateusz był ciekawy, schylił się i ostrożnie zaczął wyciągać z ziemi. Nagle jakiś blask mnie oślepił.... Pamiętam jeszcze huk...
Ocknąłem się dopiero w szpitalu. Dopiero później mi wyjaśniono, że to był wybuch. Ja stałem dalej, więc obrażenia nie były duże i po kilku dniach wyszedłem ze szpitala. Miałem tylko lekkie skaleczenia. Stan Mateusza być cięższy. Odłamki z niewypału skaleczyły mu twarz, a zwłaszcza oczy. Co gorsze stracił trzy palce u ręki. Okazało się też, że zaczął coraz gorzej widzieć i w końcu stracił wzrok. To był prawdziwa tragedia. Nie mogłem się z tym pogodzić. Byłem zły, że w porę go nie powstrzymałem. Było mi żal, gdy patrzyłem na niego. Jednak starałem się nie dać tego po sobie poznać i podtrzymywałem go na duchu. Liczyłem na to, że planowana operacja pomoże i Mateusz odzyska wzrok. Niemniej chciałem, aby cofnął się czas. Wtedy wiedziałbym, co zrobić, by zapobiec nieszczęściu. Teraz było już za późno.
Po całej tej tragedii nasze stosunki jeszcze bardziej się umocniły, na pewno wiedzieliśmy, że to co się stało było tragedią, ale wiedzieliśmy, że możemy zawsze na siebie liczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz