Nareszcie nadszedł czas wakacji, dwa miesiące laby moich dzieci. Na szczęście są zaplanowane, więc nuda nie będzie nam grozić. Cześć spędzą na kolonii w Kołobrzegu a drugą cześć u babci na wsi.
Moje dzieciaki mają już po 15 lat więc nie są już małymi dziećmi. Nie mam obaw, aby je wysłać je samodzielnie na wakacje.
W końcu świadectwa rozdane, czas zacząć pakować walizki i w drogę. Pierwszy tydzień dzieciaki spędziły w domu. W kolejny poniedziałek miały już zbiórkę pod krytą pływalnia o godzinie 7:15 rano. Wszyscy wstali o wiele za wcześnie, każde z dzieci było tak podekscytowane wyjazdem na obóz, że spało w nocy parę godzinek tylko. W miarę szybko się zebraliśmy i pojechaliśmy na zbiórkę. Na miejscu było już parę rodziców z dziećmi. Od razu było widać, że dzieciaki są w bajecznym nastroju, gorzej z rodzicami. Niektórzy wydali aż nadto opiekuńczy i swe pociechy przytulali do ostatniego czasu.
Z lekkim opóźnieniem autobus odjechał. Ja ze zdenerwowaniem oczekiwałam na wiadomość od pani wychowawczyni, że są już na miejscu cali i zdrowi. Planowany przyjazd dzieciaków na miejsce planowany był na godzinę 10. Telefon od pani wychowawczyni otrzymałam o 10:45 czyli z lekkim poślizgiem czasowym, który później się okazało, był spowodowany problemami z chorobą lokomocyjną dwójki dzieci. Dotarli cało na miejsce, wszyscy zadowoleni i pełny nadziei na super zabawę. Już oczywiście po rozplanowaniu pokoi kto z kim śpi, rozpakowaniu walizek i zjedzeniu obiadu, wybrali się na wymarzone morze. Moje dzieciaki przeżywały to pierwszy raz, więc dla nich ten widok był czymś nowym. Na szczęście dopisywałam im pogoda przez cały pobyt tam. Dzwonili do mnie od czasu do czasu, opowiadając jak to pięknie jest nad morzem, jaka woda ciepła i słona co było dla nich czymś nowym, jaki piasek miękki, całkiem inny niż ten nad naszym jeziorkiem w naszym mieście. Tylko w jeden dzień mieli gorszą pogodę, ale i na to była przygotowana ich pani przywożąc ze sobą rozmaite gry planszowe, zabawki i puzzle. Na pewno się tam nie nudzili. Gdy nadszedł czas powrotu, nie przypuszczali, że to już, tak szybko.
Oczekiwałam ich również w tym samym miejscu co ostatnio. Mieli być o godzinie 17. Przybyli z małym opóźnieniem, ale wszyscy cali i zdrowi. Opaleni, zadowolenie i z ogromną chęcią na jeszcze jeden taki wyjazd. Oprócz wspomnień przywieźli mi oczywiście całe tony piasku w plecaku, wraz z ubraniami do prania. Za rok na pewno to powtórzymy, ale już cała rodzina.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz