środa, 4 marca 2015

Rodzinna wycieczka

W końcu się doczekaliśmy długo planowanej wycieczki rodzinnej. Planowaliśmy ją od dłuższego czasu, ale zawsze wyskakiwało coś co nam te plany psuło.
W dniu wycieczki wstaliśmy wszyscy wcześnie rano, aby wyjechać wcześnie i tym samym uniknąć korków. Dzień zapowiadał się bardzo ciepło i słonecznie. Szybkie śniadanko, toaleta i pakowanie walizek. Oczywiście znając moje córki to zaplanowana wycieczka na trzy dni skończy się dwoma wypchanymi aż po same brzegi walizkami. Rzecz jasna muszą być zabrane ubrania na każdą pogodę, ale nie aż w takich ilościach.
Jakoś upchaliśmy te wszystkie walizki do bagażnika i o dziwo nawet bagażnik się zamknął. Planowaliśmy wyjechać o 9 rano, ale to co się przeważnie planuje to nie wychodzi. I tak było w naszym przypadku również. Nasz wyjazd rozpoczął się o godzinie 10:15rano. Wszyscy pełni optymizmu wsiedliśmy do samochodu z nadzieją na błogi odpoczynek. Zaplanowaliśmy wyjazd do Krakowa. Jest tam dużo zabytków, które warto poznać i zwiedzić.
Podróż jak na razie szła gładko, korków na drogach o dziwo nie było, ruch nie był duży więc zajechaliśmy tam w dwie i pół godziny.
Na miejscu przywitał nas piękny widok z naszego hotelu. Teraz wiem dlaczego dużo ludzi kocha góry. Po szybkiej rejestracji i wypakowaniu wszystkich bagaży pojechaliśmy na miasto ciekawi nowych okolic. Pogoda była wymarzona. Słońce świeciło, nie było za gorąco, w sam raz. Na Krakowskim rynku oczywiście dużo się dzieje. Mimy, które były poubierane w piękne, średniowieczne stroje robiły wrażenie. Ja osobiście podziwiam te osoby, stoją prawie cały dzień na dworze i to jeszcze bez ruchu i zarabiają marne grosze z pieniędzy, które ktoś im wrzuci do kapelusza. Po zwiedzaniu udaliśmy się do hotelu na kolacje. Kuchnia od pani Basi- właścicielki była obłędna. Rano wszyscy wcześnie się zabraliśmy, aby pozwiedzać min. Sukiennice. Po dotarciu na miejsce oczywiście krótkie zakupy. Dla każdego cos się znalazło. Dla siebie kupiłam piękne czerwone korale, dla męża czapkę górala. Córki wybrały sobie parę zabawek min, puzzle i gry planszowe ze smokiem wawelskim.
Ani się nie obejrzeliśmy a już nadszedł czas powrotu. Z niechęcią ruszyliśmy w drogę i dotarliśmy do domu bez większych problemów. Na pewno wiem, że Kraków jeszcze nie raz nas ugości.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz